Ciekawostki Historyczne
Dwudziestolecie międzywojenne

Co sądzono o ZSRR na Zachodzie?

Przez lata Zachód wierzył w propagandę o ZSRR jako kraju szczęśliwości. Z głupoty i... wyrachowania ludzi, których Lenin nazywał „pożytecznymi idiotami”.

Mimo milionów ofiar Gułagu, głodu na Ukrainie, czystek, ludobójstw w samej Rosji, jak i państwach podbitych, przez dziesięciolecia Zachód wierzył w kłamliwą propagandę. Tworzyli ją… zachodni intelektualiści, artyści oraz dziennikarze. O jej upowszechnianie w Europie i USA dbała sowiecka agentura. Gardziła przy tym obcokrajowcami robiącymi za nią „brudną robotę”. Sam Lenin nazwał ich „pożytecznymi idiotami”.

Skąd u wykształconych i inteligentnych ludzi tak naiwne podejście do jednego z najbardziej zbrodniczych reżimów w historii? Wynikało to po części z nieznajomości dziejów Rosji i realiów życia za żelazną kurtyną. Po części natomiast z sentymentu i – równie fałszywego – mitu rewolucji francuskiej jako niedokończonego dzieła zerwania z ancient regime i budowy raju na ziemi. Wierzący w taki obraz rewolucji – równie gorliwie jak później w przypadku ZSRR – pomijali zbrodnie i zwykłe absurdy, których dopuścili się burzyciele Bastylii. Dariusz Tołczyk w książce „Gułag w oczach Zachodu” pisał:

Za sprawą Lenina i jego partii mit rewolucji – pielęgnowany w licznych środowiskach intelektualnych od czasów zburzenia Bastylii – odrodził się w umysłach i sercach wielu zachodnich pisarzy, dziennikarzy, artystów, uczonych, czyli ludzie wypowiadających się często i chętnie o przyszłości świata.

Raj nie do życia

Jednym z pierwszych amerykańskich dziennikarzy, którzy przyglądali się na własne oczy rewolucji październikowej, był John Reed. Pod wypływem tamtejszych doświadczeń napisał książkę „Dziesięć dni, które wstrząsnęły światem”. Była oparta w dużej mierze na serwowanych mu przez komunistyczną wierchuszkę kłamstwach. Po powrocie do Stanów Zjednoczonych Reed założył Komunistyczną Partię Pracy. Postrzegany przez służby USA jako agent sowiecki, wrócił do ZSRR, gdzie w wieku zaledwie 33 lat zmarł na tyfus. Pochowano go – jako pierwszego Amerykanina – przy murze Kremla.

Bolszewicy co prawda zbudują raj na ziemi. Ale taki, który nie nadaje się do zamieszkania...fot.Gustavs Klucis /domena publiczna

Bolszewicy co prawda zbudują raj na ziemi. Ale taki, który nie nadaje się do zamieszkania…

Inny dziennikarz zza Oceanu, Lincoln Steffens, donosił: „Widziałem przyszłość i to działa”. W tym czasie w Rosji trwała brutalna wojna domowa między czerwonymi a białymi, a Armia Czerwona parła na Zachód, w zamyśle – po trupie „pańskiej Polski”…  Stephens jeszcze w USA pracował dla „New York Evening Post”. Był dziennikarzem zaangażowanym. Należał do tzw. demaskatorów, obnażających wady i degeneracje systemu społecznego. Pisał o korupcji w kręgach władzy w USA. Za jego sprawą rozpoczęto reformę opieki społecznej w Stanach Zjednoczonych.

Być może przekonanie o „degeneracji” aparatu państwowego w jego własnym kraju przyczyniło się do tak wysoce naiwnego spoglądania na bolszewickiego giganta. Z czasem jednak zaczął dopuszczać do siebie, że „rewolucyjna rzeczywistość” nie jest usłana różami. W 1926 roku pisał do żony: „Jestem rosyjskim patriotą, przyszłość jest właśnie tam; Rosja zwycięży i zbawi świat. Taka jest moja wiara. Ale nie chcę tam mieszkać”. Absurd tego passusu dobrze oddaje sposób myślenia intelektualistów z Zachodu zafascynowanych sowiecką Rosją. Bolszewicy co prawda zbudują raj na ziemi. Ale taki, który nie nadaje się do zamieszkania…

Czytaj też: Rewolucja październikowa. Najgorzej zorganizowany przewrót w dziejach

Zobacz również:

Syta Ukraina

Gdy do zachodniej opinii publicznej zaczęły docierać informacje o terrorze, inteligenci zaczadzeni komunistyczną ideologią posuwali się do racjonalizacji zbrodni – jako drogi do upragnionego światowego pokoju. Louise Bryant, wdowa po Johnie Reedzie, pisała o działalności Feliksa Dzierżyńskiego: „Obowiązkiem Dzierżyńskiego było szybkie i humanitarne pozbywanie się więźniów. Wykonywał on tę surową powinność prędko i sprawnie, za co nawet sami skazańcy musieli być mu wdzięczni, gdyż nie ma nic straszniejszego niż kat, którego ręce drżą a serce pełne jest wahań”.

W latach 30. – już w czasach Stalina – inny amerykański dziennikarz karmił tamtejszą opinię publiczną sowiecką propagandą. Mowa o Walterze Durantym, korespondencie dla „New York Times’a” z Moskwy w latach 1922–36. Duranty ma na swoim koncie serię reportaży, w których wychwalał postępy komunizmu. Dostał nawet nagrodę Pulitzera. Dziś jego nazwisko funkcjonuje jako synonim antydziennikarstwa.

Ofiary wielkiego głodu na Ukrainiefot.Alexander Wienerberger /domena publiczna

Ofiary wielkiego głodu na Ukrainie

Duranty robił co w jego mocy, by probolszewickie laurki nie straciły nic ze swoich barw. Gdy Stalin w brutalny sposób rozprawił się z Ukrainą, amerykański korespondent zaprzeczał tej zbrodni. Twierdził, że tzw. wielkiego głodu nie ma. Wygłaszał takie tezy zza biurka. Dyskredytował też Garetha Jones, jednego z niewielu ludzi z Zachodu, który na własne oczy widział ukraińskie wsie i ludzi umierających z głodu. Jones za prywatne pieniądze wyjechał do ZSRR. Ignorując zakaz przemieszczania się, wyruszył z plecakiem żywności w podróż po ukraińskiej prowincji. Jego relacja odsłoniła prawdę o głodowym ludobójstwie. Tym samym skończyła się kariera Durantego. Dziś uważa się jego teksty po prostu za element sowieckiej propagandy.

Czytaj też: Sowieckie zbrodnie na Ukrainie. Żadnego kraju bolszewicy nie potraktowali z taką brutalnością i zbrodniczą nienawiścią

Wujaszek Joe

W czasie wojny siłą rzeczy Zachód wszedł w sojusz z sowiecką Rosją. To po części tłumaczy ciepły ton, z jakim opisywano Stalina w anglosaskiej prasie. Gazety w USA i Wielkiej Brytanii zaczęły pieszczotliwie nazywać sowieckiego dyktatora „wujaszkiem Joe”. Określenie to pochodziło od Franklina Delano Roosvelta, który stworzył ten przydomek w trakcie konferencji w Teheranie. To tam „Wielka Trójka” (wraz z brytyjskim premierem Winstonem Churchillem) dogadywała się na temat podziału świata po wygranej wojnie. Tam też alianci po raz pierwszy przystali na przypisanie powojennej Polski do radzieckiej strefy wpływów.

Gazety w USA i Wielkiej Brytanii zaczęły pieszczotliwie nazywać sowieckiego dyktatora „wujaszkiem Joe”.fot.domena publiczna

Gazety w USA i Wielkiej Brytanii zaczęły pieszczotliwie nazywać sowieckiego dyktatora „wujaszkiem Joe”.

Zabawne określenie przyjęło się w zachodnich mediach. Wujaszek Joe przedstawiany był jako dobrotliwy człowiek, błyskotliwy analityk i sprawny polityk. Nie było już miejsca na doniesienia o tym, co naprawdę dzieje się w Związku Radzieckim. O wszechwładzy służb i milicji politycznej, o Gułagu, czystkach i ludobójstwach gazety milczały. Śladem prasy poszło Hollywood. Jak na zawołanie, zamiast produkcji o wydźwięku antykomunistycznym, zaczęło tworzyć obrazy wychwalające amerykańsko-radziecką przyjaźń, m.in. „Misję w Moskwie” czy „Pieśń o Rosji”.

Czytaj też: Śmierć dzieci rewolucji. Jak Stalin rozprawił się z polskimi komunistami?

Bez wstydu

Mit rewolucji, która co prawda musi pochłonąć ofiary, ale dla dobra ludzkości, szczególnie mocno rezonował we Francji. I to nie tylko wśród dziennikarzy, ale także filozofów, socjologów, artystów. Peany na cześć Związku Radzieckiego wygłaszał m.in. czołowy przedstawiciel tzw. egzystencjalizmu, pisarz i filozof Jean Paul Sartre. Zresztą nie on jeden. W gronie sympatyków ZSRR były takie postacie, jak pisarze Simone do Beauvoir i Albert Camus, poeta Louis Aragon czy krytyk sztuki Andre Breton.

Peany na cześć Związku Radzieckiego wygłaszał m.in. pisarz i filozof Jean Paul Sartre.fot.刘东鳌(Liu Dong’ao) – Xinhua News Agency/domena publiczna

fot.刘东鳌(Liu Dong’ao) – Xinhua News Agency/domena publiczna Peany na cześć Związku Radzieckiego wygłaszał m.in. pisarz i filozof Jean Paul Sartre.

Wszyscy ci ludzie, uważani do dziś za wybitnych twórców, wielokrotnie publicznie zaprzeczali zbrodniom stalinowskim, umniejszali je lub usprawiedliwiali. Wykonywali robotę „pożytecznych idiotów” – jak u zarania rewolucji określił to Lenin. Wspierali sowiecką propagandę mimo coraz powszechniej docierających sygnałów o bestialstwie i terrorze w ZSRR. Gdy w 1946 roku uciekinier Wiktor Krawczenko (zbiegł z delegacji sowieckiej, która w 1944 roku odwiedziła USA) opublikował swoją demaskatorską autobiografię „Wybrałem wolność”, z kręgu francuskich komunistów zaczęły płynąć oskarżenia, że publikacja jest dziełem… amerykańskiego wywiadu.

Krawczenko podał autorów artykułu do sądu. Jednocześnie nawoływał innych uciekinierów z ZSRR do pisania listów – świadectw ich losów za żelazną kurtyną. Proces skończył się kompromitacją komunistów we Francji. Okazało się, że w swoim kontrartykule bazowali na relacjach z zaaranżowanych wycieczek po Związku Radzieckim dla zachodnich dziennikarzy, które w latach 30. organizowała NKWD. Były to oczywiście pokazówki, prezentacje fałszywej rzeczywistości. Mimo to lewicowi intelektualiści niemal do końca zażarcie bronili i usprawiedliwiali sowiecki reżim. Jean Paul Sartre, w reakcji na opisane przez Krawczenkę warunki życia w łagrach, stwierdził: „Możemy być oburzeni lub wstrząśnięci istnieniem tych obozów (…), ale czy powinny nas zawstydzać?”.

Czytaj też: Najwyższa pora powiedzieć to głośno: Amerykanie sprzeciwiali się upadkowi ZSRR!

Dialektyka zbrodni

Ten sam Sartre po podróży do ZSRR (na zaproszenie tamtejszych władz) w latach 50. w wywiadzie dla dziennika „Liberation” utrzymywał, że w „Kraju Rad” istnieje całkowita swoboda wypowiedzi. Rosjanie nie podróżują zaś po świecie nie dlatego, że nie mogą, ale – że nie chcą. Bo żyje im się tak dobrze… Niektórzy z grona lewicujących intelektualistów tworzyli skomplikowane konstrukcje teoretyczne. Tylko po to, by uzasadnić zbrodniczość sowieckiego reżimu. Maurice Merleau-Ponty uważał, że za łagrami i terrorem stoi „konieczność historyczna”. Natomiast ZSRR plasuje się moralnie wyżej od państw Zachodu, bo stosuje przemoc jawnie, a nie w sposób ukryty, jak miały to robić kraje europejskie.

Sartre utrzymywał, że w „Kraju Rad” istnieje całkowita swoboda wypowiedzi. Rosjanie nie podróżują zaś po świecie nie dlatego, że nie mogą, ale – że nie chcą.

Sartre utrzymywał, że w „Kraju Rad” istnieje całkowita swoboda wypowiedzi. Rosjanie nie podróżują zaś po świecie nie dlatego, że nie mogą, ale – że nie chcą.

Stan świadomości elit intelektualnych nad Sekwaną nie zmienił się nawet po śmierci Stalina, gdy w samym Związku Radzieckim zaczęto oficjalnie krytykować zbrodnie stalinowskie. Po tym jak Nikita Chruszczow wygłosił swój referat o kulcie jednostki, który bezpośrednio uderzał w Stalina i ukazywał go jako zbrodniarza, Jean Paul Sartre oskarżył go o… działanie na szkodę rewolucji komunistycznej. „Nie powinniśmy odbierać nadziei robotnikom z Billancourt” – stwierdził.

Jeszcze w latach 70. francuski „Le Monde” regularnie krytykował Aleksandra Sołżenicyna, autora „Archipelagu Gułag”, nazywając go m.in. hitlerowcem. Z kolei w „Le Figaro” twierdzono, że: „Włączenie Polski do systemu politycznego Związku Radzieckiego nie jest ani okupacją ani protektoratem, ani też formą wasalizmu – to rodzaj szerokiej i trwałej współpracy”.

Archiwum Mitochina

W 1992 roku świat poznał tzw. archiwum Mitochina. Był to zbiór ponad 300 tys. tajnych dokumentów KGB wywiezionych na Zachód przez uciekiniera, byłego archiwistę KGB, Wasilija Mitochina. Wtedy też wyszła na jaw prawda o infiltracji mediów zachodnich, w tym francuskich, przez sowiecką agenturę. W agencji prasowej AFP (Agence France Presse) i „Le Monde” na wysokich stanowiskach pracowali dziennikarze zwerbowani przez KGB. To oni nadawali kierunek i ton artykułom i wpływali na prosowiecką linię redakcyjną.

Czytaj też: Sierpem, młotem i propagandą. Jak wyglądało wyzwalanie Ziem Odzyskanych po II wojnie światowej?

Zbrodniarze light

Zaślepienie i naiwność zachodnich środowisk opiniotwórczych w stosunku do ZSRR do dziś budzi zdziwienie i rozgoryczenie. Zwłaszcza w naszej części świata – tak dobrze „zaznajomionej” z sowieckim barbarzyństwem. Na usprawiedliwienie dla ludzi Zachodu można napisać, że komunizm ani radziecki model zarządzania nie były nigdy ich rzeczywistością. Stąd w dużej mierze posługiwali się gotowymi kliszami podsuwanymi im przez agenturę.

Obraz wykreowany z inspiracji samych Sowietów w dużej mierze funkcjonuje w świadomości Zachodu do dziś.fot.domena publiczna

Obraz wykreowany z inspiracji samych Sowietów w dużej mierze funkcjonuje w świadomości Zachodu do dziś.

Smutne jest jednak to, że obraz wykreowany z inspiracji samych Sowietów w dużej mierze funkcjonuje w świadomości Zachodu do dziś. Zbrodnie stalinowskie nie są równorzędne ze zbrodniami III Rzeszy Nie ma znaku równości między tymi dwoma totalitaryzmami. A przecież nie tylko współpracowały ze sobą (co zaowocowało zniszczeniem i podziałem Polski), ale też korzystały z podobnych metod i doprowadziły do śmierci milionów ludzi. Ta sama naiwność dotyczy obecnie postrzegania Rosji, która nigdy nie wyrzekła się stalinowskiej przeszłości. Farmy rosyjskich trolli i agentura w krajach europejskich w bezpardonowy sposób sieją zamęt i chaos oraz zakłamują rzeczywistość.

Bibliografia:

  1. Christopher Andrew, Wasilij Mitrochin: Archiwum Mitrochina, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 2001
  2. Tony Judt: Historia niedokończona. Francuscy intelektualiści 1944–1956. Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2012
  3. Dariusz Tołczyk; Gułag w oczach Zachodu; Pruszyński i S-ka 2009

KOMENTARZE (8)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

de_ent

Tak może napisać tylko kompletny ignorant który jedyne co słyszał o historii to że komunizm to zbrodnia. Jeśli porównać poziom życia przeciętnego człowieka w Londynie, Waszyngtonie i Moskwie w 1930 roku to cała ta propaganda idzie się walić

    niepoprawny politycznie

    …widzę, że jednak pożyteczni idioci i także na poziomie tzw. pospólstwa, ciągle mają się dobrze…

    niepoprawny politycznie

    Co do poziomu życia w Sowdepii to ja myślę, miał Pan chyba na myśli (? – to odnośnie „na myśli” ;) ) lata 30-te, te czasu wielkiego głodu na sowieckiej Ukrainie ???

    No cóż, chyba jednak nie ma Pan racji, mięso ludzkie zwłaszcza człowieka zagłodzonego na śmierć, o niebo nie jest tak smaczne, jak amerykańskie steki, czy hamburgery – te na pewno były lepsze – tak przynajmniej twierdzi nauka ścisła, dietetyka.

niepoprawny politycznie

…ależ świetny „niepoprawny politycznie” artykuł !!!

Gratulacje moje szczere, ale…

Zapomniał Pan jednak o wyjątkowo inteligentnym „pożytecznym idiocie”, który zrobił spustoszenie w mózgach młodzieży Europy zachodniej, „zkomuszałym” do szczętu, wybitnym alkoholiku, który i politurą nie pogardził, i pisarzu mistrzu autoreklamy, niejako przy okazji, oraz (głównie jednak) współpracowniku NKWD; niejakim Erneście Hemingwayu, który 3 lata pił w hotelu hiszpańskim, i bodajże 3 razy był na kilka godzin na froncie w tym czasie, a napisał w oparciu o relacje kolegów od kieliszka, głównie innych komunistycznych agentów – „pożytecznych idiotów”, kilka książek wojennych – polecam tutaj artykuł A. Winkler, Ciekawoski Historyczne, 2018. -„Stary człowiek i… Stalin. Czy wiedziałeś, że słynny Hemingway był agentem NKWD?”

Następnie warto chyba wspomnieć było choćby jeszcze o dwóch słynnych „damskich bokserach”: Woody Allenie (także najpewniej i pedofilu) obecnie wypierającym się co prawda swych „rewolucyjnych” poglądów, i narcystycznym Johnie Lennonu, regularnie tłukącym swoją skomuszałą do szczętu Yoko Ono.
No może jeszcze dla równowagi damsko – męskiej, o Hanoi Jane de facto współskazującą 4 miliony Wietnamczyków na reedukację… i… śmierć, warto było by ale na skrajnym marginesie :), wspomnieć…

No i pamiętajmy też, o tym że o ile u nas na wschodzie, za żelazną kurtyną w 1968 roku młodzież, studenci zwłaszcza, protestowała przeciw „opriczninie” komunistycznej, to zinfiltrowana do bólu przez enkawudzistów i ich popleczników „pożytecznych idiotów” takich „yntelektualystów inaczej”, ww. młodzież zachodnia, zwłaszcza studencka, masowo biegała z czerwonymi sztandarami i hasłami rodem z czerwonych książeczek Mao, po ulicach…

…a ja, jak widzę teraz młodzież z Czegewarą na t-shertach (pisownia jest celowo niepoprawna), na koszulkach dzisiejszych młodych „pożytecznych idiotów”, i starego 99-letniego już „idiotę pożytecznego” Kisindżera (pisownia jw.), żądającego rozbioru Ukrainy…

    niepoprawny politycznie

    …Lennonu, ha, ha, oczywiście powinno być Lennonie, ha, ha, no cóż dostosowałem się po prostu do poziomu komentarza powyżej :) no i…
    …zamiast dwa razy użyć „do szczętu”, raz mogłem dać np. dogłębnie… No cóż nikt z nas nie jest nieomylny szczególnie jak się spieszy – warto to wiedzieć…

niepoprawny politycznie

No i znalazłem coś o Moskwie w latach 30-tych, żeby nie było, że się wybiórczo Ukrainą „zasłaniam”…

„Dżentelmen w Moskwie” A. Towles, u nas wydane w 2017.:
„Przyznajmy, że wczesne lata trzydzieste w Rosji nie należały do przyjemnych. Oprócz głodu na wsi [ten bowiem dotyczył nie tylko Ukrainy ale nawet i podmoskiewskich wsi!] , [powszechny] głód w 1932 roku doprowadził w końcu do migracji chłopstwa do miast, co z kolei przyczyniło się do przepełnienia mieszkań, NIEDOBORU PODSTAWOWYCH TOWARÓW, a nawet do chuligaństwa [rozbojów na duża skalę].”
Streszczając treść publikacji w tym miejscu: Plagą Moskwy były zwłaszcza bandy osieroconych, obdartych wychudłych skrajnie dzieci, grasujące, napadające i rabujące, ba, w ledwie kilku potrafiących nawet zabić dorosłego człowieka… Osierocone na prawdę lub tylko udające sieroty, dzieci z nawet daleka, zjeżdżały do Moskwy niczym do raju, gdzie… Wielkim nakładem, sztucznie uzyskiwano taką „punktową” namiastkę zachodniego dobrobytu. Przyciągało szczególnie dziecięce gangi metro. Zwłaszcza małe skrajnie wychudzone dziewczynki „robiły karierę” kryminalną, wrzucane do przedziałów pociągów, mieszkań, przerzucane przez ogrodzenia, wciągane linami na dachy, w celu dokonania spektakularnych kradzieży, okradania nawet gmachów rządowych…
Nieliczne tylko z nich – sierot, trafiały do przytułków – na prośbę o organizację sieci domów dziecka, Stalin odpowiedział że w socjalizmie nie ma takiej potrzeby…
Te złapane na „gorącym uczynku” trafiały do łagrów i poddawane były podobnemu rygorowi jak dorośli więźniowie, umierały masowo.
W końcu Stalin by zatrzymać tą plagę wprowadził rygorystyczne zakazy. „…tak samo jak chłopi ze wsi dostali zakaz przybywania do miast, to dziennikarze z miast dostali zakaz przyjeżdżania na wieś.” By nie widzieli tego upodlenia wsi, to sztucznie uprzywilejowanym ekonomicznie Moskwianom, nawet „…zaczerniano okna w pociągach pasażerskich.” Kampania na rzecz utajniania klęski głodu była tak skuteczna, że [wspomniany wyżej w artykule] Walter Duranty…” z całym przekonaniem „…doniósł, że pogłoski o głodzie są mocno przesadzone i prawdopodobnie mają źródło wśród antysowieckich propagandzistów.”
……………..
Duranty „wzorzec” pożytecznego idioty „z Sevres”? A może jednak Sartre, Hemingway, czy nasz tutaj de_ent zasługują na to miano?

    Pierre_D'Aulogny

    „…Duranty „wzorzec” pożytecznego idioty „z Sevres”? A może jednak Sartre, Hemingway, czy nasz tutaj de_ent zasługują na to miano?”

    A ja bym powiedzial, ze oni wszyscy i kazdy z osobna.

Zyga

Pracowałem w 2007roku w Anglii ,i kiedyś w knajpie pewna około 40-letnia pani zwyzywała nas polaków że obaliliśmy komunizm że to było najlepsze co mogło nam się przydarzyć .Fajnie im się żyło nie rozumieli co mogli stracić będąc pod ,,opieką” wujaszka Wani.

Zobacz również

Zimna wojna

Doktryna Trumana, czyli jak USA skończyły z izolacjonizmem

Rywalizacja z ZSRR zmusiła USA do zmiany polityki zagranicznej. 12 marca 1947 roku Harry Truman przedstawił nowy program, zakładający koniec izolacjonizmu.

9 czerwca 2022 | Autorzy: Herbert Gnaś

Druga wojna światowa

Nasi sojusznicy tuż przed wojną za plecami Polaków próbowali dogadać się ze Stalinem

Delegacja Brytyjczyków i Francuzów spędziła w sierpniu 1939 roku w Moskwie ponad dziesięć dni. Nie jest pewne, co właściwie było jej celem – zapobieżenie wojnie,...

25 sierpnia 2021 | Autorzy: Andrzej Brzeziecki

Zimna wojna

Nieważne, kto głosuje, ważne, kto liczy głosy! Referendum ludowe w 1946 roku

Jak mawiał Józef Stalin: „Nieważne, kto głosuje, ważne, kto liczy głosy”. W myśl tej maksymy 30 czerwca 1946 roku w Polsce odbyło się referendum ludowe....

4 sierpnia 2021 | Autorzy: Piotr Janczarek

Druga wojna światowa

„Lenin stworzył nasze państwo, a myśmy wszystko przeje**li…”. Tego dnia Stalin był o krok od upadku

Po ataku Niemców na Związek Radziecki Stalin przez wiele dni był zdezorientowany. Bał się, że to jego koniec. Otrząsnął się jednak i 3 lipca wygłosił...

3 lipca 2021 | Autorzy: Andrzej Brzeziecki

Dwudziestolecie międzywojenne

Stalin zamykał w łagrach nawet niemowlęta i przedszkolaki. Wiele z nich umierało w męczarniach

Dzieci w sowieckich łagrach przechodziły twardą szkołę życia – trzy lata w przyłagiernym żłobku, cztery w domu dziecka dla przedszkolaków, siedem w sierocińcu dla uczniów,...

27 maja 2021 | Autorzy: Maria Procner

Dwudziestolecie międzywojenne

Psy wojny, czyli jak wyszkolić idealnego radzieckiego psa służbowego

Inteligentny, posłuszny, wierny, energiczny i karny. Spełniający każdy rozkaz i polecenie, a w dodatku gotowy zarówno odebrać życie wrogowi, jak i oddać własne w obronie...

25 marca 2021 | Autorzy: Agnieszka Bukowczan-Rzeszut

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.



Najciekawsze historie wprost na Twoim mailu!

Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.