Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Las jest katedrą Boga, a przyszłość należy do wegetarian, czyli jak bardzo naziści kochali zwierzęta

Eva Braun i Adolf Hitler ze swoimi psami

Zakaz wiwisekcji i eksperymentów, humanitarne metody uboju, ochrona ginących gatunków, ograniczenia dla myśliwych, bliskie relacje z domowymi czworonogami oraz jarska dieta – oto jak naziści troszczyli się o zwierzęta. Hitler zamierzał nawet zlikwidować w całej Rzeszy rzeźnie i zmusić pobratymców do wegetarianizmu.

Trup na talerzu, bycze jądra na recepcie

Na temat wegetarianizmu Adolfa Hitlera napisano już wiele. Niektórzy biografowie twierdzą, że Hitler przestrzegał (choć nie zawsze ortodoksyjnie) diety wegetariańskiej, inni zaś twierdzą, że mit o wegetarianizmie Führera jest jednym z największych osiągnięć mistrzowskiej propagandy Josepha Goebbelsa.

Nawet ci historycy, którzy stoją na stanowisku o tym, że Hitler faktycznie z mięsa zrezygnował (albo poważnie je ograniczył) nie są jednak zgodni co do tego, jakie przesłanki stały za tą decyzją. Według jednej z teorii miał ku temu zdrowotne powody, inna hipoteza podaje za przyczynę samobójstwo siostrzenicy, jeszcze inna skłania się ku przesłankom etycznym.

O powodach etycznych pisał Goebbels, podkreślając, że Hitler był zagorzałym wegetarianinem, jedzenie mięsa uznawał za dowód upadku społecznego i pragnął po wojnie przystąpić do zrewolucjonizowania systemu produkcji żywności, tak by ostatecznie cały naród niemiecki mógł korzystać z dobroczynnego wpływu diety bezmięsnej. Ponoć w 1941 roku Hitler miał powiedzieć, że jeśli miałby próbować cokolwiek wyrokować o przyszłości, to jednego jest pewien – przyszłość należy do wegetarian. Nie uważał także, by ludzie mieli podstawy, aby wynosić się ponad inne stworzenia. Goebbels tak przedstawiał argumentację Hitlera w swoich dziennikach:

Człowiek myśli, że tylko on ma rozum, duszę i mowę, a zwierzę tego nie ma. Fakt, że tego nie rozpoznajemy naszymi tępymi zmysłami, nie jest dowodem, że to nie istnieje.

Podobno podczas kolacji z pewną damą skomentował fakt, że zamówiła kiełbaski, pytając ją, czy zamierza naprawdę jeść zwłoki. Z drugiej strony, lekarz Führera, Teodor Morell, administrował mu liczne „cudowne”, w dużej części odzwierzęce preparaty, które miały poprawić zdrowie i formę przywódcy narodu, przedłużyć mu życie oraz ulżyć w trudach władzy.

Czytaj też: Spowiedź bestii. Jaki był prywatnie Joseph Goebbels?

Kryzysowa kuchnia

Czy więc wegetarianizm Hitlera był jedynie propagandowym zabiegiem, który miał na celu stworzenie właściwego wizerunku przywódcy? Być może. Jako elita narodu, Hitler i najbliżsi oficjele z jego kręgu mogli pozwolić sobie na rezygnację z mięsa, by podkreślić swój status.

Można było również lepiej solidaryzować się z narodem w okresie kryzysu gospodarczego – w 1933 roku NSDAP nawoływała Niemców, by w każdą pierwszą niedzielę miesiąca zamiast obfitego obiadu jadali „kryzysowe” danie jednogarnkowe (eintopf) – czy dekadę później, gdy reżim musiał obwieścić obywatelom o kurczących się przydziałach reglamentowanego mięsa. Sam Führer przepadał za daniami jednogarnkowymi, więc nie musiał ponosić żadnych wyrzeczeń – obywatele zaś musieli się liczyć z tym, że w razie odstępstwa odwiedzą ich towarzysze partyjni, którzy „w niedzielę węszyli na korytarzach domów za wonią smażeniny i w razie jej odkrycia napominali do eintopfowej solidarności” – pisze biograf Hitlera, Peter Longerich.

Tekst powstał m.in. o książkę autora bestsellerów Christophera Machta „Spowiedź Goebbelsa. Szczera rozmowa z przyjacielem Hitlera”, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Bellona.

Tekst powstał m.in. o książkę autora bestsellerów Christophera Machta „Spowiedź Goebbelsa. Szczera rozmowa z przyjacielem Hitlera”, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Bellona. Kup teraz

Partia od początku zaglądała obywatelom do garnków, a wódz, zdaniem Goebbelsa, nosił się z zamiarem całkowitego zakazu funkcjonowania rzeźni na terenie Rzeszy po zakończeniu wojny. Nie wiedzieli o tym oczywiście jego wyborcy, których Goebbels, wykonujący od 1928 roku sumiennie swoje zadania jako minister propagandy, przekonywał do głosowania na Hitlera wszędzie, gdzie popadło – najwyraźniej dla Führera nie miało znaczenia, czy będzie go popierać naród mięsożerców, czy wegetarian, byle zdołał się utrzymać przy władzy. Jak czytamy w Spowiedzi Goebbelsa:

To prawda, że wysyłał pan swoich ludzi do sklepów z mięsem, piekarń i zakładów pracy, by rozpytywali obywateli, na kogo głosowali i przekonywać ich, że jedynym słusznym wyborem jest tylko Adolf Hitler?
– No tak! Tak zdarzało się wielokrotnie. I myślę, że to działało, budowałem bowiem mit przywódcy, za którym pójdzie cały lud.

Czytaj też: Czy Hitler miał jedno jądro? A może był homoseksualistą? Najdziwniejsze relacje na temat Führera

„Zieloni” naziści w walce o prawa zwierząt

Tymczasem długo przed objęciem władzy przez NSDAP i Hitlera, przygotowywano zmiany w prawie regulującym kwestie ochrony zwierząt. W roku 1927 w Reichstagu wezwano do podjęcia kroków w ramach przeciwdziałania cierpieniom zwierząt, z jakimi wiązał się ubój koszerny. W 1932 roku partia nazistowska zaproponowała wprowadzenie zakazu.

W sierpniu 1933 roku Hermann Goering ogłosił, że zamiera położyć kres „nieznośnym torturom i cierpieniu zwierząt poddawanych eksperymentom”, a wszystkich, którzy „nadal myślą, że mogą traktować zwierzęta jak przedmioty”, umieści w obozach koncentracyjnych. W wygłoszonej przez siebie przemowie radiowej stwierdził:

Dla ludności niemieckiej zwierzęta nie są jedynie żywą materią organiczną, lecz stworzeniami wyposażonymi w indywidualne uczucia, czujące ból i radość, okazującymi lojalność i oddanie. Miłość, jaką żywi do zwierząt nasz naród, nigdy nie pozwoliłby nam traktować ich jak przedmiotów bez uczuć i duszy, używać tak, jak używa się narzędzi, wykorzystywać i wyrzucać – bez względu na powody, ani też torturować czy pozbawiać życia.

Od 16 sierpnia 1933 roku na terenie Prus wiwisekcja była surowo zakazana, podobnie jak ubój rytualny bez ogłuszania (co oczywiście było wycelowane przede wszystkim w żydowskie nakazy religijne), zaś w listopadzie 1933 roku na terenie Rzeszy weszły w życie nowe przepisy, zgodnie z którymi eksperymenty na zwierzętach były obwarowane szeregiem zakazów, należało mieć na nie specjalnie zezwolenia i rekomendacje, co – jak nietrudno się domyślić, –pozostawiało szerokie pole do działania nazistowskim lekarzom i weterynarzom.

Czytaj też: Chciałbyś, żeby Hitler traktował Cię jak psa? Najpierw sprawdź, czy rzeczywiście obchodził się z czworonogami lepiej niż z ludźmi

Katedra Boga

Co istotne, konie, psy, koty i małpy wymieniono jako zasługujące na specjalną ochronę. Zwierzęta domowe cieszyły się szczególną ochroną – za złe traktowanie psa czy kota można było spędzić dwa lata w więzieniu i zapłacić wysoka grzywnę.

Nowe prawo regulowało niemal wszystkie czynności, jakim poddawano zwierzęta – od podkuwania koni i przycinania psom uszu czy ogonów, przez udział zwierząt w produkcjach filmowych, po stosowanie środków znieczulających i eutanazję nieuleczalnie chorych pupili.

W 1936 roku ochroną objęto nawet homary i kraby: w restauracjach miano zaprzestać zabijania skorupiaków poprzez wrzucanie ich do wrzątku. Władze ponoć długo debatowały nad najbardziej humanitarną metodą uśmiercania homarów, powstały nawet opracowania naukowe na ten temat. Zakazano również wyrobu foie gras.

Naziści skierowali uwagę także na ochronę dzikiej przyrody. Zaczęto od zmiany prawa łowieckiego w marcu 1935 roku; w przedmowie do dokumentu pojawił się następujący ustęp: „Powinnością prawdziwego myśliwego nie są wyłącznie łowy, ale także dbanie o dobrostan dzikich zwierząt, dokarmianie ich i otaczanie opieką.”

Lutz Heck (pierwszy z lewej) i Herman Goering (pierwszy z prawej) nad makietą Puszczy Białowieskiej podczas Międzynarodowej Wystawy Łowieckiej w 1937 roku.

W trosce o zapewnienie przeżycia dzikiej faunie (oczywiście w swojej najsilniejszej, najzdrowszej postaci), czasopisma weterynaryjne często publikowały teksty na temat ginących gatunków. Sam Goering, który zwykł mawiać, że „las jest katedrą Boga”, zamartwiał się tym, że w Niemczech nieomal całkowicie wytępiono niedźwiedzie czy żubry, toteż starał się o objęcie ich ochroną oraz uruchomienie programów zwiększenia ich liczebności. Dzięki niemu do niemieckich lasów powróciły również łosie. Zakładał także rezerwaty przyrody, które działają do dziś.

Profesor Ian Kershaw, autor biografii Hitlera, zauważył, że naziści mieli paradoksalnie etyczne zamiary, wprowadzając przepisy z zakresu ochrony praw zwierząt, w tym zakaz polowań na lisy z psami. „Naziści chcieli zabijać czysto i uważali, że niesłusznym jest zadawanie nadmiernych cierpień zwierzętom w trakcie polowania” – pisał. – „Wierzono, że takie zachowanie jest sprzeczne z duchem i uczuciami narodu niemieckiego”. Co ciekawe, przepisy wprowadzone przez partię narodowo-socjalistyczną w latach 30. były najpełniejsze i najszersze w ówczesnych czasach – żaden inny kraj nie mógł się pod tym względem równać z Rzeszą.

Miłość (tylko) do zwierząt

Jak pogodzić ze sobą nazistowską ochronę zwierząt i miłość do domowych pupilów oraz zbrodnie przeciwko ludzkości i okrucieństwo wobec bliźniego? Cóż, zależy od tego, po której stronie obozowego płotu się stoi. W umysłach nazistów obie kwestie wydawały się egzystować bez sprzeczności. Co więcej, czuli się oni moralną elitą narodu. Zwierzęta były postrzegane różnorako, o czym pisze Jan Mohnhaupt, autor książki Tiere im Nationalsozialismus (Zwierzęta w ideologii narodowego socjalizmu): czasem jako ideał siły i odwagi (wilk, lew), czasem wyobrażenie wroga (świnia), a czasem wyłącznie jako środek do celu.

Hitler nie rozstawał się ze swoją suką owczarka niemieckiego, Blondi, która sypiała z nim w łóżku, Goering zaś trzymał młode lwy jako zwierzaki domowe. Także Goebbels miał ukochanego psa, do którego był bardzo przywiązany. Jak czytamy w Spowiedzi Goebbelsa:

To było bodajże w 1942 roku. Wówczas udałem się razem ze swoją żoną na kilka dni na biennale do Wenecji, by zaznać nieco kultury. I pamiętam, że przy jakimś posiłku zażartowałem, że tęsknię za swoim domem i że gdybym teraz mógł sprawić, by spełniono jakieś moje marzenie, to chciałbym, żeby zjawił się tutaj mój pies, który został w Trzeciej Rzeszy.

– Pan to mówił na serio?

– No właśnie nie. Raczej pół żartem, pół serio. Jednak widocznie moje otoczenie tego nie wyczuło i postanowiło się wykazać. Dalszy rozwój wydarzeń był taki, że wpakowali tego biednego psa do samolotu do luku bagażowego i jakiś facet z nim przyleciał do mnie. Kiedy tylko to zobaczyłem, wściekłem się niemiłosiernie! Jak można było dopuścić do czegoś takiego? Przecież to biedne zwierzę musiało się stresować, jak mało kto. Jeszcze tego samego dnia kazałem odesłać psiaka z powrotem do domu.

Uważa się, iż jedną z przyczyn ograniczenia jedzenia mięsa przez Hitlera była miłość do zwierząt

Goebbels lubił się również chwalić zoo berlińskim: „my o ten ogród zoologiczny dbamy” – podkreślał. Przyjaźnił się z dyrektorem placówki, odwiedzał zoo kilkakrotnie z żoną i dziećmi, które bawiły się z łagodniejszymi zwierzętami, jak sarny, łabędzie czy kaczki. Było to wówczas miejsce, gdzie znużeni swoją pracą ludzie mogli udać się na przerwę obiadową, „odpocząć i zaznać rozrywki” – jak pisał Karl Koch, komendant obozu Buchenwald, który prowadził placówkę w dużej mierze dzięki pieniądzom zrabowanym więźniom. Więźniowie czy przymusowi robotnicy, którzy stawiali ogrodzenia czy opiekowali się zwierzętami, nie mieli oczywiście prawa do rozrywki czy odpoczynku. Komendant za to najlepiej bawił się, oglądając niedźwiedzie rozszarpujące osadzonych.

Czytaj też: Grabież Europy. Jak okupowane kraje finansowały wojnę Hitlera?

Psy wojny

Osobną kwestię stanowiła obecność w obozach psów, które Himmler kazał tak szkolić, by potrafiły na komendę „rozszarpać człowieka na strzępy”. Uważał on, że jeden dobrze wyszkolony pies warty jest dwóch ludzkich strażników.

Jedną z osób odpowiedzialnych za szkolenie psów stróżujących w Dachau i Buchenwaldzie był Paul Henss, który w wywiadzie udzielonym wiele lat po wojnie powiedział dziennikarzom, że zarzuty wobec siebie uważa za niesłuszne i w żadnym razie nie uznaje się za zbrodniarza: „Kiedy ktoś uciekał, psy miały go złapać. Tak były nauczone”. Ten były członek NSDAP zgłosił się na ochotnika do pracy jako strażnik obozowy w Dachau i Buchenwaldzie, gdzie odpowiadał w latach 1942–1944 za szkolenie i nadzór nad psami, a po wojnie – w 1955 roku – przeprowadził się do Stanów, gdzie ukrywał swoją przeszłość przez wiele lat (na starość utrzymywał się z państwowego zasiłku). W 2007 roku władze chciały go deportować, lecz zdecydował się wrócić do Niemiec.

Ile psów służyło nazistom w Trzeciej Rzeszy? Według badaczy dziesiątki tysięcy. W okresie II wojny światowej, a więc także w obozach, pracowało zdaniem kryminologów J. Roberta Lilly’ego i Michaela B. Pucketta przynajmniej 200 tys. wyszkolonych psów. Relacje ocalałych, którzy przeżyli piekło obozów, są pod tym względem zgodne – psy były używane do terroryzowania więźniów raczej niż utrzymywania porządku – i to nie tylko przez zwyczajnych strażników.

Ile psów służyło nazistom w Trzeciej Rzeszy? Według badaczy dziesiątki tysięcy.

Przykładem może być Otto Moll, z powodu sztucznego oka przezwany „Cyklopem”, jeden z najgorszych esesmanów w Auschwitz, kierownik krematoriów. Do długiej listy jego zwyrodniałych zachowań można zaliczyć wypuszczanie swojego owczarka niemieckiego na młode, ładne Żydówki.

Źródła i relacje są zgodne co do tego, że terroryzowanie więźniów w ten sposób było elementem obozowej rutyny od momentu przybycia aż do chwili, gdy wpychano ich do komór gazowych, rozstrzeliwano lub skazywano na długą, powolną śmierć z głodu, w wyniku chorób czy nieludzkich eksperymentów. Suka Hitlera, Blondi, miała więcej szczęścia – Führer podał jej kapsułkę z cyjankiem, zanim popełnił samobójstwo. Jej pięć szczeniąt rozstrzelano niedługo po śmierci Hitlera i Evy Braun.

Bibliografia:

  1. Arluke, B. Sax, Understanding Nazi Animal Protection and the Holocaust, Anthrozoös, 5:1, 6–31, 1992.
  2. Irving, Goering – a Biography, New York 1989.
  3. Sax, Animals in the Third Reich, Pittsburg 2000.
  4. Höss, Death Dealer: The Memoirs of the SS Kommandant at Auschwitz, trans. A. Pollinger, Buffalo 1992.
  5. Mohnhaupt, Tiere im Nationalsozialismus, Munchen 2010.
  6. Longerich, Hitler. Biografia, tłum. M. Antkowiak, Warszawa 2020.
  7. Irving, Tajne dzienniki lekarza Hitlera, tłum. B. Zborski, Pruszków 1999.
  8. Bolton, Animal Welfare in the Third Reich, London 2010.
  9. Bruce, Throught the Lion Gate. A history of the Berlin Zoo, New York 2017.

Czy wiesz, że ...

…grupy dezerterów z amerykańskiej armii były postrachem ludności cywilnej w zachodniej Europie? Złą sławą okrył się m.in. zorganizowany przez nich gang, który współpracował z korsykańską mafią i zarabiał na nielegalnym handlu.

...akcja dezinformacyjna przeprowadzona przez bolszewików po zamordowaniu Mikołaja II i jego rodziny była tak skuteczna, że matka cara, Maria Fiodorowna, jeszcze 10 lat później wierzyła, że jej syn żyje.

...jednym ze sposobów na przeżycie w gułagu było samookaleczanie? W ten sposób można było uniknąć pracy ponad siły. Można było symulować chorobę przez wsypywanie do oczu pyłku z ołówka albo wstrzykiwanie ropy naftowej pod skórę, a pewna kobieta przebiła sobie palec u nogi na wylot wielkim gwoździem.

...nie wszyscy wierzą, że Hitler i Ewa Braun zginęli w berlińskim bunkrze? Niektórzy uważają, że mogli  wydostać się z oblężonego miasta tajnym tunelem. Następnie wsiedli na pokład samolotu, który zawiózł ich do Danii. Dalej, już na pokładzie łodzi podwodnej, przedostali się do Ameryki Południowej, ulubionej przez nazistów części świata.

Komentarze (3)

  1. Anonim Odpowiedz

    „Kochają” zwierzęta, przynajmniej na pokaz, bo noszą drogie paski ze Zwierzęcej skóry. Jedzą trawę itp.zielenina, do czego próbują na siłę zmuszać innych. Nienawidzą inaczej od nich myślących ludzi. Tacy są w Polsce „Wegetarianie”.

  2. P. Odpowiedz

    Moim zdaniem jeśli intencje autorki są czyste, artykuł wymagałby małego uzupełnienia. Inaczej dla niektórych będzie to świetny przyczynek do wniosku, że jeśli dba się o ochronę przyrody czy postuluje ograniczenie jedzenia mięsa i uboju przemysłowego, to staje się w jednym rzędzie z Hitlerem i nazistami. Ale czy są czyste? Ochrona przyrody, naziści i zbrodnie przeciw ludzkości w jednym zgrabnym zestawie i brak jakiegokolwiek tła, kontekstu itd. „Naziści byli obrońcami przyrody” tak łatwo odbić w „Obrońcy przyrody to naziści”.

    Szkoda, że ludzie, którzy tak pięknie mówili o przyrodzie, byli jednocześnie potworami dla ludzi. Może w końcu świat dojrzeje do miłości do całej przyrody, łącznie z ludźmi. Chyba najwyższy czas. Czy w Polsce mamy choćby zalążki? Odpowiedź będzie można pewnie znaleźć w innych komentarzach pod tym artykułem. ;)

    • BM Odpowiedz

      „Inaczej dla niektórych będzie to świetny przyczynek do wniosku, że jeśli dba się o ochronę przyrody czy postuluje ograniczenie jedzenia mięsa i uboju przemysłowego, to staje się w jednym rzędzie z Hitlerem i nazistami.”

      Jeśli chce się narzucić ludziom wegetarianizm siłą, tak jak chce tego europosłanka Lewicy Sylwia Spurek i jej poplecznicy, to tak – tacy ludzie stoją w jednym rzędzie z Hitlerem i nazistami, bo wykazują taki sam stopień totalitaryzmu i absolutny brak poszanowania dla wolności. Oni nie jedzą mięsa, więc trzeba zabronić wszystkim. Nie trzeba dodawać bo to oczywiste, ale dodam, że dobro zwierząt jest ostatnią rzeczy jaką ci ludzie się kierują.

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.