Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Gdy Kazimierz Wielki zasiadł na tronie, Polska była na skraju upadku. Jak król uratował kraj przed katastrofą?

Kazimierz Wielki na obrazie pędzla M. Bacciarellego.

Kazimierz Wielki na obrazie pędzla M. Bacciarellego.

Do starcia, które zdecydowało o losach Polski nie doszło na polu bitwy, ale w pałacowych komnatach, w toku potajemnych negocjacji. Kazimierz Wielki zgodził się zapłacić kwotę, za którą można było kupić 20 zamków, 60 miasteczek, albo… 40 000 krów. Było warto.

Świeżo odrodzone polskie królestwo znajdowało się w krytycznej sytuacji. Potężny król Czech, Jan Luksemburski, o Władysławie Łokietku mówił, że to tylko „król Krakowa”, a nie legalny władca całego polskiego państwa. Wierząc, że wawelski tron należy się tak naprawdę jemu, zorganizował już jedną wyprawę zbrojną na północ i przymierzał się do kolejnej.

Jednocześnie Polska wplątała się w niemal permanentną wojnę z rosnącym w siłę i cieszącym się świetną prasą na Zachodzie zakonem krzyżackim. Rycerze w białych płaszczach przyozdobionych krucyfiksem grabili i zawłaszczali całe połacie królestwa. W 1329 roku w ich ręce wpadł Włocławek, gdzie bez wahania ogołocili miejscową katedrę. Następnie obrabowali Nakło i Raciąż, gdzie spoczywały skarby kujawskich biskupów. Opanowali także Radziejów – tę samą mieścinę, w której przez kilka lat ukrywała się królowa (a wtedy jeszcze księżna) Jadwiga kaliska.

W 1331 roku Krzyżacy złupili Gniezno i Żnin. W 1332 już całe Kujawy – ojcowizna Łokietka, kraj jego młodości i najwierniejsza mu prowincja – znalazły się w rękach wroga. W toku wojny Polacy byli stale w defensywie. Nawet największa bitwa tego konfliktu, stoczona pod Płowcami w 1331 roku, zakończyła się nie zwycięstwem, ale w najlepszym razie remisem. Opóźniła o rok i tak nieunikniony upadek Kujaw.

Władysław Łokietek po bitwie pod Płowcami. Obraz z Albumu jubileuszowego wydanego w 1910 roku.

Władysław Łokietek po bitwie pod Płowcami. Obraz z Albumu jubileuszowego wydanego w 1910 roku.

Nowy król, stare problemy

2 marca 1333 roku zdruzgotany ciągłymi porażkami i uginający się pod ciężarem starości Władysław Łokietek wyzionął ducha. Doznał, jak się podejrzewa, ataku paraliżu. Królem został 23-letni Kazimierz. I to na jego barkach spoczęło zadanie uratowania kraju, na którego czyhali dwaj potężni sąsiedzi – i potencjalni zaborcy.

Do zadania przystąpił nie z mieczem w dłoni, ale z rozsądnym namysłem, który w przyszłości zapewni mu przydomek Kazimierza Wielkiego. Trudno dzisiaj rozstrzygać, na ile działał samodzielnie. Wydaje się wielce prawdopodobne, że decydującą rolę odegrał nawet nie on, ale potężne kobiety z otoczenia króla: jego matka, królowa-wdowa Jadwiga oraz siostra, królowa węgierska Elżbieta Łokietkówna.

Artykuł porusza następujące tematy:

Czas akcji:

Miejsce akcji:

Czy wiesz, że ...

...by dostać się do zakonu joannitów, trzeba było udowodnić wielowiekową przynależność do stanu szlacheckiego? Od francuskich rycerzy wymagano 8-pokoleniowego rodowodu, a od niemiecki - nawet 16-pokoleniowego! A to wszystko trzeba było udowodnić podczas procesu.

...w średniowiecznej Anglii używano niezwykłej metody, by dowieść swojej niewinności? Oskarżony musiał połknąć grudę złożoną z przaśnego, jęczmiennego wypieku oraz owczego sera wytworzonego w maju. Jeśli podczas mszy świętej zdołał pochłonąć całość, uznawano go za wolnego od zarzutów.

...króla Polski Władysława Warneńczyka swatano z kobietami z trzech pokoleń jednej rodziny? Najpierw polski dwór starał się o rękę dwuletniej Anny Habsburżanki, potem Władysławowi zaproponowała małżeństwo jej babcia, czterdziestoparoletnia Barbara Cylejska. Wreszcie polskiemu władcy rajono trzydziestoletnią Elżbietę Luksemburską, matkę Anny i córkę Barbary.

...podczas wyboru Karola V na króla niemieckiego w 1519 roku opór elektorów trzeba było pokonać… łapówką, zwaną eufemistycznie „namaszczeniem ręki”? Młody Habsburg wydał na ten cel astronomiczną kwotę ponad 850 tysięcy guldenów.

Komentarze (22)

  1. Jarema Odpowiedz

    Na polskim tronie zasiadło kilku naprawdę dobrych władców którzy powinni być dziś uznani za wielkich. Bo jeśli przyjąć żelazną zasadę wszystkich gospodarzy, rolników, leśników itp…że ,,zostaw gospodarstwo czy las w co najmniej tak dobrym stanie jak zastałeś” to akurat Kazimierz naprawdę Wielki wielkim władcą był. W odróżnieniu od ojca o mentalności wojowniczego książątka dzielnicowego (bo kimś takim większość życia był) to Kazimierz był człowiekiem całkowicie innego pokroju który rozumiał że miecz wyciąga się wtedy gdy już naprawdę potrzeba a na ile można to należy używać dyplomacji, jakby to powiedział Ferdek Kiepski ,,cycu, dynka jest od myślenia i trzeba mieć tu a nie tu, czyli w mięśniach…”. Władysław przy całym szacunku poprzez kolejne wojny zmarnowałby swoje osiągnięcia a Kazimierz potrafił zauważyć dysproporcje w siłach między Polską a krajami ościennymi, za cenę dyplomacji kupić sobie spokój i zaczął to co nam jest potrzebne (nudny już jestem) czyli pracę od podstaw. Można powiedzieć ze Władysław to romantyk a Kazimierz pozytywista. I w tym momencie nieważne są jego romanse, gwałty, okrucieństwa itp…Na pierwszym planie powinno być dobro państwa a Kazimierz zachował się jak prawdziwy mąż stanu- planowo rozłożył budowę potęgi państwa żeby poprzez ciężką pracę u podstaw zdobyć siłę i przy odpowiednim momencie rewindykować to co straciliśmy- Śląsk, Ziemie Lubuską i szeroki dostęp do morza. Szkoda że zmarł bezpotomnie a Jagiellonowie nie mieli zrozumienia do tych spraw, w każdym razie bez Kazimierza Litwini nie chcieliby unii z nami bo po co im słaby partner a tym samym o I RP i jej wspaniałym dziedzictwie musielibyśmy zapomnieć. Warto się obecnie wzorować na tym okresie i poprzez mądre prawa, naukę i ekonomie budować kraj który kiedyś być może jak magnes przyłączy do siebie inne państwa na zasadzie unii, taką lepszą Rzeczpospolitą wielu narodów.

    • Członek redakcji | Michał Korzec Odpowiedz

      Szanowny Panie Jaremo, doskonale Pan uzupełnił artykuł. Moim zdaniem Kazimierz Wielki miał cechy których brakowało (i nadal brakuje) wielu przywódcom. Sytuacja zmusiła go do wyrzeczeń (majątku oraz terytoriów) jednak w dłuższej perspektywie wiedział, że będzie to jedyna możliwość aby mieć przynajmniej szansę zbudowania silnego państwa. Jak pokazała historia doskonale tę szansę wykorzystał.

  2. Anonim Odpowiedz

    A cieszę się, że autor skorzystał szerzej z literatury zagranicznej, a nie tylko z naszej nieco „strupieszałej” historiografii. Ale to jedyny mój powód do zadowolenia.

    Po pierwsze historycy czescy dawniejsi szczególnie, podnoszą larum, że Luksemburczyk sprzedał Polskę, jej koronę za marne grosze – dosłownie i w przenośni, i nic z tego nie zyskał – ledwie dla kilku dolnośląskich księstw bez Wrocławia i Głogowa na pewno (nie z całego Śląska) + mazowiecki Włocławek (a nie Mazowsze) pewne prawa wasalne typu lennego zyskał, a więc nawet nie do końca potwierdzenie stanu faktycznego posiadania w 35. Zresztą Luksemburczyk walcząc o Dolny Śląsk posunął się w 45-tym do oblężenia Krakowa.
    To wyłącznie suwerenna decyzja książąt piastowskich zdecydowała, że DŚ „odpadł” od Corona Regni Poloniae – pojęcia wymyślonego, dojdziemy do tego zaraz przez kogo…

    Czy 20 tys. kop groszy, to było rzeczywiście dużo „ogromna suma”, jak chce autor artykułu, czy Wikipedia, czy też mało jak chcą ww. czescy historiografowie?
    M. Trąba, L. Bilski, Poczet królów…: „Cena za [zrzeczenie się praw do korony polskiej] NIE BYŁA WYSOKA i wynosiła dokładnie 20 000 tys. kóp groszy praskich…”
    …………….
    Dlaczego tak to oceniono? Ano przyjrzyjmy się kto tak naprawdę był wtedy bogaty: ówczesna Polska, Węgry czy Luksemburczyk?
    Tak, tak Luksemburczyk, a nie królestwo Czech. Te było bogate nawet bardzo, ponadprzeciętnie bardzo! Ale jego władca wycisnął z niego co mógł, gdy mógł, a później cwani Czesi dołożyli starań, aby ten – najczęściej ciągle wojując, po prostu „nie śmierdział groszem”. Dla niego te tysiące kóp to był majątek, ale…

    Czas na Węgry „złotem kapiące”. Niestety znowu będzie trochę długo ale być musi.
    Też sięgnę wzorem autora artykułu po nie naszą pozycję: G. Perjes „Upadek średniowiecznego królestwa Węgier…” (2014): „bogata ziemia – biedny kraj” „…bilans płatniczy kraju, opierając się wyłącznie na eksporcie płodów rolnych, może łatwo stać się niekorzystny…” „Tak było w XIV-XV wieku na Węgrzech. Jednak prawdziwym nieszczęściem były, co zadziwiające, ogromne zasoby tego kraju w metale szlachetne […], przede wszystkim ZŁOTO […!]”, bowiem „…saldo handlu i płatności… …stało się jeszcze mniej korzystne, gdy Węgry mogły pozyskiwać coraz więcej wytworów przemysłowych w zamian za metale szlachetne.” A więc nie musieli niczym obecne „szejki” pracować… totalnie zaniedbując rozwój nie tylko miast, ale nawet i tego z czego wcześniej słynęli: rolnictwa!
    „…majątek 160 najbogatszych obywateli [bawarskiego] Augsburga wynosił prawie 0,5 miliona złotych florenów…” „…natomiast bogactwo trzech wiodących miast górniczych w północnych Węgrzech… …wynosiło w sumie nie więcej niż 80 tys. złotych florenów […!!!].”
    (a cytuję to ja – czyli urodzony w miejscowości słynącej z wydobycia złota!).

    Ten sam, taki sam los co Węgry zresztą spotkał później i Hiszpanię, złudnie bogacącą się z kolei na srebrze i złocie Ameryki.

    A nasz „królik krakowski”, jak go nazywano?
    A może nie będę odkrywał Ameryki, ani wyważał tych takich otwartych… I zacytuję innych:
    „Nowe miasteczka, wsie i niezbędne do ich obsługi zakłady rzemieślnicze wyrastały [za Kazimierza] w całej Polsce.” „Oczywiście w średniowiecznej Polsce największym inwestorem był król. Podczas 37-letniego panowania Kazimierza Wielkiego… [mogło] …powstać ponad tysiąc nowych osad wiejskich, liczba miast wzrosła ze 100 do 200 [!!!]…” „Polityka miejska Kazimierza była nacechowana zatem głównie troską o stworzenie takich ram prawnych, by mieszczanie mieli swobodę w swej działalności rzemieślniczej czy handlowej.” „Prowadząc taką politykę, król jednocześnie wspierał rodzimy handel, prowadząc protekcjonistyczną politykę gospodarczą. Zarówno w kierunku wschodnim, jak i zachodnim wyznaczał swoiste strefy wolnego handlu.”
    A TYLKO z „…własnych ziem dzierżawionych Kazimierz pobierał do skarbu królewskiego NAWET 20 TYSIĘCY GRZYWIEN…” rocznie. No, no, no…
    Dodajmy: wprowadził jeden z pierwszych w Europie podatek stały, tzw. poradlne…

    III Wielki był więc wśród „zlotu” monarchów w 1335. takim lokalnym krezusem – jak na tamte czasy…

    Czy to on niepiśmienny analfabeta nieprzygotowany do rządzenia, to wszystko wyżej „ogromne” zrobił, stał za tym niewyobrażalnym sukcesem ówczesnej Polski?

    Nie, na pewno nie głównie on.
    To jego najbliższy doradca, doktor słynnego „uniwerku” w Bolonii, postawiony przy Wielkim przez jego małopolskie otoczenie, być może przewidującą matkę, JANUSZ SUCHYWILK, człowiek wybitny, by nie powiedzieć geniusz swoich czasów, twórca pojęcia Korony Królewstwa Polskiego…
    ……………..
    Taki twórca realny – razem ze swoim znakomitym zespołem doradców – architekt podstaw, rudymentów gospodarczej potęgi Polski złotego wieku…

    I paradoksalnie (chyba) nie ma nawet jednej ulicy swego – JEGO imienia…

    Powiecie: zawsze bowiem na ordery pierś wypina szef, choćby jego zasługą był także i „gwałt” ,co prawda w innym znaczeniu ponoć niż „nasz”, ale…

    I… I będziecie mieli 100%-tową rację niestety…

    • Bartosz W. Odpowiedz

      „Czy to on niepiśmienny analfabeta nieprzygotowany do rządzenia, to wszystko wyżej „ogromne” zrobił, stał za tym niewyobrażalnym sukcesem ówczesnej Polski?”

      Z jednej strony dobrze piszesz, a z drugiej strzelasz takiego babola, strasznie to niesymetryczne. Skąd niby wziąłeś, że Kazimierz był nieprzygotowany do rządzenia? Wiem, że takie tezy stawia część redaktorów tego portalu, ale jest to teza zupełnie fałszywa. Tak naprawdę Kazimierz był dobrze przygotowany do pełnienia swojej funkcji. Nieumiejętność czytania i pisania? A co owe umiejętność miały w praktyce wspólnego z dobrym rządzeniem nie tylko zresztą w tamtym czasie, ale nawet długo później? Wręcz przeciwnie, czasami ludzie wykształceni bywali najgorszymi nieudacznikami (Michał Korybut Wiśniowiecki, Stanisław „Staś” Poniatowski). Zresztą nie tylko u nas bywali wybitni niepiśmienni władcy, to domena właściwie całego świata.

      Ponadto wybitnych doradców też ktoś musi powołać, ktoś musi słuchać ich rad, ktoś w końcu musi im powierzać takie, a nie inne zadania. Zgadnijmy któż to taki?

    • Bartosz W. Odpowiedz

      „Powiecie: zawsze bowiem na ordery pierś wypina szef, choćby jego zasługą był także i „gwałt” ,co prawda w innym znaczeniu ponoć niż „nasz”, ale…”

      I kolejne jechanko po nieszczęsnym Kazimierzu. Dalej, proszę o więcej, czytanie tych samych „argumentów” (nieudacznik, nieuk, gwałciciel) to taka wspaniała rozrywka.

      PS. Próbujesz lansować Suchywilka na „szarą eminencję”, a równocześnie zapominasz o jego mentorze Bogorii Skotnickim, który znacznie dłużej stał przy boku króla? Nieładnie…

    • Anonim Odpowiedz

      Włocławek to kujawy, a właściwie historyczna stolica Kujaw. Bardzo ważne miasto w tamtym okresie. Jedno z większych średniowiecznych miast, ważny port nad Wisłą, dobrze zorganizowany przemysł (np. cegielnie), bardzo bogate biskupie miasto.

  3. duchu Odpowiedz

    „cieszącym się świetną prasą na Zachodzie zakonem krzyżackim” jakieś tytuły periodyków ?
    wytykacie błędy serialowi, a sami sadzicie babole.

    • Bartosz W. Odpowiedz

      To akurat dopuszczalne, ewentualnie ująć w cudzysłów, bo przecież nie chodzi o gazety w dosłownym znaczeniu tego słowa, a jedynie o reputację Krzyżaków. Taki skrót myślowy. W końcu to portal popularyzatorski, a nie stricte naukowy.

      Większy błąd to wpychanie po raz kolejny na świecznik (już całkiem na siłę) starej Jadwigi, która w trakcie przygotowywania zjazdu wyszehradzkiego była już na uboczu polskiej polityki i nie odgrywała ważniejszej roli (o ile jakąkolwiek). Nie mówiąc już o przedstawianiu (również po raz kolejny) Elżbiety Łokietkówny jako suwerennej władczyni Węgier (no bo skoro niby podejmowała samodzielnie decyzje na tak wysokim szczeblu, to chyba nią była?), co jest wręcz kłamstwem historycznym.

  4. Arkończyk Odpowiedz

    Drogi Bartoszu świeży zawodowy (?) w każdym bądź razie dyplomowany historyku…
    Strażniku poglądów „świętych” naszych historyków? Tych z przed wojny i to nie tylko tej drugiej? Których poglądy zawzięcie rzekomo „jako ciągle aktualne” bronią historycy pokroju np. historyka piszącego „rozważania nad granicami poznania historycznego”?
    A ci „święci”, jak example Szujski, czy Koneczny zapewne w grobie jak wiatraki od tej petryfikacji ich i ich poglądów i… wznawiania dzisiaj ich przedpotopowych często przez czas ujemnie zweryfikowanych tez…
    ……………..
    Czy Bogoria rzekomy wychowawca Kazia nie nauczyłby go pisać i czytać? Do „rządów” przygotowywał go – Wielkiego, prawdopodobnie równie niepiśmienny całe życie jak on jakiś mnich – no bo tyle tylko wiemy, że to najpewniejsza opcja – ale to też zbyt spekulacyjna teza, by być sensu stricto naukowa – fakt.
    A jak młody historyku, wiesz, „uważasz”, dlaczego Kazimierz został królem?
    Dla Łokietka, tak, tak, jego syn był ostatnią opcją na króla swego „spłachetkowego” królestwa. Takim wentylem bezpieczeństwa, ostatecznością. Łokietek dobrze o tym wiedział i zakładał (a być może jego o niebo bardziej przewidująca żona), że tylko połączenie go – królestwa swego, z jakąś obcą potęgą, spokrewnioną możną dynastią…
    A Bogoria czym się tak naprawdę kierował, zajmował? A no głównie, a może i wyłącznie, dobrem swego kościelnego naprawdę, jak na tamte czasy, „super” państwa. Wszystko wskazuje bowiem na to, że wątpił w trwałość istnienia mikrego królestwa polskiego aż do końca swego niezwykle długiego życia. Archidiecezja gnieźnieńska pisze o nim tak: „Budował wiele i z upodobaniem. Tuż po objęciu rządów zaczął realizować ambitny plan wzniesienie nowej świątyni na gnieźnieńskim Wzgórzu Lecha.” „Skotnicki nie poprzestał na tej jednej budowie. Wzniósł i uposażył kilka kościołów.” Fakt w ten sposób napędził PRZY OKAZJI i rozwój królestwa na c. dwie dekady przed objęciem władzy przez Kazimierza, ale…
    Gdyby więc nie prawie rówieśnik Kazimierza, rzeczony Janusz pełen młodzieńczego zapału!
    H. Samsonowicz, któremu rola „petryfikatora” naszej „świętej” historii i historiografii zawsze uwierała, nigdy do końca nie pasowała, pisał tak: „Formułowano też zarzuty, dotyczące charakteru monarchy: gwałtownik, który utopił księdza Boryczkę, okrutnie głodem zamorzył Maćka Borkowica, uciekinier z pod Płowiec…, …bigamista czy nawet poligamista.(…)” W pierwszych być może nawet dwóch dekadach jego rządów, niezliczona ilość kochanek to była główna treść jego życia – nie jego królestwo! Stąd też to właśnie ten król miał ustanowioną przez rodziców, najprawdopodobniej pierwszą w dziejach „prawie na pewno” sformalizowaną, tak liczną radę królewską o tak dużych uprawnieniach. Gdyby nie ona zapewne mielibyśmy przez pierwsze lata jego rządów do czynienia z katastrofą pajdokracji czystej wody…
    A z badań nad Alzhaimerem wiemy, przy okazji, że umiejętność czytania i pisania wybitnie rozwija inne możliwości intelektu. Wiara w „nie czytate nie pisate” „samorodki intelektualne” jest tylko wiarą i niczym więcej.
    Drogi młody historyku to od Ciebie zależy czy zgodzisz się z bardzo pochlebnym zdaniem prof. G. Labudy o z kolei prof. Urbańczyku (a nie z diametralnie innym Sikorskiego), że „jakkolwiek nie zgadzam się z wieloma jego konkluzjami, to ktoś taki jak on jest niezwykle potrzebny obecnej polskiej historiografii” (cytuję z pamięci ale sens na pewno zachowując).
    …………..
    Dlatego też z podziwem patrzę i niezwykle Go – to jak „świeżo” pisze szczególnie, cenię; spoglądam na p. Kamila Janickiego. I czasami się nie zgadzając, mimo to z przyjemnością czytam (fakt nieco komercyjne ale „sorry taki mamy klimat”) jego pełne pasji książki i eseje, i… I twierdzę, że „jakkolwiek nie zgadzam się z wieloma jego konkluzjami, to ktoś taki jak On jest niezwykle potrzebny obecnej polskiej”, naszej „siermiężnie” podręcznikowo nudnie z reguły podawanej gawiedzi, czyli nam wszystkim, historii.

    • Członek redakcji | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi Arkończyku, w imieniu Redakcji i Autora dziękujemy. Bardzo ważne są dla nas opinie naszych Czytelników, tym bardziej cieszymy się, że podzielił się Pan i z innymi swoim zdaniem na temat narracji na naszym portalu i książek p. Kamila Janickiego. Mamy nadzieję, że będzie czytał nas Pan nadal i w dalszym ciągu będzie Pan lekturą usatysfakcjonowany. Pozdrawiamy serdecznie :)

    • Bartosz W. Odpowiedz

      Próbowałeś mnie zaczepić, podważyć moją wiedzę i moje kompetencje, krótko mówiąc zdyskredytować moją wiarygodność jako dyskutanta tylko dlatego, że ośmieliłem się odnieść do twojego tekstu. Brawo, po prostu brawo. I to w jaki błyskotliwy sposób! Oczywiście czepiając się mojego wieku. Długo nad tym myślałeś? I co, jesteś zadowolony? Dumny? Poczułeś się lepiej w stosunku do „szczyla”? Tak po prawdzie to mało mnie to interesuje.

      PS. Do mojego „adwersarza”: popraw proszę pisownie. Zwykle nie zniżam się do takiego poziomu argumentacji, ale ty naprawdę tak piszesz, że czasami trudno się domyśleć co masz na myśli.

    • Bartosz W. Odpowiedz

      „W pierwszych być może nawet dwóch dekadach jego rządów, niezliczona ilość kochanek to była główna treść jego życia – nie jego królestwo! Stąd też to właśnie ten król miał ustanowioną przez rodziców, najprawdopodobniej pierwszą w dziejach „prawie na pewno” sformalizowaną, tak liczną radę królewską o tak dużych uprawnieniach. Gdyby nie ona zapewne mielibyśmy przez pierwsze lata jego rządów do czynienia z katastrofą pajdokracji czystej wody…”

      To czyjś cytat, czy może twoje własne wynurzenia? Jeśli tak to, jak przypuszczam, nie zadajesz sobie sprawy jaką głupotę właśnie napisałeś, prawda? Że niby przez ponad połowę panowania Kazimierz nie miał faktycznego udziału w rządach? Choćby minimalnego, i zajmował się tylko sowimi miłostkami? Taką tezę chcesz lansować? Wątpię doprawdy, by nawet Pan Janicki kiedykolwiek tak daleko posunął się w deprecjonowaniu tego monarchy:) Gratuluję wygrałeś nagrodę im. Pawła Jasienicy dla najlepszego „odbrązawiacza” roku obecnego, ubiegłego i przeszłego.

      A co do tego co pisał Samsonowicz (i nie tylko on), to co z tego? To wszystko są powszechnie znane fakty o Kazimierzu. Czy ktoś tutaj, łącznie ze mną, pisał, że był on święty? Ty w ogóle czytałeś jakieś moje posty? Bo mam coraz większe wątpliwości, czy nie dyskutujesz przypadkiem sam ze sobą. Potrafił być gwałtowny? Jak najbardziej, i nie pochwalam bynajmniej zabicia Baryczki, wręcz przeciwnie, ale i ksiądz posunął się trochę za daleko w ataku na króla, czym go sprowokował. Borkowic? Ty naprawdę chcesz czynić monarsze zarzut, że zdecydowanie rozprawił się z tym zbójem, burzycielem porządku państwowego, bandytą i w końcu zwykłym zdrajcą? Wręcz przeciwnie, Kazimierz i tak za długo się z nim cackał. Bigamia to też nie powód do chwały, ale był już wtedy „uwięziony” z bezpłodną (i chyba faktycznie nieznośnie brzydką) żoną, od której nie mógł się uwolnić m. in. dzięki machinacjom kochanej siostry i jej syna (przyszłego króla-szkodnika Ludwika „Małego” Węgierskiego), a ciążyła na nim presja przedłużenia rodu. Co prawda wyskok z „trzecim małżeństwem” to głupota, ale nikt nie był doskonały i popełniał błędy. Ostatnie to co innego, Kazimierz desperacko dążył do spłodzenia legalnego syna (a wiedział, że może ich mieć, dzięki swoim kochankom), a był już w dość podeszłym wieku. Cały czas starał się też o unieważnienie małżeństwa z Adelajdą.

      „A jak młody historyku, wiesz, „uważasz”, dlaczego Kazimierz został królem?
      Dla Łokietka, tak, tak, jego syn był ostatnią opcją na króla swego „spłachetkowego” królestwa. Takim wentylem bezpieczeństwa, ostatecznością. Łokietek dobrze o tym wiedział i zakładał (a być może jego o niebo bardziej przewidująca żona), że tylko połączenie go – królestwa swego, z jakąś obcą potęgą, spokrewnioną możną dynastią…
      A Bogoria czym się tak naprawdę kierował, zajmował? A no głównie, a może i wyłącznie, dobrem swego kościelnego naprawdę, jak na tamte czasy, „super” państwa. Wszystko wskazuje bowiem na to, że wątpił w trwałość istnienia mikrego królestwa polskiego aż do końca swego niezwykle długiego życia. Archidiecezja gnieźnieńska pisze o nim tak: „Budował wiele i z upodobaniem. Tuż po objęciu rządów zaczął realizować ambitny plan wzniesienie nowej świątyni na gnieźnieńskim Wzgórzu Lecha.” „Skotnicki nie poprzestał na tej jednej budowie. Wzniósł i uposażył kilka kościołów.” Fakt w ten sposób napędził PRZY OKAZJI i rozwój królestwa na c. dwie dekady przed objęciem władzy przez Kazimierza, ale…
      Gdyby więc nie prawie rówieśnik Kazimierza, rzeczony Janusz pełen młodzieńczego zapału!”

      Uwaga! Fanatyczny wielbiciel Suchywilka (żeby nie było, również wybitnego męża stanu) wykryty!
      A tak na poważnie to rozumiem, że można mieć swoje ulubione postacie historyczne, ale czy naprawdę musisz próbować go wywyższać w taki sposób? Próbując pomniejszać innych? Nie jest to dobra metoda. Dlaczego Kazimierz został królem? Hmm… No chyba nie wiem, ale ty znamienity mędrcze na pewno znasz jakąś tajemną wiedzę i się nią chętnie podzielisz?

      Tych rewelacji o Łokietku, jego stosunku do Kazimierza, odrodzonego królestwa itd. to nie będę nawet komentował, bo nie ma doprawdy czego. Normalnie jakbyś wiedzę czerpał z samej „Korony Królów”, tylko z trochę inaczej położonym środkiem ciężkości. Oto co się dzieje jak ktoś swoje własne „interpretacje” próbuje lansować jako „jedyną prawdę”. Próbując obalać (w twojej opinii) zero-jedynkową, i przez to nieprawdziwą, wersję, sam popadasz równocześnie w przesadę tylko, że w drugą stronę.

      PS. Mógłbyś odpowiedzieć na pytanie, czy wierzysz w „Wielką Lechię”?

      • Członek redakcji | Anna Dziadzio Odpowiedz

        Panie Bartoszu, spokojnie. Nikomu nie udało się zdyskredytować Pana wiedzy :) Każdy ma prawo do własnego zdania, i gdy się nim z nami dzieli oraz opinią o tekście dziękujemy, że z nami jest. Natomiast mogą Państwo dyskutować spokojnie. Udowodnił Pan, że ma ogromną wiedzę, chociaż nie zawsze zgadzam się z Pana zdaniem, widać, że stoi Pan twardo przy na swoim stanowisku i umie je uargumentować. A to najważniejsze. Jeśli mogę zatem prosić, aby nadal Pan komentował i kłócił się z innymi, jak i z nami, ale na argumenty, nie popadając w osobiste przytyki. Wtedy dyskusja bardzo łatwo i szybko może przerodzić się po prostu w walkę o to kto ma rację, a w końcu do wzajemnych obelg. Pozdrawiamy serdecznie.

        • Bartosz W.

          Pani Anno dziękuje za Pani pochlebne słowa. Nie będę ukrywał, zdenerwowałem się, ale nie pozwolę żeby ktoś czepiał się mojego wieku jako „argumentu” na brak wiedzy (to bardzo niskie). Zwłaszcza jeśli ten ktoś sam pokazuje, że ma „kontrowersyjne” poglądy i wręcz miejscami wypisuje jakieś głupoty wymyślone chyba na poczekaniu.

        • Członek redakcji | Anna Dziadzio

          Panie Bartoszu, nie ma Pan za co dziękować – cieszę się, że dołączył Pan do naszego portalu, jest stałym czytelnikiem i bierze udział w dyskusjach. Z ogromną przyjemnością czytam Pana wpisy i z Panem dyskutuję, nawet jeśli się z Pana zdaniem nie zgadzam. Mało kto potrafi uargumentować swoje zdanie. Pan w dodatku opiera się na swoim oczytaniu i wiedzy. Zgadzam się, że odwoływanie się do wieku jako argumentu na brak wiedzy jest bardzo niskie. Dlatego proszę nie dawać innym satysfakcji i dalej pokazywać, że w każdym wieku można być dojrzałym, i to niekiedy bardziej od tych starszych, którzy powinni dawać przykład. Natomiast jeśli ktoś ma inne poglądy, nawet kontrowersyjne, z którymi się Pan kategorycznie nie zgadza, trzeba z nim dyskutować, ale z poszanowaniem odmiennej opinii. Pozdrawiam serdecznie.

  5. Arkończyk Odpowiedz

    P.S. …no i i powinienem, fakt, w cudzysłowie napisać „mazowiecki” Włocławek, aby pokazać o jakie to „Mazowsze” chodziło w czasie układów w Trenczynie – tylko przyklepanych w Wyszehradzie.

  6. Arkończyk Odpowiedz

    A, co Michała Korybuta, to jest to piękny przykład na to, że historię zawsze piszą zwycięzcy. W tym przypadku stronnictwo wielkiego Jana, dla mnie chyba głównie jednak wielkiego dla tego, że zapewne największego tak „wysoko urodzonego” łapownika w naszej historii…

    • Bartosz W. Odpowiedz

      Pudło, pudło i jeszcze raz pudło. Nie wiem czy ci się to pomieści w głowie, ale mając wyrobione zdanie o Korybucie NIE jestem fanem Sobieskiego. Wręcz przeciwnie jego zachowanie w stosunku do Michała (zresztą nie tylko jego) było miejscami wręcz niegodziwe, a sam królem był co najwyżej przeciętnym, może nawet dość miernym (podobnie jak sam Wiśniowiecki), który nigdy nie powinien pchać się wyżej niż stanowisko wielkiego hetmana, bo tylko na wojaczce naprawdę się znał. Nie zmienia to jednak aktu, że Michał I na tronie to było nieporozumienie. Nie miał zupełnie charakteru, ani umiejętności by wytrwać na tym stanowisku. To, że potrafił się z godnością i inteligentnie wypowiadać na chamskie ataki swoich oponentów to za mało, żeby twierdzić, że jego wizerunek jest „zniekształcony” w historiografii, i tak naprawdę był to dobry król.

      A może zechcesz mi wmówić, że tak naprawdę to był super władca? Powodzenia, próbuj, czekam na argumenty. Wiesz co zrobił ten „wielki” władca kiedy pojawiła się możliwość potencjalnej ugody (albo chociaż jako-tako normalizacji sytuacji w kraju) z „malkontentami”? Kazał oświadczyć Prażmowskiemu, że Jego Królewska Mość nie może go przyjąć… ponieważ je obiad (dobrze wiedział, że ma „umówione spotkanie” z Prymasem, ale wolał się w małostkowy sposób „odegrać”). Nie ma co doskonały polityk, wręcz wybitny. I w dodatku prawdziwy mąż stanu.

    • Bartosz W. Odpowiedz

      Jeszcze jedno: Sobieski łapownik? Racja, w końcu Ludwik opłacał chyba z pół Europy. Szkoda tylko, że Korybut też się takimi otaczał. Przywódca stronnictwa dworskiego, hetman wielki litewski Pac, opłacany przez cesarza Leopolda i elektora Fryderyka Wilhelma, a to tylko jeden przykład.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.