Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Epic fail? 10 historycznych porażek, które sprawią, że poczujesz się lepiej

Zgodnie z prawem Murphy'ego, jak coś może pójść źle... to pójdzie. Ta zasada dotyczy nawet koronowanych głów (autor: Willem Geets, żródło: domena publiczna)Pogrzeb, który zażenował cały kontynent. Przydomek tak krępujący, że psuje człowiekowi życiorys nawet tysiąc lat później. A do tego kuriozalne wpadki przywódców państw, policjantów i członków ruchu oporu. Kiedy na scenę historii wkraczają wielcy ludzie, tuż za nimi czają się… jeszcze większe porażki. 

Jak zawsze wszystkie pozycje w TOP10 zostały oparte na publikowanych przez nas artykułach. Tym razem na poprawę humoru postanowiliśmy poszukać przykładów epickich historycznych wpadek. Zaskoczy Was, jak dużo koronowanych głów trafiło do naszego zestawienia! Więcej tekstów poświęconych anegdotom z życia wielkich i znanych (ale niekoniecznie zawsze triumfujących) znajdziecie TUTAJ.

A oto „zwycięzcy” dzisiejszego rankingu:

10. Jakub Sobieski, któremu tata musiał kupić żonę

Znalezienie małżonki dla Jakuba, syna Jana III Sobieskiego, okazało się nie lada wyzwaniem dla całej rodziny. Po wielu nieudanych projektach matrymonialnych wyswatano go wreszcie z Jadwigą Elżbietą, młodszą siostrą cesarzowej Eleonory. Nie była to upragniona kandydatka. Jej ojciec był zaledwie elektorem Palatynatu, i to niezbyt majętnym.

Po wielu trudach Sobiescy odnaleźli synową - nie wymarzoną, ale kochającą i oddaną. Jadwiga Elżbieta siedzi na prawo od Marysieńki, trzymając na rękach swą pierworodną córeczkę, Jakub siedzi tuż obok ojca (obraz Henri Gascara, źródło: domena publiczna).

Po wielu trudach Sobiescy odnaleźli synową – nie wymarzoną, ale kochającą i oddaną. Jadwiga Elżbieta siedzi na prawo od Marysieńki, trzymając na rękach swą pierworodną córeczkę, Jakub siedzi tuż obok ojca (obraz Henri Gascara, źródło: domena publiczna).

Co gorsza, rokowania przedmałżeńskie zdominowały… finanse. Marysieńka chciała, by Jadwiga dostała 200 tysięcy florenów posagu. Sobiescy wypłaciliby drugie tyle wiana. Jednak starsze siostry narzeczonej Jakuba otrzymały zaledwie po 100 tysięcy, a Wiedeń postulował znacznie wyższe wiano.

Rozmowy wlokły się niemiłosiernie. Zdesperowany Jakub padł ojcu do stóp, błagając o wypłacenie cesarzowi ile tylko chce, byle dostać żonę. Jan ostatecznie zgodził się więc wysupłać łącznie aż 400 tysięcy florenów wiana, daru ślubnego i zabezpieczenia wdowieństwa. Kwota ta czterokrotnie przewyższała wnoszoną przez Jadwigę do małżeństwa. Ale czego się nie robi dla szczęścia własnych dzieci… (przeczytaj więcej na ten temat).

9. Jan Miękki Miecz i Konstantyn V Kopronim

Być królem i mieć przydomek typu „Impotent”, „Świniopas” czy „Włochate Gacie”? Na szczególne miejsce w zestawieniu historycznych porażek zasługują władcy, których poddani skutecznie skompromitowali na całe stulecia. Niby nieważne, jak piszą, byle pisali… Ale przejść do historii jako król „Zajęcza Stopa” to jednak żaden triumf.

XIX-wieczne wyobrażenie króla Jana bez Ziemi podpisującego Wielką Kartę Swobód (źródło: domena publiczna).

XIX-wieczne wyobrażenie króla Jana bez Ziemi podpisującego Wielką Kartę Swobód (źródło: domena publiczna).

O tym, jak bezwzględni potrafią być niezadowoleni poddani, przekonał się Jan bez Ziemi, najmłodszy syn Henryka II Plantageneta, który od swojego ojca nie dostał żadnej posiadłości. Jego podchody do korony angielskiej były długie i po dziś dzień okrywa je czarna legenda. Knucie przeciw bratu Ryszardowi Lwie Serce, uciskanie poddanych, utrata wszystkich posiadłości Plantagenetów we Francji, konflikt z papieżem Innocentym III, pusty skarbiec i wojna z angielskimi baronami… Wszystko to nie przyniosło mu blasku i chwały, a tylko zawstydzający przydomek – Jan Miękki Miecz.

Jeszcze gorszy los spotkał jednak Konstantyna V Kopronimaktórego przydomek oznacza… mam na imię Kupa”. Ten cesarz bizantyjski panujący w VIII wieku był tak naprawdę znakomitym, błyskotliwym i utalentowanym wodzem, miłośnikiem kultury i sztuki. Bizantyńska historiografia nie podarowała mu jednak zaciekłego zwalczania kultu ikon. Przedstawiano go jako krwiożerczą bestię i tyrana… i nadano wyjątkowo kiepską ksywkę (przeczytaj więcej na ten temat).

 8. Organizatorzy żenującego pogrzebu króla Edwarda VII

Nie jest łatwo urządzić pogrzeb, zwłaszcza królewski. A urzędnicy odpowiedzialni za ostatnie pożegnanie Edwarda VII zabrali się do dzieła wyjątkowo niezdarnie! 20 maja 1910 roku następcę królowej Wiktorii żegnało dziewięciu innych władców, pięciu następców tronu i około czterdziestu dodatkowych przedstawicieli rodzin panujących – cesarskich, królewskich i książęcych. Liczba koronowanych głów i ich bliskich przeszła najśmielsze oczekiwania… tak, jak liczba niezręczności, popełnionych przez organizatorów.

Trumna Edwarda VII, żegnana przez tłumy (źródło: domena publiczna).

Trumna Edwarda VII, żegnana przez tłumy (źródło: domena publiczna).

Z południowo-wschodniej Europy na pogrzeb przybył książę Daniło, następca tronu maleńkiej Czarnogóry. Przywiózł ze sobą… kochankę. Urzędnicy chcieli zakwaterować gości osobno, jednak w zatłoczonym Londynie trudno było znaleźć wolne miejsce dla person tej rangi. Wszystkie luksusowe kwatery rezerwowano z wyprzedzeniem. Książę zmuszony był więc zamieszkać z dwórką w jednym pokoju. 

Nietypowy był także porządek konduktu pogrzebowego. Uczestniczyli w nim politycy, arystokraci, przyjaciele, towarzysze rozrywek króla, a także – a jakże! – jego liczne kochanki. Wszyscy niekoronowani goście musieli jednak podążać za karocami, w których trójkami siedzieli najznamienitsi z zaproszonych. Zrobiono wyjątek tylko dla jednej, jedynej postaci – pewnego szkockiego służącego. Rolą tego sługi było prowadzenie na smyczy na honorowym miejscu Caesara, ulubionego foksteriera Edwarda VII. Przez całą trasę piesek dzielnie truchtał niemal tuż za trumną, przewodząc tym samym całemu konduktowi (przeczytaj więcej na ten temat).

7. Tadeusz Mazowiecki, bohater najgorszej kampanii wyborczej wszechczasów

25 lat temu Tadeusz Mazowiecki pokazał, że można mieć rozpoznawalność, kompetencje oraz poparcie mediów, a jednak przegrać sromotnie z człowiekiem znikąd. Kiedy zgłosił swoją kandydaturę w wyborach prezydenckich w 1990 roku, wydawało się, że jest kandydatem idealnym. Wspierała go większość środowisk inteligenckich i akademickich oraz opiniotwórcza prasa z „Gazetą Wyborczą” i „Tygodnikiem Powszechnym” na czele. Był powszechnie szanowanym dawnym opozycjonistą, jednym z ojców „Solidarności”, uczestnikiem obrad okrągłego stołu.

Wałęsa i Mazowiecki w zgodzie po latach (fot. Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP, CC BY-ND 2.0).

Wałęsa i Mazowiecki w zgodzie po latach (fot. Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP, CC BY-ND 2.0).

Jego – z początku ogromne – szanse na prezydenturę pogrzebała jednak… fatalna kampania wyborcza. W sztabie Mazowieckiego panował ogromny bałagan. Pogłębiający się chaos próbował opanować ściągnięty z Belgii spec od reklamy Marcin Mroszczak (znany z późniejszych kampanii Browaru Tyskie czy Ikei). Wtedy pojawiło się najsłynniejsze hasło Mazowieckiego – „Siła spokoju”. Wyśmiewał je sztab Lecha Wałęsy, twierdząc, że premier nawet pchły nie umie złapać.

Głównym przeciwnikiem Tadeusza Mazowieckiego okazał się zatem… sam Tadeusz Mazowiecki. Reklamowanie go podobne było do organizowania kampanii prezydenckiej Hamletowi – mówił później jeden z członków sztabu. Premier sam po latach przyznał, że był fatalnym kandydatem na kandydata (przeczytaj więcej na ten temat).

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Artykuł porusza następujące tematy:

Czas akcji:

Miejsce akcji:

Komentarze (1)

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.