Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Byli gorsi od Niemców i Armii Czerwonej. Jak Szwedzi złupili Polskę podczas Potopu?

W trakcie Potopu Szwedzi niemal doszczętnie ograbili Polskę. Na ilustracji fragment obrazu Henryka Pilattiego "Szwedzi".

fot.domena publiczna W trakcie Potopu Szwedzi niemal doszczętnie ograbili Polskę. Na ilustracji fragment obrazu Henryka Pilattiego „Szwedzi”.

Po ataku wojsk Karola Gustawa Rzeczpospolita wyglądała jak po apokalipsie. Szwedzi, zalewający Polskę, w niczym nie ustępowali starożytnym barbarzyńcom. A hitlerowcom i krasnoarmiejcom, którzy wkroczyli do Rzeczpospolitej kilka wieków później, mogliby posłużyć za niechlubny przykład. 

Potop przyniósł Rzeczypospolitej ogromne zniszczenia, porównywalne chyba tylko z gehenną II wojny światowej. Najeźdźcy zachowywali się w Polsce niczym Hunowie lub Wandalowie. Populacja państwa zmniejszyła się nawet o 40 procent. Z dziesięciu milionów mieszkańców zostało sześć. W Wielkopolsce, gdzie wojska Karola Gustawa zabawiły najdłużej, przeżyła zaledwie połowa ludności.

Skąd u północnych sąsiadów takie barbarzyństwo? Wszystko przez to, że ówczesna Szwecja była… biedna jak mysz kościelna. Jej królowie mogli tylko marzyć o luksusowych rezydencjach i meblach. Kraj miał ledwie milion mieszkańców, a jego szkatuła świeciła pustkami. Możnowładcy żyli skromnie, ucztując na drewnianych ławach i stołach bez obrusów. Jak opowiada szwedzki historyk Herman Lindqvist:

Szwecja wyglądała jak zapadła wioska. Premiery sztuk Szekspira odbywały się w Sztokholmie 15 lat później niż w Warszawie. W Warszawie pokazywał je słynny szekspirowski teatr The Globe ze Stratford-upon-Avon, a do Szwecji docierały zaledwie trzeciorzędne trupy teatralne. 

Złoto zeskrobane z listew

Skandynawowie w historii nieraz łupili i niszczyli Rzeczpospolitą. Na początku XVII wieku, za czasów Gustawa Adolfa, wywieźli z Fromborka księgozbiór Kopernika. Z kolei pod koniec tego stulecia, za Karola XII, zdarzało im się użyć archiwalnych polskich ksiąg jako podściółki dla koni. Skala grabieży, do której doszło podczas Potopu, okazała się jednak nieporównywalnie większa. W 1655 roku żołdacy Karola Gustawa, rozbestwieni podczas zakończonej siedem lat wcześniej wojny trzydziestoletniej, rzucili się na Polskę jak wygłodniałe zwierzę.

Żołnierz Karola X Gustawa rzucili się na Polskę ja wygłodniałe zwierzę.

fot.Sébastien Bourdons/domena publiczna Żołnierz Karola X Gustawa rzucili się na Polskę ja wygłodniałe zwierzę.

Szwedzi brali dosłownie wszystko. W ich ręce wpadały obrazy, biżuteria, zastawy, lustra i obrusy. Z kościołów znikały ołtarze, krucyfiksy, ornaty, kapy, organy, chrzcielnice i świeczniki, a także puszki, baldachimy i popiersia. Nie oszczędzano i większych przedmiotów,  jak rzeźby, fontanny, tablice, epitafia, regalia, a nawet… dzwony. Dużym powodzeniem wśród grabieżców cieszyły się marmury, misy, dzbany i talerze, ale zagarniano i kominki, zrywano podłogi i obicia. Wywożono skóry zwierząt, suknie, militaria, sztandary, namioty, gobeliny, dywany, oraz wszelkie meble: szafy, fotele, stoły, skrzynie, schody, balustrady, parapety i drzwi – razem futrynami. Żołnierze, by niczego nie pominąć, zeskrobywali nawet złocenia z listew!

Co ciekawe, łupy z polskich kościołów zabierano często do własnych świątyń i składano je tam jako pobożne dary po udanej wyprawie wojennej. Zdobycz z katolickiej Polski w protestanckim zborze miała wartość symboliczną: oto reformacja zwyciężyła nad papistami.

Podczas wojen z Rzeczpospolitą północni sąsiedzi złupili co najmniej 17 archiwów i 67 bibliotek. Tylko w trakcie Potopu wywieźli księgozbiory między innymi z Poznania, Warszawy, Krakowa, Torunia, Bydgoszczy, Grudziądza, Lublina, Sandomierza i Radomia. Zachowały się nawet  nazwiska szczególnie aktywnych rabusiów. Na przykład za złupienie księgozbiorów jezuickich w Bydgoszczy i Toruniu w 1656 roku odpowiadał szwedzki dyplomata Schering Rosenhane. Dzięki swojej wojennej aktywności później mógł się pochwalić jedną z największych bibliotek w Szwecji.

Artykuł powstał między innymi na podstawie książki Marcina Jamkowskiego i Huberta Kowalskiego pod tytułem "Uratowane z Potopu" (Wydawnictwo Agora 2018).

Artykuł powstał między innymi na podstawie książki Marcina Jamkowskiego i Huberta Kowalskiego pod tytułem „Uratowane z Potopu” (Wydawnictwo Agora 2018).

Stolica w ruinie

Warszawa po szwedzkiej okupacji przedstawiała obraz nędzy i rozpaczy. Liczba mieszkańców stolicy zmniejszyła się z piętnastu tysięcy do sześciu. Najeźdźcy zrujnowali pałace biskupie, bogate rezydencje Kazanowskich, Ossolińskich i Daniłowiczów, a także domy mieszczan. Rozkradli zamek i pałace królewskie. Jak 8 listopada 1655 roku informowano polskiego króla z Warszawy, Karol Gustaw:

kazał poobdzierać obicia w trzech pałacach i powyjmować marmurowe ściany, rozebrać lożę w ogrodzie złożoną z 32 pięknych kolumn marmurowych, które przy rozbieraniu potłuczono. Lecz to nie dosyć: każe brać okna i szyby.

Po wojnie sekretarz królowej Ludwiki Marii opisywał, że „Szwedzi tak bardzo zanieczyścili zamek, że nie jest on zdatny do zamieszkania. Konie wprowadzali nawet do komnat trzeciego piętra, które są pełne gnoju i ciał poległych szwedzkich żołnierzy”. Rezydencja nie nadawała się do użytku, więc Jan Kazimierz zamieszkał w Villa Regia (Pałacu Kazimierzowskim). Nawet później, mimo szybkiej renowacji, nie wróciła do dawnej świetności. Król Michał Korybut Wiśniowiecki wolał mieszkać na Zamku Ujazdowskim, a Jan III Sobieski poza okresem sejmów preferował Wilanów.

Villa Regia widoczna na fragmencie panoramy Warszawy autorstwa Erika Dahlberga.

fot.domena publiczna Villa Regia widoczna na fragmencie panoramy Warszawy autorstwa Erika Dahlberga.

Co ciekawe, Szwedzi nie zrabowali z Warszawy kolumny Zygmunta. Jej rozebranie okazało się zbyt trudne i nie znalazł się inżynier, który podołałby temu zadaniu. Było to bardzo nie w smak Karolowi Gustawowi, który chciał się jej pozbyć, aby nie przypominała o dawnych polskich zwycięstwach i o pretensjach Wazów znad Wisły do szwedzkiego tronu. Kiedy nie wypalił pomysł z przeniesieniem lub wywiezieniem zabytku, szwedzki król rozmyślał nawet, czy by jej nie wysadzić. Ostatecznie zachował ją z myślą o ewentualnej „wymianie” za swego wziętego do niewoli feldmarszałka Arvida Wittenberga.

Kulturalna pustynia

Fala Potopu uderzyła także w inne miasta. Nie miało przy tym znaczenia, czy się broniły, czy poddawały, czy obiecano ich nie rabować, czy nie. Kraków zawierzył słowu najeźdźców i drogo za to zapłacił. Skandynawowie łupili Wawel i katedrę aż ośmiokrotnie! Zerwali srebrne blachy z ołtarza św. Stanisława, a z trumny Władysława IV wyrwali srebrne gwoździe. Podobnie było gdzie indziej. Z większych ośrodków w Rzeczypospolitej podczas najazdu nie ucierpiały tylko Gdańsk i Lwów.

Zrujnowane były i zamki. Z rezydencji Lubomirskich w Wiśniczu Szwedzi wywieźli 150 wozów pełnych łupów, po czym częściowo ją wysadzili. Zdewastowali też Krzyżtopór, Czersk, Tenczyn, Lanckoronę, Pieskową Skałę… Orle Gniazda z czasów Kazimierza Wielkiego legły w gruzach. Okradano też niezliczone kościoły i klasztory. Wywożono kolekcje kościelne i prywatne.

O skali szwedzkich grabieży niech świadczy to, że tylko za zamku w Wiśniczu wywieźli 150 wozów zrabowanych dóbr.

fot.Erik Dahlberg/domena publiczna O skali szwedzkich grabieży niech świadczy to, że tylko z zamku w Wiśniczu wywieźli 150 wozów zrabowanych dóbr.

Grabieży nie uniknęły nawet mniejsze osady, bo przecież podczas długich przemarszów wojsko musiało „samo się wyżywić”. W efekcie aż kilkaset wsi zniknęło z map. W Wielkopolsce trzy czwarte gruntów leżało ugorem, a na Mazowszu obsiewano nie więcej niż połowę pól.

Nie jest przesadą twierdzenie, że wojny ze Szwedami zamieniły Rzeczpospolitą w ruinę gospodarczą i w pustynię kulturalną. „Według wielu historyków ani późniejsze zabory, ani okupacja hitlerowska, ani radzieckie brygady trofiejne nie wyrządziły takich strat dla polskiej kultury narodowej” – zwracają uwagę Marcin Jamkowski i Hubert Kowalski, autorzy książki „Uratowane z Potopu”.

Skalę i brutalność szwedzkiego rabunku odkrywamy zresztą do dzisiaj. Dobrze pokazują ją skarby, które w ostatnich latach udało się wydobyć z Wisły. Zatonęły one w trakcie transportu w stronę Bałtyku. „Być może flisak nie znał rzeki i wpadł na podwodne głazy? Może ciężkie marmury przeciążyły szkuty i łodzie zaczęły nabierać wody? A może zostały ostrzelane? Tego nie wiadomo” – piszą Jamkowski i Kowalski. Wśród znalezisk można zobaczyć między innymi ogrodową fontannę z manierystycznymi maszkaronami i marmurowe międzyłucze z herbem dynastii Wazów. Aż nasuwa się pytanie, czy było coś, czego najeźdźcy nie chcieliby ukraść?

Marmurowe międzyłucze z królewskim herbem dynastii Wazów wydobyte z dna Wisły. Zdjęcie z książki "Uratowane z Potopu".

fot.Marzena Hmielewicz/materiały prasowe Marmurowe międzyłucze z królewskim herbem dynastii Wazów wydobyte z dna Wisły. Zdjęcie z książki „Uratowane z Potopu”.

Skarby na strychu

Czy po zakończeniu wojny choćby część zrabowanych przedmiotów wróciła do Polski? Na mocy pokoju oliwskiego z 1660 roku można było oczekiwać przynajmniej zwrotu archiwaliów. Artykuł dziewiąty porozumienia głosił, że „wrócone będą ze strony szwedzkiej wszystkie archiwa, akta publiczne grodzkie, sądowe, duchowe oraz Biblioteka Królewska, które zostały wywiezione”. Artykuł siódmy obiecywał to samo także prywatnym właścicielom.

Praktyka pokazała jednak, że nie tak łatwo zinwentaryzować i odnaleźć zagrabione księgi. Polscy wysłannicy działali powolnie i nieudolnie. Potem przyszły kolejne wojny. Misje, organizowane za czasów Jana III Sobieskiego oraz Stanisława Augusta Poniatowskiego, także nie przyniosły efektów, aż w końcu Rzeczpospolita upadła.

Utracone przez Rzeczpospolitą skarby, które Szwedzi dumnie wystawiają w swoich muzeach, do dziś przyprawiają o ból głowy. Niestety, obecni właściciele nawet nie chcą dyskutować o ewentualnym zwrocie. Traktat oliwski tego przecież nie przewidywał. Obecnie pojawiają się zaś głosy, że w sumie… szwedzki rabunek ocalił polskie skarby przed nieuchronnym zniszczeniem podczas II wojny światowej!

Na mocy pokoju oliwskiego Szwedzi mieli zwrócić między innymi archiwalia oraz Bibliotekę Królewską. Nigdy jednak do tego nie doszło. Na ilustracji alegoria pokoju oliwskiego pędzla Theodoora van Thuldena.

fot.Theodoor van Thulden/domena publiczna Na mocy pokoju oliwskiego Szwedzi mieli zwrócić między innymi archiwalia oraz Bibliotekę Królewską. Nigdy jednak do tego nie doszło. Na ilustracji alegoria pokoju oliwskiego.

Cytowany w „Uratowanych z Potopu” historyk Henryk Lindqvist uważa jednak, że sytuacja nie jest beznadziejna. Jak twierdzi:

Osobiście mam nadzieję, że będzie można negocjować zwrot przedmiotów, które są ważne dla Polski, Danii czy Islandii, i oddać je w geście przyjaźni. Zwłaszcza te, które są naprawdę istotne, które przynależą do narodu, są silnie związane z jego duszą i historią.

Może warto byłoby porozmawiać o tym z naszymi sąsiadami, którzy także ucierpieli w wyniku działań najeźdźców z północy? Z Pragi Szwedzi zabrali przecież słynny Codex Gigas, największy średniowieczny manuskrypt, nazywany też Biblią Diabła, oraz bezcenną Srebrną Biblię, spisaną w VI stuleciu w języku Gotów dla Teodoryka Wielkiego. Mają też hełm cara Iwana Groźnego, najpierw zrabowany z Kremla przez polską armię, a następnie wywieziony z Polski podczas Potopu. Gdyby połączyć wysiłki kilku krajów, może przynajmniej niektóre symboliczne zabytki wróciłoby na swoje miejsce: do Warszawy, Pragi, Moskwy?

Bibliografia:

  1. Marcin Jamkowski, Hubert Kowalski, Uratowane z Potopu, Agora 2018.
  2. Maria Romanowska-Zadrożna, Grabieże szwedzkie w Polsce. Przyczyny, charakterystyka i skutki, „Cenne Bezcenne Utracone”, nr 3 (2005).
  3. Orzeł i trzy korony. Sąsiedztwo polsko-szwedzkie nad Bałtykiem w epoce nowożytnej (XVIXVIII w.), red. Katarzyna Połujan, Arx Regia 2002.
  4. Eugeniusz Barwiński, Ludwik Birkenmajer, Jan Łoś, Sprawozdanie z poszukiwań w Szwecyi, dokonanych z ramienia Akademii Umiejętności, Akademia Umiejętności 1914.
  5. Z dziejów polskiego mecenatu artystycznego w wieku XVII, oprac. Władysław Tomkiewicz, Ossolineum 1952.

Kup książkę z rabatem na empik.com

Uratowane baner

 

Czy wiesz, że ...

...słynne afrykańskie miasto, słynące z chodników pokrytych złotem, założył lud wyspecjalizowany w handlu niewolnikami? Tuaregowie wzbogacili się, sprzedając swoich współrodaków: najpierw Rzymianom, a następnie Europejczykom, którzy transportowali ich do Nowego Świata.

...słynny Casanova w pewnym momencie życia chciał się ustatkować? Poważnie myślał o ślubie z tajemniczą Henriettą, która nie chciała zapewnić mu trwałego związku. W ramach rozstanie napisała tylko jedno słowo: „Żegnaj”.

... gdy angielski król Jakub I Stuart zaniemógł w 1616 roku, jego nadworny lekarz zaordynował mu specyfik, którego głównym składnikiem była sproszkowana, niepogrzebana ludzka czaszka, pomieszana z białym winem. Nie był to jedyny władca spożywający „dla zdrowia” kanibalistyczne lekarstwa.

Komentarze (22)

      • Anonim Odpowiedz

        Lepiej wyślemy Bronka krasomówce, z krzesła załatwi wszystko !!! Zresztą ma w tym wprawę, w wynoszeniu obrazów !!!

      • Krzysztof Odpowiedz

        Za te slowa, zapizdzialy komunistyczny bandyto, POwinienes odpowiasac przed Wolnym Sadem Najjasniejszej Rzeczypospolitej i isc za to do pierdla na conajmniej kilka lat !!!

    • Anonim Odpowiedz

      Niech Szwedzi oddają to co zrabowali !. To są straty wojenne i mamy do nich pełne prawo ! Szwedzi przez 400 lat oddali nam tylko jeden przedmiot ,”Rolkę sztokcholmską”. Wstyd.

  1. Ma Pe Odpowiedz

    Szwedzi nie oddadzą nam naszych skarbów, bo znów będą biedni. Wystarczy popatrzec z czego robonie są ich meble. Papier i klej. Wstyd i żenada. Trzeba by buntu narodowego i bojkotu. Głośno krzycząc na cały świat jacy jesteśmy pokrzywdzeni. Czyż to nie przypomina nam zachowania innego narodu wypędzonego

  2. A... Odpowiedz

    …to prawda, że Szwecja niszcząc liczne miasta i (szczególnie) miasteczka, ziem koronnych ostatecznie spowolniła, a właściwie cofnęła rozwój tych miejskich ośrodków. Głównie przyczyniła się do upadku I Rzeczpospolitej i w konsekwencji jej rozbiorów.

    W XVI i na początku XVII wieku, taki trójkąt w Koronie jak np. Kraków – Kielce – Sandomierz, był bardziej miejski niż nawet Dolny czy Górny Śląsk!
    Niewiele gorzej było w Wielkopolsce. Te niewielkie powierzchniowo wybitnie miejskie okręgi (plus Gdańsk i z czasem Warszawa), często niedoceniane przez historyków, były motorem polskiego rozwoju, głównym źródłem dochodów RON. Nie miały sobie równych pod względem bogactwa w XVI i XVII w. w Europie środkowej!

    Ja jednak patrząc na historię obecnych ziem polskich zwłaszcza mojego :-) Szczecina, widzę jeszcze bardziej złowrogich łupieżców tamtych czasów. W de facto okupowanym przez Szwedów od wojny trzydziestoletniej mieście w czasie szczególnie okrutnego oblężenia miasta przez wojska elektora Brandenburgii (kraju jeszcze biedniejszego od Szwecji, który często ponad 70% dochodu uzyskanego przez swych obywateli przeznaczał na wojsko), Fryderyka Wilhelma i jego sojuszników w 1676 i 1677 r., wszyscy niemieccy mieszkańcy Szczecina stanęli po stronie Szwedów przeciw swym przecież, było nie było, pobratymcom!

    W swym doktoracie I. Kozłowska tak to opisuje: „Niezwykle zaciekłe oblężenie i obrona Szczecina w 1677 r. trwały od 4 lipca do 26 grudnia przynosząc miastu ogromne zniszczenia…”
    Ruinę którą zostawili, po na szczęście wówczas tylko dwóch latach swoich rządów (musieli w wyniku układów oddać Szczecin z powrotem Szwecji), trudno z czymkolwiek w tamtych czasach porównać (chyba nawet z tytułowym potopem szwedzkim na naszych ziemiach)… Przy niej zniszczenia dokonane w Szczecinie, te wcześniejsze szwedzkie z czasów wojny 30-letniej, to przysłowiowy „mały Pikuś”.
    „Elektorscy” ponoć na głębokość do 3 m (!) przekopali wszystkie miejskie ogródki w poszukiwaniu kosztowności i zaczęli po skuciu i wywiezieniu ozdób, rozbierać domy mieszczan aby pozyskać zwykłą cegłę…

    Skoro więc chcemy i słusznie, odzyskać zrabowane skarby ważne dla Polski, od Szwedów, a obecnie Szczecin (nota bene podniesiony z gruzów przez tychże Szwedów) jest częścią Polski, to land Brandenburgii być może też coś ważnego dla tożsamości Szczecina i miejscowości Pomorza Zachodniego, ano np. zrabowane ołtarze kościelne, mógłby…

    • zły porucznik Odpowiedz

      Nie, potop nie był główną przyczyną upadku Rzeczpospolitej. Gdy wojska szwedzkie weszły w granice RON, kryzys gospodarczy trwał już blisko 35 lat, także kryzys monetarny i ciągle postępowała erozja systemu politycznego. W co raz większej zapaści było szkolnictwo. Potop był znaczącym ciosem, ale mógł być katalizatorem pozytywnych przemian polityczno-gospodarczych. Niestety ale zabrakło szerszych horyzontów myślowych, wygrał klasowy egoizm.Rzeczpospolita powoli tonęła już od panowania Zygmunta III.

  3. ŁukaszKK Odpowiedz

    „Zwrot przedmiotów, które są ważne dla Polski, Danii czy Islandii, i oddać je w geście przyjaźni” Islandii? Chyba Norwegii.

  4. Migranci Odpowiedz

    Innymi słowy – będąc w Szwecji, można brać jak popadnie. Bez żadnych wyrzutów. Nasze – bo to nasze, a ich – w ramach rekompensaty.

  5. xaaf Odpowiedz

    A nikt nie wpadł na pomysł, by przed wysłaniem strażaków do gaszenia pożarów, spisac umowe i wypisac co szwedzi maja zwrocic z zagrabionych polskich skarbów.

    • A Odpowiedz

      Jeśli chodzi o bibliotekę z Fromborka, to starać się możemy, ale Szwedzi nigdy jej nie oddadzą. Nie była wywieziona podczas potopu, tylko wcześniej, więc nie podlegała ustaleniom traktatu oliwskiego.

  6. zły porucznik Odpowiedz

    Należałoby dodać, że to nie tylko Szwedzi rabowali. Wojska szwedzkie składały się z armii krajowej, etnicznie szwedzkiej oraz zaciężnej zwanej niemiecką (Värvade). W czasach Karola X Gustawa w Värvade służyło sporo Niemców (choć nie tylko), zwłaszcza z zubożałych, zniszczonych w trakcie wojny 30-letniej prowincji takich jak Schleswig-Holstein. Operacyjnie Karol Gustaw podzielił swe armię na armie polową, w znacznej mierze złożoną z Värvade i garnizonową – krajową. Chodziło o to aby to Niemcy wykrwawiali się w starciach z Polakami a politycznie pewniejsi Szwedzi obsadzali garnizony. To właśnie od czasu potopu, Niemcy, do których wcześniej raczej odczuwano sympatię, zaczęli Polakom kojarzyć się źle. Wielu najemników mówiło po niemiecku, a zresztą szwedzkiego pewnie też nie odróżniano. Ale to często z niemieckim rajtarem czy dragonem miał do czynienia polski chłop. Zresztą i Polacy też łupili.
    Samo łupienie było nieodłącznym elementem szwedzkiej pragmatyki wojskowej. Axel Oxenstierna powtarzał, że „wojsko jest jak ryba. Ryba, żeby oddychać musi pływać. Wojsko musi walczyć by by żyć”. Peter Englund utrzymywał, że sukcesy Gustawa Adolfa były w znacznym stopniu pochodną dostępności do tanich kredytów udzielanych przez protestanckie banki. A kredyty trzeba spłacić stąd takie szwedzkie „wynalazki” jak choćby podatki pożarowe (albo kontrybucja albo spalimy wam miasto). W czasie wojny 30-letniej to się sprawdzało. Dlaczego nie miałoby się sprawdzić w RON? Wojsko musiało wyżywić się samo. Tę metodę w znacznym stopniu stosowano jeszcze w trakcie pochodu Wielkiej Armii .

  7. Kris Odpowiedz

    Milion Szwedów podbiło i ograbiło dziesięciomilionową Polskę!!! Od wieków Polacy nie umieli rządzić swoim krajem. Wstyd po prostu…

    • Anonim Odpowiedz

      Do Polski nie przyplynelo milion Szwedów.
      Szwecja biedny kraj, tak biedny że do mąki dosypywano suszona korę brzozy, a jednak zbudował wielką flotę okrętów żeby przepłynąć Bałtyk i zrabowac kraj wielokrotnie bogatszy.
      Kiedy chistoria naszego kraju zacznie nas uczyć rozumu?

  8. jaro Odpowiedz

    z tego wynika ze Polska sfinasowala dobrobyt Szwecji i Niemiec to co dzis maja zawdzieczaja Polsce .Okradli Polske i jeszcze nas nazywaja zlodziejami

Odpowiedz na „KrisAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.