Damy - empik

Nasze babcie potrafiły przetrwać wszystko! Tak wyglądała wojna na domowym froncie

Autor: | 30 sierpnia 2015 | 31,921 odsłon

Zdobycie mleka pod okupacją nie było łatwą sztuką... (ilustracja z książki "Okupacja od kuchni").

Zdobycie mleka pod okupacją nie było łatwą sztuką… (ilustracja z książki „Okupacja od kuchni”).

Pięć lat brutalnego, niemieckiego ucisku nie zdołało złamać polskiego hartu ducha. Przed głodem i desperacją Polaków uratowały dzielne kobiety. Zapomniane bohaterki okupacji, prowadzące codzienną walkę w kuchniach, na czarnorynkowych targowiskach i szmuglerskich szlakach.

Hans Frank, nazistowski aparatczyk wyznaczony przez Hitlera na władcę Generalnego Gubernatorstwa, już od 1940 roku snuł plany zrównania z ziemią 95 procent zabudowy Warszawy. Mówił, że to miasto jest „ogniskiem zamętu, punktem, z którego rozprzestrzenia się niepokój w tym kraju”. Jeśli dawna polska stolica i tak miała przestać istnieć, to w odczuciu Franka nic nie stało na przeszkodzie, by wpierw zagłodzić jej mieszkańców.

Przed zagranicznymi korespondentami Niemcy silili się na dobroduszność i humanitaryzmu. Już od pierwszych dni okupacji urządzali kuchnie polowe dla Polaków i pokazowe rozdawnictwo żywności. Niemal każdą wydaną miskę zupy fotografowali ze wszystkich stron, by wysłać w świat odpowiedni komunikat. Dobrzy Niemcy troszczą się o tych obdartych Polaków.To był jednak wyłącznie wielki blef.

Niemieckie kartki na tłuszcz (z lewej) i chleb.

Niemieckie kartki na tłuszcz (z lewej) i chleb.

Zagłodzić cały naród

Hitlerowcy rozdawali ochłapy. Na przykład warszawiacy w przeciągu niespełna dwóch pierwszych miesięcy otrzymali na osobę – 3 kilogramy chleba, 25 gramów cukru, 200 gramów soli i 100 gramów ryżu. Wartość kaloryczna tych przydziałów wynosiła w przybliżeniu… 135 kalorii dziennie, czyli mniej niż ma ich w sobie jedna bułka kajzerka. Później sytuacja nieco się poprawiła, jednak i tak kartki zaspokajały zaledwie ułamek dziennego zapotrzebowania zdrowego organizmu. To nie był system kartkowy, ale raczej – system głodowy.

Artykuł powstał w oparciu o najnowszą książkę "Ciekawostek historycznych". "Okupacja od kuchni. Kobieca sztuka przetrwania" - pierwsza publikacja poświęcona kulinarnej zaradności Polek w czasie okupacji już w sprzedaży! Kliknij, aby kupić ją ze specjalnym rabatem.

Artykuł powstał w oparciu o najnowszą książkę „Ciekawostek historycznych”. „Okupacja od kuchni. Kobieca sztuka przetrwania”pierwsza publikacja poświęcona kulinarnej zaradności Polek w czasie okupacji już w sprzedaży! Kliknij, aby kupić ją ze specjalnym rabatem.

Aby przeżyć i zapewnić przetrwanie swoim bliskim nasze babcie zamiast polegać na niemieckiej łasce, wzięły sprawy w swoje ręce. Zaraz po tym, jak ustały walki, rozpoczął się nielegalny obrót żywnością. Pochodzące ze wsi mieszkanki miast ruszyły do swoich krewnych i znajomych by dzięki ich pomocy wyżywić swoją rodzinę. Początkowo przywoziły tylko żywność na własne potrzeby. Niemal natychmiast zaczął jednak powstawać czarny rynek, który żywił całą resztę.

Kula w łeb za kawałek szynki?

Za nielegalny ubój zwierząt, przemiał zboża, czy ukrywanie plonów groziły ciężkie sankcje, z karą śmierci włącznie. Za nielegalny przewóz żywności również można było zginąć. Zarządzenie władz okupacyjnych z 15 lipca 1941 roku stawiało sprawę jasno: winni przemytu i paskarstwa będą wysyłani do Treblinki. Nieustanne zagrożenie nie odstraszało jednak żon i matek, walczących o życie swoich rodzin.

Przemycając żywność starały się na każdym kroku okpić niemieckich żołnierzy i bahnschutzów. Gros nielegalnego transportu zmierzał do Warszawy pociągami. Tysiące kobiet postępowały zgodnie ze słowami słynnej, okupacyjnej piosenki. „Na dworze jest mrok, w pociągu jest tłok, zaczyna się więc sielanka. On objął ją w pół, ona gruba jak wół, bo pod paltem schowana rąbanka” – to nie tylko wierszyk, ale też niezawodna instrukcja działania. Według szacunków samych kolejarzy (rzecz jasna Polaków!), w jednym składzie kolejki EKD mogło się zmieścić nawet… trzydzieści rozczłonkowanych byków.

(ilustracja z książki Aleksandry Zaprutko-Janickiej "Okupacja od kuchni").

(Ilustracja z książki Aleksandry Zaprutko-Janickiej „Okupacja od kuchni”).

Kawałki mięsa ukrywano w specjalnych skrytkach przygotowanych przez obsługę, na własnym ciele, a niekiedy także w… trumnach. Z tej ostatniej metody korzystał właściciel jednej z najpopularniejszych stołecznych knajp – „Wróbla”. Już przed wojną współpracował on ze swoim krewnym posiadającym masarnię na Kielecczyźnie. Wraz z rozpanoszeniem się Niemców w Polsce transport mięsa nie ustał.

Po prostu towar wpychano od tej pory do trumien, a nie prosto do kolejowego wagonu. Niemcy śmiertelnie bali się tyfusu i innych chorób zakaźnych, nie mieli więc w zwyczaju obszukiwać trupów. Z drugiej strony – sami postarali się, by trumien w pociągach nie brakowało.

Miasto, w którym można kupić wszystko

Kiedy żywność docierała wreszcie do miasta, natychmiast wzbogacała ofertę czarnego rynku. Na skalę europejską jego największym i najprężniejszym centrum była Warszawa. W polskiej stolicy krzyżowały się szlaki biegnące pomiędzy frontem wschodnim i zachodnim. Dzięki temu na nielegalnym rynku można było kupić towary ze wszystkich stron świata. Jeśli ktoś chciał sprzedać srebrną zastawę, albo uwędzoną świńską nogę, to właśnie tu znajdował nabywcę. A najczęściej nabywczynię, bo tak w szmuglu, jak i w pokątnym handlu prym wiodły kobiety.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2 3

Powiedz innym co myślisz:

Aleksandra Zaprutko-JanickaAleksandra Zaprutko-Janicka - Krakowska historyczka i publicystka, współzałożycielka „Ciekawostek historycznych”. Autorka ponad 200 artykułów popularnonaukowych.We wrześniu 2015 roku wydała książkę „Okupacja od kuchni” poświęconą kulinarnemu obliczu II wojny światowej.. Więcej informacji o autorze.

Okupacja
Komentarze do artykułu (4)
  1. Wybrane komentarze do artykułu z serwisu wykop.pl, które mogą Was zaciekawić
    //www.wykop.pl/link/2726541/nasze-babcie-potrafily-przetrwac-wszystko-tak-wygladala-wojna-na-domowym/

    PawelW124:
    Na wsi to żarcia wtedy nie brakowało,jak jeszcze żyli ci co dobrze pamiętali wojnę to mówili że jak do mojej okolicy weszli ruscy i chodzili po gospodarstwach to mówili że u nich kołchozy nie mają tylu kartofli i zboża co nasze gospodarstwa i byli zaskoczeni ilością plonów.
    Dzisiaj wystarczy że zabraknie paliwa,części albo ŚOR czy sadzeniaków i już będzie masakra.
    lesio_knz:
    „Na wsi to żarcia wtedy nie brakowało”
    @PawelW124: I tak i nie. Niemcy to nie cyborgi i coś jeść na na froncie też musieli. Szybko zaczęli eksploatować polskie rolnictwo z tym, że jednocześnie przystąpili to jego przebudowy. Docelowo chciano uzyskać gospodarstwa rolne liczące średnio 100ha gruntów, zarządzane przez Niemców. Dynamika wojny jednak sprawiła, że ta przebudowa się ślimaczyła więc główny nacisk Niemcy kładli na wspieranie spółdzielczości bo ułatwiało im to większą kontrolę nad polskimi chłopami oraz handlem płodami rolnymi. Spółdzielczość co ciekawe podczas okupacji wzrosła i była większa niż przed wojną. Na Mazowoszu np. w niektórych bogatszych rolniczo regionach 100% chłopów było zrzeszonych w spółdzielnie, a chłopi na średnich gospodarstwach uzyskiwali większy dochód niż w II RP. Największy problem mieli chłopi na malutkich gospodarstwach bo na nich były nałożone niewspółmierne do możliwości świadczenia, więc ledwo wiązali koniec z końcem.
    KtosKtoSamNieWiesz
    „Największy problem mieli chłopi na malutkich gospodarstwach bo na nich były nałożone niewspółmierne do możliwości świadczenia, więc ledwo wiązali koniec z końcem.”
    @lesio_knz: Moi pradziadkowie należeli do tej grupy. To że ,,ledwo wiązali koniec z końcem” nie wynikało jedynie z wysokich podatków. Ale głównie ze znalezieniem detalicznego odbiorcy. Ba. Ten problem był już wcześniej i później. Młoda babcia w latach 50+ jeździła z Podlasia pod Częstochowę by sprzedać kilkanaście beczek kiszonych ogórków. Całą masę produktów spożywczych potrzebnych do przeżycia jak i odzieży załatwiało się barterem z innymi rolnikami. Oczywiście pieniądze były potrzebne, ale to nie było tak, że mały rolnik jak wyhoduje produkty warte 100 zł to tyle dostał. 20 zł dla siebie i rodziny, 40 handel wymienny z innymi rolnikami, a 40 sprzeda za 30 bo cena w miarę upływu sezonu zmalała i właśnie zarobek 30 zł zobaczymy na np zeznaniach podatkowych.
    A, mimo biedy na wsi chlano na potęgę – w końcu po co odprowadzać akcyzę od tych 100 litrów bimbru w piwnicy? A jeszcze się sprzedało jego trochę.
    Nie twierdzę oczywiście, że mlekiem i miodem płynęli. Ale nie mieli aż tak tragicznie, jak statystyki malują. Gdyż w nich wszystkiego nie ma. Nawet teraz, spróbuj do małego ,,biednego” rolnika pójść i zaproponować, że popracuje na budowie u ciebie. Polska B, Podlasie, gdzie na budowie nierzadko jako majster nie dostaniesz 100 zł dniówki. A rolnikowi za mniej jak 100 nie opłaca się wyjść z domu do prostej pracy na 4h. Ale jak zapytasz o biznes w rolnictwie, to strasznie nieopłacalny. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    ciornyjkot:
    Przypomnialo mi sie jak dziadek opowiadal- jego mama a moja prababcia to obrotna kobieta byla. Mieszkali na granicy i po nocach przez las szmuglowali towary.
    Raz babcie zlapali, przyszla do niej siostra niby w odwiedziny, te sie zamienily ciuchami i babcia poszla w kolejna trase, a siostra zostala na reszte odsiadki :)
    Moze dziko to zabrzmi, ale z opowiadan starszych ludzi wynika, ze w moim miescie ludzie zyli dobrze z Niemcami. Zapraszali ich na herbatki i takie tam. Wszyscy sie w miare rowno traktowali. Raz tylko po ataku- partyzanci zaatakowali tutejszy oboz hitlerjugend, zabili sporo dzieciakow, to Niemcy w zlosci rozstrzeliwali przypadkowych przechodniow.
    Na nasze miasto spadla w czasie wojny tylko jedna bomba… I nie wybuchla :). Zakopano ja gdzies w lesie.

    Jazon:
    A ja mam 10 podejść do lodówki i tam nigdy nie ma nic co mógłbym zjeść. Człowiek nie docenia tego co ma po prostu.

  2. Garść komentarzy do artykułu z profilu „Historia jakiej nie znacie”…
    //www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=539242872899031&id=281476328675688

    Zofia W.:
    Zaradność Polek ma jeszcze głębsze historyczne korzenie, sięgające powstania listopadowego, jeśli nie wcześniej. Nic dziwnego, skoro co pokolenie albo dwa wybijano tylu mężów, synów, braci i ojców

    Magdalena Wanda S.:
    To prawda. A w stanie wojennym ich corki „walczyly” o jedzenie. Dzielne Polki

    … oraz z profilu „Wydawnictwo Znak”
    //www.facebook.com/WydawnictwoZnak/posts/10153528894132310

    Grażyna S.:
    Moja babcia na plecach nosiła worki kartofli, robiła konfiturę z buraków i mydło z ługu. Żeby dzieci, a było ich czworo miały co jeść i były czyste. Z narażeniem życia trzymała parę kur. Nie walczyła na froncie? No nie, podobnie jak kobiety Powstania Warszawskiego. Część z nich walczyła z bronią w ręku, część karmiła tych walczących, żeby mieli siły. Czy one nie walczyły? O nich się nie mówi, bo to nieefektowne, gotować zupę z chwastów. Wreszcie się te dzielne kobiety zauważa.
    Aleksandra K.:
    przypomina mi sie jakakolwiek wojna gdzie wspominany jest general a walczacy ludzie juz nie…
    Grażyna S.:
    Kobiety jak zwykle są dzielne, zniosą wszystko, zapracują i nie uważają się za bohaterki. Robią tak, bo tak robiły ich matki, babki, prababki. Nie upomną się o nic, bo uważają, że tak to ma wyglądać. To naprawdę jest straszne takie podejście, światopogląd.

    Agnieszka Ewa N.:
    Co ja się tych opowieści nasłuchałam jako dziecko… Dziadkowie sporo wspominali… i mama pamiętała wojnę …

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

rycheza

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

zapowiedz2-miniatura

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Imperium

Czy wiesz że...

Fb2-2-340x177
…w okupowanej przez Nazistów Francji tworzenie kryjówek dla ludności żydowskiej stało się dochodowym interesem? Za odpowiednią  opłatą wyspecjalizowane grupy „inżynierów” znajdowały odpowiednie miejsce i pozyskiwały materiały konieczne do budowy.


…w XVII wieku polskie szlachcianki chętnie stosowały różne metody antykoncepcji? Jedną z nich było umieszczanie na swoim brzuchu jąder odciętych żywej łasicy, obwiązanych oślą skórą.

Elzbieta-miniatury
…królowa Elżbieta I Tudor, delikatnie mówiąc, nie darzyła Polski sympatią? Wszystko przez posła Zygmunta III Wazy, który walcząc o interesy gdańskich kupców, obraził angielską władczynię.