Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Buchenwald był dla mnie jak wakacje! Wspomnienia nazistki z obozu koncentracyjnego

Wyzwolenie obozu w Buchenwaldzie w 1945 roku nie oznaczało, że zacznie on świecić pustkami. Już w sierpniu Sowieci zaadaptowali go na obóz specjalny dla internowanych Niemców.

fot.National Photo Collection of Israel/domena publiczna Wyzwolenie obozu w Buchenwaldzie w 1945 roku nie oznaczało, że zacznie on świecić pustkami. Już w sierpniu Sowieci zaadaptowali go na obóz specjalny dla internowanych Niemców.

Gorące kąpiele, trzy posiłki dziennie, bogaty program rozrywkowy i brak troski o jutro. Jeśli wierzyć sekretarce Goebbelsa, Brunhilde Pomsel, hitlerowcy uwięzieni po wojnie w byłych obozach zagłady wiedli całkiem niezłe życie. Zwłaszcza w porównaniu do wcześniejszych „lokatorów” fabryk śmierci.

Po wojnie wyzwolone obozy zagłady bynajmniej nie świeciły pustkami. Komisarz Ludowy Spraw Wewnętrznych, Ławrientij Beria, uznał, że skoro Niemcy przygotowali już odpowiednią infrastrukturę, grzechem byłoby z niej nie skorzystać. Na mocy jego rozkazu w sierpniu 1945 roku na terenie byłego obozu koncentracyjnego Buchenwald powstał sowiecki obóz specjalny nr 2.

Trafiali do niego głównie naziści – zarówno zbrodniarze wojenni, jak i bierni uczestnicy horroru, jaki zgotował Europie Hitler. Więźniowie byli w Buchenwaldzie niemal całkowicie odizolowani od świata zewnętrznego. Wielu już zresztą do niego nie wróciło – zmarli z powodu wycieńczenia, chorób i niedożywienia.

Szczęście w nieszczęściu

Jednak ze wspomnień Brunhilde Pomsel, która relacjonuje swoje życie i karierę w III Rzeszy na łamach książki „Niemieckie życie. Byłam sekretarką Goebbelsa”, wyłania się zgoła inny obraz codzienności internowanych nazistów. Przyznaje ona, że chwilami w niewoli wręcz… dobrze się bawiła.

Oczywiście sam przymusowy pobyt w izolacji, najpierw w Buchenwaldzie, a później w Sachsenhausen oraz w zajętej przez Sowietów fabryce we wschodnim Berlinie, nie był dla Brunhilde szczególnie atrakcyjny. Żałowała, że w porę nie uciekła z ministerstwa propagandy. Przyznawała jednak, że miała szczęście w nieszczęściu. Ostatecznie znalazła się w sytuacji o niebo lepszej niż wojenni więźniowie obozu, a nawet jej przebywający na wolności rodacy!

Jeśli wierzyć opowieściom Brunhilde Pomsel, powojenni jeńcy obozu w Buchenwaldzie mieli się w nim całkiem nieźle – zwłaszcza w porównaniu do poprzednich "lokatorów" tej fabryki śmierci.

fot.H. Miller/domena publiczna Jeśli wierzyć opowieściom Brunhilde Pomsel, powojenni jeńcy obozu w Buchenwaldzie mieli się w nim całkiem nieźle – zwłaszcza w porównaniu do poprzednich „lokatorów” tej fabryki śmierci.

W przeciwieństwie do Niemców, którzy uniknęli internowania, nie musiała się martwić powszechnym wówczas bezrobociem. Czas spędzała na rozmowach z innymi osadzonymi kobietami. Wszystkie dobrze zdawały sobie sprawę, że nie mają wielu powodów do narzekania. Więzienna stołówka wydawała trzy posiłki dziennie, a z kranów w łaźni płynęła ciepła woda. I choć warunki nie były może luksusowe, to i tak w porównaniu do tego, jak wyglądała rzeczywistość obozowa zaledwie kilka miesięcy wcześniej, więźniarki były w komfortowej sytuacji. W książce „Niemieckie życie. Byłam sekretarką Goebbelsa” Pomsel opowiada:

(…) haczyk numer 47 był mój. I gdy ja brałam prysznic, ubranie było czyszczone i pod tym samym numerem wieszane w innym pomieszczeniu (…), gdzie było zawsze ciepło. (…) potem zrobiło mi się niedobrze, jak sobie wyobraziłam, że w tym samym miejscu, na które zawsze się cieszyłyśmy, (…) te same urządzenia były używane do puszczania gazu w celu zabicia Żydów.

Co ciekawe, w obozie nie miała jeszcze pojęcia, co właściwie wydarzyło się podczas wojny. O prawdziwych rozmiarach i charakterze hitlerowskiej zbrodni dowiedziała się dopiero po wyjściu z niewoli.

Czy wiesz, że ...

...by uniknąć obowiązkowej służby wojskowej w PRL-u wielu młodych mężczyzn udawało chorobę psychiczną? W ten sposób w 1984 roku na oddział zamknięty trafił Andrzej „Kobra” Kraiński, który z poznanym tam ordynatorem Andrzejem Michorzewskim założył zespół Latający Pisuar, z którego narodziła się słynna Kobranocka.

...w zamachu na Jana Pawła II 13 maja 1981 roku ranna została Ann Odre? Kobieta była amerykanką polskiego pochodzenia i według prasy urodziła się tego samego dnia i w tym samym miejscu, co papież. W rzeczywistości urodziła się ona w USA i była trzy lata młodsza od Jana Pawła II… Z Wadowic pochodziła natomiast jej matka.

...jeszcze kilkadziesiąt lat temu sytuacja kobiet w Iranie wyglądała znacznie lepiej, niż obecnie? Pod rządami Mohammada Rezy Pahlawiego przeprowadzono wiele znaczących reform. Największym sukcesem polityki szacha było wprowadzenie w 1967 roku nowego Prawa o ochronie rodziny.

...o mieszkańcach Mari El, małej autonomicznej republiki na wschodnim krańcu europejskiej części Federacji Rosyjskiej, mówi się, że są ostatnimi autentycznymi poganami w Europie? Co najciekawsze, wierzenia Maryjczyków pozostały od tysiącleci praktycznie nienaruszone.

Komentarze (11)

  1. Alex Odpowiedz

    Prawdopodobnie podeszły wiek i wyksztalcenie spowodowały
    łagodniejsze traktowanie .
    Wydaje się że jednak podkolorowala
    rzeczywistosc więźnia na terenie dawnego obozu zagłady.

    • Członek redakcji | Autor publikacji | Maria Procner Odpowiedz

      Świadectwa innych więźniów wskazują na to, że faktycznie Brunhilde Pomsel miała tendencję do niezauważania rzeczy złych w swoim otoczeniu, a wyolbrzymiania dobrych – ta wybiórcza „ślepota” na świat zewnętrzny bije zresztą z jej wspomnień we wszystkich okresów – z tego względu lektura jej autobiografii jest niezwykle interesująca i pouczająca w kwestii tego, jak Niemcy postrzegali działania nazistowskich władz.

  2. Rhadzio Odpowiedz

    Zastanawia mnie stwierdzenie że przebywając w obozie internowania nie miała jeszcze pojęcia co zdążyło się w czasie wojny a o prawdziwej skali wydarzeń dowiedziała się po wyjściu z obozu. Proszę wybaczyć ale nie kupuje tego, sekretarka ministra propagandy Josefa G. nie miała o niczym pojęcia? To zwykła wymówka wszystkich hitlerowców poczynając od wierchuszki z procesu norynberskiego. Oni nigdy nie mieli o niczym pojęcia, a jak już udowodniono im że jednak nie dość że wiedzieli to sami popełniali te zbrodnie, to pojawiała się wymówka nr 2: „my tylko wykonywaliśmy rozkazy” . Nie znam źródła, nie miałem go w rękach ale sądzę że troszkę pokpiliscie tzw krytykę zrodel i uwierzyliscie na słowo osobie która chciała się wybielic. Zważywszy że propagandy ona uczyła się od samego Goebellsa i kreowanie rzeczywistości miała w małym palcu…

    • Członek redakcji | Autor publikacji | Maria Procner Odpowiedz

      Bardzo dziękujemy za wypowiedź!
      Kluczem do tekstu jest umieszczone na samym początku stwierdzenie: „jeśli wierzyć” – nie zakłada ono jednak, że uwierzyliśmy. Warto też zapoznać się z samym źródłem i postacią przed wydaniem tak jednoznacznego sądu.
      Tekst powstał na podstawie wspomnień Brunhilde Pomsel – dlatego ukazuje kwestię jej uwięzienia, a także jej wiedzy bądź nie z jej punktu widzenia. Nigdzie nie jest napisane, że wierzymy jej na słowo. Oczywiście można nie kupować jej historii – wiele osób zresztą jej nie kupiło. Z drugiej strony twierdzenie, że uczyła się propagandy od Goebbelsa i kreowanie rzeczywistości miała w małym palcu jest nieco na wyrost – nie była ona osobistą sekretarką ministra, a jedynie jedną z wielu zatrudnionych w sekretariacie kobiet. Zresztą w ministerstwie propagandy niekoniecznie spotykała się z prawdziwymi danymi – tym bardziej, że jej praca (znów – według jej własnej relacji, ale z braku innych naocznych świadków trudno tu jednoznacznie rozstrzygać o czymkolwiek) polegała w dużej mierze na przetwarzaniu komunikatów oficjalnych (a więc już przekłamanych). Za tym, że faktycznie mogła być nieświadoma rozmiaru zbrodni i jej charakteru, świadczyć może także fakt, że nie miała pojęcia, co mogło przytrafić się jej przyjaciółce – Żydówce (która została zamordowana w obozie), kiedy ta nagle zniknęła. Sama zresztą Pomsel przyznaje, że ignorancja była jej olbrzymim grzechem i błędem.
      Oczywiście wielu zbrodniarzy hitlerowskich używało tego argumentu na swoją obronę – ale Pomsel w momencie, gdy mówiła te słowa, nie musiała się już przed niczym bronić. Była staruszką, która – jak można wnioskować – przeżyła całkiem szczęśliwe życie.
      Również to, w jaki sposób opowiadała o swoich doświadczeniach obozowych sugeruje, że była po prostu osobą potrafiącą ignorować rzeczywistość i widzieć ją w wygodny dla siebie sposób. Trudno się kłócić z jej słowami tym bardziej, że już nie żyje i nie sposób dowiedzieć się prawdy.
      Oczywiście nikt nie uważa, że jej bezczynność i ignorancja zakrawająca na naiwność były właściwą postawą, lecz należy pamiętać, że takich jak ona, zwyczajnych ludzi, którzy zwyczajnie woleli nie wiedzieć i przymykali oko na rzeczywistość, bo zmierzenie się z nią było dla nich zbyt trudne, były dziesiątki, a nawet setki tysięcy (i nie mówimy tu o odpowiedzialnych za piekło wojny zbrodniarzach, lecz ludziach, którzy w tamtych niełatwych czasach usiłowali wieść „normalne” życie.

  3. Karolcia Odpowiedz

    To jest BARDZO mało prawdopodobne że ona mówi prawdę. Wątpię żeby taki dyktator jak Stalin był taki łagodny, nawet dla kobiety w podeszłym wieku.

  4. Lucjan Odpowiedz

    Pani Pommsel bredzi na potęgę Miesza mity z rzeczywistością ( gazowanie nigdy nie odbywało się w prawdziwych umywalniach), jej wspomnienia maja znikoma wartość. To przypadek dla psychologii i geriatrii ..

    • Członek redakcji | Autor publikacji | Maria Procner Odpowiedz

      Zdecydowanie do relacji Brunhilde Pommsel trzeba podchodzić z dystansem – tym bardziej, że opowiedziała je po bardzo wielu latach (książka jest zapisem jej rozmów nagranych do materiału filmowego)

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.