Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

„Czysty surrealizm i makabreska”. Czy istniało coś takiego, jak… rozrywka w Auschwitz?

Auschwitz kojarzy się przede wszystkim z ogromnym cierpieniem. Więźniowie znajdowali jednak sposoby, by zapewnić sobie chwile wytchnienia. Na tyle, na ile pozwalały nieludzkie warunki... (fot. Antony Stanley, lic. CC BY-SA 2.0).

Auschwitz kojarzy się przede wszystkim z ogromnym cierpieniem. Więźniowie znajdowali jednak sposoby, by zapewnić sobie chwile wytchnienia. Na tyle, na ile pozwalały nieludzkie warunki… (fot. Antony Stanley, lic. CC BY-SA 2.0).

„Na głowie kapelusz – czyli miska, w ręku ciupaga – czyli chochla. Tańczył, krzesał, drobił, chodził, pokrzykiwał, podśpiewywał”. Czy to obrazek z góralskiego teatrzyku? Nie. To relacja z zabawy zorganizowanej… w obozowym baraku w Auschwitz.

Którejś wolnej niedzieli do Augusta Kowalczyka (numer obozowy 6804) podszedł kolega i – ku jego zdumieniu – zaprosił go do bloku nr 3 na „poranek artystyczny”. Więźniowie wykorzystywali rzadkie chwile swobody, by oderwać się od obozowej codzienności. I przez moment poczuć namiastkę normalnego życia.

Pierwszym punktem programu, który obejrzał Kowalczyk, były zapasy dla kapów. Za maty zapaśnicze służyły sienniki. Po ich uprzątnięciu na „scenie” zrobionej z koców pojawili się więźniowie-artyści. Śpiewali między innymi obozowe kuplety, z których więzień numer 6804 zapamiętał refren: Stoi komin murowany, / Ale my go wykiwamy. / I do domu pohulamy!. W jego pamięci utkwiły także kabaretowy monolog o morderczej pracy na budowie fabryki Buna Werke (późniejszy podobóz Monowitz) oraz wiersz wyrecytowany przez aktora Stefana Jaracza.

Kontrast tych występów z rzeczywistością, w której je organizowano, był dojmujący. Kowalczyk określał to w swoich wspomnieniach jako czysty surrealizm i makabreskę. To samo wrażenie wywoływało w nim poruszanie „rozrywkowych” tematów podczas codziennych rozmów:

Oto obok wiadomości o śmierci kolegów, kolejnych rozstrzelaniach, wiadomości z wolności, pojawiały się dowcipy, anegdoty, a niekiedy programy rozrywkowe, których scenariusze rodziły się, w zależności od tematu dnia, czy okoliczności.

Aktor i reżyser teatralny August Kowalczyk fakt, że w Auschwitz oferuje się "programy rozrywkowe" określał jako "surrealizm i makabreskę" (źródło: domena publiczna).

Aktor i reżyser teatralny August Kowalczyk fakt, że w Auschwitz oferuje się „programy rozrywkowe” określał jako „surrealizm i makabreskę” (źródło: domena publiczna).

Relacja Kowalczyka wraz z szeregiem innych świadectw wskazuje na to, że więźniowie Auschwitz szukali wytchnienia od codziennego znoju i zagrożenia śmiercią także w organizowanych we własnym zakresie rozrywkach. Oczywiście tylko takich, na jakie mogli sobie pozwolić w lagrowym koszmarze…

Recytacje, streszczenia, zwykłe życie

Najpowszechniejszą (bo dostępną dla wielu) rozrywką było słuchanie opowieści. Wokół tych, którzy potrafili ciekawie i obrazowo snuć historie, tuż po gongu obwieszczającym ciszę nocną skupiała się uwaga więźniów. Tematem pogadanki mogło być wszystko: wiersz, streszczenie dzieła literackiego, sztuki teatralnej albo filmu. Celowali w tym między innymi wspomniany Stefan Jaracz oraz inny aktor, Zbigniew Sawan. Z kolei na oddziale chorób zakaźnych można było usłyszeć, jak Mickiewicza recytuje teatrolog Leon Pietrzykowski.

Nie mniejszym powodzeniem cieszyły się opowiadania o życiu na wolności. Szczególnie, jeśli sporo miejsca zajmowały w nich kobiety. Pewien chemik referował wieczorami swoje przedwojenne przygody z kochankami, których było „chyba ze dwadzieścia”. Ich liczba była o tyle istotna, że traktował on swój pobyt w obozie jako… coś w rodzaju pokuty za małżeńską niewierność. Słuchano też inżyniera Stanisławskiego, który przed wojną budował kolej na Kaukazie i miał sporo do powiedzenia nie tylko o deptakach w Soczi czy Erywaniu, ale i o romansach z miejscowymi. Wesołość budził Adam Brodziński, który był przed wojną sekretarzem słynnej Poli Negri i miał w zanadrzu sporo anegdot z życia gwiazdy.

Funkcja i znaczenie tych opowieści były oczywiste. Pozwalały odwrócić uwagę od głodu, chłodu, bólu, lęku i ciągłego psychicznego napięcia. Zasypialiśmy oderwani, choć na chwilę, od przerażającej rzeczywistości, jaka nas otaczała – wspomina jeden z więźniów.

Orkiestra po godzinach i kino nie tylko propagandowe

Więźniowie słuchali też muzyki. Rola obozowej orkiestry była przy tym ambiwalentna. W pierwszym odruchu nikt nie kojarzył jej z przyjemnością. Grała w końcu obowiązkowe marsze przy wyjściu kolumn roboczych za druty albo – przewrotnie – skoczne szlagiery, kiedy komanda wracały do obozu.

Z drugiej strony, członkowie orkiestry przecież sami byli więźniami. Niekiedy po niezbędnych próbach udawało im się wypożyczyć dyskretnie instrumenty z sali muzycznej, znajdującej się w bloku nr 9. Ich spotkania i rozmowy, jak wspominał skrzypek Franciszek Stryj, zmieniały się wówczas w „konspiracyjne wieczorki słowno-muzyczne” z udziałem innych Häftlingów. Ktoś gwizdał, ktoś grał na harmonijce ustnej… Nie tylko recytowano, ale i śpiewano. Repertuar był szeroki: od przedwojennych pieśni i piosenek aż po arie z oper Moniuszki!

Popularnością wśród więźniów cieszyli się ci, którzy potrafili barwnie i ciekawie opowiadać. Do tych ciepło wspominanych ze względu na swój dar wymowy należą rzeźbiarz Xawery Dunikowski (fot. Benedykt Jerzy Dorys) oraz aktor Stefan Jaracz (źródło: domena publiczna).

Popularnością wśród więźniów cieszyli się ci, którzy potrafili barwnie i ciekawie opowiadać. Do tych ciepło wspominanych ze względu na swój dar wymowy należą rzeźbiarz Xawery Dunikowski (fot. Benedykt Jerzy Dorys) oraz aktor Stefan Jaracz (źródło: domena publiczna).

Kiedy reżim w macierzystym obozie nieco złagodniał, organizowano tam prawdziwe widowiska estradowe czy wręcz cyrkowe. Występowali mimowie, akrobaci, klauni, a nawet iluzjonista. Jeden z więźniów ku uciesze innych parodiował tańce góralskie, występując zarazem jako tancerz i tancerka. Na głowie kapelusz – czyli miska, w ręku ciupaga – czyli chochla. (…) Tańczył, krzesał, drobił, chodził, pokrzykiwał, podśpiewywał – czytamy w jednej z relacji.

Od czasu do czasu wyświetlano nawet filmy. Dominowała wśród nich wprawdzie propaganda nazistowska lub antysowiecka,  ale od czasu do czasu przewijał się między nimi kawałek „normalnego” kina.

Alkohol jako waluta i seks jako nagroda

Do alkoholu łatwiejszy dostęp mieli więźniowie-prominenci. Tych szeregowych karano już za samo jego zdobywanie. To, co udało się go przemycić do obozu dzięki cywilnym robotnikom lub kupić na czarnym rynku, spożywano w ukryciu. Trudno dostępny alkohol służył zresztą nie tylko jako używka, ale zastępował walutę. Wykorzystywano go na przykład jako łapówkę dla kapo, aby nie składał karnego meldunku.

Obozowy alkohol najczęściej pochodził z przemytu, ze świata zza kolczastego ogrodzenia. Niestety był zwykle złej jakości i powodował liczne zatrucia (fot. Mateusz Giełczyński, lic. CC BY-SA 3.0).

Obozowy alkohol najczęściej pochodził z przemytu, ze świata zza kolczastego ogrodzenia. Niestety był zwykle złej jakości i powodował liczne zatrucia (fot. Mateusz Giełczyński, lic. CC BY-SA 3.0).

Ryzyko kary nie było przy tym jedynym zagrożeniem związanym z piciem napojów wyskokowych. Trunki trafiające za kolczasty drut pochodziły z nieznanych źródeł, mieszano je lub nawet mylono ze środkami chemicznymi. Często zdarzały się więc zatrucia. Po narkotyki sięgano jeszcze rzadziej. W ich zastępstwie używano pojawiających się w obozie dzięki przemytowi środków przeciwbólowych: kodeiny czy morfiny.

Miejscem prawdopodobnie najbardziej dwuznacznej rozrywki dla więźniów był obozowy Puff – dom publiczny, który otwarto latem 1943 roku. Himmler jakiś czas wcześniej wpadł na pomysł, że perspektywa tego typu „nagrody” zwiększy wydajność pracy nieżydowskich więźniów. Niewykluczone, że chodziło także o zminimalizowanie skali kontaktów homoseksualnych pomiędzy więźniami.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.