Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Czy dziesięciolatka uratowała świat przed wojną atomową?

Fragment radzieckiego znaczka o wartości 5 kopiejek z 1985 roku, przedstawiającego Samanthę Smith.

fot.domena publiczna Fragment radzieckiego znaczka o wartości 5 kopiejek z 1985 roku, przedstawiającego Samanthę Smith.

Jak dowiedzieć się, czy wkrótce wybuchnie wojna? Pewna mała Amerykanka postanowiła spytać u źródła. Jej list do radzieckiego przywódcy sprawił, że stała się symbolem walki o pokój. Z zadowoleniem przyjęto go także w ZSRR: jej inicjatywę skrzętnie wykorzystali komunistyczni specjaliści od PR-u.

„Zapytałam mamę, czy wybuchnie wojna” – tak nastoletnia Samantha Smith z Manchester w stanie Maine wspominała moment, który – jak się później okazało – zaważył na jej dalszych losach. W listopadzie 1982 roku takie pytanie wcale nie było nieuzasadnione. Wydawało się, że kolejny światowy konflikt może wybuchnąć w każdej chwili. I zdawano sobie sprawę, że byłaby to wojna atomowa. Taka, której nie wygra żadna ze stron i która zamieni Ziemię w pustynię.

Odpowiadając na pytanie Samanthy, matka pokazała jej okładkę magazynu „Time”, na której widniała twarz nowego radzieckiego pierwszego sekretarza, Jurija Andropowa. Całkiem słusznie: następca Breżniewa, stary kagiebista, rzeczywiście był jedną z niewielu osób na świecie, które mogły doprowadzić albo do eskalacji konfliktu, albo do zmniejszenia napięcia.

Rezolutna dziesięciolatka nie uznała tej odpowiedzi za wystarczającą. „Skoro wszyscy tak się boją, dlaczego nikt go nie zapyta, czy ma zamiar zacząć wojnę?” – spytała. A matka zachęciła ją: „Dlaczego sama do niego nie napiszesz?”. Dziewczynka potraktowała tę sugestię śmiertelnie poważnie. Miała już przecież na koncie list do samej brytyjskiej królowej, Elżbiety II. Lecz nawet ona nie spodziewała się, jaką wywoła burzę.

Samantha Reed była bardzo rezolutną dziewczynką. Miała już na koncie list do samej Elżbiety II. Na zdjęciu królowa podczas wizyty w Waszyngtonie w 1977 roku.

fot.domena publiczna Samantha Smith była bardzo rezolutną dziewczynką. Miała już na koncie list do samej Elżbiety II. Na zdjęciu królowa podczas wizyty w Waszyngtonie w 1977 roku.

Odpowiedź z Moskwy

Ku zdziwieniu wszystkich, list Samanthy opublikowała radziecka gazeta „Prawda”. Niedługo później, wiosną 1983 roku, dziewczynka otrzymała zaś odpowiedź, i to od samego Andropowa. Sowiecki przywódca odpisał, że wcale nie zamierza podbijać USA. Przypomniał, że podczas II wojny światowej oba kraje walczyły ramię w ramię przeciw Niemcom. Popisał się też znajomością „Przygód Tomka Sawyera” Marka Twaina, porównując Samanthę do książkowej Becky – zdolnej i przedsiębiorczej uczennicy, która szybko podbiła serce bohatera.

Wykorzystując list jako pole do promowania Związku Radzieckiego, Andropow nie omieszkał wspomnieć o tym, jak pacyfistyczne były poglądy towarzysza Lenina i wszystkich sowieckich robotników i chłopów. Dodał, że broń jądrowa jest straszna i najlepiej byłoby ją po prostu zniszczyć. Na koniec zachęcił Samanthę, aby latem sama przyleciała do ZSRR, poznała tamtejsze dzieci i uroki radzieckiego życia.

Czy wiesz, że ...

...w zamachu na Jana Pawła II 13 maja 1981 roku ranna została Ann Odre? Kobieta była amerykanką polskiego pochodzenia i według prasy urodziła się tego samego dnia i w tym samym miejscu, co papież. W rzeczywistości urodziła się ona w USA i była trzy lata młodsza od Jana Pawła II… Z Wadowic pochodziła natomiast jej matka.

...by uciec z PRL-u wybitny kompozytor Andrzej Panufnik zorganizował sobie wyjazd do Zurychu na nagrania polskiej muzyki? By nie budzić podejrzeń, oficjalne zaproszenie zostało wysłane do Biura Współpracy Kulturalnej z Zagranicą. Panufnik udawał zaskoczonego propozycją i zgodził się, pozornie bez entuzjazmu, dopiero po licznych namowach.

...Zdzisław Najmrodzki uciekał polskiej milicji i prokuraturze aż 29 razy? Zyskał dzięki temu nieśmiertelną sławę w środowiskach przestępczych. Był też popularny w szerszych kręgach ze względu na legendę „polskiego Robin Hooda”. W końcu grabił tylko komunistyczne państwo, nigdy nie używał przemocy i wyglądał trochę jak Lech Wałęsa.

...Aleksander Kwaśniewski, zwiedzając destylarnię w Erewaniu, dał się namówić na wystąpienie w roli... odważnika. A że wyglądał akurat wyjątkowo dobrze, okazało się, że zanim udało się go zrównoważyć, na szali trzeba było położyć dobre sześć kartonów dwudziestoletniego koniaku.

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.