Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Ilu Żydów uratowali Polacy w czasie II wojny światowej?

Na terenach okupowanych przez Niemców udzielanie pomocy Żydom wiązało się ze śmiertelnym niebezpieczeństwem. Ci, którzy mimo wszystko się na to odważyli, mówili o tym mało i na pewno nie prowadzili dokumentacji. Ale czy naprawdę jesteśmy skazani na niekończące się spekulacje?

Na okupowanych ziemiach polskich Niemcy rychło wprowadzili przepisy dyskryminujące ludność żydowską. Już 23 listopada 1939 roku ukazało się rozporządzenie Hansa Franka, nakazujące Żydom noszenie opasek z gwiazdą Dawida. W grudniu 1939 roku zabroniono im zmieniać miejsce zamieszkania, a w styczniu następnego roku – podróżować koleją. Skonfiskowano należące do nich przedsiębiorstwa, sklepy i zakłady.

Od października 1939 roku Niemcy zaczęli też izolować ludność żydowską, organizując dla niej getta. Powstały one prawie we wszystkich średnich i większych miastach. Ich opuszczanie było zakazane pod groźbą śmierci. Ta sama kara czekała wszystkich, którzy próbowaliby udzielać mieszkańcom gett pomocy. Tymczasem wsparcie było niezbędne, bo w odseparowanych dzielnicach panowały warunki wręcz nieludzkie. Normę stanowiła ciasnota, złe warunki sanitarne, a przede wszystkim okropny głód.

Ocalić jak najwięcej

Mimo prawnych obostrzeń Polacy już od momentu powstania gett zaczęli organizować pomoc dla zamkniętej w nich ludności. Do zamkniętych osiedli szmuglowano brakujące rzeczy, głównie jedzenie. Szacuje się, że nawet 80 procent żywności dostarczanej do getta warszawskiego pochodziło z przemytu.

W getcie brakowało dosłownie wszystkiego. Ratunkiem była pomoc z zewnątrz (fot. Ludwig Knoblocch; lic. CC-BY-SA-3.0).

W getcie brakowało dosłownie wszystkiego. Ratunkiem była pomoc z zewnątrz (fot. Ludwig Knoblocch; lic. CC-BY-SA-3.0).

Spieszono też w miarę możliwości na ratunek Żydom, którzy przechodzili na „aryjską” stronę w poszukiwaniu jedzenia lub kryjówki. Udzielano im schronienia, organizowano fałszywe dokumenty i przerzucano w bezpieczne miejsce. Z gett wyprowadzano dzieci i umieszczano w klasztorach lub sierocińcach.

Pomoc na większą skalę zaczęła się w 1942 roku, gdy Niemcy przystąpili do realizacji planu fizycznej eksterminacji ludności żydowskiej w obozach zagłady. Teraz ważniejsze, niż dostawy żywności, było znajdowanie miejsc, gdzie jak najwięcej ludzi mogłoby się bezpiecznie ukryć.

Początkowo wsparcie organizowały spontanicznie jednostki. W grudniu 1942 roku władze podziemnego państwa powołały jednak specjalnie do tego przeznaczoną instytucję: Radę Pomocy Żydom, działającą pod kryptonimem „Żegota”. Była to jedyna taka organizacja w okupowanej Europie. Oprócz niej na ziemiach polskich prześladowaną ludność żydowską wspomagały też inne organizacje, na przykład partie polityczne oraz Kościół.

Diane Ackerman w książce zatytułowanej „Azyl. Opowieść o Żydach ukrywanych w warszawskim ZOO” dokładnie opisuje ryzyko związane z udzielaniem schronienia Żydom (Świat Książki 2017).

Uciekinierom z gett wyszukiwano schronienie w najróżniejszych miejscach. Przechowywano ich w piwnicach, na strychach i w specjalnie zamaskowanych pomieszczeniach, do których wchodziło się na przykład przez szafę. Kryjówki znajdowały się też ziemiankach, bunkrach, a nawet stogach siana w stodołach.

Rzemieślnik Staszek Jackowski w Stanisławowie ukrywał żydowskie małżeństwo za piecem. Trzydziestu innym Żydom zapewnił tymczasowy dach nad głową w trzech bunkrach wyposażonych w łóżka, piece, kanalizację i prąd. Z kolei pracownik lwowskich zakładów oczyszczania miasta, Leopold Socha, azyl dla kilkunastu osób znalazł… w kanałach. Niezwykłą „metę” znalazł także Szewach Weiss: mieściła się ona w skrytce między ścianą rodzinnego sklepu a magazynem.

Dom pod zwariowaną gwiazdą

Wielu Żydów schroniło się też w warszawskim ogrodzie zoologicznym. Pomoc na miejscu organizował sam dyrektor, Jan Żabiński, wraz z żoną Antoniną. Możliwości były, jak się okazało, ogromne. Ludzie kryli się w klatkach dla zwierząt, w przejściach podziemnych, w kanałach i w specjalnie wykopanych schronach. Niektórych umieszczano na zapleczu lwiarni i w wewnętrznych pomieszczeniach, do których normalnie nie było dostępu.

Posiedzenie Rady Pomocy Żydom, rok 1944 (źródło: domena publiczna).

Przez dom Żabińskich przewinęło się blisko 300 osób. Ich siedziba znana była w podziemiu pod kryptonimem „dom pod zwariowaną gwiazdą”. Faktycznie, czasem bardziej przypominała gabinet osobliwości niż zwykłą willę. Ale właśnie dzięki temu nawet najbardziej zagrożeni mogli w tej dziwacznej, ludzko-zwierzęcej menażerii pozostać niezauważeni.

Nawet, jeśli życie w zoo toczyło się nieco na wariackich papierach, w porównaniu z bunkrami musiało się ukrywającym wydawać niemal sielanką. Tak o wrażeniach „gości” pisze Diane Ackerman w książce zatytułowanej „Azyl. Opowieść o Żydach ukrywanych w warszawskim ZOO”:

Goście napawali się futurystyczną architekturą willi i otaczającej ją parkowej zieleni, na której czterdziestu hektarach można było zapomnieć o wojnie i udawać letników na wsi. Eden jest pojęciem względnym, uciekinierom z getta zoo jawiło się jak istny rajski ogród, z drzewami, zwierzętami i matczyną opieką.

Dyrektor warszawskiego zoo Jan Żabiński z żoną Antoniną nie bali się pomagać w czasie wojny . Ich historia została dokładnie opisana w książce „Azyl. Opowieść o Żydach ukrywanych w warszawskim ZOO” (Świat Książki 2017).

Pomoc Polaków w liczbach

Ilu właściwie Żydów uratowali Polacy podczas okupacji? Trudno podać pewną liczbę, bo przypadki ratowania i ukrywania zwykle nie były dokumentowane ani rejestrowane. Od zachowania tajemnicy zależało wszak ludzkie życie. Po wojnie zaś nie wszyscy chcieli się tym chwalić. Historycy zdani są więc na dociekania i szacunki.

Amerykański badacz specjalizujący się w sprawach polskich, Richard C. Lukas, w książce „Zapomniany holokaust. Polacy pod okupacją niemiecką 1939-1944” podaje, że liczba ocalonych może się wahać od około 40-50 tysięcy nawet do 120 tysięcy.  I zauważa przy okazji, że odpowiedź zależy często od… narodowości szacującej strony. Polscy historycy faworyzują wyższe liczby ocalonych, a żydowscy – niższe.

Lukas wspomina na przykład o raporcie Jana Karskiego dla premiera polskiego rządu z 25 maja 1944 roku. Wymieniono w nim liczbę 200 tysięcy ocalonych. O 300 tysiącach mówił z kolei Tadeusz „Bednarz” Bednarczyk, członek AK mający bliskie kontakty z konspiracyjnymi oddziałami żydowskimi w getcie warszawskim.  Inny konspirator, Władysław Zajdler, pseudonim „Żarski”, oświadczył, że podczas okupacji w polskich rodzinach ukrywało się aż 450 tysięcy Żydów. Przyznawał przy tym, że nie wszyscy z nich przetrwali wojnę. Relacji Bednarczyka i Zajdlera historycy nie uznają jednak za zbyt wiarygodne.

Wśród Żydów ukrywanych przez Polaków w czasie II wojny światowej była między innymi rzeźbiarka Magdalena Gross (źródło: domena publiczna).

450 tysięcy… a może tylko 30?

Pracownicy Żegoty oceniali, że udzielili pomocy 40-50 tysiącom Żydów. A jakie są wyliczenia współczesnych polskich badaczy? Instytut Pamięci Narodowej podaje, że terenie okupowanej Polski ocalało między 30 a 120 tysięcy osób narodowości żydowskiej.

Dokładniejsze określenie zaryzykował zajmujący się dziejami polskich Żydów profesor Grzegorz Berendt: Szacuje się, że na terenie okupowanej Polski „po aryjskiej stronie” przeżyło ok. 50 tysięcy Żydów. Z nich tylko kilka tysięcy zetknęło się z RPŻ, reszta skorzystała z innej pomocy.

Jeszcze inne wyliczenia zaproponował dyrektor Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego, doktor Janusz Gmitruk. Powołując się na ustalenia historyka ruchu ludowego, profesora Kazimierza Przybysza, oszacował liczbę Żydów uratowanych tylko przez mieszkańców polskich wsi na kilkadziesiąt tysięcy osób. A przecież dochodziły do tego miasta, w których również ukrywało się wielu żydowskich mieszkańców.

Ilu Żydów otrzymało pomoc od Polaków? Zdania badaczy na ten temat są podzielone (źródło: domena publiczna).

Zdecydowanie mniejsze są wartości proponowane przez badaczy spoza Polski. Amerykański badacz Philip Friedman obliczył na przykład, że na ziemiach polskich przeżyło okupację w sumie od 40 do 50 tysięcy Żydów. Część z nich ocalała bez pomocy miejscowej ludności. Jedni przetrwali obozy koncentracyjne, inni spędzili wojnę, walcząc w partyzantce i ukrywając się w lesie. Takich przypadków mogło być, zdaniem Friedmana, około 20 tysięcy. A zatem dzięki polskiemu wsparciu mogło ocaleć maksymalnie 30 tysięcy osób.

W tym samym kierunku, co kalkulacje Friedmana, idzie podsumowanie przedstawione przez żydowskiego badacza, Shmuela Krakowskiego. On sam jest jednym z byłych mieszkańców łódzkiego getta. Podaje liczbę 20 tysięcy ocalonych.

Więcej niż w krajach neutralnych

Chcąc ukazać skalę pomocy udzielanej ludności żydowskiej przez Polaków w Warszawie, drobiazgowych obliczeń dokonał brytyjski historyk Gunnar S. Paulsson. Według jego ustaleń, poza gettem ukrywało się w Warszawie około 28 tysięcy Żydów. Pomagało im 70-90 tysięcy Polaków. Z tej grupy przeżyło około 11,5 tysięcy Żydów. Tak badacz komentuje swoje wyniki w książce „Utajone miasto. Żydzi po aryjskiej stronie Warszawy (1940-1945)”:

Jeśli moje wyliczenia są poprawne, oznacza to, że mimo ciosów, jakie spadły na Warszawę w czasie wojny, mimo niebezpieczeństw, jakie czyhały na wszystkich mieszkańców miasta, mimo szczególnych zagrożeń, z jakimi dodatkowo musieli się zmierzyć Żydzi, i zagrożeń wyjątkowych dla Warszawy (…) współczynnik przeżywalności wśród żydowskich uciekinierów – około 40 procent – nie był dużo niższy niż w krajach zachodniej Europy, takich jak Holandia, gdzie – jak się szacuje – ocalało 57 procent Żydów.

Diane Ackerman w książce zatytułowanej „Azyl. Opowieść o Żydach ukrywanych w warszawskim ZOO” dokładnie opisuje ryzyko związane z udzielaniem schronienia Żydom (Świat Książki 2017).

Paulsson ocenia przy tym udział warszawskiej ludności w pomocy dla Żydów bardzo pozytywnie. Komentuje zwłaszcza wysoką liczbę osób, które znalazły w stolicy kryjówkę. Jego konkluzja jest warta przytoczenia:

Godne podziwu jest również to, że w przeludnionym, zubożałym i sterroryzowanym mieście znalazło się miejsce dla 28 tysięcy uciekinierów (większość neutralnych krajów europejskich przyjęła mniej uchodźców w ciągu całej wojny; rozległa Szwecja (…) wchłonęła około 9 tysięcy).

Szacunki dotyczące Warszawy pozwoliły też Paulssonowi oszacować liczbę ocalonych w całym kraju. Skoro w stolicy przeżyło 11,5 tysięcy Żydów, a mniej więcej jedna czwarta wszystkich ocalonych pochodziła właśnie z Warszawy wyliczał historyk  to w całej Polsce przetrwało około 46 tysięcy żydowskich mieszkańców.

Nie dało się uratować półtora miliona

Oceniając liczbę ocalonych dzięki polskiej pomocy – choćby przybliżoną – pamiętajmy, że warunki wspierania ludności żydowskiej w okupowanej Polsce były bardzo trudne. Przede wszystkim, groziła za to bezwzględna kara śmierci, zarówno dla ukrywającego, jak i dla jego rodziny.

Najwięcej Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata stanowią Polacy (Michał Józefaciuk, CC BY-SA 3.0 pl).

Nie należy też sugerować się statystykami, określającymi odsetek ocalonej ludności. Na ziemiach polskich mieszkała bardzo duża populacja Żydów. Tak wypowiedziała się na ten temat autorka monografii Żegoty, doktor Teresa Prekerowa:

(…) im liczniejsza była ludność żydowska, tym wyższy był odsetek strat. Ukrywający się Żydzi musieli wmieszać się w ludność „aryjską”, zniknąć wśród niej, ich zbytnie zagęszczenie musiało się rzucać w oczy władzom okupacyjnym.

W Belgii mogła przeżyć niemieckie panowanie połowa Żydów zamieszkujących ją przed wojną, ta połowa bowiem stanowiła około 36 tysięcy osób wmieszanych w blisko ośmiomilionową ludność kraju. W Polsce uratowanie połowy społeczności żydowskiej, czyli ponad półtora miliona osób, nie było możliwe.

A przecież i tak najwięcej Sprawiedliwych wśród Narodów Świata to Polacy.

Bibliografia:

  1. Diane Ackerman, Azyl. Opowieść o Żydach ukrywanych w warszawskim ZOO, Świat Książki 2017.
  2. Richard C. Lukas, Zapomniany holokaust. Polacy pod okupacją niemiecką 1939-1944, Rebis 2012.
  3. Gunnar S. Paulsson, Utajone miasto. Żydzi po aryjskiej stronie Warszawy (1940-1945), Znak 2007.

Kup taniej na stronie Empik.com:

 

Czy wiesz, że ...

...wojska niemieckie w Kurlandii walczyły aż do 13 maja 1945 roku, czyli jeszcze kilka dni po zakończeniu wojny? Jedną z przyczyn tak długiego oporu był strach, że Rosjanie zrobią żołnierzom Wehrmachtu drugi Katyń.

...Adolf Hitler w każdą podróż zabierał szczoteczkę do pielęgnacji swojego charakterystycznego zarostu. Był przekonany, że jego ikoniczny wąsik stanie się ostatnim krzykiem mody. Do pewnego stopnia miał rację – "na Hitlera" goliła się nie tylko partyjna wierchuszka, ale i zwyczajni Niemcy.

...po II wojnie światowej liczbę ofiar obozu koncentracyjnego w Auschwitz obliczano w oparciu o ilość i przepustowość pieców krematoryjnych? Nadzwyczajna Radziecka Komisja Państwowa do Badania Zbrodni Niemiecko-Faszystowskich Agresorów oparła się na na zeznaniach ocalałych (w tym członków Sonderkommanda) i schwytanych esesmanów, a także na częściowo zachowanej infrastrukturze fabryki śmierci. Jej członkowie policzyli piece w krematoriach, ustalili ich dobową przepustowość oraz okres funkcjonowania. 

...wielu brytyjskich pilotów służących z Polakami podczas II wojny światowej twierdziło, że dotrzymanie naszym lotnikom kroku w piciu było pewnego rodzaju nobilitacją? Gdy Johnny Kent, dowódca Dywizjonu 303, wytrzymał nocną imprezę i jeszcze odprowadził jednego z Polaków do łóżka, znacząco wzrosła jego reputacja.

Komentarze (20)

  1. Ciekawy Odpowiedz

    O to samo chce zapytać ilu Polaków ocalili Żydzi przed Sybirem, Łagrami, deportacjami do Kazachstanu, nawet Sochy i innych kanalarzy lwowskich nie ocalili Soche wyrzucono z domu i wysiedlono do Wałbrzycha, jeden z kanalarzy trafił na Workute gdzie stracił zdrowie rąbiąc węgiel i żaden z ocalonych Żydów mu nie pomógł, a przecież ludzie pokroju kapitana Hollanda czy Stefana Michnika byli wtedy panami życia i śmierci dla tysięcy ludzi. Dlatego Hollandowa skłamała w filmie pominęła innych kanalarzy skupiła się na Sosze i jeszcze ten napis że zginał w 45 roku we Lwowie, bzdura zginał w 46 już jako wysiedlony z domu na Śląsku i nie ma żadnej relacji wiarygodnej o tym że ktoś na pogrzebie mówiło „każe za ratowanie Żydów”

    • Anonim Odpowiedz

      W sensie że jak? Jasne formułowanie wypowiedzi to nadal dla wielu „patriotów” nieosiągalna sztuka. Przy okazji – kara, karze albo kazać, każe, panie prawdziwy Polaku.

      • niewdzięcznicy_karma_do_was_wróci Odpowiedz

        Anonim, dla ciebie te pytania są zapewne flustrujące i niewygodne dlatego najlepiej się przypieprzyć z aluzją do patriotyzmu i ortografii, jakie to dla was typowe. Od razu wiadomo kto jest kto. Kuba to samo, brak argumentów to jedziesz po tym co popularne.

  2. Kazimierz Starski Odpowiedz

    Nie wiem ilu, ale mogę przytoczyć historię z którą się spotkałem. Izaak Jungerman – polski Żyd z Będzina wstąpił do Legionów w dniu swoich 18 urodzin. Służył w 1 pułku piechoty 1 Brygady jako kapral sanitariusz. Uczestniczył w ponad 30 bitwach. W zaciętym boju 5 pułku Legionów o Przepiórów (Sandomierskie) (23-24 maja 1915, pod dow. J.Piłsudskiego) pod silnym ogniem nieprzyjaciela zniósł z pola walki rannego Józefa Hallera (późniejszego generała). 18 lipca 1915 mimo że sam został w walce ugodzony pociskiem, zniósł z pola bitwy umierającego st.sierż.A.Satkowskiego. Za te i inne zasługi został odznaczony orderem Virtuti Militari V klasy. Poległ na froncie w kampanii litewskiej podczas wojny polsko-sowieckiej. Pośmiertnie odznaczony został Krzyżem Niepodległości. Myślę że takich historii było znacznie więcej, ale historia niestety nie wszystko „pamięta”.

    • Nasz publicysta | Agnieszka Wolnicka Odpowiedz

      Niesamowicie ciekawa historia! Dziękujemy Panie Kazimierzu za podzielenie się nią z nami. I faktycznie bardzo szkoda, że niewiele się mówi o takich historiach.

  3. Kazimierz Starski Odpowiedz

    Historię zaczerpnąłem ze źródeł zgromadzonych przez fundację fundacji Brama Cukermana w Będzinie, w której siedzibie miałem przywilej być. Wspaniałe miejsce w przedwojennym żydowskim domu modlitwy z zabytkowymi polichromiami. Do tego można tam właśnie poczytać o tej i wielu innych historiach będzińskich Żydów. Bardzo ciekawa jest także postać Jakuba Natana – rabina uważanego za cudotwórcę i znanego ze swojego przywiązania do Polski. Jego macewę na której wyryto Białego Orła można z tego co mi wiadomo podziwiać na zamku w Będzinie. Jakub Natan organizował wsparcie finansowe dla Insurekcji Kościuszkowskiej zbierając datki wśród Żydów Ziemi Będzińskiej. Zebrane kwoty osobiście zawoził Kościuszce do Krakowa. W latach 1807-1809 organizował pomoc dla polskich wojsk narodowych, a w 1830 wspierał Powstanie Listopadowe. Za okazywanie propolskiej postawy został osadzony przez władze pruskie w areszcie we Wrocławiu. Kilkakrotnie spotykał się z Adamem Mickiewiczem, który był pod wrażeniem zarówno jego erudycji jak i patriotyzmu. Jest prawdopodobne, że literacka postać Jankiela z „Pana Tadeusza” była po części wzorowana na Jakubie Natanie.

    • Mariusz Kasperek Odpowiedz

      Co innego dawać kasę na wojnę , a co innego samemu z narażeniem życia brać w niej udział lub ratować Żydów. . Dzis wszyscy placimy na wojsko podatki . Ja też oddał bym kasę żeby mój syn nie szedł na pierwszą linię frontu .

  4. jan Odpowiedz

    jest napisane w ŚWIETEJ ksiazcze /
    kto jedno zycie ratuje to jak by cala ludzkosc uratowal/ i otym co nie krurzy POwinni pamietac

  5. FAUST Odpowiedz

    CZYTAJĄC niniejszym doszedłem do wniosku iż polska wybitny udział ma w toczącej się od 1967 r wojnie na płw. Synajskim, licznych zabójstwach, morderstwach ludności arabskiej, a także ofiar niemniej licznych nalotów zarówno samolotów jak też rakiet , wśród ofiar niestety znajdują się zarówno kobiety i dzieci, tak zabite jak również okaleczone , słava polskim „bohatyrom” & polsce jako państwu i jego narodowi, niestety nie jestem dumnym z osiągnięć polskich

    • Norbert K Odpowiedz

      Zastanawiające jest to że polskich żydów zginęło niby około 3mln szacunkowe dane z 1938 w Polsce żyło 2,7mln uratowanych szacunkowo 500tysięcy ilu zdążyło uciec przed okupacją miedzy 39a41 do np Hiszpanii? No nie spina mi sie liczba ofiar nie neguje ale jest duże ALE ponoć zginęło 92% polskich żydów. Suma summarum 80tyś powinno zostać na szczęście tak nie wynika z prostej matematyki uratowało sie przynajmniej 1mln ludzi szacunki są w takich wypadkach za zwyczaj za niski przyjmijmy 1.5mln uratowanych. I to by się zgadzało zawsze ,zyd mial dobre wyniki w rachunkach. x3 jak nikt nie wniesie sprzeciwu no to jest 3mln teraz udowdodnij że nie antysemito. 447 tez x3 zawyżone bez spadkowego mienia dla panstwa ktorego nie było jeszcze przed 1945. Historia zakłamania. Dziwnym trafem dane poskich ofiar nie są wcześniejsze niż 2004 przypadek? Dodam ze do 89 armia krajowa miała przypisane zbrodnie armii LUDOWEJ tak se komuchy wymyśliły. Nie chce demonizowac ludu mojżeszowego ale zwrócić uwagę na zawyzenie ofiar po za tym byli to Polacy. Czasy takie że judea może sie sama w całej historii na podstawie pra zwojów wykluczać a jak nie akceptujesz ideologi tworzącej takie stwierdzenie „dziecko jest istotą seksualną od urodzenia” bedziesz homofobem antysemitą ksenofobem i faszystą. Ciekawe czase zaiste.

  6. Teresa Kubicka Odpowiedz

    Powinniśmy teraz spontanicznie zgłaszać przypadki ratowania żydów, bo prawie w każdej polskiej rodzinie były takie przypadki, nie zarejestrowane w Yad Vashem, mój ojciec znajdował mieszkania dla żydów w Warszawie, przeprowadzał ich przez ulice, dostarczał zaopatrzenie do getta, – udokumentowane, po wojnie poszedł siedzieć na osiem lat, niestety niewiele potem mówił, a warto byłoby też prawdę o tym mòwić, ja jestem przerażona tym, co się obecnie dzieje, gdzie my Polacy mamy tego wroga, co to jest, czy tylko głupota, czy marność niektórych ludzi, którzy chcą się uważać za „elity”?

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Droga Pani Tereso, dziękujemy za podzielenie się historią ojca – bez dwóch zdań takie zachowanie zasługuje na podziw i głośne o nim mówienie. Pozdrawiamy.

  7. Anonim Odpowiedz

    w mojej wiosce też było 2 rodziny żydowskie. kryły się w leśnej ziemiance i co tydzień kto inny także moja Babcia, starał się ich dokarmiać. Dużo ludzi wiedziało gdzie są, a przecież nie doniesiono na nich

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi Anonimie, takie historie są naprawdę niezwykłe. Pani/Pana Babci należy się ogromny szacunek za odwagę i dobroć. Także tym wszystkim, którzy – nawet jeśli namacalnie nie pomagali – nie donieśli, bo w tamtych czasach bierność ratowała życie. Pozdrawiamy serdecznie.

      • Anonim Odpowiedz

        W jakim departamencie UB pracowali po wojnie dokarmiani? Ile paznokci wyreali? Ile wyroków smierci na dokormiajacych wydali?

  8. Charlie Odpowiedz

    nie należy zapominać, że w okupowanej przez Niemców Polsce za pomoc Żydom groziła kara śmierci . Ciekawe, czy mając świadomość takiej konsekwencji pomógłbyś Żydom w ukrywaniu się ? Ci co to robili to Bohaterowie i zdają sobie z tego w Yad Vashem, honorując symbolicznym drzewkiem 6620 Polaków z imienia i nazwiska. Co ciekawe obliczono, że ok. 100.000 Polaków nieznanych z imienia i nazwiska było zaangażowanych w ratowanie Żydów polskich w okresie okupacji niemieckiej. Okupowana Polska stworzyła jedyną w Europie śieć konspiracyjnej pomocy Żydom – pamiętajmy o takiej organizacji jak ŻEGOTA. Uważam, że zrobiliśmy dla ratowania Żydów polskich tyle ile mogliśmy we wspomnianych wyżej warunkach okupacji niemieckiej sprzeciwiając się machinie Holocaustu.

    P.S szczerze mówiać to nie wiem, czy zdecydował bym się na ukrywanie Żydów mając np. rodzinę ( dzieci, żonę, etc ) zagrożoną śmiercią ze strony Niemców w przypadku odkrycia. Nie wiem też czy wiedząc o ukrywających się Żydach nie zadenuncjował bym tego faktu w celu prewencyjnego ratowania siebie i swojej rodziny. Obym nie był kiedykolwiek postawiony przed takimi dylematami.

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.