Promo luty

Przygodny seks ze świniopasem? Bale maskowe w dawnej Polsce

Autor: | 29 września 2014 | 26,200 odsłon

maskaHrabina flirtuje z szewcem, a książę obłapia w tańcu praczkę? Wszyscy bawią się wyśmienicie, ukrywając swą tożsamość pod rozmaitymi maskami, a ktoś żąda od ciebie opłaty przy wejściu do rzęsiście oświetlonej sali rozbrzmiewającej muzyką? To znak, że trafiłeś na redutę!

Bale przebierańców, zwane potocznie redutami, były to publiczne zabawy maskowe, które po raz pierwszy zaczęto urządzać w Rzeczpospolitej za panowania Augusta Mocnego. Uczestniczyć w nich mógł każdy, kto wniósł odpowiednią opłatę, bez względu na pochodzenie. Tylko tu wśród ukrytych za przebraniami tancerzy zanikały wszelkie różnice stanowe, a muzyka, taniec, alkohol, hazard i romanse były nieodzownymi elementami.

Ludzie wszystkich stanów! Kto żyw na bal!

Za czasów poprzedniego króla, Jana III Sobieskiego, wielkie bale i maskarady zarezerwowane były dla przedstawicieli najwyższych warstw społeczeństwa. Z lubością urządzała je na przykład rodzina Sobieskich w swoim pałacu w Wilanowie. Ozdobą ich oczywiście była królowa Marysieńka. Zwyczajni obywatele, na co dzień ciężko pracujący na swoje utrzymanie, mogli tylko tęsknie spoglądać w stronę szalejących magnatów.

Był  raz bal, na sto par... zamaskowanych.

Był raz bal, na sto par… zamaskowanych.

Tymczasem w osiemnastowiecznej Europie maskarady zeszły z piedestału i stały się jedną z najpopularniejszych zabaw w miastach. Sceneria redut nawiązywała często do antyku czy orientu. Początkowo maskarady odbywały się tylko w okresie karnawału, dwa razy w tygodniu.

Polecamy Wam najnowszą <a href="//www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,5449,Bog-honor-trucizna" target="_blank">książkę Roberta Forysia "Bóg, honor, trucizna"</a> (Wydawnictwo Otwarte 2014).

Lubisz historie bezkompromisowe, pełne pasji i emocji? Koniecznie przeczytaj najnowszą książkę Roberta Forysia „Bóg, honor, trucizna” (Wydawnictwo Otwarte 2014).

Z czasem stały się stałą rozrywką i sposobem spędzania wolnego czasu. Liczba uczestników takich publicznych zabaw była bardzo duża, dochodziła nawet do 2-3 tysięcy osób. Niekiedy w tłumie zdarzały się groźne wypadki, z zadeptaniem włącznie.

Szewc rusza w tan między pany

O uczestnictwie w redutach przestała decydować pozycja społeczna. Zgodnie bawiła się więc na nich nie tylko przyjezdna szlachta i magnateria, czy miejski patrycjat.

Jak relacjonował ksiądz Jędrzej Kitowicz, autor „Obyczajów za panowania Augusta III” i słynny pamiętnikarz:

Szewc, krawiec i inny jakikolwiek rzemieślniczek, okryty maską, hulał sobie równo z panami.

Bywało, że spragnieni zabawy ludzie jednego wieczoru odwiedzali wiele bali. Wiązało się to oczywiście z koniecznością wniesienia każdorazowej opłaty, na którą wielu chętnych zwyczajnie nie było stać.

Kto lokaj, a kto pan? Któż zgadnie, skoro obaj przebrani za mnicha!

Kto lokaj, a kto pan? Któż zgadnie, skoro obaj przebrani za mnicha!

Po jej uiszczeniu każdy uczestnik zabawy miał prawo korzystać na sali ze światła i muzyki. Za pozostałe przyjemności, takie jak napoje i alkohol, płaciło się oddzielnie. Podczas redut najczęściej pito lemoniadę, oranżadę, herbatę, kawę, ale też piwo angielskie i zagraniczne wina. Kitowicz wspominał, że:

Piwo krajowe na redutach nie było w modzie; oznaczało wieśniaka kto go żądał.

Warto przy tym wspomnieć, że w kręgach bogatych ziemian i magnatów alkohol lał się strumieniami. Oczywiście tylko dobry alkohol, najczęściej importowany.

Cała reszta gości musiała się zadowolić pośledniejszymi trunkami. Oczywiście bywali i tacy, których stać było co najwyżej na opłacenie wstępu, a o lemoniadach, czy choćby wspomnianym przez Kitowicza krajowym piwie, mogli tylko pomarzyć.

Szał przebranych ciał

Maski i przebrania, które we wcześniejszej epoce były głównie symbolem zabawy, teraz naprawdę wprowadzały atmosferę tajemnicy. Jeśli tylko gość z niższych warstw zdobył odpowiedni strój, trudno było poznać jego stan lub pochodzenia.

Przebierano się najczęściej ze mnichów, woźniców, kozaków, diabłów i Żydów. Kobiety udawały Żydówki, rusińskie chłopki, Turczynki, czy wieśniaczki. Przeważały więc kostiumy o charakterze plebejskim, których przygotowanie nie wymagało wydania fortuny. I które sprawiały, że nawet zamożny chłop mógł się zakraść na zabawę u arystokratów. To zaś otwierało przed nim drogę do uciech, których w zwyczajnym życiu nigdy nie mógłby zaznać…

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2

Powiedz innym co myślisz:

Marta Zaremba - absolwentka historii na Uniwersytecie Gdańskim, studentka filologii włoskiej. Wielbicielka starożytnego Rzymu. Interesuję się także staropolskimi obyczajami i II wojną światową.

Czytasz artykuł z epoki: . Oznaczyliśmy go kategoriami: Miłość, seks i zdrada, nowożytność, polska, Wszystkie artykuły, Życie codzienne.
Okupacja
Komentarze do artykułu (7)
  1. Komentarze z naszego profilu na Fb //www.facebook.com/ciekawostkihistoryczne:

    Kabacińska M.: żeby moją córkę w ten sposób historii uczono to by uwielbiała ten przedmiot… a tak to daty, daty, daty…….

    Ola Zaprutko-Janicka: mój nauczyciel historii wałkował daty, a jednocześnie opowiadał bardzo ciekawie da się!

    Fioletowy N.: z parobkiem sie bratali po prostu, ot co : ))

    Piotr W.: kiedyś tak łatwo było o seks, a teraz uprawiasz go rzadziej niż spożywasz Wieczerzę Wigilijną :P

  2. Wybrane komentarze do art. z portalu Wykop.pl //www.wykop.pl/link/2180130/przygodny-seks-ze-swiniopasem-bale-maskowe-w-dawnej-polsce/:

    tombski: Głównym miejscem takich redut pod koniec XVIII w. w Warszawie był pałac Radziwiłłów przy Krakowskim Przedmieściu. Obecnie to jest Pałac Namiestnikowski.
    Kierunek wypraw owych imprez biegł również w drugą stronę. Chłopaki z bogatych domów chodzili potańczyć obertasa do różnych tancbud na Woli. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    NiczymBordo: Przynamniej jakaś szansa na odświeżenie puli genów

    Elveen: A mówi się, że to teraz taka rozwiązłość, seksy w klubowych kiblach itd. Widać niewiele się zmieniło. ;)

  3. Proszę poprawić źródło. Autorem „Maskarad oświeconych. Próba opisu zjawiska” jest oczywiście Janusz Ryba. Znakomity i wytrawny znawca tego tematu, którego wykładów słuchałem z dużą uwagą i rozbawieniem. Miejsce wydania książki to oczywiście Katowice. Powinno być: Ryba J., Maskarady oświeconych. Próba opisu zjawiska, Katowice 1998.

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

Wkroczenie Armii Czerwonej w rodzinnych opowieściach. Jak to naprawdę wyglądało?

Czerwonoarmista w trakcie ofensywy na zachód. Tak przedstawiał ją radziecki plakat propagandowy, a jak wyglądała prawda? (źródło: domena publiczna).

Z pewnością nie raz słuchaliście relacji bliskich o tym, jak wyglądał koniec II wojny światowej. Z jednej strony uwolnienie od niemieckiej okupacji, z drugiej – wkroczenie Armii Czerwonej. Ten przełomowy moment polskiej historii przybliży nasza najnowsza książka, „Czerwona zaraza”. Pomóżcie nam ją napisać, dzieląc się rodzinnymi historiami.

9 lutego 2017 | Czytaj dalej...

Czerwona zaraza. Jak naprawdę wyglądało wyzwolenie Polski

Obiecywali wolność i bezpieczeństwo. Zdruzgotany brutalną okupacją Naród witał ich z nadzieją i kwiatami. Zamiast wybawicieli nadeszli jednak bezwzględni zbrodniarze i złoczyńcy. Nikt nie mógł czuć się bezpieczny w zetknięciu z czerwoną szarańczą.

31 stycznia 2017 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Przekret - pion

Czy wiesz że...


…liberyjski dyktator Samuel Doe zginął w strasznych męczarniach, po wielogodzinnych torturach? Jakby tego było jeszcze mało, po wszystkim został częściowo zjedzony przez swoich zabójców.


…starożytni Rzymianie załatwiali wszelkie potrzeby fizjologicznie wspólnie? Przy okazji ucinali sobie w tym czasie przyjacielskie pogawędki.

powstanki1
…jednym z głównych składników menu powstańców warszawskich była tzw. pluj-zupka? Jej nazwa związana była z tym, że gotowano ją z niełuskanego zboża. W związku z czym jedzący co chwilę musiał wypluwać plewy.