Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Klątwa Andegawenów. Co zabiło jedną z najpotężniejszych dynastii na kontynencie?

Król Karol Robert, twórca potęgi węgierskich Andegawenów, na XVIII-wiecznej podobiźnie.

Król Karol Robert, twórca potęgi węgierskich Andegawenów, na XVIII-wiecznej podobiźnie.

Trąd, syfilis, a może rak skóry? Tajemnicze schorzenie od całych stuleci rozpala wyobraźnię historyków. To z jego winy rozpadło się imperium Andegawenów. To ono mogło też przyczynić się do śmierci polskiej królowej Jadwigi.

W 1370 roku Ludwik Andegaweński był jednym z najpotężniejszych ludzi w chrześcijańskim świecie. Rządził opływającymi w bogactwa Węgrami, siał postrach na Bałkanach i we Włoszech, a wreszcie – po śmierci wuja, Kazimierza Wielkiego – zasiadł też na tronie Polski. Cesarz uważał go za równorzędnego partnera, a papież – autentycznie bał się jego wpływów. Król Węgier i Polski liczył sobie dopiero 44 lata, można więc było oczekiwać, że osiągnie znacznie więcej. I że kierowana przez niego dynastia na stałe dołączy do grona najbardziej wpływowych rodów Europy.

Dlaczego tak się nie stało? Dlaczego węgierscy Andegawenowie, w których państwie wydobywano nawet 1/3 światowego złota i którzy rządzili na modłę niemal absolutną, dzisiaj interesują wyłącznie historyków, a losy ich dynastii okazały się tak krótkie?

Tajemnicza dolegliwość

Ciało Ludwika Węgierskiego już w 1370 roku trawiła tajemnicza, wyniszczająca choroba. Mówiono, że król nieprzypadkowo unika wizyt w Polsce. Podobno twierdził, że nie służy mu tutejszy, surowy klimat. Monarcha wolał przebywać na południu, gdzie prościej było mu wstać z łóżka, wsiąść na konia, wydawać rozkazy.

Jego uwagę w coraz większym stopniu zaprzątały zresztą nie tyle sprawy państwa, co – medycyny. Ludwik otaczał się całymi gromadami eskulapów. O pomoc w odnalezieniu specjalisty, który zdoła wyleczyć jego dolegliwość, zwrócił się aż do króla Francji. Żaden lekarz, nawet najlepszy, nie był jednak w stanie pomóc monarsze.

Ludwik Wielki. Posąg na Placu Bohaterów w Budapeszcie

fot.Imoti95 / CC ASA 4,0 Ludwik Wielki. Posąg na Placu Bohaterów w Budapeszcie

Wiemy, że ciało Ludwika pokrywały widoczne, nie chcące się goić i bolesne wrzody. Włoski dziejopisarz, Piotr z Gazatty, twierdził że król cierpiał na chorobę określoną łacińskim mianem lepra. Dosłownie oznaczałoby to trąd i wśród węgierskich historyków nie brakuje takich, którzy właśnie tę przypadłość przypisują synowi Elżbiety Łokietkówny.

Trędowaty król?

Trąd był w średniowieczu powszechny, choć najwięcej pisano o nim w XI czy XII stuleciu. Za czasów Ludwika epidemia albo cofnęła się, albo może – została przyćmiona przez zabijającą o wiele szybciej i brutalniej czarną śmierć. W każdym razie na kontynencie istniało nawet dziewiętnaście tysięcy przytułków przeznaczonych dla nieszczęśników dotkniętych trądem. Nazywano je szpitalami, pełniły jednak przede wszystkim funkcję miejsc odosobnienia. Trądu bano się jako plagi niezwykle zaraźliwej i nieustępliwej.

Czy wiesz, że ...

...nasi przodkowie nie jadali w średniowieczu znanego nam dzisiaj barszczu – przyrządzanego z buraków? Pierwotnie danie o tej nazwie wyrabiano z rośliny o nazwie barszcz zwyczajny.

...Zawisza Czarny sporą część kariery wojskowej spędził pod obcymi sztandarami? Zaczynał w oddziałach margrabiego Prokopa Luksemburskiego, a potem zaciągnął się na służbę u węgierskiego króla Zygmunta Luksemburskiego.

...podczas wyboru Karola V na króla niemieckiego w 1519 roku opór elektorów trzeba było pokonać… łapówką, zwaną eufemistycznie „namaszczeniem ręki”? Młody Habsburg wydał na ten cel astronomiczną kwotę ponad 850 tysięcy guldenów.

Komentarze (8)

  1. Evii Odpowiedz

    Gdyby choroba tocząca Andegawenów była weneryczna, to Elżbieta Łokietkówna również byłaby chora – chyba, że miała szczęście i w jej przypadku choroba przebiegałaby bezobjawowo i bez wpływu na długośc życia, w co jednak trudno uwierzyc. Podobnie rzecz miałaby się z Jagiełłą – a jednak ten też dożył sędziwego wieku i doczekał jeszcze kilkorga zdrowych dzieci (a na pewno urodzonych przez zdrową kobietę – Zofię, która współżyjąc z chorym na pewno również byłaby zarażona i przekazała chorobę swoim dzieciom). Teoria o chorobie wenerycznej niestety raczej upada, raczej należałoby szukac chorób genetycznych, zwłaszcza obniżających odpornośc.

    • Czytacz Odpowiedz

      Dokładnie, nic dodać! Ponadto trąd jako taki jest mocno zjadliwy co z potencjalnym zakażeniem osób z najbliższego otoczenia króla, żoną dziećmi?!

  2. a... Odpowiedz

    …Po pierwsze p. Janicki i tak jest „łagodny” i ostrożny (wobec twierdzeń sporej części historyków) w ocenie moralności Andegawenów i Jagiellonów.
    Np. krótka kwerenda w Internecie czy podręcznej biblioteczce, daje takie bardziej goniące za sensacją, ostre, kategoryczne „sformułowania”: dr Andrzej Zieliński, autor książki „Skandaliści w koronach. Łotry, rozpustnicy i głupcy na polskim tronie” w wywiadzie dla radiowej jedynki stwierdza: „Gdy u władzy była już dynastia Jagiellonów, śmiertelne żniwo wśród jej przedstawicieli zbierał syfilis.” „Pierwszą ofiarą na tronie był Jan Olbracht, który znany był ze swojego bardzo swobodnego życia. Potem jego brat Aleksander, nie mówiąc już o biskupie gnieźnieńskim Fryderyku, który „długo cierpiał francuską chorobą zemdlony”, jak pisali kronikarze…” „…Zygmunt August poszedł w ślady swoich stryjów i na tym zakończyła się dynastia Jagiellonów w Polsce…”
    Inny historyk J. Jankowski mówi o tym także jak o bezspornie udowodnionym fakcie: „Ludwik Andegaweńczyk umarł w wyniku dziedzicznej kiły…” „Od Ludwika kiła rozpowszechniła się zresztą wśród monarchów, gdyż chorowali na nią Jan Olbracht, Aleksander, Zygmunt August, Henryk Walezy, Władysław IV, Jan Kazimierz i Jan Sobieski. Protokół sekcyjny Sobieskiego zawiera na przykład informację, iż „król miał dwie gangreny koło jajec.” „Synowie Jagiellończyka, Jan Olbracht i Aleksander, umarli na syfilityczny paraliż.” „Niezwykle schorowany był także ostatni z Jagiellonów – Zygmunt August, ponieważ oprócz kiły…”
    Dlaczego nie wszyscy Andegawenowie i Jagiellonowie oraz ich krewni chorowali na kiłę?
    Primo: kiła jest stosunkowo mało zaraźliwa (choć o tym dla czego „raz jest tak a raz tak”, jak przyznają to bezradni lekarze, wiemy jeszcze ciągle stanowczo zbyt mało). Jedynie w I fazie z reguły bardzo krótkiej, jest mocno zaraźliwa. W II dłuższej, średnio… A później zarażenie jest niemal równoznaczne z cudem… Także w kile dziedzicznej najprawdopodobniej w blisko połowie przypadków, krętki są zbyt słabe, aby wywołać nie tylko ostre ale i jakiekolwiek objawy.
    Owszem wśród Słowian, szczególnie Polaków, kiła jest bardziej zaraźliwa (dlatego na świecie bardzo często nazywana jest polską, a nie francuską chorobą), ale wśród np. Litwinów, Celtów, Germanów jej zaraźliwość jest wyraźnie mniejsza.
    Secundo: występuje mutacja genowa odpowiedzialna za częściową klub całkowitą odporność na kiłę. Jeśli w występuje ona w puli chromosomów obu komórek rodzicielskich, ojcowskiej i matczynej, to kiła nie uaktywnia się lub nie daje silniejszych, wyraźnych objawów.

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi a… dziękujemy za rozbudowany i ciekawy komentarz, w którym przytacza Pan nie tylko swoje zdanie, ale obszernie cytuje historyków. Pozdrawiamy i mamy nadzieję, że artykuł Pana zaciekawił. Pozdrawiamy.

    • Czytacz Odpowiedz

      Nie chcę się oburzać, ale! Kiła w I i II stadium jest niezwykle zakaźna! III stadium rzeczywiście cechuje niższa zakażalność, ale na łysinę Cezara nie znaczy to, że nie istnieje możliwość zakażenia. I najważniejsze nieleczona kiła jest chorobą śmiertelną. Syphilis jest chorobą która zawsze wykazuje objawy i się uaktywnia! I ostatnie najważniejsze, nie występuje i nie istnieje wrodzona odporność osobnicza u homo sapiens!!! Żeby cię krętek blady, mam nadzieję, że w przyszłości zastanowisz się zanim coś napiszesz.

      • Czytacz Odpowiedz

        Dodam jeszcze, że „polską chorobą” to raczej nazywana była w Rosji nie na świecie! U nas raczej „niemiecką” potem „francuską”. Obecnie część badaczy (DNA) uważa, że przypłynęła z Ameryki:-)

  3. Kobieta Odpowiedz

    „Owszem wśród Słowian, szczególnie Polaków, kiła jest bardziej zaraźliwa (dlatego na świecie bardzo często nazywana jest polską, a nie francuską chorobą)”

    …a Elżbieta Łokietkówna i Elżbieta Bośniaczka to nie Słowianki ani nawet Polki…zarażone syfilisem nie przeżyłyby dorosłości w średniowieczu (wynikałoby, że większość dzieci w średniowieczu umarło na syfilis), poza tym mają zmiany skórne. Maria Andegaweńska zginęła w trakcie polowania, a Jadwiga po porodzie. Ta ostatnia niemal miesiąc po porodzie – obydwie w wieku 25 lat mniej więcej i uznawane za najpiękniejsze kobiety Europy – gdzie tu znamiona syfilisu?

    „Dlaczego nie wszyscy Andegawenowie i Jagiellonowie oraz ich krewni chorowali na kiłę?
    Primo: kiła jest stosunkowo mało zaraźliwa (choć o tym dla czego „raz jest tak a raz tak”, jak przyznają to bezradni lekarze, wiemy jeszcze ciągle stanowczo zbyt mało). Jedynie w I fazie z reguły bardzo krótkiej, jest mocno zaraźliwa. ”

    To niby jak Jagiełło miał przenieść zarazki kiły z Jadwigi na swoje wnuki, skoro się nie zaraził i raczej nie był nosicielem? Tym bardziej że wg Pańskiej teorii Jagiełło miał niskie szanse na zarażenie się od Jadwigi, a jego synowie jako dzieci pary litewskiej (Sonka nie była Słowianką!!!) i jego wnuki jako dzieci Litwina i Germanki nie miały prawa na kiłę/syfilis chorować.
    PONIEWAŻ PO PIERWSZE JAGIELLONOWIE NIE BYLI POLAKAMI!!!

    Sugeruję poczytać najpierw coś więcej, zanim się coś napisze. Ja bym obstawiała u Ludwika raka skóry, tym bardziej, że znam objawy z autopsji i jest to choroba, w której objawy cofają się i nawracają i na początku nie są bolesne. Ani Elżbieta Łokietkówna, ani Elżbieta Bośniaczka nie zaraziły się od swych mężów ani dzieci nie miały żadnych objawów chorób wenerycznych – Zygmunt Luksemburczyk (mąż Marii) zmarł w sędziwym wieku bez żadnych dolegliwości, podobnie jak jego rozpustna żona Barbara. Dziwne, że cesarzowa niczym się nie zaraziła od swoich licznych kochanków.
    No chyba że wypadek konny Marii dyskutant a… przypisuje działaniu syfilisu, ale to raczej chyba chorobą obarczyć należałoby konia, a nie Andegawenkę ;)

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.