Damy - empik

Trzeba mieć końskie zdrowie, by leczyć się w Rosji. Makabryczne terapie ze Wschodu

Autor: | 24 sierpnia 2016 | 20,941 odsłon

Wygląda strasznie? To nic w porównaniu z rosyjskimi praktykami! (źródło: domena publiczna).

Wygląda strasznie? To nic w porównaniu z rosyjskimi praktykami!

Boli ząbek? Sam car może go wyrwać kowalskimi obcęgami! Choroba weneryczna? Znachor zaleci nurkowanie w końskim łajnie. Myślisz, że dobre urodzenie pomoże Ci przetrwać ospę? Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz… Zapewniamy, nie chciałbyś chorować w Rosji!

Jaki był poziom leczenia w państwie carów? Niech świadczą o tym słowa Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego, który zwiedził szmat imperium już w jego schyłkowej fazie. Na wsiach pod Petersburgiem, Pskowem i na Syberii działy się rzeczy, przy których nasze historie o samowoli ludowych lekarzy wypadają wręcz śmiesznie.

Oto w Manuiłowie w guberni petersburskiej słynął jako lekarz na kilka powiatów niejaki Sokołow. Trafiła kiedyś do niego grupa cierpiących na trąd, tyfus brzuszny i choroby weneryczne. Trędowatego wrzucił Sokołow do beczki z gorącą wodą i ziołami, nakrył go szmatami, malował na beczce dziwne znaki smołą i mruczał zaklęcia, wśród których powtarzało się słowo „Nostradamus“.

Po godzinie wyjęto z beczki zemdlonego trędowatego; był czerwony, jak ugotowany rak, z oczami w słup. Rany jego na ustach, nosie i rękach wydawały się jeszcze bardziej straszne i ohydne – pisze Ossendowski.

Przywoływanie w zaklęciach Nostradamusa jako sposób na uzdrowienie trędowatego? Cóż, to nie najbardziej kuriozalna metoda "leczenia", a przynajmniej niezbyt szkodliwa... Portret Nostradamusa z kolekcji jego przepowiedni wydanej w 1666 roku (źródło: domena publiczna).

Przywoływanie w zaklęciach Nostradamusa jako sposób na uzdrowienie trędowatego? Cóż, to nie najbardziej kuriozalna metoda „leczenia”, a przynajmniej niezbyt szkodliwa… Portret Nostradamusa z kolekcji jego przepowiedni wydanej w 1666 roku (źródło: domena publiczna).

Weneryków Sokołow wsadzał na 3–5 dni do kupy końskiego gnoju, w którą wtykał jeszcze chorągiewki opatrzone zaklęciami. Z chorymi na tyfus znachor też „dobrze” sobie radził.

Gorączkujących, wstrząsanych dreszczami ludzi kładł na śniegu, zawijał w płótno i związywał. Potem, podkarmiwszy pacjenta gorącym chlebem zmieszanym z proszkiem z wysuszonych karaluchów, kładł mu na brzuch 13 gorących cegieł. Gdy jeden z chorych zmarł, lekarz z Petersburga wreszcie postawił Sokołowa przed sądem.

Tak to wyglądało nieco ponad sto lat temu na rosyjskiej prowincji. Co musiało dziać się wcześniej, aż strach pomyśleć. Oczywiście, bogaci w dużych miastach mieli lepiej niż na wsiach, po których „grasował” Sokołow. Nawet jednak w metropoliach postęp osiągano z mozołem, tym bardziej, że koronowane głowy myślały głównie o sobie.

W nogi, karaczany, bo zostaniecie sproszkowane i podane gorączkującym do zjedzenia. Pan i pani karaluch, "Public Health Image Library" (źródło: domena publiczna).

W nogi, karaczany, bo zostaniecie sproszkowane i podane gorączkującym do zjedzenia. Pan i pani karaluch, „Public Health Image Library” (źródło: domena publiczna).

Gwiazdy z Zachodu

W średniowieczu powstawały manuskrypty poświęcone między innymi ziołolecznictwu. Ale wtedy i w kolejnych wiekach dostępne były tylko dla wybranych: wykształconych, głównie duchownych.

Nic dziwnego, że to ich prosili o pomoc zwykli ludzie. Bo wyedukowani lekarze początkowo pojawiali się w Moskwie i okolicach tylko w osobach gości z Zachodu. Na dodatek, wiele ryzykowali. Na przykład wenecki żyd Leo został w 1490 roku skazany na śmierć po tym, jak nie udało mu się wyleczyć stopy moskiewskiego księcia. To nie brzmiało zachęcająco.

Mimo to za panowania Iwana Groźnego zgodziła się przyjechać z Zachodu grupa lekarzy, chirurgów i aptekarzy. Także w XVI wieku ukazała się w Rosji pierwsza medyczna publikacja – bazująca na polskim zbiorze łacińskich traktatów medycznych.

Inspirację do napisania artykułu stanowił serial Polsat Viasat History pod tytułem "Imperium Carów: Rosja Romanowów". Emisja co czwartek o godzinie 21.00 począwszy od 11 sierpnia.

Inspirację do napisania artykułu stanowił serial Polsat Viasat History pod tytułem „Imperium Carów: Rosja Romanowów”. Emisja co czwartek o godzinie 21.00 począwszy od 11 sierpnia.

Nic dziwnego, w Rzeczypospolitej medycyna stała na wyższym poziomie – doczekaliśmy się wtedy takich fachowców jak na przykład absolwent Akademii Krakowskiej Wojciech Oczko, specjalista od terapii wodami leczniczymi oraz od walki z syfilisem.

Kolejni carowie też dbali o zdrowie – oczywiście własne – w oparciu o zagraniczne „transfery”. Oto w 1586 roku car Fiodor I poprosił brytyjskiego dyplomatę Jerome’a Horseya, aby w tajemnicy sprowadził do Rosji lekarza oraz akuszerkę, która zajęłaby się carową Iriną, mającą problem z donoszeniem ciąży. Sprawa była wstydliwa i „polityczna”, lepiej więc było załatwić ją dyskretnie.

Następca Fiodora, Borys Godunow, nie tylko sprowadzał cudzoziemskich lekarzy, ale i zazdrośnie ich strzegł. Zabraniał im leczyć kogokolwiek innego – groził za to wygnaniem! To już wydaje się patologią. Borys miał za to gest, bo za każde skuteczne lekarstwo, jakie aplikowali mu medycy, sowicie ich wynagradzał: jedwabiem, aksamitem, sobolami.

Car Fiodor I dyskretnie sprowadził heretyckich, zagranicznych lekarzy, by żona urodziła dziecko. Medycy tak pomogli, że zmarł bezpotomnie. Obraz Boris Grigoriewa z 1923 roku (źródło: domena publiczna).

Car Fiodor I dyskretnie sprowadził heretyckich, zagranicznych lekarzy, by żona urodziła dziecko. Medycy tak pomogli, że zmarł bezpotomnie. Obraz Boris Grigoriewa z 1923 roku (źródło: domena publiczna).

Jednak ta sytuacja nie służyła budowaniu zaufania prostych ludzi do lekarzy. Gdy car Michał Romanow w XVII wieku próbował włączyć lekarzy w szeregi szlachty, niechęć ludu i duchowieństwa do przybyszy z Zachodu była zbyt wielka.

Ba, gdy w XVIII wieku rozszalała się dżuma, to wśród moskwian zaczęły krążyć pogłoski, że epidemię rozprzestrzeniają… sami lekarze! Oczywiście, w podawanych do zażycia leczniczych miksturach.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2 3

Powiedz innym co myślisz:

Adam Węgłowski - Dziennikarz miesięcznika „Focus Historia”, w którym zajmuje się m.in. historycznymi śledztwami. Pisuje też do „Tygodnika Powszechnego”, „Śledczego”, „W podróży”, „Zwierciadła”. Wydał powieść kryminalną „Przypadek Ritterów", a ostatnio także - "Bardzo polską historię wszystkiego" (Znak Horyzont 2015).

Okupacja

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

rycheza

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

zapowiedz2-miniatura

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Imperium

Czy wiesz że...

szarlatan
…rosyjscy szarlatani przed wiekiem serwowali chorym makabryczne terapie? Przykładowo wenerycy mogli trafić nawet na 5 dni do kupy gnoju.

miniaturka-2
…przy stole plenarnym podczas obrad Okrągłego Stołu zasiadały tylko dwie kobiety i aż trzech biskupów? Na ponad siedemset osób, które w sumie wzięły udział w obradach, było zaledwie pięćdziesiąt pięć kobiet.

plague_victims
…japoński wydział  zapobiegania epidemiom i oczyszczania wody Armii Kwantuńskiej tak naprawdę zajmował się eksperymentami na ludziach? By odczłowieczyć „pacjentów”, nazywano ich „kłodami drewna”.