Historia z mniej (choć nie zawsze) poważnej strony. Ciekawostki, odkrycia, kontrowersje, czyli „jak to naprawdę było” w formie przystępnej dla każdego.

Burdel SS. Do czego naziści wykorzystywali prostytutki?

Była prostytutka Kitty Schmidt (naprawdę nazywała się Katharinę Zammit) wraz z córką. To właśnie ona prowadziła ekskluzywny burdel SS.Alkohol i bezpruderyjne panie okazały się dla hitlerowców lepszą metodą pozyskiwania informacji niż najbrutalniejsze nawet tortury. Oto historia przedsiębiorczej burdelmamy. Wyciągała pieniądze od zamożnych żydowskich klientów, a gdy ich zabrakło, nie wahała się skumać z esesmanami.

Ekskluzywny berliński burdel prowadzony przez Kitty Schmidt oferował swoim niewyżytym klientom nie tylko standardowe uciechy. Oddając się miłosnym igraszkom, można było niechcący zostać nazistowskim informatorem lub gwiazdą ekranu. Salon Kitty nie był bowiem zwykłym domem publicznym. Był tajnym ośrodkiem SS, naszpikowanym wszelkiego typu aparaturą podsłuchową, ukrytymi kamerami, mikrofonami rejestrującymi wszystkie rozmowy klientów i ich łóżkowe dokonania.

Wykorzystajmy prostytutki!

SS-Obergruppenführer Reinhard Heydrich, to on stał za powstaniem Salonu Kitty (Bundesarchiv; lic. CC-BY-SA).

SS-Obergruppenführer Reinhard Heydrich, to on stał za powstaniem Salonu Kitty (Bundesarchiv; lic. CC-BY-SA).

Wszyscy najważniejsi naziści posiadali swoje własne struktury wywiadowcze. Nie inaczej było w przypadku Reinharda Heydricha, zwanego mózgiem Heinricha Himmlera, szefa SS. Heydrich postanowił zdobywać informacje w najbardziej perfidny sposób – zaglądając delikwentom do łóżka! W III Rzeszy prostytucja była tępiona. Pomysłowy Reinhard postanowił zrobić użytek z działalności panien lekkich obyczajów.

Z pomocą obrotnej burdelmamy Kitty Schmidt stworzył luksusowy dom publiczny pełen aparatury szpiegowskiej. W ten nietypowy sposób dowiadywał się o rzeczach mogących skompromitować niejedną ważną personę ówczesnego świata.

U Kitty bywali bowiem czołowi politycy III Rzeszy i krajów sojuszniczych. Używali tam sobie między innymi minister spraw zagranicznych Rzeszy Joachim von Ribbentrop, jego włoski odpowiednik, zięć Mussoliniego, hrabia Galeazzo Ciano, a także Martin Bormann, sekretarz Hitlera. Gdy przychodził sam Heydrich – a według wspomnień pracowniczek czynił to dość często – wówczas całą aparaturę wyłączano.

Zaradna burdelmama

Kim była Kitty Schmidt i co skłoniło ją do podjęcia współpracy z reżimem hitlerowskim? Czy oferowanie standardowego pakietu usług znudziło berlińskie prostytutki, więc wzięły się za zabawę w szpiegów?

Kamienica przy Giesebrechtstrasse 11 w bielińskiej dzielnicy Charlottenburg. To w tym budynku mieścił się Salon Kitty. (fot. Peter Kuley; lic. CC ASA 3.0)

Kamienica przy Giesebrechtstrasse 11 w bielińskiej dzielnicy Charlottenburg. To w tym budynku mieścił się Salon Kitty. (fot. Peter Kuley; lic. CC ASA 3.0)

Kitty była właścicielką „pensjonatu” w Berlinie. Przed przejęciem władzy w Niemczech przez hitlerowców prosperował on dzięki bogatej klienteli pochodzenia żydowskiego. Gdy u steru rządów stanęli naziści, kto mógł, uciekał z III Rzeszy. Innych spotkał niewesoły los. Zniknęli także bywalcy burdelu.

Hitler i jego zwyrodniała banda panoszyli się do tego stopnia, że w 1939 roku sama Kitty Schmidt postanowiła uciec z Niemiec. Niestety została złapana. Przesłuchiwał ją osobiście Walter Schellenberg, szef niemieckiego wywiadu (SD). Zaproponował jej proste rozwiązanie. Albo pensjonat zostanie przekształcony w dom publiczny do zdobywania informacji, albo Schmidt czeka zesłanie do obozu koncentracyjnego i śmierć. Wybór był więc prosty. Tak oto powstał nowatorski burdel z frywolnymi „agentkami wywiadu” w roli głównej.

Łóżkowe ekscesy i sekrety elity

Salon funkcjonował praktycznie aż do roku 1945, pomimo nasilających się nalotów alianckich. Wylewni klienci często pod wpływem alkoholu mówili wszystko, co SD chciało usłyszeć. I tak oto od zięcia Mussoliniego udało się uzyskać informację o tym, jak Włochy kluczą między Rzeszą a Aliantami.

Prawdopodobnie dzięki wiadomościom z Salonu Kitty Adolf Hitler zdecydował się na wprowadzenie Wehrmachtu na teren Włoch i rozpoczęcie wojskowej okupacji kraju niedawnego sojusznika. Któż by pomyślał, że o losach włoskiego państwa zdecydował jeden upojny wieczór zakończony zakrapianą kopulacją!

Włoski minister spraw zagranicznych Galeazzo Ciano (drugi z lewej) w Berlinie. W czasie swoich licznych wizyt w stolicy III Rzeszy Ciano był stałym bywalcem Salonu Kittty, gdzie nieświadomie wyjawiał wiele państwowych tajemnic. (źródło: Bundesarchiv, fot. Hoffmann; lic. CC-BY-SA)

Włoski minister spraw zagranicznych Galeazzo Ciano (drugi z lewej) w Berlinie. W czasie swoich licznych wizyt w stolicy III Rzeszy Ciano był stałym bywalcem Salonu Kittty, gdzie nieświadomie wyjawiał wiele państwowych tajemnic. (źródło: Bundesarchiv, fot. Hoffmann; lic. CC-BY-SA)

Martin Bormann także, używając sobie z dziewczętami, stawał się niezwykle rozmowny. Prostytutki mogły do woli słuchać o wszelkich sprawach partyjnych, ale słuchał też Reinhard Heydrich. Mógł potem szantażować, a nawet likwidować swoich przeciwników.

Joachim von Ribbentrop przechwalał się zaś swoimi pomysłami na temat przyszłego pokoju po zakończeniu wojny. Budziło to śmiech wśród podsłuchujących. Ribbentrop był bowiem człowiekiem, którego nawet najwyżsi dostojnicy nazistowscy uważali za ograniczonego durnia. Ciekawe, czy polityczne skutki paktu z Mołotowem omawiał podczas namiętnych figlików u Kitty?

Burdel wagi państwowej

Niemiecki minister spraw zagranicznych Joachim von Ribbentrop również często bywał w przybytku Kitty Schmidt (źródło: Bundesarchiv; lic. CC-BY-SA).

Niemiecki minister spraw zagranicznych Joachim von Ribbentrop również często bywał w przybytku Kitty Schmidt (źródło: Bundesarchiv; lic. CC-BY-SA).

O tym, jak ważny był Salon, świadczy pewien intrygujący fakt. Gdy w 1942 roku w to miejsce uderzyły alianckie bomby, ekipy remontowe miały pracować bez przerwy, aby doprowadzić Salon Kitty do stanu używalności. Może i naziści nie ukończyli swoich umocnień obronnych, ale za to burdel w szybkim tempie wznowił działalność.

Z chwilą gdy wojska radzieckie zaczęły zbliżać się do Berlina, personel domu publicznego został ewakuowany wraz ze wszystkimi nagraniami. Rosjanie znaleźli niewiele. Kitty Schmidt zmarła w latach 50., nie ujawniając miejsca, gdzie zostały złożone kompromitujące materiały. Znaleźli się jednak ludzie, którzy postanowili odszukać je za wszelką cenę. Jednym z nich był dziennikarz Pieter Norden. Poszukiwania „taśm prawdy” zakończyły się sukcesem!

Okazało się, że nie zostały one ewakuowane daleko. Trafiły do wschodniej części Berlina. I, o ironio!, całe 25 tysięcy płyt z nagraniami zawierającymi najwięcej danych wywiadowczych III Rzeszy ocalało dzięki prostytutkom, tak sumiennie tępionym w państwie Hitlera.

Informacje dotyczyły systemu wzajemnych zależności, sytuacji na frontach, wydarzeń politycznych i kulturalnych. Wyłaniał się z nich obraz walki o wpływy w partii nazistowskiej i w całej tysiącletniej Rzeszy. A już usłyszeć lub zobaczyć erotyczne wyczyny najważniejszych hitlerowców – bezcenne!

Źródła:

  1. Rodney Castleden, Wcielenia zła. Najgorsi ludzie świata, Warszawa 2008.
  2. Terry Crowdy, Historia szpiegostwa i agentury, Warszawa 2010.
  3. Bogusław Wołoszański, Wojna, Miłość, Zdrada, Warszawa 2011.

Ciekawe wątki drugiej wojny światowej znajdziecie w książce:

Komentarze

  1. Anonim Odpowiedz

    Wyższa rasa miała widocznie wyższą potencję. To się zawsze zdarzało o ludzi ogarniętych manią dominacji i władzy. I najczęściej paskudnie się kończyło.

  2. Ciotka Odpowiedz

    Na fotce widzimy jeszcze dosc mlodego Joachima Ribbentropa, ktory w przybytku Kitty (ten w opisanej tu postaci tez jeszcze nie istnial) nie mogl w owym czasie bywac, bo ambasadorowal min. w Anglii i Irlandii, gdzie tez przybytkow nie brakowalo. Za czasow „wywiadowni” Kitty byl juz znacznie starszy i tezszy, co pewnie nieco mu przeszkadzolo w roli burdelowego „amanta filmowego”. ;).
    Nie pojmuje tez, czemu wlasnie i tylko dla Polakow Ribbentrop jest idiota? Fakt, nie byl szczesliwy w wielu swych misjach, bo i III Reich dawala mu zadania nie do wykonania (jak np. odzyskanie kolonii niemieckich sprzed I WS), ale – choc powszechnie uwazano go za aroganta – latki skonczonego kretyna jakos mu na Zachodzie nie przypinano (mial przynajmniej dosc rozumu, by nawet po pijaku i w burdelu nie glosic wizji innych, nizli te Hitlera). Widac naszemu IQ daleko do polskiego. ;)
    Mianem idioty (odwaznego idioty, co wykazala jego pozniejsza kariera wojskowa, choc robil glownie za „kulochwyt”) darzono za to od wczesnej mlodosci jego syna, Rudolfa – byc moze dzieki ostremu jezykowi Petera Ustinova, co w Anglii byl jego kolega szkolnym.
    Poza paru podobnymi drobiazgami tekst dobry i ciekawy, choc sama znam te historie z innych zrodel od dosyc dawna. O ile pamietam (a moge sie mylic) poczatkowo za personel Kitty mialy robic SS-manki z brygad pomocniczych, ale sie to nie sprawdzilo, takze i nie kazda „sex-profesjonalistka” sie nadawala. Na koniec rekrutacje prowadzila Kitty wraz z ludzmi z Sicherheitsdienst, sprawdzajac wszechsronne kwalifikacje kandydatek. Sam Heydrich, jak wiadomo, uslugami tych pan nie cieszyl sie zbyt dlugo – po jego smierci caly ten burdel objal Kaltenbrunner.

  3. Arek Odpowiedz

    panie slużące w tym przybytku musialy przejsc specjalne przeszkolenie w ramach SD czyli wywiadu ,
    co do Ribbentropa to polecam książke proces w Norymberdze a zwlasza czesc poswiecona ujeciu Ribbentropa

  4. sdffg Odpowiedz

    „Któż by pomyślał, że o losach włoskiego państwa zdecydował jeden upojny wieczór zakończony zakrapianą kopulacją!”
    Każdy kto choć trochę zna włochów… burdello bum bum

    • Arek Odpowiedz

      Trzeba przyznać że Wlochom w tej wojnie za bardzo nie szlo może dla tego ich elity musiały jakoś ,,odreagować”. Niestety konsekwencje były opłakane

    • Anonim Odpowiedz

      w tym czasie stosowano nagrywanie na taśmach „masowych”
      oraz na cieniutkim drucie stalowym. Z odtwarzaniem muzyki było
      marnie ale rozmowy były w zupełności wyrażne.

Dodaj komentarz