Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Czy Napoleon miał sobowtóra? Na pewno próbowano go zastąpić człowiekiem łudząco do niego podobnym

Chociaż ze względu na swój wzrost Napoleon zyskał przydomek "Małego Kaprala" w rzeczywistości kapralem był wielkim. Na tyle, że obawiając się jego potęgi, w Anglii zawiązano spisek mający obalić francuskiego Cesarza. Na ilustracji obraz pędzla Jeana Augusta Dominiqua Ingresa.

fot.domena publiczna Chociaż ze względu na swój wzrost Napoleon zyskał przydomek „Małego Kaprala” w rzeczywistości kapralem był wielkim. Na tyle, że obawiając się jego potęgi, w Anglii zawiązano spisek mający obalić francuskiego Cesarza. Na ilustracji obraz pędzla Jeana Augusta Dominiqua Ingresa.

Jest rok 1806. Grupa komandosów przybywa na tereny okupowanej Wielkopolski, by dokonać jednej z najbardziej brawurowych operacji w dziejach: uprowadzić Napoleona Bonaparte i w jego miejsce podstawić sobowtóra.

Gwiazdy torysowskiej opozycji, liberałowie: hrabia Henryk Bathurst i Spencer Perceval, na czele z lordem Castlereaghem, nie tylko w kraju przeciwstawiali się partii reprezentującej poglądy konserwatywne. Pałali również wielką nienawiścią do Napoleona, dlatego postanowili pozbyć się go z pomocą tajnej organizacji Filadelfów. Stworzyli plan, który zakładał odmianę losów całego świata.

Zbieramy ludzi

W pierwotnym założeniu specjalnie zebrana grupa komandosów miała zostać wysłana na tereny Prus, aby tam uprowadzić Małego Kaprala, wykorzystując androida stworzonego przez von Kempelena, tak zwanego Mechanicznego Turka. W miejsce Napoleona postawiony zostałby natomiast sobowtór. Plan opatrzono kryptonimem: „Chess-player”. Jego realizacja została natomiast powierzona krewnemu hrabiego, zaledwie dwudziestodwuletniemu Beniaminowi Bathurstowi.

Początkowo operacją miał dowodzić starszy o siedem lat od Bathursta sir Robert Thomas Wilson. Człowiek wigów i przyjaciel Jerzego Canninga, szefa liberalnego skrzydła torysów, nie wzbudził jednak sympatii hrabiego Henryka. Wilson marzył bowiem o odegraniu wielkiej roli politycznej, pragnął mieć znaczący wpływ na bieg dziejów. Dlatego wybór padł na młodego, ale lojalnego i odważnego Beniamina, który od razu zgodził się stanąć na czele tajnej operacji.

Tak zwany "Mechaniczny Turek" był jedną z największych osiemnastowiecznych mistyfikacji, której autorem był Wolfgang von Kempelen. Rzekomo była to maszyna mistrzowsko rozgrywająca partię szachów. W rzeczywistości w jej wnętrzu ukryty był szachista sterujący wszystkimi ruchami.

fot.Freiherr Joseph Friedrich zu Racknitz/ domena publiczna Tak zwany „Mechaniczny Turek” był jedną z największych osiemnastowiecznych mistyfikacji, której autorem był Wolfgang von Kempelen. Rzekomo była to maszyna mistrzowsko rozgrywająca partię szachów. W rzeczywistości w jej wnętrzu ukryty był szachista sterujący wszystkimi ruchami.

Nie zwlekając ani chwili, Beniamin zaczął gromadzić swoich komandosów w różnych zakątkach Londynu. Potrzebował ludzi dobrych i posiadających odpowiednie konspiracyjne doświadczenie. Już po tygodniu udało mu się sformować grupę operacyjną składającą się z czternastu osób, które pozytywnie przeszły wymyślony przez Bathursta test. Z pewnością nie należał on do najprostszych, skoro trzech potencjalnych kandydatów zmarło podczas tajemniczej próby.

Jedenastu z nich, zaopatrzonych w fałszywe paszporty, wyruszyło do Prus, aby dotrzeć w końcu do Baszty Halszki w Szamotułach, zwanej również wieżą czarnej księżniczki od tragicznej historii Elżbiety Ostrogskiej (księżnej uwięzionej w baszcie przez własnego męża, której kazano nałożyć na twarz czarną, metalową maskę). Tam też Beniamin przywiózł księdza Stefana Błażewskiego, gostyńskiego mnicha, szantażowanego groźbą zamordowania jego ukochanej siostrzenicy.

Zmuszony do udziału w misji ksiądz miał pełnić funkcję napoleońskiego sobowtóra. Był on młodszy od Cesarza zaledwie o cztery lata, a jako częsty delegat polskiego kleru na jego dwór (posługiwał się bowiem biegle językiem francuskim) nie raz miał okazję obserwować Napoleona z bliska. Zachowanie mnicha jednak całkowicie odbiegało od charakterystycznego sposobu bycia Cesarza. Zaniepokojony Bathurst, wysłał więc Błażewskiego do Poznania, gdzie obecnie przebywał Napoleon, aby tam mnich nauczył się go jak najlepiej naśladować. Po powrocie księdza i demonstracji nabytych umiejętności, Beniamin był nareszcie usatysfakcjonowany.

To właśnie w Baszcie Halszki ks. Stefan Błażewski został zmuszony do udziału w operacji "Chess-player". Późnogotycka wieża była częścią wzniesionego w XV wieku zamku w Szamotułach. Miejsce cierpienia Elżbiety Ostrogskiej zyskało z czasem przydomek "wieży czarnej księżniczki".

fot.autor nieznany/ CC BY-SA 3.0 To właśnie w Baszcie Halszki ks. Stefan Błażewski został zmuszony do udziału w operacji „Chess-player”. Późnogotycka wieża była częścią wzniesionego w XV wieku zamku w Szamotułach. Miejsce cierpienia Elżbiety Ostrogskiej zyskało z czasem przydomek „wieży czarnej księżniczki”.

Nie warto ufać księdzu

13 grudnia 1806 roku, przystąpiono do ostatecznej realizacji planu. Operacja zakładała porwanie Napoleona przy pomocy Mechanicznego Turka, z którym – rozmiłowany w szachach Cesarz – przegrał kiedyś rozgrywkę. Beniamin planował zaoferować mu wyjawienie zasady działania maszyny i pokazanie miejsca wewnątrz skrzyni, w której znajdował się zestaw linek i magnesów sterujących mechaniczną figurą. Napoleon miał wejść do środka, wtedy – po zamknięciu wieka – zostałby ściągnięty do sąsiedniego pomieszczenia na specjalnie do tego przygotowanych rolkach. W jego miejsce komandosi zamierzali umieścić sobowtóra. W Poznaniu natomiast czekali już na niego Filadelfowie, gotowi do przejęcia władzy.

Napoleon powiadomiony o obecności „Turka” w Szamotułach niezwłocznie pośpieszył na spotkanie z automatem. Wszystkie punkty planu udało się zrealizować bez jakichkolwiek przeszkód. Gdy ksiądz Błażewski odjeżdżał już do Poznania, Barthurst z innymi komandosami wieźli ogłuszonego i zawiniętego w dywan Cesarza do Kołobrzegu, by tam wsiąść na statek i udać się z powrotem do Anglii. Stało się jednak coś, czego spiskowcy nie przewidzieli.

Czy wiesz, że ...

...najbardziej pogardzanym zawodem w Wielkiej Brytanii dwieście lat temu był zawód marynarza? Tych, którzy go wykonywali, określano bez mała jako "pracujące, chlejące zwierzęta".

...w lipcu 1918 roku bolszewicy stracili nie tylko najbliższą rodzinę cara Mikołaja II? W nieczynnej kopalni pod Ałapajewskiem kolejnej nocy zostało zatłuczonych na śmierć pięciu krewnych władcy oraz wdowa po jego stryju.

...największy zjazd monarchów przed I wojną światową odbył się z okazji pogrzebu króla Wielkiej Brytanii Edwarda VII? Zgromadzeni władcy dalecy byli jednak od żałobnego nastroju.

...pewna amerykańska kucharka była prawdziwie zabójczą kobietą. Choć sama zdrowa jak rydz, była nosicielką tyfusu. Przenosiła się z domu do domu, zatrudniając się jako kucharka. Niedługo po tym, jak poczęstowała swoich pracodawców swoimi pysznymi potrawami, zaczynali umierać ludzie.

Komentarze (17)

  1. Wertep Odpowiedz

    Komandosi, operacje i tym podobne stwierdzenia w roku 1806… Moze jeszcze „terytorialsi” czy ” „specjalsi”. Trochę logicznego podejscia do tematu Panie autorze.

    • Adrian Przewoźny Odpowiedz

      Tekst napisałem tak, aby był prosty i zrozumiały dla wszystkich, nieobarczony przy tym historycznym aparatem naukowym. Zależy mi na tym, żeby osoba będąca na bakier z historią, po dotarciu do tego artykułu, mogła go przeczytać jak poranną gazetę nie nudząc się przy tym, dzięki temu, że niektóre terminy „przełożyłem” na czasy nam współczesne :)

  2. Xhsb Odpowiedz

    Nigdy nie słyszałam o tej historii. Niesamowite, że Polacy brali udział w takiej akcji i że była ona tak przemyślana jak na te czasy. Tylko zaprawiony w bojach historyk był w stanie odnaleźć takie ciekawostki.

    • Nasz publicysta |Anna Dziadzio Odpowiedz

      @Xhsb: Cieszymy się, że tekst się spodobał. Jak widać warto „grzebać” w historii i pisać o tym co mniej znane, a nawet snuć domysły na podstawie fragmentów zachowanych dokumentów.

  3. ShEV Odpowiedz

    Historia wydaje się być mało prawdopodobna, jak dla mnie, ale z drugiej strony doskonale pasuje do anegdot Łysiaka. Mimo tego, nie sądzę, żeby była autentyczna, skoro nie słyszałem o niej wcześniej, a słyszałem najróżniejsze (m.in. historia nocnych spacerów po płonącej Moskwie udając cywila). Po za tym źródła są głównie lokalne.

    • Adrian Przewoźny Odpowiedz

      Historia jest bardzo obszerna i gwarantuję Panu, że mógłbym przedstawić wydarzenia powszechnie nieznane, o których nawet ciężko usłyszeć, mimo, że naprawdę miały miejsce :)
      Źródła lokalne nie mogą przekreślać autentyczności tej historii, jak i każdej innej. Oczywiście ciężko stwierdzić autentyczność patrząc
      tylko na memoriał, który dostał się w ręce Łysiaka, ale postać ks. Stefana Błażewskiego jest jak najbardziej prawdziwa. Łysiak przyjechał na gostyńską Świętą Górę, by w archiwum filipinów odnaleźć tajemniczego mnicha Stephena i oczywiście to mu się udało. Czy wcześniej trafił gdzieś na ślad gostyńskiego księdza, który pasowałby do jego nowej powieści? Jest to możliwe, ale jak dla mnie wątpliwe z tego względu, że Łysiak musiałby przekopać się przez tony książek, żeby go odnaleźć…no i druga prawa: czy specjalnie przyjeżdżał by do Gostynia, żeby podać nazwisko dla jednego z bohaterów swojej powieści? Dla mnie to wątpliwe…
      Szczerze powiem, że sam myślałem kiedyś, że „Szachista” to tylko świetna książka, ale w momencie, w którym zacząłem szukać dalszych informacji, zmieniłem zdanie na temat wydarzeń, które miały zostać opisane i zamknięte w dyplomatce z napisem „Chess-player 1806”.

      • ShEV Odpowiedz

        To rzeczywiście ma sens. Łysiak oczywiście stanowi dobre źródło do zapoznania się z pewnymi historiami i nakierowania na dalsze poszukiwania wiedzy na temat przytoczonych przez niego anegdot, tak samo jak Saint-Hilare ,czy Macdonell. Tylko trzeba odbierać ich ze sporym dystansem.
        Doszukiwanie się informacji w źródłach lokalnych ,tak jak przytoczył Pan Łysiaka, nie zawsze jest dobre, szczególnie dla tej epoki, bo niektóre z nich mogą być wyimaginowane i podtrzymywanie w prawdzie przez lokalną ludność. Absolutnie nie twierdzę ,że historia nie mogła mieć miejsca, ale sprawia wrażenie mało autentycznej. Z drugiej strony, zbyt mała ilość źródeł może nie świadczyć o jej zaprzeczeniu. Sam fakt, że Łysiak szukał jest imponujący. Osobiście nie natknąłem się na tę informację wcześniej do tej pory. Cóż w moim odbiorze będzie to raczej ciekawostka ,aniżeli fakt historyczny.
        Dziękuję za odpowiedź i przedstawienie swoich argumentów.

  4. Grzegorz Odpowiedz

    Wszystko to co jest napisane w artykule, przeczytacie ze szczegółami (treść Memoriału )w książce Waldemara Łysika „Szachista” Mogę dodać od siebie że po lekturze zaczęła się moja fascynacja twórczością autora( mialem wtedy dwadzieścia parę lat)ktora trwa do dzisiaj .Mam 55 wiosen.

  5. Stefan S. Odpowiedz

    Ostatnio czytałem o „Operacji Szachisty” na tablicy w Łowiczu Wałeckim – zachodniopomorskie.
    Nie doczytuję się tych faktów w poprzednich wzmiankach.

  6. tbp Odpowiedz

    Problem z Łysiakiem polega na tym ż ejest znanym konfabulatorem niestety (piszę to jako jego wieloletni czytelnik)

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.



Informujemy, że nasza strona może dostosowywać treści reklamowe do Twoich zainteresowań i preferencji. Aby to robić, potrzebujemy Twojej zgody na przechowywanie plików cookies oraz podobnych technologii w Twoim urządzeniu końcowym oraz na przetwarzanie danych w celach personalizacji treści marketingowych.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie, w tym poprzez profilowanie przez Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK Sp. z o.o. oraz naszych zaufanych partnerów, Twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach stosowanych w serwisie przez Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK i zaufanych partnerów w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam w tym serwisie oraz w Internecie.

Pamiętaj, możesz w każdej chwili nie wyrazić zgody lub cofnąć zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Szczegóły dotyczące wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w ustawieniach.

Informujemy także, że poprzez korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień prywatności w Twojej przeglądarce wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania treści marketingowych i reklam.

Więcej informacji na temat zasad przetwarzania danych osobowych, w tym o Twoich uprawnieniach, znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.