Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Jak wyglądał zwyczajny dzień w Auschwitz?

Za bramą obozu otwierało się przed więźniami nowe życie. By przeżyć, trzeba było znać rządzące nim reguły(fot. PerSona77, lic. CC BY-SA 3.0 PL).Kawałek szyny wiszący na słupie – to był obozowy gong, który wyznaczał rytm dnia w Oświęcimiu. Już o 4.30 Lagerältester, czyli starszy obozu, podchodził i tłukł w niego pałką. Każdy, kogo budził, od pierwszych sekund miał świadomość, że ten dzień może być jego ostatnim.

Tysiące ludzi w blokach zmuszano do natychmiastowego poderwania się z prycz, sienników czy podłogi wyściełanej słomą. Za spóźnienie – choćby kilkusekundowe – można było oberwać od blokowego pałką.

Więźniowie na „mycie” w blokowej umywalni czy skorzystanie z latryny (które w głównym obozie działały dopiero od 1941 roku) mieli ledwie parę chwil. Spora część po prostu nie mogła się do nich dopchać. Następnie, również w biegu, ustawiano się w kolejce do śniadania. Było nim pół litra herbaty lub kawy – w obozowych warunkach pod tymi nazwami kryły się woda z dodatkiem kawy albo wywar z ziół.

Na skorzystanie z prymitywnej obozowej latryny więźniowie mieli rano zaledwie kilka minut (fot. DIMSFIKAS, lic. CC BY-SA 3.0).

Na skorzystanie z prymitywnej obozowej latryny więźniowie mieli rano zaledwie kilka minut (fot. DIMSFIKAS, lic. CC BY-SA 3.0).

Kolejny gong wzywał więźniów do ustawienia się dziesiątkami na porannym apelu. Tu padał rozkaz uformowania komand roboczych. Zaczynały się prawdziwe zawody o to, by załapać się do możliwie lekkiej pracy.

Kto mógł pracować, ten mógł żyć

Najbardziej pożądane były praca w kuchni czy warsztacie, najogólniej: pod dachem. Jak ognia unikano za to zajęć takich, jak dźwiganie podkładów kolejowych czy stanie po pas w wodzie i błocie przy oczyszczaniu stawów rybnych. Na dłuższą metę wiodły one więźnia prostą drogą ku śmierci. Nic dziwnego, że próbowano załatwić sobie lżejszą pracę przez odpowiednie dojścia w obozowym Arbeitseinsatz (biurze zatrudnienia).

Nieliczni mogli próbować ukryć się po porannym apelu w bloku szpitalnym. Lekarstw było tam niewiele, panował okrutny smród i przepełnienie, ale i tak było to skuteczniejsze niż próba ukrycia się w bloku. Krótkotrwała niezdolność do pracy oznaczała dla więźnia chwilę wytchnienia. Jeden z nich porównał ją do położenia szczutego psa, któremu udało się schować w jakiejś norze.

Byli więźniowie Auschwitz wspominają. Poznaj ich niezwykłe historie w książce: „Dobranoc, Auschwitz. Reportaż o byłych więźniach”:

 

Dzień pracy w obozie trwał na ogół od godziny 6 do 17 z półgodzinną przerwą na „obiad” około południa. Jeszcze bardziej obciążeni byli ci, których wysyłano do pracy poza obozem. Niekiedy wyruszali jeszcze przed porannym apelem. Mieli do pokonania piechotą nawet 8-10 kilometrów! Wychodzącym towarzyszył akompaniament orkiestry obozowej.

Żadnego fałszywego ruchu czyli obozowe automatyzmy

Z punktu widzenia oprawców praca, nawet i bezsensowna – jak kopanie i zasypywanie rowów, nie tylko regulowała porządek dnia w obozie, ale była jedyną racją bytu więźniów. Żyć mógł ten, kto mógł pracować. Nie dotyczyło to tylko nowo przybyłych, którzy na tak zwanej kwarantannie dopiero uczyli się obozowego „elementarza”.

Zamiast pracy więźniowie funkcyjni serwowali im głównie pseudogimnastykę nazywaną „sportem”. Była udręką zarówno w letnim upale, jak i w zimie: bieganie z miejsca na miejsce, skakanie „żabką”, wspinanie na drzewo… Kto nie wytrzymywał, tego tłuczono do nieprzytomności.

Józef Paczyński, którego losy opisane są w książce "Dobranoc, Auschwitz" przybył do obozu w pierwszym transporcie więźniów. On przeżył, ale niewielu miało tyle szczęścia... (źródło: domena publiczna).

Józef Paczyński, którego losy opisane są w książce „Dobranoc, Auschwitz” przybył do obozu w pierwszym transporcie więźniów. On przeżył, ale niewielu miało tyle szczęścia… (źródło: domena publiczna).

Kwarantanna była szkoleniem z obozowych automatyzmów. Ćwiczono musztrę, ustawianie się na placu apelowym, krok marszowy. Błyskawiczne zdejmowanie i nakładanie czapki na komendę. Uczono się niemieckich piosenek i komend, a także poprawnego meldowania się esesmanowi czy blokowemu. Kto nie znał lub szybko nie poznał niemieckiego, sam umieszczał się w grupie podwyższonego ryzyka.

Do stałych udręk w początkowym okresie istnienia obozu należało śpiewanie piosenek, oczywiście po niemiecku, w drodze na miejsce pracy i z powrotem. Wiesław Kielar pisze, że zamiłowanie hitlerowców do tego rytuału bardzo osłabło po klęsce pod Stalingradem. Wydano wręcz zakaz śpiewania.

By przeżyć obóz, więzień musiał przede wszystkim szybko poznać zasadę, o której wspominał cytowany przez autorów książki „Dobranoc, Auschwitz” Józef Paczyński: Żadnego fałszywego ruchu. Przejdziesz obok Niemca, nie zdejmiesz czapki – to cię zadepcze.

Ciężkie powietrze i pogarda

Więźniowie musieli się nauczyć oddychać obozowym dicke Luft (ciężkim powietrzem) nie tylko w tym sensie, że ich nozdrza drażniła słodkawa woń dymu z krematorium. Bytowanie za drutami oznaczało nieustanne narażenie na pogardę, wyzwiska, upokorzenie, odczłowieczanie. Więzień miał czuć, że kto inny jest panem jego życia i śmierci.

Obozowi strażnicy na każdym kroku decydowali o życiu i śmierci więźniów. Ich absolutna władza rozpoczynała się już w momencie selekcji na rampie (źródło: domena publiczna).

Obozowi strażnicy na każdym kroku decydowali o życiu i śmierci więźniów. Ich absolutna władza rozpoczynała się już w momencie selekcji na rampie (źródło: domena publiczna).

Osadzeni w obozie słyszeli tylko o jego „regulaminie”, ale dostępu do niego nie mieli. W istocie więc strażnicy mogli ukarać więźnia za dowolne „przewinienie” – za to, że miał brudny drelich (choć nie miał się gdzie umyć) albo za niewydolną pracę (kiedy już doprowadzono go do głodowego wyczerpania).

Każdy mógł zostać pobity, posłany na chłostę lub tortury – na przykład w postaci kary tak zwanego „słupka” – czy po prostu zastrzelony. Wyraźny powód był niepotrzebny. O wszystkim decydowała wola i kaprys oprawców. Dlatego jedną z najcenniejszych umiejętności w obozie, jak radzili nowo przybyłym starsi stażem więźniowie, było: nie rzucać się w oczy katom, samemu mieć oczy dookoła głowy, zewsząd wypatrywać zagrożenia.

Rano kawa, wieczór kawa, a na obiad…

Codziennością był głód. Połączenie lagrowej diety z wyczerpującą pracą było mechanizmem obliczonym na wyniszczenie więźnia wcześniej lub później. Obozowa zupa, podawana na obiad, była po prostu lurą z brukwią, ziemniakami, czasem odrobiną kaszy. Jedli ją bez obrzydzenia tylko ci, którzy zdążyli już doświadczyć permanentnego głodu. Obozowy chleb, który wydawano na kolację (racja wynosiła około 25-30 dkg) najczęściej był nadpleśniały i zawierał trociny.

Czy wiesz, że ...

...najbardziej znienawidzonym esesmanem w obozie w Treblince był Kurt Franz, nazywany „Lalką”. Wsławił się on między innymi tym, że wytresował swojego psa tak, by na rozkaz atakował Żydów, gryząc ich w okolicach genitaliów.

...Elżbieta Zawacka była jedyną kobietą wśród cichociemnych awansowaną na stopień generała brygady? Jako łączniczka podróżowała po Europie, przenosząc meldunki i informacje. Wielokrotnie przekraczała granicę Rzeszy, zawsze szczęśliwie wracając do kraju, czasami w brawurowy sposób.

...Goebbels, kiedy przemawiał, z eleganckiego mężczyzny zmieniał się w "szalejącego karła". Potrafił jednak poderwać tłumy. Gdy po klęsce Niemców pod Salingradem na spotkaniu w Sportpalast wykrzykiwał "Czy chcecie wojny totalnej?", odpowiedział mu dziki ryk zwolenników nazizmu.

...amerykański noblista chciał na własną rękę walczyć z U-Bootami? Liczył na to, że niemieckie okręty podpłyną do jego łodzi, by kupić wodę lub ryby, i zamierzał atakować je między innymi z wykorzystaniem bomb naramiennych.

Komentarze (13)

  1. Jarek Odpowiedz

    1.” Nic dziwnego, że próbowano załatwić sobie lżejszą pracę przez odpowiednie dojścia w obozowym Arbeitseinstatz (biurze zatrudnienia).”

    To nie był żaden „Arbeitseinstatz” lecz „Arbeitseinsatz”.

    2. „Więzień musiał zapłacić za blankiet i znaczek jedzeniem i nie pozwalano mu na ogół napisać niczego więcej ponad formułkę: „Jestem zdrowy i czuję się dobrze”.”

    Nieprawda, formułka brzmiała „Ich bin gesund und es geht mir gut”.

    • Jacek Odpowiedz

      Pierwszy błąd to zwykła literówka, drugi to żaden błąd. To zdanie znaczy przecież to samo. Jak nie masz się do czego doczepić, to nie pisz wcale, proste!

  2. AnonimcAn Odpowiedz

    I za co mamy lubić Niemcy???? Nie chcę odwetu ale nigdy im nie wybaczę!!!! Za to,co zrobili z naszym krajem ,z ludzmi, Polakami, żydami itp. znam ta zagładę z opowieści mojej śp. Babki. Kochała wszystkich,miała serce dla każdego,ale Niemców nienawidziła. O ruskich mówiła że byli po prostu głupi jak but, jeden wymienił rower na mydlo,chyba myślał,że je zje. Ale niemcy byli inteligrntni, eleganccy,ale bezduszni. Powinni płacić odszkodowania Polakom już dawno dawno, zaraz po wojnie. A oni jeszcze do tej pory nie odkupili swoich win!!! Żydzi wytargali co się nalezalo,a my potulnie siedzimy jak zbity pies,ale takie rządy mieliśmy jak do tej pory. Zobaczymy co będzie dalej. W kazkaż razie ja temu wrednemu narodowi niemieckiemu nigdy nie zapomnę,sam hitler by wszystkiego nie zdzialal,gdyby nie miał wiernych usłużnych żołnierzy.

  3. Anonim Odpowiedz

    Mimo wszystko jak czytam o tym co wyprawiają w Niemczech muzułmańscy emigranci jakoś nie żałuję Niemców

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.