Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Nazistowska szkoła gladiatorów. Niemcy dla zabawy urządzali sobie w Auschwitz krwawe igrzyska

Kadr z filmu Roberta M. Younga

Kadr z filmu Roberta M. Younga „Triumf ducha”. Studio Nova International Films

Mecze bokserskie, podczas których wycieńczeni więźniowie bili się na śmierć i życie, były w obozach koncentracyjnych jedną z ulubionych rozrywek nazistów. Podpici Niemcy krzyczeli: „Macie walczyć, aż zobaczymy krew albo któryś z was padnie!”. I walczyli…

Zwycięzcy mogli liczyć na lepsze traktowanie – dodatkowe przydziały żywności, lżejszą pracę, a nawet… papierosy. Dla przegranych nie było miejsca. Wielu powalonym na ringu zawodnikom nie pozwolono dalej żyć.

Żelazne reguły

Poza źródłem (krwawej) rozrywki pojedynki bokserskie stanowiły też intratny biznes. Przed meczami kapo i esesmani – zwykle już mocno pijani – obstawiali zakłady. Obozowi prominenci mieli swoich ulubieńców, na których stawiali niemałe sumy i którym w związku z tym dawali ochronę. Hauptsturmführer Heinrich Schwarz dojrzał w tym doskonałą okazję. Andrzej Fedorowicz w książce Gladiatorzy z obozów śmierci opisuje:

W niedziele Monowice stawały się jednak królestwem Schwarza. Ten maniak boksu i zapasów marzył o tym, by założyć w nich prawdziwą „szkołę gladiatorów”. W przychodzących teraz z całej Europy transportach trafiało się wielu bokserów – lepszych i gorszych (…).

Co prawda pojedynki bokserskie w „starym” Auschwitz odbywały się już regularnie od wiosny 1941 roku i Schwarz miał w nich swoich ulubieńców, ale marzył o czymś zupełnie innym. Doskonale znał zasady, na których opierał się system „kacetów” i dostrzegał jego słabe strony.

Stając na ringu, musieli pozbyć się wszelkich sentymentów – nie wolno im było odpuścić, póki przeciwnik nie poddał walki – lub nie został znokautowany.

fot.Kadr z filmu „Triumf Ducha”. Studio Nova International Films Stając na ringu, musieli pozbyć się wszelkich sentymentów – nie wolno im było odpuścić, póki przeciwnik nie poddał walki – lub nie został znokautowany.

Schwarzowi nie podobało się, że boksujący się kapo po przegranej na ringu – jeśli nie chcieli zabić więźnia, który ich upokorzył (na co nie godzili się „mecenasowie” najlepszych zawodników, nieźle zarabiający na ich „występach”), musieli uznać przeciwnika za równego sobie. Narzekał, że z tego powodu „tylu tych bokserów – Polaczków i Żydów – wciąż żyje i panoszy się teraz w Auschwitz”.

W Monowicach miały obowiązywać inne reguły: żadnych pojedynków z funkcyjnymi, zero amatorskich, trzyrundowych spotkań i walka do upadłego. Zawodników, którzy całkiem stracą siły i chęć do bitki, czekała śmierć w komorze gazowej. „W stajni” Schwarz chciał mieć na stałe 30 bokserów, którzy dwa razy w tygodniu będą stawać na ringu.

Oczywiście jeśli w nowym transporcie trafiliby się lepsi zawodnicy, następowałaby wymiana. Przeżyć mieli bowiem jedynie zwycięzcy.

Bokserska stolica obozów zagłady

W 1943 roku, kiedy Heinrich Schwarz obejmował funkcję komendanta obozu Auschwitz III-Monowitz, w jego „szkole gladiatorów” było kilkunastu bokserów: m.in. pochodzący z Grecji Salamo Arouch, deportowany z Francji mistrz wagi koguciej Francesco Bounagurio „Kid Francis” oraz włoski Żyd Leona Efrati „Lalletto”, jeden ze światowej klasy zawodników wagi piórkowej. W Gladiatorach z obozów śmierci Andrzej Fedorowicz relacjonuje:

Trenerem „stajni Schwarza” był niemiecki kryminalista Kurt Magatanz, były bokser i potrójny morderca skazany na dożywocie, a obecnie kapo z zielonym „winklem”. Wkrótce dołączył do niego Jacko Razon. (…) Monowice stały się szybko bokserską stolicą w archipelagu obozów zagłady.

Heinrich Schwarz. W jego „szkole gladiatorów” było kilkunastu bokserów

fot.domena publiczna Heinrich_Schwarz. W jego „szkole gladiatorów” było kilkunastu bokserów

Nowy komendant na fali sukcesu swojej prywatnej „fabryki rozrywki” w święta Bożego Narodzenia w 1943 roku zorganizował w Monowicach prawdziwe widowisko: na obozowym placu kazał postawić cyrkowy namiot z miejscami dla przeszło tysiąca widzów, w którym miał się odbyć turniej bokserski. Każda walka miała trwać 15 rund.

W przerwach pomiędzy pojedynkami zaplanowano występy obozowej orkiestry oraz „pokaz talentów” więźniów. Jak opisuje Fedorowicz: „Atrakcją były występy wokalne Leona Greenmana, przed wojną amatorskiego śpiewaka operowego i również boksera-amatora, który jednak nie ujawnił Niemcom tej swojej umiejętności”.

Triumf ducha

Gwoździem programu byli jednak „gladiatorzy” Schwarza. Stając na ringu, musieli pozbyć się wszelkich sentymentów – nie wolno im było odpuścić, póki przeciwnik nie poddał walki – lub nie został znokautowany. Instynkt przetrwania sprawiał, że nie okazywali żadnego miłosierdzia. Ostatecznie ceną było ich życie – zbyt słabych zawodników esesmani bez skrupułów skazywali na śmierć.

Taki los spotkał m.in. wspomnianego Kida Francisa. Do krematorium trafił też Leone Efrati , choć w jego przypadku powodem nie były przegrane mecze. Słynny Lelletto zginął, bo… wygrywał. W Gladiatorach z obozów śmierci Andrzej Fedorowicz pisze: „Wysoki, szybki, blisko wagi średniej, mógł stawać nawet naprzeciwko o wiele cięższych zawodników. Jednak nie wszyscy byli zadowoleni z jego zwycięstw. Ci, którzy postawili na jego przeciwnika, wiele razy grozili mu zemstą”.

I w końcu dopięli swego. W kwietniu 1944 roku w odwecie za ostatni mecz kapo, którzy stracili pieniądze, zatłukli jego brata, Marco. Rozsierdzony bokser wpadł do baraku, gdzie przebywali Niemcy, i zaczął okładać jednego z oprawców pięściami. Powstrzymali go funkcyjni, którzy po obezwładnieniu Efratiego przez kilkanaście minut katowali go pałkami. Po wszystkim miał rozbitą głowę, połamane ręce i nogi. Nie nadawał się ani do pracy, ani – tym bardziej – do boksowania się. Po dwóch dniach zawleczono go do komory gazowej.

Tekst powstał w oparciu o nową książkę Andrzeja Fedorowicza Gladiatorzy z obozów śmierci, która ukazała się nakładem wydawnictwa Bellona.

Tekst powstał w oparciu o nową książkę Andrzeja Fedorowicza Gladiatorzy z obozów śmierci, która ukazała się nakładem wydawnictwa Bellona.

Salamo Arouch miał więcej szczęścia. Schwarz, który nieustannie wyszukiwał mu nowych przeciwników, żałował, że nie mógł zorganizować jego pojedynku z legendarnym Tadeuszem Pietrzykowskim (ten wyjechał bowiem, zanim grecki bokser dotarł do obozu), za to udało mu się doprowadzić do spotkania z następcą Pietrzykowskiego, Antonim Czortkiem. Zawodnicy bili się gołymi pięściami, ponieważ zapomniano o rękawicach. Grek zwyciężył. Andrzej Fedorowicz komentuje: „Schwarz był zadowolony – spotkanie udowodniło, że jego gladiatorzy z Monowic są najlepsi ze wszystkich podobozów KL Auschwitz”.

W 1989 roku o Arouchu usłyszał cały świat, gdy w kinach pojawił się film Roberta M. Younga Triumf ducha, którego scenariusz został częściowo oparty na wywiadach, jakie bokser udzielił po wojnie izraelskiej prasie. Co ciekawe, inny bokser ze „stajni” Schwarza zgłosił pretensje odnośnie do uznania go za pierwowzór głównego bohatera produkcji. Jacko Razon twierdził, że scenarzyści ukradli jego biografię i zażądał 2 milionów dolarów odszkodowania. Ostatecznie dostał 30 tysięcy.

Źródło:

Tekst powstał w oparciu o nową książkę Andrzeja Fedorowicza Gladiatorzy z obozów śmierci, która ukazała się nakładem wydawnictwa Bellona.

Czy wiesz, że ...

...as pancerny w szeregach 1. Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte, podporucznik Mark Weissenberg, zginął w bardzo niefortunnym wypadku? Podczas nocnego natarcia na Bydgoszcz usiadł na błotniku, aby pomagać w kierowaniu czołgiem. Zmęczony zasnął i osunął się pod gąsienice.

...Adolf Hitler w każdą podróż zabierał szczoteczkę do pielęgnacji swojego charakterystycznego zarostu. Był przekonany, że jego ikoniczny wąsik stanie się ostatnim krzykiem mody. Do pewnego stopnia miał rację – "na Hitlera" goliła się nie tylko partyjna wierchuszka, ale i zwyczajni Niemcy.

...niemiecki generał Friedrich Paulus, wzięty w sowiecką niewolę pod Stalingradem, w procesach norymberskich wziął udział jak świadek oskarżenia? Jego przyjazd wzbudził dużo emocji. Kiedy siedzący na ławie oskarżonych Hermann Göring zobaczył go na sali rozpraw, z wściekłością nazwał go „brudną świnią”.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.