Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Ile Polska zarobiła na handlu bronią z terrorystami i dyktatorami?

Czy Polska zarabiała na zbrodniach Saddama Hussajna? Zdjęcie z roku 1979.

fot.domena publiczna Czy Polska zarabiała na zbrodniach Saddama Hussajna? Zdjęcie z roku 1979.

Na całym świecie mordowano przy użyciu arsenału z polskich zakładów zbrojeniowych. Byliśmy piątą potęgą na świecie w zakresie eksportu broni, a nasza zbrojeniówka zatrudniała ćwierć miliona ludzi. Czy jednak naprawdę jest się czym szczycić?

Międzynarodowa wymiana handlowa krajów demokracji ludowej siłą rzeczy była zorientowana na eksport/import wewnątrz wspólnoty socjalistycznej. Działo się tak nie tylko ze względu na naciski Wielkiego Brata z Moskwy, ale z powodów niezwykle prozaicznych – handel z krajami kapitalistycznymi musiał odbywać się w twardej, wymienialnej walucie.

A tej polskiemu rządowi zawsze dramatycznie brakowało. Zwłaszcza zaś gdy trzeba było spłacać dewizowe długi albo importować dobra niedostępne w bloku radzieckim. Żałosne polowanie na dolarowe oszczędności obywateli w kuriozalnym systemie „eksportu wewnętrznego” (sieć sklepów Pewex) nie mogło załatwić sprawy. Nasza zacofana gospodarka niewiele miała do zaoferowania zachodnim partnerom – surowce (przede wszystkim węgiel), płody rolne i nisko przetworzone produkty. Z jednym wyjątkiem.

Potęga polskiej zbrojeniówki

Ze względu na obsesję zbrojeń i psychozę zagrożenia ze strony Zachodu, przemysł zbrojeniowy w całym bloku wschodnim stał na relatywnie wysokim poziomie. W Polsce był on szczególnie dobrze rozwinięty – produkowaliśmy niezłe czołgi, samoloty i śmigłowce, transportery  opancerzone, rakiety przeciwlotnicze, działa samobieżne i oczywiście karabiny.

Polska broń była o wiele tańsza od zachodniej i, co również istotne, dużo bardziej sprawna, niezawodna i intuicyjna w obsłudze.

Polskie władze, z generałem Jaruzelskim na czele, bardzo chętnie handlowały bronią z terrorystami i dyktatorami. Liczył się przecież dopływ tak potrzebnych dewiz.

fot.domena publiczna Polskie władze, z generałem Jaruzelskim na czele, bardzo chętnie handlowały bronią z terrorystami i dyktatorami. Liczył się przecież dopływ tak potrzebnych dewiz.

W latach 80. polski przemysł zbrojeniowy zatrudniał ćwierć miliona pracowników, a w eksporcie broni byliśmy piątą potęgą na świecie! Jedyny problem polegał na tym, że broń najchętniej kupowali ci, którzy nigdy nie powinni dostać jej do rąk. Komunistycznym władzom Polski to jednak nie przeszkadzało.

Zniszczyć Izrael

Bardzo szybko po II wojnie światowej Związek Radziecki zaczął wspierać państwa arabskie przeciwko proamerykańskiemu Izraelowi – za przykładem poszli oczywiście jego satelici, a Polacy bez mrugnięcia okiem wspierali technologią najbardziej radykalne odłamy Organizacji Wyzwolenia Palestyny. Tylko w latach 70. Centralny Zarząd Inżynierii (Cenzin), państwowe przedsiębiorstwo eksportu uzbrojenia, podpisało z Palestyńczykami umowy warte blisko 10 milionów dolarów.

Jak pisze Przemysław Gasztold w swojej książce „Zabójcze układy. Służby PRL i międzynarodowy terroryzm” Palestyńczyków oprócz kałasznikowów (po 104 dolary za sztukę), interesowały też „działka przeciwlotnicze, moździerze, pociski rakietowe oraz plastikowy materiał wybuchowy”. W przemycie broni do miejsca przeznaczenia kolaborowały Polskie Linie Lotnicze LOT – nie obeszło się oczywiście bez spektakularnych wpadek. W 1981 roku na lotnisku w Bejrucie z rozerwanych, fatalnie wykonanych polskich toreb ze skaju wysypał się cały arsenał broni…

Artykuł powstał między innymi w oparciu o najnowszą książkę Przemysława Gasztolda „Zabójcze układy. Służby PRL i międzynarodowy terroryzm” (Wydawnictwo PWN 2017).

Artykuł powstał między innymi w oparciu o najnowszą książkę Przemysława Gasztolda „Zabójcze układy. Służby PRL i międzynarodowy terroryzm” (Wydawnictwo PWN 2017).

Okręty dla Kadafiego, czołgi dla Saddama

Często dla bezpieczeństwa terroryści woleli zaopatrywać się przez legalnych pośredników, zresztą zazwyczaj również szemranego autoramentu. Libijczycy byli z Polakami w tak doskonałych stosunkach, że nawet się nie kryli jakie jest miejsce przeznaczenia zamawianej broni. Oczywiście większość broni Kadafi zamawiał po prostu dla siebie – w ciągu zaledwie jednej dekady (1973 – 1983) podpisał z Cenzinem 41 kontraktów wartych 700 milionów dolarów, inwestując w zakup polskich czołgów, śmigłowców i okrętów desantowych.

Doskonałe stosunki mieliśmy także z Irakiem – kiedy w maju 1981 roku na warszawskim Okęciu wylądował niewielki samolot z Ibrahim Barzanem al-Tikriti, przyrodnim bratem Saddama Hussajna, przyjęto go z największymi honorami. Dość powiedzieć, że spotkali się z nim nie tylko minister handlu zagranicznego, ale też wicepremier Mieczysław Jagielski i sam Wojciech Jaruzelski!

Zachwycony iracki satrapa szybko zgodził się podpisać kontrakt wart 100 milionów dolarów. Władze PRL doskonale wiedziały, że polska broń, która interesowała szefa irackiego wywiadu, posłuży do rozpoczęcia wielkiej ofensywy przeciwko Iranowi, nikt jednak nie miał najmniejszych skrupułów.

Polską broń chętnie zaopatrywał się i libijski dyktator Muammar Kadafi (po prawej). Na zdjęciu z przywódcą Organizacji Wyzwolenia Palestyny Jasirem Arafatem.

fot.Rex Features/domena publiczna Polską broń chętnie zaopatrywał się i libijski dyktator Muammar Kadafi (po prawej). Na zdjęciu z przywódcą Organizacji Wyzwolenia Palestyny Jasirem Arafatem.

Dyktatorzy, terroryści i pośrednicy

Realizację kontraktu Irakijczycy pozostawili pośrednikowi – polskiej ekspozyturze terrorystycznej organizacji Rada Rewolucyjna Fatah, znanej lepiej jako Organizacja Abu Nidala OAN, odpowiedzialnej za kilkadziesiąt ataków terrorystycznych na całym świecie, w wyniku których zginęły tysiące ofiar. Człowiekiem, który zaopatrywał w nadwiślańską broń terrorystów i dyktatorów był Samir Najmeddin, przy okazji miłośnik polskich kobiet i alkoholi. Tylko jedna umowa z 1986 roku między Cenzin a polską ekspozyturą OAN, czyli warszawskim oddziałem spółki S.A.S Trade and Investments Company Inc., opiewała na, bagatela, 211 milionów dolarów.

Jak czytamy w książce „Zabójcze układy”: „terroryści zarobili na handlu z PRL tyle lewej gotówki, że mieli problem z jej legalizacją”. Na (nie)szczęście w praniu brudnych pieniędzy mogli liczyć na pomoc polskich służb.

Warszawa siedzibą organizacji terrorystycznej

Terroryści Abu Nidala szczególnie upodobali sobie polskie pistolety maszynowe „Rak”, ze względu na ich prostotę, wytrzymałość i sprawność. W latach 70. i 80. sprzedane Najmeddinowi polskie „Raki” zostały użyte m.in. w zamachach w Paryżu, Rzymie, Stambule, Wiedniu, a nawet New Delhi.

Pistolet maszynowy "Rak". Ulubiona broń terrorystów Abu Nidala.

fot.domena publiczna Pistolet maszynowy „Rak”. Ulubiona broń terrorystów Abu Nidala.

Edwardowi Gierkowi czy Wojciechowi Jaruzelskiemu to widocznie nie przeszkadzało, była to przecież klasyczna sytuacja „win – win”: polskie produkty znajdowały nabywców za dewizy, a następnie służyły do organizacji zamachów w krajach „zgniłego Zachodu”, co można było wykorzystać w propagandzie o wyższości socjalizmu nad kapitalizmem.

Co ciekawe (i nawet nieco zabawne) polskie służby strzegły „swoich terrorystów” jak oka w głowie, bo Czechosłowacy, Rumuni czy Bułgarzy starali się nieustannie „podkupić” naszych dolarowych „sponsorów” – „gdy stawką były miliony dolarów z handlu bronią, to każdy z demoludów pilnie strzegł własnych interesów” (za książką „Zabójcze układy. Służby PRL i międzynarodowy terroryzm”).

Kontrakty dla każdego kto płaci – nawet dla CIA

Innym pośrednikiem, który dzięki sprzedaży polskiej broni dorobił się niewyobrażalnej fortuny, był Monzer al-Kassar, legitymujący się paszportami dyplomatycznymi wystawionymi przez Ludowo Demokratyczną Republikę Jemenu, Syrię oraz Irak. Cenzinowi gwarantował długofalową, stabilną współpracę z największymi odbiorcami broni na Bliskim Wschodzie. Jak szacuje Przemysław Gasztold, tylko ten jeden pośrednik zapewniał Polakom przez wiele lat od 4 do 8 milionów dolarów rocznie.

Polska broń trafiła nawet do Nikaragui.

fot.Tiomono/CC BY-SA 3.0 Polska broń trafiła nawet do Nikaragui.

W 1985 roku al-Kassar pośredniczył np. w sprzedaży i przetransportowaniu Polskimi Liniami Lotniczymi LOT 1,2 miliona sztuk polskiej amunicji i 1000 rakiet dla portugalskiej spółki. Broń odnalazła się później w Nikaragui, w oddziałach finansowanych przez CIA. Przez Bułgarię do rebeliantów trafiło z kolei 10 tysięcy polskich kałasznikowów, wartych 6 milionów dolarów. Gospodarka PRL była już w tak katastrofalnym stanie, że dla dewiz Polacy realizowali kontrakty zbrojeniowe nawet na zlecenie amerykańskiego wywiadu…

Ile brudnych pieniędzy zarobiły władze PRL?

Próba odpowiedzi na pytanie, ile pieniędzy na sprzedaży broni dyktatorom i terrorystom zarobiły władze komunistycznej Polski, jest w zasadzie zadaniem beznadziejnym. Znakomita większość tych podejrzanych operacji handlowych została doskonale ukryta, a wiele dokumentów zostało skrupulatnie zniszczonych po 1989 roku. Z zachowanych, fragmentarycznych danych można szacować te brudne zyski w miliardach dolarów (i należy pamiętać o dużo większej wartości dolara kilkadziesiąt lat temu!).

Artykuł powstał między innymi w oparciu o najnowszą książkę Przemysława Gasztolda „Zabójcze układy. Służby PRL i międzynarodowy terroryzm” (Wydawnictwo PWN 2017).

Artykuł powstał między innymi w oparciu o najnowszą książkę Przemysława Gasztolda „Zabójcze układy. Służby PRL i międzynarodowy terroryzm” (Wydawnictwo PWN 2017).

Nie są to dane przesadzone – w najlepszych latach roczny eksport polskiej zbrojeniówki przekraczał miliard dolarów, możemy tylko spekulować jaki procent tych transakcji miał założony z góry nielegalny charakter. W strukturze wymiany handlowej PRL z wieloma krajami eksport uzbrojenia stanowił nawet 20-40% wartości. Znaczenie tych środków dla podtrzymania komunistycznemu reżimu w Polsce wzrosło jeszcze w latach 80. – dekadzie zapaści gospodarczej i sankcji gospodarczych nałożonych na PRL.

To była naprawdę ostatnia deska dewizowego ratunku. Bez eksportu broni do bojkotowanych watażków i ściganych na całym świecie zamachowców, komunizm w Polsce skończyłby się sporo wcześniej.

Bibliografia:

  1. Witold Bereś, Jerzy Skoczylas, Generał Kiszczak mówi… prawie wszystko, BGW 1991.
  2. Sławomir Cenckiewicz, Długie ramię Moskwy. Wywiad wojskowy Polski Ludowej 1943–1991 (wprowadzenie do syntezy), Zysk i Ska 2011.
  3. Przemysław Gasztold, Biznes z terrorystami. Brudne interesy wywiadu wojskowego PRL z bliskowschodnimi organizacjami terrorystycznymi, „Pamięć i Sprawiedliwość” 1/2014.
  4. Przemysław Gasztold, Międzynarodowi terroryści w PRL – historia niewymuszonej współpracy, „Pamięć i sprawiedliwość” 1/2013.
  5. Przemysław Gasztold, Zabójcze układy. Służby PRL i międzynarodowy terroryzm, PWN 2017.

Kup książkę na stronie Wydawcy:

Czy wiesz, że ...

...Elena Ceaușescu chciała Nobla z chemii chociaż nie skończyła czterech klas podstawówki? Żona rumuńskiego dyktatora robiła międzynarodową "karierę" naukową. Wszystko dzięki temu, że podpisywała się pod pracami, których treści nawet nie rozumiała. Część z nich wykradał na Zachodzie rumuński wywiad.

...we współczesnych środowiskach mafijnych zjawisko pobierania haraczu nadal ma się dobrze? Północnowłoskie przedsiębiorstwa, prowadzące działalność w Kalabrii, nawet nie zgłaszają prób wymuszeń na policję. Haracz jest określany jako „wydatki na bezpieczeństwo”.

...Stalin porównywał chińskich komunistów do… rzodkiewki, czerwonej na zewnątrz, ale białej w środku? W gronie najbliższych kolegów przezywał też Mao „Pugaczowem”, nawiązując do przywódcy nieudanego osiemnastowiecznego ludowego powstania.

...na początku lat sześćdziesiątych na izraelskich dworcach i w kioskachpojawiły się „Stalagi”, czyli tanie powieści pornograficzne osadzone w realiach III Rzeszy? Promowano je jako… autentyczne wspomnienia byłych anglosaskich więźniów obozów jenieckich.

Komentarze (16)

  1. brawo Odpowiedz

    Bardzo dziękuje za piękny i logiczny artykuł. Od zawsze wiadomo, że każda „zacofana gospodarka” może być stworzyć taki jak „W latach 80. polski przemysł zbrojeniowy, który zatrudniał ćwierć miliona pracowników, a w eksporcie broni byliśmy piątą potęgą na świecie!”. Za to teraz mamy wspaniałą nowoczesną gospodarkę i importujemy broń przy okazji zadłużając się na miliardy. Ale się rozwinęliśmy!

    • Bombacjusz Odpowiedz

      Artykuł solidnie przesadzony. Rekordowy był rok 1981 kiedy Cenzin zanotował wpływy w wysokości 0,5 mld$. Zasadniczo eksport nie przekraczał 200 – 300 mln$ głównie prostej broni strzeleckiej, amunicji, min przeciwpiechotnych, gazu łzawiącego, samochodów sanitarnych i polowych warsztatów. Nawet w porównaniu z ówczesną Rumunią a zwłaszcza Czechosłowacją PRL nie błyszczał. Poza tym ówcześnie też importowaliśmy broń. Zwłaszcza z ZSRR, który nowej technologii skąpił, ale kazał sobie bardzo słono płacić. Przy okazji. Za broń dostarczoną z PRL do Angoli, Etiopii, Jemenu Południowego czy Iraku za w sumie jakiś miliard dolarów nigdy nie zapłacono.

      • Czytacz Odpowiedz

        Zgadzam się z tobą Bombacjuszu. (Szok i niedowierzanie, że się z tobą zgadzam.) Ciekawe co się stało z transportem T-55 dla Iraku? Do autora: natomiast w chwili obecnej terroryści i reżimy używają broni zakupionej u miłujących pokój i sprawiedliwość.

  2. Tomasz Koziej Odpowiedz

    Panie Przemysławie – zaopatrywanie terrorystów było i jest przez Izrael. Nie jest to tajemnicą. A Saddam Husein czy Kaddafi to „szanowny panie” nie byli terrorystami a bronili się przed żydowską konspiracją. I nie szczuj panie na niewinnych ludzi, zresztą to jest „waszą” domeną – szczucie!!!

  3. prawicowym psycholom do sztambucha Odpowiedz

    I co w tym dziwnego? dlaczego w tym artykule nie pokazano ile zarobili inni dostawcy, to taka zwykła manipulacja faktami jaką stosują prawiczki by ogłupiać Polaków

  4. janusz Odpowiedz

    takie bajki dla dzieci .największymi sprzedawcami broni to USA i Rosja i z tego finansują programy kosmiczne pochłaniające mld usd .a tak na marginesie owe kraje są gwarantami światowego pokoju i to jest najwiekszy paradoks .

  5. gnago Odpowiedz

    libijczycy i Irakijczycy modlą się aby ci krwawi dyktatorzy zmartwychwstali. Autor pomija milczeniem budowę dróg szpitali elektrowni, fabryk z pełnym wyposażeniem . Czym Zacharski handlował zimniakami, łopatami. BARDZO wybiurczo i tendencyjnie

  6. Zbytni Odpowiedz

    Wymowa tego artykułu świadczy o poziomie pana prawnika i fizolofa. Każdy kraj handluje bronią i nie ma się sentymentów. Ludzie mieli i pracę i …..dziś przedstawiani są negatywnie. Walnij się pan w…. bogłupoty piszesz. Wtedy, w złych czasach byliśmy źli bo sprzedawaliśmy broń terrorysto i krajom uznanym przez ONZ. Zabieraliśmy kawałek tortu innym, ale….dziś to nie wychodzi bo nawet własnej armii nie potrafimy uzbroić. Szkoda się rozwodzić nad poeyższym gniotem. Weźcie do współpracy ludzi poważnych, z branży, a nie amatorów.

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi Kumanie, ale oczkuje Pan, że Autor zaglądnie i zostawi jakiś komentarz pod własnym tekstem? Nie za bardzo widać logikę w połączeniu dat ostatnich komentarzy z odwiedzaniem artykułu przez Autora. Pozdrawiamy ;)

Odpowiedz na „CzytaczAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.