Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Ohydna tajemnica wybitnego monarchy. Czy największy z polskich królów był w rzeczywistości gwałcicielem?

Czy największy polski król był w rzeczywistości gwałcicielem?

Czy największy polski król był w rzeczywistości gwałcicielem?

Historycy szukają dla niego coraz to nowych wymówek. Przecież takie były czasy, taka mentalność. Nie każdą zbrodnię można jednak uzasadnić. I nie o każdej wypada nam dzisiaj milczeć.

Nie dało się ukryć, ze królowa węgierska ma u prawej ręki tylko jeden palec. A że nie chodziło o byle jaką królowa, lecz o wszechmocną w kraju i cieszącą się ogromnym poważaniem na całym kontynencie Elżbietę Łokietkównę, to jej kalectwo stało się tematem powszechnych plotek.

„Królowa kikuta” – określił ją niepochlebnie jeden z kronikarzy. Rzecz jasna obcokrajowiec, bo na Węgrzech nikt by sobie nie pozwolił na równie dosadny komentarz. Nikt też nie miał odwagi drążyć sprawy, mimo że ta nurtowała każdego.

Tchórzliwy król, królowa z nerwami ze stali

Co wiedziano z całą pewnością? W roku 1330, a konkretnie w pewien kwietniowy poranek, doszło do bezprecedensowego ataku na rodzinę panującą. Potężny możnowładca, Felicjan Zach, zakradł się do monarszej jadalni, po czym nagle wyszarpnął broń i rzucił się na swojego króla: Karola Roberta z dynastii Andegawenów.

Fragment obrazu „Gniew Felicjana Zacha” pędzla Somy Orlai-Petricha. Druga połowa XIX wieku. Widoczny zamachowiec i oniemiali dworzanie.

Fragment obrazu „Gniew Felicjana Zacha” pędzla Somy Orlai-Petricha. Druga połowa XIX wieku. Widoczny zamachowiec i oniemiali dworzanie.

Przerażony władca – tak przynajmniej podaje autor jednej z relacji – natychmiast wpełznął pod stół, porzucając najbliższych na pastwę szaleńca. Na linii ataku została żona króla, 25-letnia Polka Elżbieta, oraz dwóch małoletnich synów. Monarchini nie miała wyjścia. By ratować życie pociech, osłoniła je własnym ciałem, w efekcie tracąc cztery palce.

Nim zamachowiec zdołał wyprowadzić kolejne cięcie, dopadli go królewscy siepacze. Na zdradzieckiego magnata sypały się coraz to nowsze ciosy. Karol Robert jeszcze nawet nie zdążył wypełznąć spod stołu, a z zamachowca została tylko krwawa, poćwiartowana miazga. On przynajmniej umarł szybko. Krewni i przyjaciele Felicjana Zacha nie mogli liczyć na równie łaskawy koniec.

Czy wiesz, że ...

...nasi przodkowie nie jadali w średniowieczu znanego nam dzisiaj barszczu – przyrządzanego z buraków? Pierwotnie danie o tej nazwie wyrabiano z rośliny o nazwie barszcz zwyczajny.

...święta Jadwiga śląska znalazła nietypowe zastosowanie dla wody, w której obmywały nogi mniszki? Mianowicie polewała nią swoją twarz i głowę, a w dodatku urządzała w niej kąpiel dla... swoich wnucząt!

...podczas wyboru Karola V na króla niemieckiego w 1519 roku opór elektorów trzeba było pokonać… łapówką, zwaną eufemistycznie „namaszczeniem ręki”? Młody Habsburg wydał na ten cel astronomiczną kwotę ponad 850 tysięcy guldenów.

Komentarze (27)

  1. Piotr Odpowiedz

    Dlaczego nigdzie nie ma podanego imienia króla??? Macie swoich czytelników za głąbów? Dowiedziałem się o kogo chodzi dopiero dzięki wyszukiwaniu obrazem, że to Kazimierz Wielki.

  2. Anonim Odpowiedz

    Nieokrzesany smarkacz który wtedy miał już żonę i córkę i na pewno musiał gwałcić – bo mu same te dworki nie wchodziły do łóżka – aaa podobno lubił też żydówki

    • Nasz publicysta | Agnieszka Wolnicka Odpowiedz

      Literówka poprawiona, dziękujemy za zwrócenie na nią uwagi. Na przyszłość w przypadku tego typu zastrzeżeń do tekstu prosimy o używanie formularza do zgłaszania literówek i błędów ortograficznych, który znajduje się zawsze u dołu artykułu.

  3. Zbig Odpowiedz

    Królewicz Kazimierz nie był chowany na wielkiego lalusia i maminsynka. Król ojciec dbał o jego wszechstronne przygotowanie. Wykształcenie odebrał staranne, skoro jego wychowawcą był być może sam Jarosław Bogoria ze Skotnik. Jest to wielce prawdopodobne, bo skądś się wzięło zacięcie króla Kazimierza w porządkowaniu prawa w państwie. Od ryzyka nie stronił – np. w 1329 uczestniczył w zbrojnej wyprawie na ziemię chełmińską. Na Węgry i do koronowanej siostry jeździł wiele razy, nie po przygody seksualne, a po nauki w sztuce panowania. W 1329/30 pojechał też w misji dyplomatycznej, o czym szanowny autor wspomina, a co dobrze świadczy o umiejętnościach młodego Kazimierza.
    Co się naprawdę wydarzyło w Wyszehradzie, tego nie wie nikt i pewnie się nie dowie. Faktem jest, że wersja gwałtu/uwiedzenia powstała dopiero za następnego pokolenia, a aktywnie uczestniczyli w tym Krzyżacy, ówcześni mistrzowie propagandy. Akurat wtedy toczyli z Kazimierzem długoletnią wojnę, właśnie propagandową i dyskredytacja Kazimierza i Polski była im bardzo na rękę.
    P.S.
    Karol Robert chyba aż tak szybko nie uciekał pod stół, skoro został ranny w ramię.
    Felicjan Zach w XIV w. był możnowładcą. Dopiero w XVI w. mógłby być magnatem, a w XIX w. arystokratą.
    Ludwik Stomma nie jest antropologiem, tylko antropologiem kultury, etnologiem, czyli nie bada pochodzenie człowieka, tylko bada człowieka i kulturę człowieka.

    • Członek redakcji | Autor publikacji | Kamil Janicki Odpowiedz

      „wersja gwałtu/uwiedzenia powstała dopiero za następnego pokolenia”

      Nie jest to prawdą. Nie licząc Jana Długosza, relacje poświęcone zamachowi na rodzinę królewską powstały jeszcze za życia Elżbiety Łokietkówny i Kazimierza Wielkiego.

      Podział na magnaterię/arystokrację/możnowładztwo według stuleci jest sztuczny i nie znajduje większego uzasadnienia.

      A co do edukacji – Kazimierz Wielki to jedyny polski król, o którym mamy względnie pewne informacje, iż był analfabetą. Jak rozumiem brak zdolności pisania i czytania = staranne wykształcenie?

      • Opel-No! Odpowiedz

        Król nie musi umieć czytać i pisać! Król musi umieć panować. Królowi się wszystko należy. Bo przecież jest królem, No nie? A po 700 latach nie musi się tłumaczyć z tego co zrobił.

      • Bartosz W. Odpowiedz

        No i analfabeta Kazimierz okazał się absolutnie nieosiągalny dla wykształconych ludzi pokroju chociażby Michała Korybuta czy króla Stasia. Jak widać umiejętność czytania i pisania nie jest potrzebna do tego, by być wybitnym władcą, a wielka erudycja, znajomość języków itd. nie uchroni człowieka od bycia słabeuszem (psychicznym), tchórzem i nieudacznikiem… To trochę ironiczne, ale prawdziwe.

  4. Laik Odpowiedz

    Nie interesuje się historią na codzień, a nawet nie od święta. Nie wiem czy ta jest prawdziwa, ale na pewno interesująca, bo przeczytałam całą. Mam wrażenie, że nie zmarnowalam tutaj czasu, dziękuję.

    • Członek redakcji | Anna Dziadzio Odpowiedz

      @Laik: Autorem artykułu jest historyk i Redaktor Naczelny portalu. Zdecydowanie mogę zatem rozwiać Pana wątpliwości w kwestii wiarygodności opisywanej historii. Cieszymy się, że tekst zainteresował i dziękujemy w imieniu Redakcji za pozytywną opinię. Pozdrawiamy :)

  5. Czytacz Odpowiedz

    Tekst podobał mi się bardzo. Jedna uwaga co do treści królewscy siepacze raczej nie występowali na dworze króla Węgier jeżeli już to strażnicy lub dworzanie w zależności od autora relacji i zdarzeniu. Siepacz w znaczeniu ówczesnym i obecnie dotyczy raczej najemników. Wątpliwość budzić może także wpełzanie króla Karola pod stół skoro zdążył odnieść rany. Pozdrawiam

  6. Historia zamknięta Odpowiedz

    Trochę nazbyt tekst przeinacza rzeczywistość dwunastowiecznego świata na współczesny, a całkiem niepotrzebnie. Pomimo iż wiadomym jest, że w każdej epoce gwałty istniały pod taką postacią jak dzisiaj, trzeba zawsze nadmienić jaką mentalnością prowadzili się ludzie w owych epokach. Nie można po prostu powiedzieć (tudzież napisać), że mentalność nie ma tu znaczenia, bo ma, gdyż bez niej nie byłoby różnic pomiędzy czasem dzisiejszym a tym minionym. Teraz łatwo (i prawdziwie) jest powiedzieć, że gwałty dokonywane na kobietach, mężczyznach i dzieciach są jedną z najgorszych form upokorzenia, jakie człowieka może spotkać. Takie rozumowanie jest to spowodowane mentalnością współczesnego świata, nie samym aktem – lecz faktem jego dokonania. Spójrzmy na sławnych ludzi, którzy uginają się, kiedy zostają posądzeni o gwałt bądź molestowanie – dzisiejsze prawo pozwala ofierze na obronę po ataku, coś, co jak dobrze wiadomo nie istnieje w krajach nierozwiniętyc nawet dzisiaj, lecz isnieje w rozwiniętych, w różnym stopniu dokładne. Wyobraźmy sobie, że żona chłopa z dwunastego wieku przychodzi do wójta i mówi, że została zgwałcona. Co robią? Szukają zbrodniarza i każą go wychłostać a potem odmówić tysiąc zdrowasiek, czy raczej na odwrót – to kobietę chłoszczą, na grochu klęczeć każą a jeszcze męża pytają, czy odpusty od pożenku za sprawą zdradliwej żony by nie chciał? W tej kwestii nie można patrzeć na świat, o którym jest mowa przez pryzmat świata, z którego sami pochodzimy. Możemy to potępiać, lecz nie powinno się wprowadzać zmienionej narracji historycznej.
    Mówiąc krótko: gwałty, rozboje bądź po prostu przestępstwa znane bądź nie dla rodzin królewskich były chlebem powszednim, czy to z ich, czy to z winy członków rodziny, dla monarchów takie sprawy przedstawiały się jasno – nie w ich krwi leży wina, lecz w tej która sprzeciwia się ich majestatowi.

    • Bartosz W. Odpowiedz

      Ależ to przecież nic nadzwyczajnego, że artykuł jest kompletnie oderwany od kontekstu epoki i napisany poprzez optykę współczesną, w dodatku nieco tendencyjnie, pod z góry założoną tezę. Ot typowa publicystyka historyczna co widać już po tytule: „Ohydna tajemnica…” jeśli to nie jest tzw. „przynęta na kliknięcia” to nie wiem doprawdy co nią jest.

  7. też interesujący się historią Odpowiedz

    Witam, argumenty w tej dyskusji pod artykułem są bardzo rzeczowe i konkretne. Myślę że wobec przydomka króla jako „Wielki” (Kazimierz oczywiście) zestawienie określenia „ohydna tajemnica” jest jak najbardziej obliczone na sensację i zdyskredytowanie przydomka „Wielki”. A przecież realia dziś i kiedyś wobec gwałtów, jak zauważyli poprzednicy, są zupełnie inne dzisiaj niż w średniowieczu. Dziś są zdecydowanie adekwatniejsze niż kiedyś oczywiście. Zresztą agresywna walka polityczna i militarna w średniowieczu państwa krzyżackiego jest niepodważalna. Dlatego trudno nie brać tego pod uwagę. Podsumowując, artykuł chyba jednak agitacyjny (z uwagi na krzykliwy i skandalizujący tytuł).

    • Członek redakcji | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi komentatorze, ale jak można po samym tytule stwierdzić, że artykuł jest agitacyjny? Przecież o charakterze tekstu decyduje nie tylko tytuł, ale przede wszystkim treść. Poza tym stwierdził Pan, że „ohydna tajemnica” nie przystoi jako element tekstu o królu o przydomku „Wielki”. Przydomki jednak nadawane są nie zawsze adekwatnie do faktów… Gdyby samo to określenie było barierą, która sprawia, że nie można pisać niechlubnych faktów o danym królu, to nikt by nie wiedział np. o zbrodniach Karola Wielkiego… Zachęcam również do zapoznania się z najnowszym artykułem Autora o Kazimierzu Wielkim: https://ciekawostkihistoryczne.pl/2018/01/08/gdy-kazimierz-wielki-zasiadl-na-tronie-polska-byla-na-skraju-upadku-jak-krol-uratowal-kraj-przed-katastrofa/. Pozdrawiamy.

      • Bartosz W. Odpowiedz

        Tylko nawet w tym najnowszym artykule ciągle jest podejmowana próba przemycania tez o rzekomej nieporadności (na początku panowania, ale jednak) i niemal uzależnieniu Kazimierza od starej matki, będącej w czasie opisywanych wydarzeń już na „emeryturze” bez realnego wpływu na politykę, (nawet jakby chciała mieszać, to nie miała ku temu ani narzędzi, ani możliwości) a która miała (jak zwykle) rzekomo grać pierwsze skrzypce, do spółki z ukochaną córeczką z Węgier oczywiście. Bo przecież Kazimierz był za głupi żeby cokolwiek zdziałać bez superwizji tych wspaniałych kobiet:) (tak to prowokacja z mojej strony). Nie muszę chyba dodawać, że tezy owe to w najlepszym razie duża (bardzo) nadinterpretacja? Oczywiście każdy ma prawo do stawiania takowych hipotez, ale inni mają święte prawo je oceniać i ewentualnie krytykować.

        Tak naprawdę nie było nigdy żadnego „Kazimierza Wielkiego”, wszyscy jednak próbują nas oszukać! Ponieważ zamiast niego były jak najbardziej suwerenne królowe Jadwiga Wielka i Elżbieta Wielka:)

        PS. Czyżby według redakcji Kazimierz Wielki był niegodny swojego przydomku? Bardzo mnie to ciekawi.

        • Członek redakcji | Anna Dziadzio

          Panie Bartoszu, wyjątkowo nie może Pan „przeboleć” świadomości, że kobiety mogły mieć znacznie większy wpływ na politykę w tamtych czasach niż mężczyźni, a w dodatku mogły po prostu być lepszymi i bardziej sprytnymi i doświadczonymi politykami :) Nikt nie twierdzi, że Kazimierz nie zasłużył na swój przydomek, piszemy jednak o tym dzięki komu ten przydomek otrzymał. Pozdrawiamy :)

        • Bartosz W.

          Pani Anno, to nie chodzi o to, że nie mogę czegoś”przeboleć” czy też nie. To kwestia elementarnej rzetelności, od której strefa popularnonaukowa nie może być wolna. Nie ma żadnych dowodów na znaczący wpływ Jadwigi kaliskiej na męża (a więc stawianie tego za pewnik to duża nadinterpretacja), a co dopiero na syna, za którego naleganiami odsunęła się na praktycznie całkowite pobocze życia politycznego. W świetle takich faktów nie mówimy już więc o nadinterpretacji (chyba, że bardzo skrajnej), ale potencjalnie czegoś gorszego. Kwestia Elżbiety Łokietkówny jest jeszcze gorsza, bo ona wpływu na brata i jego rządy nie miała prawdopodobnie żadnego, lub naprawdę niewielki. No bo i jak niby? Owszem, mogła mu nieco pomóc na arenie międzynarodowej (ale nie przesadzajmy), ale na sprawy polskie i dużą część jej polityki zagranicznej wpływu nie miała, już chociażby poprzez banalny fakt, że to nie w Polsce przebywała na stałe, ale na Węgrzech. Jak niby stamtąd mogła wyręczać brata w rządzeniu jego państwem? Przecież to jakiś absurd. Czy więc Kazimierz naprawdę zawdzięczał jej tak wiele? Tym bardziej, że siostra nawet w tych działaniach kiedy pomagała nie kierowała się bynajmniej jakimiś gorącymi uczuciami. Po prostu liczyła na bezpotomną śmierć Kazimierza (i niestety doczekała się) by na tronie Polski mógł się rozsiąść jej syn Ludwik, w historii kraju nad Wisłą absolutnie nie „Wielki”, lecz raczej „Szkodnik” (zaznaczam, że nie jestem wyznawcą apokaliptycznych wizji Janka z Czarnkowa i nie przesadzam z rolą przywileju koszyckiego, „Lois” ma większe grzeszki na sumieniu, za które w mojej ocenie zasługuje on na miano szkodnika).

          I żeby była jasność. Nie mam absolutnie żadnych problemów z podkreślaniem roli kobiet w tych miejscach, w których mamy wystarczająco pewne i wiarygodne informacje, że laury im się należą. Bo jeśli faktycznie należą się, to po prostu należą i już. Na co się natomiast nie godzę, to stosowanie takich zabiegów za zasadzie daleko posuniętej nadinterpretacji pewnych pojedynczych wydarzeń. Naprawdę nie trzeba dużych korekt by nawet ktoś taki jak ja nie miał większych podstaw by się czepiać. Wystarczy więcej, wyraźniej zaznaczonego trybu przypuszczającego. Tak, żeby nie wyglądało to w tekście jak stwierdzenie mniej lub bardziej oczywistego faktu, lub przynajmniej silna hipoteza, na którą mamy wiele mocnych przesłanek. Ponadto myślę, że autorzy częściej i wyraźniej powinni podkreślać, że są to ich własne przemyślenia i tezy, a nie powszechnie przyjęte „dogmaty”, tylko takie trochę mniej popularne. Mam nadzieję, że wyjaśniłem trochę jaśniej moje stanowisko i nie wychodzę na hejtera:)

          Jeszcze co do Kazimierza to rozumiem, że trochę taka klasyka: „Jestem za, a nawet przeciw”:) Niby na przydomek zasłużył, ale zawdzięczał go innym, a sam się do niego zbytnio nie dołożył swoją królewską osobą?

        • Członek redakcji | Anna Dziadzio

          Panie Bartoszu, bardzo dziękuję za odpowiedź i wyjaśnienie swojego stanowiska. Chociaż nie spotkamy się w zakresie oceny zjawiska – proszę brać pod uwagę, że stanowisko Autora, co do roli Jadwigi Kaliskiej i Elżbiety Łokietkówny to nie stanowisko odosobnione, a poparte również szeregiem materiałów źródłowych – to cieszę się, że mamy tak oddanego Czytelnika, który potrafi stać „na swoim” i zawsze to argumentować. Pozdrawiam serdecznie :)

  8. Barbara Odpowiedz

    Panie Kamilu
    Bardzo lubię Pana książki, na szczęście jeszcze nie wszystkie przeczytałam. Staram je sobie dawkować , przedłużając przyjemność czytania. Własnie skończyłam Damy polskiego imperium.
    Historię Klary Zach znałam oczywiście od dawna, ale gdy opisał Pan Elżbietę Łokietkównę, coś zaczęło się nie zgadzać.
    Do religijnego charakteru Elżbiety, wręcz dewotki, zupełnie nie pasuje rola rajfury oddającej swoją podopieczną bratu. Wnuczka błogosławionej Jolenty, krewna Kingi, codziennie uczęszczająca
    na mszę, dbająca o swoją reputację osoby pobożnej, na pewno trzymająca swój fraucymer w ryzach, takich rzeczy nie robi.
    I nie ma tu nic do rzeczy symulowana choroba. Bo gdyby nawet takie było „zalecenie” lekarzy, to w Budzie na pewno było wiele pięknych mieszczek, a Kazimierz to raczej utracjusz, a nie Romeo zakochany na śmierć i życie w tej jedynej.

    Gdyby jednak założyć że młodzi spotykali się za plecami królowej – to sytuacja wyglądałaby dużo bardziej prawdopodobnie. Zwłaszcza że spotkania młodych zakochanych w każdej epoce odbywają się za plecami rodziców i opiekunów.
    Klara na pewno była piękna (bo na brzydką królewicz by nie zwrócił uwagi)
    ale mogła być też „charakterna”. Córka Felicjana Zacha mogła odziedziczyć po ojcu temperament.
    Takie spotkania na dworze nie mogły długo być utrzymane w tajemnicy.
    Ktoś musiał donieść królowej o romansie i ta szybko przerwała sielankę . Ciupasem odesłała Klarę do rodziny, a brata do kraju.
    Kiedy Felicjan wrócił z podróży, zastał w domu odesłaną Klarę. Klara na pewno dobrze znała wybuchowy charakter ojca. Wiedziała że takiej hańby jej nie daruje. Musiała coś wymyślić, aby uniknąć kary. Za schadzki ojciec pewnie by ją zabił i to nawet całkiem dosłownie.
    Wymyśliła więc bajeczkę, że wszystkiemu winna królowa.
    Nie mogła jednak przewidzieć, że w furii Felicjan zaatakuje rodzinę królewską.

    W takiej sytuacji całkiem normalna wydaje się wściekłość Elżbiety na Klarę.
    Nie dość że za plecami królowej chodziła na schadzki, to jeszcze pomówiła ją o to że królowa te schadzki organizowała. Takie oskarżenie musiało pobożną Elżbietę zranić do żywego
    To ona wychowywała dziewczynę, opiekowała się nią, a zamiast wdzięczności co otrzymała ? Kłamstwo i potwarz.
    Tłumaczyłoby to nawet rodzaj kary dla Klary : obcięcie kłamliwych warg i obwożenie po miastach aby odszczekała swoje kłamstwa.
    Prawdy, jak Pan napisał pewnie nie dowiemy się nigdy,
    ale taka wersja tej historii ma dla mnie większy walor prawdopodobieństwa.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.