Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Najwyższa pora im podziękować. Pięciu obcokrajowców, którzy pomogli Polsce wywalczyć niepodległość

Ignacy Jan Paderewski pozyskał w USA potężnych sojuszników sprawy polskiej. Kto zasłużył się najbardziej?

fot.Arthur Szyk/CC BY-SA 4.0 Ignacy Jan Paderewski pozyskał w USA potężnych sojuszników sprawy polskiej. Kto zasłużył się najbardziej?

„Można Polakom wybaczyć, że wierzą, iż w 1918 roku sami wywalczyli sobie niepodległość. Tak jednak nie było” – pisał Norman Davies. I miał rację. Kto pomógł nam w stworzeniu wolnej Polski? I czy zapamiętaliśmy ich zasługi?

Oczywiście nie można bagatelizować wkładu Polaków, zarówno legionistów, jak i tych walczących w obcych mundurach, w odzyskanie niepodległości w 1918 roku. Na pewno przyczynili się oni do wzajemnego wyczerpania sił państw zaborczych.

Prawdziwe warunki pokoju po I wojnie podyktowali jednak zwycięzcy – przedstawiciele demokracji zachodnich. Gdy konflikt zmierzał ku końcowi, to przed nimi stanął problem polskiej niepodległości. I gdyby nie niektórzy politycy i wojskowi, którzy wsparli polskie starania, być może historia potoczyłaby się inaczej. O kogo chodzi?

5. Sir Adrian Carton de Wiart

Generał Adrian Carton de Wiart pomagał odrodzonej Polsce stanąć na nogi, zabiegając o wsparcie rządu brytyjskiego.

fot. Henry Walter Barnett/domena publiczna Generał Adrian Carton de Wiart pomagał odrodzonej Polsce stanąć na nogi, zabiegając o wsparcie rządu brytyjskiego.

Brytyjczycy z czasów po I wojnie nie mają w naszym kraju najlepszego PR-u.  Pamięta się im lorda Curzona i wyznaczoną przez niego linię. Albo słowa premiera Lloyda George’a, który z typowo brytyjskim poczuciem humoru rzucił hasło: „Dać Polsce Śląsk, to jak dać małpie zegarek”.

Na tym tle tym korzystniej przedstawia się sir Adrian Carton de Wiart, brytyjski bohater wojenny. Tuż po wojnie stał się członkiem misji wojskowej do Polski. Początkowo niewiele wiedział o celu swojej wyprawy. Jak sam przyznał:

Miałem raczej mgliste pojęcie, gdzie leży Polska. Wiedziałem, że to gdzieś blisko Rosji (…) Dowiedziałem się także, że Polska aktualnie prowadzi jednocześnie pięć wojen: z Niemcami, bolszewikami, Ukraińcami, Litwinami i Czechami.

W 1919 roku generał Carton de Wiart znalazł się z misją aliancką we Lwowie.

fot.nieznany/domena publiczna W 1919 roku generał Carton de Wiart znalazł się z misją aliancką we Lwowie.

Szybko jednak niewiedza przerodziła się w sympatię, co de Wiart udowodnił, gdy na jesieni 1918 roku został łącznikiem między Brytyjczykami a dowództwem polskim. Pełnił swoją funkcję w sposób niezwykle życzliwy dla Polaków.

Domagał się od swojego rządu wsparcia materiałowego i organizował sprzęt wojenny dla Polaków na Węgrzech. Co nie mniej ważne, umożliwiał też jego przewóz przez tereny wrogich Polsce Czech. Polubił zresztą nasz kraj do tego stopnia, że po zakończeniu służby osiedlił się na Polesiu. Spędził w Polsce cały okres międzywojenny.

4. Marszałek Ferdynand Foch

Gdyby nie generał Foch, losy wojny mogły potoczyć się zupełnie inaczej. Czy i wówczas Polska odzyskałaby niepodległość?

fot.Johnston, Charles Haven Ladd/domena publiczna Gdyby nie generał Foch, losy wojny mogły potoczyć się zupełnie inaczej. Czy i wówczas Polska odzyskałaby niepodległość?

W czasie I wojny światowej Foch był szefem francuskiego Sztabu Generalnego. Od marca 1918 roku pełnił też funkcję naczelnego wodza Sił Sprzymierzonych. Ten głęboko wierzący katolik, człowiek o silnym charakterze i odwadze nie bał się wziąć odpowiedzialności nawet za duże straty. Tak właśnie odparł ostatnią niemiecką ofensywę z wiosny 1918 roku. Stawił atakującym twardy opór. „Nie oddawajcie ani piędzi ziemi”, rozkazał

Marszałek nie krył swoich przyjaznych uczuć do Polski. Być może wiązały się one z jego nieprzejednanym stanowiskiem wobec Niemiec. Zawdzięczamy mu między innymi sukces powstania wielkopolskiego. Tylko jego zdecydowana postawa, włącznie z groźbą wznowienia działań zbrojnych, zapobiegła zdławieniu polskiego zrywu przez armię niemiecką na wiosnę 1919 roku.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o biografię Woodrowa Wilsona autorstwa A. Scott Berga, wydaną nakładem wydawnictwa Napoleon V.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o biografię Woodrowa Wilsona autorstwa A. Scott Berga, opublikowaną nakładem wydawnictwa Napoleon V.

W 1923 roku Foch odwiedził Polskę. Witany był entuzjastycznie. „Jako żołnierz podziwiałem i podziwiam olbrzymie dzieło, jakiego dokonałeś, biorąc na swoje barki tak olbrzymią odpowiedzialność”  – powiedział do niego Józef Piłsudski na moment przed udekorowaniem Francuza własnym krzyżem Virtuti Militari.

3. Georges Clemenceau

Ten francuski polityk, znakomity mówca, znany był z ciętego humoru.  Zwano go „Tygrysem”, bo swoje plany polityczne przeprowadzał bezwzględnie. Przeciwników politycznych traktował w słowach wręcz brutalnie, a jak trzeba było, to nie odmawiał też pojedynków na szpady lub pistolety. Zanim został po raz pierwszy premierem, obalił aż dziesięć rządów. W listopadzie 1917 roku, gdy Francja stanęła na skraju upadku, otrzymał tekę premiera już po raz drugi.

Premier Francji, Georges Clemenceau, może nie kierował się sympatią do Polaków, ale jego niechęć do Niemców była dla nas bardzo korzystna.

fot.Paul Nadar/domena publiczna Premier Francji, Georges Clemenceau, może nie kierował się sympatią do Polaków, ale jego niechęć do Niemców była dla nas bardzo korzystna.

Wspólnie z premierami Wielkiej Brytanii i Włoch oraz prezydentem Stanów Zjednoczonych Clemenceau był współtwórcą traktatu wersalskiego. Polacy mogli na niego liczyć.

Może i było w tym trochę sympatii do kraju nad Wisłą, ale trzeba przyznać, że francuskim politykiem kierowały przede wszystkim inne emocje.  Opowiadał się za mocną, niepodległą Polską, bo… tak bardzo nienawidzil Niemców, że  chciał stworzyć silne sojusznicze kraje flankujące „Boszów” od wschodu.

W trakcie obrad nad traktatem pokojowym po I wojnie światowej Clemenceau opowiadał się za utworzeniem silnej Polski.

fot.nieznany/domena publiczna W trakcie obrad nad traktatem pokojowym po I wojnie światowej Clemenceau opowiadał się za utworzeniem silnej Polski.

2. Pułkownik Edward Mandell House

Pochodzący z Teksasu wojskowy był najbardziej zaufanym doradcą Wilsona i jego przyjacielem. „Odczuliśmy tak całkowitą sympatię i porozumienie w tylu spra­wach, że wkrótce umieliśmy zgadnąć bez słów, co myśli ten drugi”, mówił o ich relacjach prezydent. „House to moja druga osobowość” – dodawał.

House był w Białym Domu szarą eminencją. Jeden z ambasadorów nazwał go wręcz „nadsekretarzem stanu”. Co ciekawe, tytuł wojskowy był honorowy, a House pracował na pełny etat… za darmo. Nie miał też szczególnych ambicji politycznych. Może dlatego, że odziedziczył sporą fortunę i po prostu nie musiał ubiegać się o głosy wyborcze ani o środki na utrzymanie. Kto bogatemu zabroni?

Pułkownik Edward Mandell House był jednym z najbliższych doradców prezydenta Wilsona. I zachęcał go do popierania kwestii polskiej niepodległości.

fot.Bain/domena publiczna Pułkownik Edward Mandell House był jednym z najbliższych doradców prezydenta Wilsona. I zachęcał go do popierania kwestii polskiej niepodległości.

12 listopada 1915 roku do House’a dotarł Paderewski i przekonał do poparcia sprawy polskiej. To przede wszystkim pułkownik „sprzedał” tę ideę prezydentowi Wilsonowi. Wkrótce sprawa polska stała się dla Stanów Zjednoczonych jedną z priorytetowych w trwającym konflikcie.

Podczas konferencji w Wersalu, jak przyznaje A. Scott Berg w książce „Wilson”, „Delegacja amerykańska pamiętała szczególnie o Polsce, którą uważała za fun­dament odbudowanej Europy”. Nie było to wsparcie wynikające wyłącznie z sympatii. Na korzyść niepodległości przemawiały względy praktyczne: „Polska stanowiła też najważniejszy bufor między Niemcami a Rosją, zaporę chroniącą zachodnią Europę przed komuni­zmem”.

1. Woodrow Wilson

Jeszcze zanim USA przystąpiły do wojny, Wilson podkreślał, że niepodległa Polska jest jednym z warunków trwałego pokoju.

fot.Woodrow Wilson Presidential Library Archives/domena publiczna Jeszcze zanim USA przystąpiły do wojny, Wilson podkreślał, że niepodległa Polska jest jednym z warunków trwałego pokoju.

Dwie kadencje prezydenckie Woodrowa Wilsona przypadły na lata I wojny światowej. Początkowo Stany były neutralne, a nawet bogaciły się na pożyczkach i dostawach udzielanych głównie stronie alianckiej. Gdy w końcu przystąpiły do wojny, prezydent był pełen pięknych, demokratycznych przekonań.

„Nie mamy żadnych egoistycznych celów do osiągnięcia. Nie chcemy ani panowania, ani podbojów” mówił do Kongresu. „Wilson poja­wił się [w walczącej Europie] z potęgą, której nie posiadał nikt w historii: wielkich ideałów” twierdził już po wojnie brytyjski dyplomata.

Wilson był w Paryżu witany z wszelkimi honorami. Na zdjęciu z prezydentem Francji, Raymondem Poincaré.

fot.International Film Service/domena publiczna Wilson był w Paryżu witany z wszelkimi honorami. Na zdjęciu z prezydentem Francji, Raymondem Poincaré.

Jeszcze zanim USA wypowiedziały Niemcom wojnę, Wilson formułował zasady przyszłego pokoju. „Polska, zbrojenia, «wolność mórz»” – tak podsumowuje koncepcje przedstawione Kongresowi w styczniu 1917 roku biograf prezydenta, A. Scott Berg, autor książki „Wilson”. Dla sprawy polskiej najważniejszy był jednak 8 stycznia 1918 roku, gdy prezydent w orędziu do Kongresu przedstawił program pokojowy, składający się z 14 punktów. Punkt 13. poświęcony był konieczności odbudowy niepodległej Polski z dostępem do morza.

Skąd taka sympatia dla Polski? Nie zawdzięczamy jej jedynie licznym wyborcom polskiego pochodzenia, ale także… urokowi osobistemu Ignacego Jana Paderewskiego. Podczas prywatnych rozmów przekonywał on prezydenta i jego przybocznych, że warto przywrócić Polsce niepodległość. „Mój drogi Paderewski, mogę zapewnić Pana, że Polska zmartwychwstanie i będzie znów istnieć”, zapowiedział amerykański prezydent polskiemu wirtuozowi. I słowa dotrzymał.

Bibliografia:

  1. A. Scott Berg, Wilson, Napoleon V 2017.
  2. Stanisław Cat-Mackiewicz, Europa in flagranti, Universitas 2012.
  3. Andrzej Chwalba, Samobójstwo Europy. Wielka Wojna 1914-1915, Wydawnictwo Literackie 2014.
  4. Janusz Cisek, Marek Cisek, Do niepodległości, Świat Książki 2008.
  5. Norman Davies, Serce Europy. Krótka historia Polski, Aneks 1995.
  6. Polski wir I wojny 1914-1918, oprac. Agnieszka Dębska, Ośrodek Karta 2014.
  7. Piotr Nehring, Wojna prezydenta Wilsona, „Gazeta Wyborcza. Ale Historia” 3.04.2017.
  8. Adrian Carton de Wiart, Moja Odyseja. Awanturnik, który pokochał Polskę, Bellona 2016.
  9. Andrzej Zaręba, Generalissimus Foch, „Gazeta Wyborcza. Magazyn Krakowski” 21.04.2006.

Kup pierwszą polskojęzyczną biografię Woodrowa Wilsona na stronie Empiku:

Czy wiesz, że ...

... w Legionach Piłsudskiego służyło 648 Żydów oraz osób o żydowskim pochodzeniu? W trakcie wojny zginęło koło 80 spośród nich, a 190 otrzymało po wojnie różne odznaczenia.

...podczas I wojny światowej choroby weneryczne stały się najlepszym pretekstem, aby choć na chwilę uciec od koszmaru walk? Innym rozwiązaniem były samopostrzały. Karano je jednak sądem wojennym, podczas gdy syfilis dawał wojennym bohaterom i dekownikom upragnione szpitalne łóżko.

...Józef Stalin traktował swojego pierworodnego syna Jakowa z pogardą? Drwił nawet… z jego próby samobójczej. Pocisk z pistoletu tylko drasnął go w pierś, dyktator wyśmiewał więc niecelność syna.

Komentarze (8)

  1. żart Odpowiedz

    Podziękować to Ignacemu Paderewskiemu, że zainteresował innych muzyką i nie zapomniał o Polsce, jak inni kompozytorzy (dzisiejsi). Pomoc zagranicy to jak „przystawka” do chleba (śledż,ogórek do wódki). Ludzie są różni pomimo narodowości (wszyscy szukają bohaterów) gnębieni w przeszłości przez najedżów.
    Czego uczą w tych szkołach (młode pokolenie) – religii „Wszystkich świętych” – ewangelistów.

  2. Adalberto Wojciech Soczówka Odpowiedz

    -Dziekujemy wszystkim jak najserdeczniej, a nasza dziekczynnosc jest bez granic,
    tak jak Unia Europejska.
    -Tylko, ze to juz 100 lat (1918 – 2018) i nalezy odszukac pra-prawnukow i im dziekowac?
    -A tu trzeba trzymac sie terazniejszosci i patrzec w przyszlosc.
    -Francuzi po wygranej wojnie nie umieli sie zachowac, kontrybucje i miliardowe
    odszkodowania spowodowaly inflacje i wielomilionowe bezrobocie i byly posrednimi
    przyczynami dojscia faszystow do wladzy!!!
    -Jak to ladnie, ze Francja pomogla po I.Wojnie Swiatowej, ale przed II. nie ruszyla
    palcem, mimo Ukladu, a potem sama „padla” i poszla na kolaboracje!!!
    -Tak Bogiem, a prawda, to Francja otrzymala nasza strefe okupacyjna w Niemczech
    i nasz sektor w Berlinie, a mysmy otrzymali Polska Misje Wojskowa w Berlinie
    i mozliwosc przyjazdu do Berlina Zachodniego na miesiac, bez wizy!!!
    -Polski nie bylo, byla Generalna Gubernia, wiec tych „pieciu obcokrajowcow,
    ktorzy pomogli Polsce wywalczyc niepodleglosc” – pomogli Polakom i za to im
    WIECZNA CHWALA!!!

    Jednak najwyzszy czas, aby nie tak intensywnie „babrac” sie w odleglej historii,
    a zajac sie FUTURYSTYKA: ZIEMIA JEST JEDNA, LUDZKOSC JEST JEDNA,
    WSZYSCY JESTESMY EMIGRANCI!!!

    • Mateusz Drożdż Odpowiedz

      Szanowny Panie,
      Dziękuję za komentarz i za trafne spostrzeżenia. Jako autor stoję jednak na stanowisku, że artykuły tego typu to jednak nie „babranie się w odległej historii”, bo nauki historii nigdy dość, a tym bardziej takiej, która ma wciąż wpływ na nasze życie. Myślę, że zgodzi się Pan ze mną, że I wojna światowa była matrycą całego XX stulecia i pośrednio czasów współczesnych, w których przyszło nam żyć. To ona zrodziła faszyzm, nazizm i komunizm, które potem tak brutalnie przeorały Europę i świat. Poznawanie historii daje szansę – choć rządzący nie zawsze z niej korzystają – na to, by nie przerabiać po raz kolejny tych samych błędów. Z artykułu wynika – przynajmniej dla mnie, ale mam nadzieję, że i dla innych Czytelników też – że warto mieć przyjaciół za granicą, a im więcej takich wpływowych przyjaciół na demokratycznym Zachodzie będziemy mieli, tym większa jest szansa na to, byśmy nie musieli przerabiać bardzo trudnych dziejów Polski z wieku XX i wcześniejszych.
      Pozdrawiam,
      Mateusz Drożdż

  3. Monia Odpowiedz

    Witam.
    Poszukuję książki (lub stron internetowych), gdzie więcej mogłabym się dowiedzieć o cudzoziemcach wspomagających walkę o niepodległość Polski.
    Z góry dziękuję. :)

  4. Czytacz Odpowiedz

    Nie przeceniałbym roli cudzoziemców w odzyskaniu niepodległości przez Polskę. Z drugiej strony w kraju nad Wisłą stawia się pomniki różnym „postaciom” czemu więc nie wymienionym w artykule? Pozdrawiam autora.

    • Anonim Odpowiedz

      Oczywiście, o wolność zawsze trzeba walczyć samemu, ale też zawsze warto mieć jakieś wsparcie i przyjaciół na świecie. Co prawda część z nich zawsze jest wiedziona interesem, ale inna część – czystą sympatią. Nieszczęście Polski w XX w. polegało na tym, że tych przyjaciół w bliskiej odległości i większej ilości zabrakło nam w czasie drugiego światowego konfliktu. Pozdrawiam Miłego Czytelnika!
      Mateusz Drożdż

  5. ZKAR Odpowiedz

    Panie Mateuszu, gwoli prawdy historycznej, proszę nie powtarzać bzdur, że lord G. Curzon wyznaczył jakąś linię, która później stała się granicą Polski. To, że nazwano ją od jego nazwiska (na co nie miał wpływu) nie świadczy o tym, że zrobił to osobiście. W rzeczywistości nie był jej zwolennikiem. Już bardziej na miejscu byłoby określenie „linia Cambona”, ale niestety zbyt wiele razy autorzy (tacy jak Pan) powtórzyli w ciągu stu lat tę nieprawdziwą informację…

    • Mateusz Drożdż Odpowiedz

      Szanowna Pani lub Szanowny Panie,
      Dziękuję za tę uwagę, ale chciałbym zwrócić uwagę na trzy rzeczy.

      Po pierwsze, sprawa wytyczania dyplomatycznego polskiej granicy wschodniej jest tak obszerna, że może być jej spokojnie poświęcony osobny artykuł, a ten artykuł – jednak ma nieco inny punkt ciężkości i jest poświęcony innym osobom, z innymi zasługami.

      Po drugie, proszę zwrócić uwagę na zapis w moim tekście, bo jak rozumiem kwestionuje Pan te właśnie dwa zdania, zwłaszcza to drugie: „Brytyjczycy z czasów po I wojnie nie mają w naszym kraju najlepszego PR-u. Pamięta się im lorda Curzona i wyznaczoną przez niego linię”. Fakt, że ta linia – zwana linią Curzona – utrwaliła się w pamięci narodowej, narodowej legendzie zdrady sojuszniczej głównie po okresie II wojny światowej i taka pamięć, owszem – uproszczona i nie zważająca na to, kto Curzonowi cokolwiek przygotował i przekonał do podpisania, czy jakie linie proponowano kiedy i komu jako wschodnie granice Polski – trwa do dzisiaj. To już jest działka nie tyle precyzyjnie określonych i opisanych faktów, co bardziej ich interpretacji, pamięci, skrótów myślowych, czyli też w skrócie: pewnej legendy, mitu historycznego, czy szeroko rozumianego historycznego PR, dziedzictwa kulturowego czy historycznego, posthistorii itp.

      Proszę zatem też zwrócić uwagę, że ja jednak w tym artykule nie napisałem, że wschodnią granicę Polski wytyczył lord Curzon. Tym razem to Pani/ Pan zrobiła/ zrobił tę kalkę intelektualną, gdy przywołałem postać brytyjskiego lorda, a Pani/ Pan uznała/ uznał, że przypisuję Curzonowi winę. Nawet jeśli, to nie w tym tekście. Proszę przeczytać ten fragment jeszcze raz. :)

      Po trzecie zaś, to że tej linii Curzon nie wyznaczał, ani nie był jej zwolennikiem, nie oznacza, ze nie powinien wziąć za nią politycznej odpowiedzialności, którą jest teraz obarczany. Był ministrem spraw zagranicznych, a jego pracownicy czy współpracownicy dali mu pewną propozycję, którą przygotowali, on podpisał ją i z momentem składania swojego podpisu wziął za nią odpowiedzialność jak każdy dyplomata, który podpisuje jakiś ważny dokument – w tym przypadku notę do rządu bolszewickiego z propozycją przebiegu granicy. Nie ma się więc co dziwić, że to on jest obwiniany, mimo, że być może to Lewis Namier, który miał osobisty żal do Polaków, odpowiada za propozycję niekorzystnego dla Polski przebiegu granicy.

      Pozdrawiam,

      Mateusz Drożdż

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.