Damy - empik

Na ile zajęcy było stać golibrodę? Ceny i pensje w renesansowej Polsce

Autor: | 13 września 2014 | 55,325 odsłon

Kupka pieniędzy... (fot. christmasstockimages.com; lic. CC A 3.0)Zagadnienia monetarne XVI wieku mogą przyprawić o ból głowy. Autorzy książek historycznych nonszalancko podają kwoty w dukatach, florenach, talarach, skudach czy złotych. I chyba żadnemu nie przyszło do głowy, by próbować wyjaśniać o co w tym wszystkim chodzi. Pora wreszcie ustalić: ile zarabiali nowożytni Polacy? I co właściwie mogli za swoje pensje kupić?

W „złotym wieku” złote były także pieniądze – przynajmniej oficjalnie. W listach, dokumentach i innego rodzaju źródłach, wartości pieniężne były podawane z zasady w złotych monetach. Stąd właśnie talary, skudy czy floreny. System finansowy renesansowej Europy był niezwykle zagmatwany, ale głównie ze względu na mnogość nazw.

Na ile zajęcy było stać golibrodę? Zaraz przejdziemy do tej właśnie kwestii...

Na ile zajęcy było stać golibrodę? Zaraz przejdziemy do tej właśnie kwestii…

W rzeczywistości większość z nich oznaczała mniej więcej to samo. Kwotę odpowiadającą monecie zawierającej około trzy i pół grama złota i wartej około trzydziestu groszy. W Polsce taki nominał nazywano florenem lub złotym polskim. Drugim popularnym określeniem były dukaty.

Chaos kontrolowany

Król Zygmunt Stary na obrazie Hansa Dürera. To ten król zaprowadził w polskim systemie monetarnym jako taki porządek.

Król Zygmunt Stary na obrazie Hansa Dürera. To ten król zaprowadził w polskim systemie monetarnym jako taki porządek. I chyba nic dziwnego. Nawet na portretach wygląda niczym jakiś księgowy…

Za panowania Zygmunta Starego 1 floren (czyli 1 złoty polski) przeliczał się oficjalnie na 0,7 dukata, a jeden dukat na 1,4 florena. Wartość florena była zapisana ustawowo i niezmienna, z kolei cenę dukatów regulował rynek. Mówiąc w dużym uproszczeniu floreny to waluta, natomiast dukaty (nazywane też czerwonymi złotymi) – fizycznie istniejący pieniądz.

W rzeczywistości sprawa jest bardziej skomplikowana. Po pierwsze, realnie istniejących złotych monet było w obiegu bardzo mało. Prawdziwe rozliczenia odbywały się w groszach. Po drugie, zależnie od kontekstu różnica wartości pomiędzy dukatami i florenami może być zerowa lub wynosić kilkanaście do kilkudziesięciu procent.

Po prostu autorzy źródeł oraz historycy piszący o florenach często mieli na myśli tak naprawdę dukaty lub odwrotnie. Najlepiej (i najprościej) przyjąć, że pieniądze te miały zbliżoną wartość.

Biedni mieszczanie…

Dobre wyobrażenie o wartości florenów dają informacje o zarobkach i cenach za panowania Zygmunta Starego, a przede wszystkim – Zygmunta Augusta (do 1572 roku). Urzędnik państwowy średniej rangi otrzymywał nie więcej niż 30, a często tylko 10 florenów rocznie.

Panorama nowożytnego Lublina.

Panorama nowożytnego Lublina.

Podobny był pułap zarobków elit w dużych miastach. Szczegółowe dane z Lublina wskazują, że skarbnik miejski otrzymywał niespełna 20 florenów rocznie. Gaża organisty wynosiła około 9 florenów, a nauczyciela – poniżej 6 florenów za dwanaście miesięcy pracy.

Artykuł powstał w związku z najnowszą książką Kamila Janickiego. „Damy złotego wieku” (Znak Horyzont 2014).

Artykuł powstał w związku z najnowszą książką Kamila Janickiego. „Damy złotego wieku” (Znak Horyzont 2014).

Podobnie kształtowały się zarobki wielu rzemieślników, a robotnicy niewykwalifikowani nie mogli liczyć nawet na tyle. Ogółem w miastach mało kto zarabiał więcej niż 30 florenów rocznie. To zresztą i tak była astronomiczna kwota dla prostych chłopów: ludzi, którzy zwykle przez całe swoje życie nie mieli okazji zobaczyć choćby jednej złotej monety.

…i bajecznie bogaci dworzanie

Prawdziwy majątek w renesansowej Polsce można było zbić jako właściciel dóbr ziemskich lub – człowiek na usługach dworu. Najwyżsi urzędnicy dworscy otrzymywali pensje w wysokości około 200 florenów. Pokrywano im także koszty utrzymania orszaków i sług.

W przypadku marszałka nadwornego Zygmunta Augusta było to łącznie nawet 1000 florenów rocznie.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2

Powiedz innym co myślisz:

Kamil JanickiKamil Janicki - Redaktor naczelny "Ciekawostek historycznych". Historyk, publicysta i pisarz. Autor książek wydanych w łącznym nakładzie prawie 150 000 egzemplarzy, w tym bestsellerowych “Pierwszych dam II Rzeczpospolitej”, “Upadłych dam II Rzeczpospolitej”, "Dam złotego wieku" i "Epoki hipokryzji". W listopadzie 2015 roku ukazała się jego najnowsza książka: "Żelazne damy. Kobiety, które zbudowały Polskę" (Więcej informacji o autorze, Inne artykuły tego autora).

Czytasz artykuł z epoki: , . Oznaczyliśmy go kategoriami: Historia gospodarki, Wszystkie artykuły.
Okupacja
Komentarze do artykułu (40)
    • Przede wszystkim nie byłoby mu wolno tego zrobić. Polowanie w lasach było co do zasady uprawnieniem królewskim. Tak samo prawo prowadzenia handlu było w miastach ściśle regulowane. Przypadkowy chłop nie mógł porzucić gospodarstwa i po prostu pojechać do najbliższego miasta sprzedać upolowanego królika… Zresztą sama taka wyprawa do prostych by nie należała.

      Poza tym – ogółem chłopi w tej epoce funkcjonowali w zasadzie poza systemem monetarnym. Rozliczali się w naturze, co miało i dobre i złe strony. Rzeczywiście często na wsi można było za darmo lub pół darmo zdobywać to, co w miastach kosztowało krocie.

      • Zające szaraki akurat nie żyją w lasach, nawet królewskich. To zwierzęta typowo stepowe, nawet wikipedia o tym informuje. Do czasu wprowadzenia szczepionek na wściekliznę, które spowodowały rozrost populacji lisów i co za tym idzie spadek zajęcy, zając był na polskich polach najbardziej popularnym szkodnikiem. Mnożył się jak królik, a nikt na niego nie chciał za bardzo polować, bo mięso z niego suche, bez szpikowania słoniną nawet dla biednego chłopa mało jadalne. Podręczniki survivalu wręcz zakazują polowań na zające, bo więcej z tego wysiłku niż kalorii. Zresztą po kiego grzyba polować na takiego chwasta, wystarczy założyć wnyki i w jedną noc w sadzie można było tego wyłapać kilkanaście. I teraz drogi autorze piszesz powtarzając za kimś bezkrytycznie, że za trzy można było dostać florena ? Taż nawet gdyby chłopi byli niewolnikami, to nic by ich nie powstrzymało przed masowym handlem zającami pod miejskimi murami. To przecież rynek wart miliony florenów rocznie. A nie byli niewolnikami, pańszczyzny do odróbki mieli w XVI najwyżej dwa dni w tygodniu od łanu. A i z mobilnością ówczesnych (i dawniejszych) Polaków nie było tak źle, skoro ja współczesny mieszczuch potrafię dziennie 50 km na piechotę zrobić, to człowiek który całymi dniami pracował fizycznie, na pewno wolałby i 200km raz na tydzień zrobić by dostać florena, niż zapieprzać przy zrywce drzew. A przecież per pedes nie był jedyną możliwością. Kilkadziesiąt lat temu na własne oczy widziałem jak pracując wiosłem rybacy z Broku w dwa dni potrafili po Bugu pod prąd dopłynąć pod Drohiczyn i z powrotem. Nurt Bugu w tym miejscu zasuwa co najmniej 5km/h, szybciej niż Wisła pod Krakowem. Po kiego grzyba łowić ryby jak można łapać zające i dostawać za nie florena za 3 ? Etc.
        Jak się chcesz autorze wziąć za takie wyliczenia, to sugeruję zdecydowanie bardziej krytyczne spojrzenie na źródła. Pomijając błędy w kronikach, pomijając przekręty w rachunkach, warto tez pamiętać że i ówcześni kronikarze miewali poczucie humoru.

        • Drogi zazie, informacja o zającach ogółem znalazła się w artykule jako dodatek humorystyczny, nie przywiązywałbym do niej większego znaczenia.

          W każdym razie cena (6 zajęcy za 3,5 grama srebra) pochodzi z tablic cen dla Lublina (szczegóły w bibliografii). Dokumenty miejskie notowały sprzedaż zajęcy i ceny właściwie dla każdego roku, więc handel nimi musiał być dość rozpowszechniony. Co zaś do powszechności zajęcy – obawiam się, że przenoszenie dzisiejszej sytuacji na wiek XVI jest cokolwiek niebezpieczne .Nie bierzesz pod uwagę jak wielu naturalnych drapieżników miał w tamtej epoce zając. Nie znam osobiście żadnej pracy, która jasno wskazywałaby, że w XVI wieku zające były plagą. Ogółem prawdę mówiąc nie pamiętam, abym w źródłach spotkał się z jakimiś zającami nie licząc rachunków kuchni królewskiej czy właśnie danych handlowych. A czy ich mięso było smaczne? Myślę, że gusta XVI-wiecznych mieszczan i XXI-wiecznych autorów podręczników survivalu mogą się różnić.

        • Takie ogromne ceny w stosunku do niewielkich zarobków wynikają z tego, że w XVI wiecznej Polsce panowała gospodarka agrarna, a nie rynkowa. Oznacza to, że ludzie w 90 lub 95% żyli z tego, co udało im się uzyskać z roli. Jedli to, co urosło na polach, co dały zwierzęta lub co urosło w ogrodzie. Kto nie miał pola lub przynajmniej małego ogródka: ten albo był karmiony przez pracodawce, albo żebrał. Na bogatych natomiast pracowali najczęściej chłopi. Gospodarstwa były w dużej mierze samowystarczalne i dotyczyło to także miast, które były otoczone polami. Zresztą, spora część potrzeb była załatwiana w ramach wspólnot sąsiedzkich: jeden uprawiał konopie, drugi hodował świnię i jak przyszło co do czego, to się zamieniali bez udziału pieniędzy.

          Sprzedawano tylko nadwyżki, kupowano tez tylko za nadwyżki. Ogromna część zajęć, w tym duża część rzemiosła była zwyczajnie zajęciami dodatkowymi.

      • Nie wiem czy z tezą, że „Chłopi funkcjonowali poza systemem pieniężnym” w XVI wieku zgodziłby się autor tego opracowania: //lubimyczytac.pl/ksiazka/32885/chlopi-i-pieniadze-na-przelomie-sredniowiecza-i-czasow-nowozytnych . Generalnie to poziom upieniężnienia gospodarstw chłopskich wynosił 10-30 % wartości ich produkcji. Resztę zużywano na własne potrzeby. Już w XIII wieku w Polsce teza ta nie byłaby prawdziwa. //ww.w.sredniowieczna.com/1968,kamil-radomski-%E2%80%93-upienieznienie-gospodarstw-kmiecych-w-malopolsce-w-latach-1253-1370.html.

  1. Jaka piszcząca bieda, przecież nasi chłopi już w XV wieku umieli czytać, niektórzy nawet pisać, a mięso jedli 3 razy w tygodniu. W tym czasie Francja co 6-9 lat przeżywała kolosalne klęski głodu.
    Poza tym brak odniesienia w artykule np. do cen towarów codziennej potrzeby, wysokości podatków, cen nieruchomości itd itp, taki na wyrywki pisany. Co z tego, że za florena kupowało się 6 zajęcy, jeśli nie można odnieść tego do cen innych towarów, np chleba, albo chociaż zboża? To drogo, czy niedrogo? W ogóle zając był popularnym posiłkiem, czy jedzono go jako luksus? Przydałoby się także przybliżenie całego, dosyć skomplikowanego systemu monetarnego. Były przecież jeszcze monety o dużo drobniejszej wartości, mówienie tylko i wyłącznie o czerwonych złotych to jak rozprawianie o banknotach 1000-dolarowych… No fajnie, ale są jeszcze 10-, 5- i jednodolarówki, nie wspominając już o centach :)

    • Drogi Macko,
      Dzięki za komentarz. Celem artykułu była (chyba dość karkołomna) próba opowiedzenia o skomplikowanym temacie w możliwie prosty sposób. Stąd pewne trywializacje. Przede wszystkim ograniczyłem się do waluty „obrachunkowej” czyli do florenów (złotych polskich, a nie tak zwanych czerwonych złotych, będących środkiem płatniczym). To jak ta waluta przekładała się na fizyczne monety i jak postępowała w XVI wieku inflacja grosza jest osobnym, bardzo skomplikowanym tematem. Omówienie wszystkich zagadnień w jednym miejscu zaciemniłoby chyba wywód, a w efekcie to co miało był przystępną prezentacją renesansowych cen i płac stałoby się kolejnym hermetycznym wykładem z historii finansów.

      Co do drugiego z Twoich zastrzeżeń. Tabele cen są dość łatwo dostępne dla wieków XVII-XVIII, ale na ile zauważyłem dla XVI wieku trudniej o ścisłe informacje na temat towarów pierwszej potrzeby. Przykładowo podawane są raczej ceny zbóż, niż chleba. Z kolei wiele innych towarów trudno przeliczyć na dzisiejsze systemy miar. Mam chociażby problem z odgadnięciem co dokładnie mogła oznaczać „kopa sera” albo „ćwierć mięsa woła” (jakieś sugestie?).

      Chętnie natomiast przyjmę wszelkie rady co do tego gdzie Twoim zdaniem można szukać dodatkowych informacji albo w jaki sposób warto uzupełnić artykuł. Postaram się na pewno dorzucić jutro informację o przykładowych cenach nieruchomości, akurat o to nie trudno.

      • Ćwierćtusza wołowa to wielkość do dziś używana w handlu mięsem. Ze względu na wielkość zwierzęcia trudno go transportować w całości i dlatego tuż po uboju należy go podzielić (no i oczywiście wyjąć podroby). Obecnie dorosłe osobniki potrafią mieć ok. tony wagi. Podejrzewam, że w XVI w. było to znacznie mniej. Oceniłabym wagę takiej ćwierci wołowej sprzed wieków na ok. 150 kg, jednak bez dokładniejszych badań na temat wielkości ówczesnego bydła jest to tylko wartość szacunkowa…

      • „Kopa sera” to może kopa (60 sz.) serowych gomółek? Tylko, zabij a nie wiem, jakiej wielkości była w danym miesjcu i czasie taka gomółka.

        Art ciekawy. Dyskusja pod nim – inspiprująca.

    • Zakładanie z góry, że moneta znaleziona w jakimś polu musiała należeć do chłopa jest cokolwiek ryzykowne. Naprawdę przeróżne rzeczy lub osoby mogły się znajdować na tym polu 500 lat wcześniej. Swoją droga bardzo nieprawdopodobne wydaje mi się odnalezienie XVI-wiecznych, a co dopiero złotych monet…

    • Mnóstwo boratynek, ale mam wrażenie, że boratynki gubiło pospolite ruszenie przewalające się po polskich polach, bo chłopi w pole z monetami nie wychodzili, mam wrażenie że liczyli każdy szeląg, a wojacy jak to wojacy, zdrowo sobie popijali, wszystko nosili przy sobie i pewnie gubili ile wlezie.

      • Baratynki były przede wszystkim naprawdę niewiele warte. Dopiero cały kilogram tych monet był wart dukata. Tak więc zgubienie jednej boratynki raczej nikogo nie bolało. Zgubienie kilku też.

        No ale to już jest zepsuty pieniądz z połowy XVII wieku, bity w milionach egzemplarzy. Znalezienie monet z XVI wieku ot tak w polu wciąż wydaje mi się wysoce nieprawdopodobne :).

  2. Andrzej Wyczański w „Studiach nad konsumpcją żywności w Polsce w XVI i pierwszej połowie XVII wieku” podaje, że koszt wyżywienia sługi folwarcznego wynosił dziennie około 0,30 grosza. To może pokazywać mniej więcej ile kosztowało dzienne utrzymanie jednej osoby.

    • Leno, dzięki za informację, choć tutaj nasuwa się parę problemów… Pracę Wyczańskiego czytałem parę lat temu, ale nie pamiętam jak odniósł (i czy odniósł?) to wyliczenie do inflacji grosza. Na początku XVII wieku grosz był wart już przynajmniej kilkanaście razy mniej niż w pierwszej połowie XVI wieku. Stąd trudno właściwie powiedzieć co oznacza 0,30 grosza. W 1518 roku było to całkiem sporo. W 1650? Bardzo mało. Aby zabezpieczyć się przed tym problemem w powyższym artykule oparłem się na cenie towarów i wysokości płac w gramach złota, te zaś przeliczałem na walutę sztywną, czyli floreny.

      Druga sprawa – pytanie co oznacza dzienne utrzymanie? Jeśli tak zwaną trofę, to też trzeba pamiętać, że trofy są co do zasady zaniżone. Przykładowo dzisiaj jedna trofa wynosi – zdaje się – około 8 złotych. Trudno nazwać to realnym kosztem wyżywienia na dzień, nawet w przypadku gorzej sytuowanych grup społecznych.

  3. Para butów pospolitych wahała się w XVI wieku 7 do 17 groszy, a trzewików, od 4 do 12 groszy. Stwierdzenie, że para dobrych butów kosztowała tyle, co wół rzeźny (od 70 do 295 groszy) lub wół pociągowy (75 – 107 groszy), to absurd.Koń pociągowy kosztował od 270 do 700 groszy, natomiast koń pod wierzch – od 480 do sum przekraczających 20 dukatów. Ubrać się jednak mógł każdy. Uszycie spodni gorszego gatunku kosztowało zaledwie 2 grosze. czyli tyle co bochenek chleba. Cena za uszycie chłopskiego kożucha wynosiła 10 groszy, kapelusz chłopski był dostępny za 2 grosze, buty za 7-17 groszy, koszula lniana za 5-8 groszy. Ba, wykonanie rycerskiego kapelusza dobrego wynosiło zaledwie 6 groszy, a pary butów rycerskich wysokich z podwójnymi podeszwami – 20 groszy. Za: J.A. Szwagrzyk, „Pieniądz na ziemiach polskich”. Nie ma pan racji panie Kamilu, pisząc, że nieprawdopodobne jest znalezienie monet na polskim polu. Przeciwnie, powiem, że mało prawdopodobnym jest, że przejdzie pan jakieś pole i nie znajdzie ani jednego szeląga. Miedziany potop zalał Polskę w XVII wieku, a boratynka, nazywana przez niektórych „solą polskiej ziemi”, była monetą bitą w milionach egzemplarzy i była w użyciu jeszcze w II połowie XVIII wieku. W XVIII wieku nastąpiła talka inflacja, że transakcje były nierzadko dokonywane przy udziale całych beczek wypełnionych boratynkami. Biorąc pod uwagę ich małą średnicę, nie należy sie dziwić, że wszędzie tego pełno i pewnie niejeden raz pan po boratynkach depcze

    • Panie Wojciechu,
      Swoje dane dotyczące cen oparłem na tabelach dla miasta Lublina, w każdym przypadku dla najwcześniejszego dostępnego roku: Adamczyk Władysław, Ceny w Lublinie od XVI do końca XVIII wieku, Instytut Popierania Polskiej Twórczości Naukowej, 1935.

      Grosz to jest bardzo niemiarodajny punkt odniesienia. Pisze Pan o XVI wieku, a przecież na koniec XVI wieku grosz był wart kilka razy mniej niż na początku. Lepiej opierać się chyba na sztywnych miarach – gramach złota lub srebra, które można, również w sposób sztywny, przeliczać na floreny.

      Co do znajdywania monet – chodziło mi tylko o monety XVI-wieczne, kiedy pieniądz nie był jeszcze zepsuty. To, że baratynkę można znaleźć z wielką łatwością jest zupełnie oczywiste.

    • Panie Wojtku, nigdy nie usuwamy komentarzy, chyba że naruszają polskie prawo (mowa nienawiści i takie sprawy). O treści artykułu chętnie z Panem podyskutuję, a jeśli będzie trzeba – przyznam się do błędów.

      Pozwoliłem sobie podać powyżej na jakich danych ja się oparłem. Z czego widzę nie są one w wielu punktach wcale tak bardzo rozbieżne. Jeśli brać pierwszą liczbę i odnosić do wartości florena w groszach wychodzi:

      za konia pociągowego – 8,5 florena
      za woła – 2 floreny

      Tak więc podobne liczby, jak podawane przeze mnie. Przechodząc do pozostałych cytowanych przeze mnie cen – niestety lubelskie tablice, choć szczegółowe, to nie podają jakości – tylko średnią cenę produktu. Dla lat 70 XVI wieku na podstawie kilku zapisek źródłowych są to ceny do 2 florenów (6 gramów złota) za kożuch/parę butów. Nie wiem jak Pan by tłumaczył tak dużą rozbieżność? Nie sądzę by był to błąd w przytoczeniu danych.

      • Moneta groszowa została wprowadzona na mocy Konstytucji z 1526 roku i jej wartość pozostawała stała aż do schyłku XVI wieku, więc strzela Pan trochę na ślepo (cyt. „Grosz to jest bardzo niemiarodajny punkt odniesienia. Pisze Pan o XVI wieku, a przecież na koniec XVI wieku grosz był wart kilka razy mniej niż na początku”). Dlatego też można przyjąć, że przy omawianiu XVI wieku, po 1526 roku rzecz jasna, można uznać grosz jako wiarygodny punkt odniesienia. Dla przykładu, we Wrocławiu cena talara w latach 1585 i 1598 była taka sama i wynosiła 36 groszy, podczas gdy cena talara również wzrosła w tym okresie niewiele, bo od 54 do 58 groszy.
        Nie wierzę, że w Lublinie ubrania osiągały tak niewiarygodnie wysokie ceny, źródło, do którego się Pan odwołuje, jest niewiarygodne. Pan Szwagrzyk podaje siłę nabywczą grosza na przestrzeni XVI wieku, powołując się na dane z wielu miast, od Gdańska. Poznania, Torunia i Krakowa, po Sląsk, Warmię i Mazury. Sporadycznie pojawia się Lublin. Ceny ubrań naprawdę są niewielkie.

        • Podejrzewam, że przytacza Pan ceny polskiej odzieży pochodzące z XVII wieku, a to już inna sprawa, bo na przełomie XVI i XVII wieku zaczęła się postępująca deprecjacja polskich jednostek monetarnych, która z czasem przerodziła się w głęboki kryzys

        • Ceny są z początku lat 70. XVI wieku – nie z XVII wieku. I sa, jak już pisałem, wyliczane z ceny w gramach złota, a nie w groszach, aby zniwelować wpływ deprecjacji wartości monety.

  4. A tak odnośnie tych zajęcy to w żadnym spisie nie znalazłem cen dziczyzny. Jeśli wyłączne prawo do zabijania zajęcy miał pan na włościach to mógł windować ceny wedle własnego widzimisię, nie sądzę natomiast żeby chłopi kwapili się do kłusownictwa, jeśli złapanie ich na gorącym uczynku oznaczało dekapitację, a to samo groziło w przypadku donosu przez „życzliwego” sąsiada lub potencjalnego nabywcy.

    • Pani Moniko, dziękuję, Pani komentarz bardzo mnie cieszy! Co zaś do dyskusji – sam wiele się z niej dowiedziałem i miałem okazję sięgnąć po nowe lektury. Udział w takich dyskusjach to czysta przyjemność – nawet jeśli czasem trzeba się trochę pokłócić :). Przy okazji myślę, że dzięki komentarzom moja nowa książka („Damy złotego wieku”) będzie nieco lepsza. Na ostatniej prostej wprowadziłem kilka poprawek dotyczących właśnie cen i płac. Pozdrawiam!

  5. Przed wiedzą Pana Wojciecha i Pana Kamila chylę czoło. Uwielbiam czytać takie komentarze- czasami lepiej wyjaśniają istotne sprawy i pochodzą z różnych źródeł. Taka ilość wiedzy mi imponuje. Brawo PANOWIE. Pozdrawiam świątecznie- Dona.

  6. Bardzo ciekawy artykuł, serdeczne gratulacje dla autora za ogrom pracy, który włożył. spory akademickie nad drobnostkami, o które tu się niektórzy kłócą, napawają mnie zdziwieniem. niemniej zadziwiły mnie niektóre fakty, zwłaszcza w kontekście współczesnej tzw. płacy minimalnej. pozdrawiam autora i czekam na nowe ciekawe teksty.

  7. 1 floren = 1000 zł. Wszystkie anomalie cenowe można wytłumaczyć. Nauczyciel pracował za 500 zł – zapewne raz w tygodniu, wobec braku przymusu szkolnego. Buty po 1000 – dobrej jakości, dzisiaj też są takie. Oliwa po 250 za litr – wożona z Włoch kóńmi – cena zapewne rosła z kwadratem odległości. A chłop miał parobków (czyli pracowników), zdrowe żarcie, własny dom, żonę bez ryzyka rozwodu – po co mu pieniądze? Turystyki przecież nie było. Poza tym wszystko wygląda jak dzisiaj. Tak więc proszę nie wyciągać zbyt daleko idących wniosków co do rzekomej biedy w tamtych czasach – wszystko było w normie.

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

rycheza

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

zapowiedz2-miniatura

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Imperium

Czy wiesz że...

mini4
…w wyniku polityki „prorodzinnej” Ceauşescu ponad 2 mln dzieci wychowywało się w tragicznych warunkach w przepełnionych domach dziecka, nie mając nawet imion, tylko numerki?

Żandarmeria_Wojskowa_czy_wiesz_ze
…”łowcy cieni” z polskiej policji w ciągu ostatnich czterech lat zatrzymali ponad dwustu najgroźniejszych przestępców? O pomoc prosi ich nawet FBI!

Miniaturka
tysiące Ukraińców ratowało polskich sąsiadów podczas Rzezi Wołyńskiej? Z badań Wiktora Poliszczuka wynika, że banderowcy zabili około 30 tysięcy Ukraińców za pomoc Polakom.