Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Galicyjskie fabrykantki aniołków. Nigdy nie osądzone seryjne morderczynie

Polska nie była niechlubnym wyjątkem. Na całym świecie prasa donosiła o złapaniu "fabrykantek aniołków".Nędza panująca w cesarsko-królewskiej Galicji jest wręcz przysłowiowa. Każdy robi co może, by przeżyć. Pośród tej piszczącej biedy i głodu pojawiają się kobiety gotowe „załatwić” problem panien z brzuchem. Z morderczą skutecznością.

Jeden numerów nowozelandzkiej gazety „Wanganui Herald” donosił w maju 1903, że w Warszawie, mieście na terenie Rosji, ujęto masową morderczynię. Skala zbrodni była wprost porażająca. Niejaka Madame Guzovska miała pozbawić życia ponad pięćset niemowląt, będących niechcianymi dziećmi. Każdorazowo za swoją usługę inkasowała od matki kwotę zależną od jej pozycji społecznej. Dzieci „pozbywała się” tak szybko jak to tylko było możliwe.

Gazeta zamieściła także informację,  że Rosjanie nazywają takie zbrodniarki „fabrykantkami aniołków”. Ta konkretna wzmianka prasowa wydaje się być przesadzona. W literaturze historycznej trudno namierzyć wspomnianą Guzowską – może więc miała na sumieniu nie 500, ale 50 czy 100 dzieci. Z pozoru potwornie dużo. Prawda jest jednak taka, że morderczyń o podobnych „osiągnięciach” były na ziemiach Polski dziesiątki.

Informacja o zbrodni niejakiej Guzowskiej na łamach "Wanganui Herald" (numer z 26 maja 1903).

Informacja o zbrodni niejakiej Guzowskiej na łamach „Wanganui Herald” (numer z 26 maja 1903).

Inna, podobna sprawa trafiła na łamy kanadyjskiego „The Toronto Daily Mail”. Tym razem chodziło o „trzy dziecięce fabrykantki” odpowiedzialne za śmierć przynajmniej 27 niemowląt. Ich ciała zostały zakopane zaledwie paręnaście centymetrów pod powierzchnią ziemi, w skrzynkach po cygarach. Do tego „hurtowego dzieciobójstwa” – jak nazwała je gazeta – doszło w Przemyślu w Galicji. I właśnie w Galicji podobne zbrodnie były prawdopodobnie najczęstsze. Problem, jak widać, dostrzegano nawet po drugiej stronie globu.

Niefortunny zbieg okoliczności?

Jak podaje Norman Davies w swojej książce „Serce Europy”, w 1902 roku w Galicji ponad czterysta tysięcy gospodarstw rolnych było tak małych, że mogły zapewnić żywność przeciętnej rodzinie przez zaledwie trzy miesiące w roku. W takiej rzeczywistości nie było miejsca na niechciane dzieci.Tymczasem liczba ludności powoli, bo powoli, ale ciągle rosła – średnio o niemal 1% rocznie.

Polskie gazety donosiły o coraz to nowszych przypadkach "fabrykantek".

Polskie gazety donosiły o coraz to nowszych przypadkach „fabrykantek”.

Współcześni polscy psychiatrzy, autorzy artykułu „Dzieciobójstwo  czy zabójstwo? Studium przypadku 5-krotnego zabójstwa własnych dzieci” dokładnie opisują warunki sprzyjające zbrodni.

Stwierdzają wprost, że dzieciobójstwo w różnych kulturach bywało traktowane wręcz jak sposób kontroli stanu populacji. Makabryczne, ale prawdziwe. Wymieniają także przesłanki kierujące rodzicami skazującymi swoje dzieci na śmierć.

Inspirację do napisania artykułu stanowiła książka Normana Daviesa "Serce Europy" (Znak Horyzont 2014).

Inspirację do napisania artykułu stanowiła książka Normana Daviesa „Serce Europy” (Znak Horyzont 2014).

Do zabijania dzieci ze względu na okoliczności niesprzyjające ich przetrwaniu znacząco częściej dochodziło, gdy były to: bliźnięta, dziewczynki, dzieci urodzone zbyt szybko po poprzednim, dzieci chore lub zdeformowane, pochodzące z nieprawego łoża, samotnych matek, zwłaszcza biednych.

Wszystkie te okoliczności mogły przynieść śmierć dzieciom urodzonym w dziewiętnastowiecznej Galicji. Kiedy uboga dziewczyna, mieszkanka zaboru austriackiego, zachodziła w nieślubną ciążę, ściągała na siebie niechęć i pogardę otoczenia.

Nierozerwalnie wiązało się to z presją pozbycia się „problemu”. Bękart w rodzinie sprowadzał na nią hańbę. Stąd też w większości przypadków dziewczyna zmuszana była albo do spędzenia płodu albo do oddania swojego nowo narodzonego dziecka tak zwanej „fabrykantce aniołków”. Owe „fabrykantki” w przeciwieństwie do „babek” przeprowadzających aborcję szybko i sprawnie, robiły coś znacznie gorszego.

Wielu mieszkańców Galicji zamiast ciągłego głodu i biedy wybierało ucieczkę za ocean. Na zdjęciu Polska rodzina pracująca na farmie w okolicy Baltimore.

Wielu mieszkańców Galicji zamiast ciągłego głodu i biedy wybierało ucieczkę za ocean. Na zdjęciu Polska rodzina pracująca na farmie w okolicy Baltimore.

Korzystać na tragedii

Śmiertelność niemowląt w dziewiętnastowiecznej Galicji była wysoka. Rodzice, sami także niedojadając, nie mieli czym napełnić burczących brzuchów swoich wychudzonych z głodu dzieci. Z powodu biedy i zacofania także pomoc lekarska w razie choroby była nieosiągalna.

Te przytłaczające zwykłe rodziny okoliczności stały się pożywką dla zbrodniarek. Bazując na tym, że małe dzieci umierały często, w związku z czym nikt nie zadawał pytań, kobiety te zaczęły zarabiać na wyprawianiu na tamten świat niechcianych niemowląt.

Brały do siebie za drobną opłatą – rzekomo na wychowanie – podrzutki, sieroty i nieślubne dzieci, a następnie zabijały je na różne sposoby. Najczęściej po prostu głodząc je na śmierć. Całkowicie bezbronne niemowlę konało długo.

Wszyscy znali prawdę o tym obrzydliwym procederze. I matki powierzające im dzieci, i sąsiedzi, i lokalna społeczność (dziewczyny „w kłopocie” wiedziały dokąd się udać). Tylko władze zdawały się nie zauważać problemu.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Komentarze (13)

  1. rachela Odpowiedz

    Kurcze no ciekawy temat, klikam i przez siedem akapitów czytam to samo. Że bieda i że musiały. I, że była bieda to musiały. Potem, że było ciężko więc musiały i… ledwie w ostatnim jakieś dwa przykłady i link do kolejnego artykułu. I chociaż temat ciekawi i mrozi krew w żyłach to już nie klikam bo znowu się nic nie dowiem.

    • DUST DEVIL Odpowiedz

      Śmieszne, ale właśnie wyłożyłaś motywy zbrodni i beznadzieję w jakiej to wszystko się działo. Wiem, że chciałoby się jakieś poważne analizy psychologiczne itp. ale prawda jest taka, że w tym przypadku nędza, najtrywialniejszy powód, był jedynym dlaczego to robiono…

    • Członek redakcji | Autor publikacji | Aleksandra Zaprutko-Janicka Odpowiedz

      Może patrzymy na dwa różne teksty, jednak ja widzę trochę więcej przykładów. Na pierwszej stronie trzy, a na drugiej pięć. A to wcale nie tak mało na artykuł liczący 6 tysięcy znaków.

  2. Marta Julkowa Odpowiedz

    jak zwykle same „ambitne” komentarze…; co tu dużo pisać?bieda, bieda i jeszcze raz bieda i nie wiem czego chcecie się doszukiwać? teraz jest podobnie- tylko „metody” może trochę inne(śliskie kocyki, beczki itp.)- lub wersja legalna- domy dziecka; dawniej nie było aż tylu placówek jak dzisiaj; aborcja świetny biznes? byłoby inaczej gdyby kiedyś- a tym bardziej teraz było to ogólnodostępne a mieszanie do tego kościoła i znacznej części polityki(nie zaangażowanej w ustalenie prawa) jest po prostu debilizmem…;

    zacznijcie komentować na temat, a nie tylko po to żeby wylać z siebie mało mądry szlam, który wszędzie zamieszczacie…

  3. Anonim Odpowiedz

    Polska 1902r. „……..zostały Zakopane w pudełkach po cygarach”
    Skąd w Pl cygara w tamtych czasach???
    Znów jakies bzdury….

  4. obiektywnie Odpowiedz

    A to ciekawe bo z tego co słyszałem od wielu ludzi pamiętających czasy CK Galicji to kazdy wspominał, ze żyło sie znacznie lepiej niż w czasach II RP. Głód rownież pojawił sie dopiero w latach 20-tych a wiec już w Polsce. Sama historia i „zaangażowanie” mieszkańców Galicji w kolejne powstania pokazuje jak im źle było. Mit biednej Galicji rozwinął sie w na prawde biedniej Warszawie zaboru rosyjskiego ale ma on nie wiele wspólnego z realiami i prawdą historyczną.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.