Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Klątwa Przedsławy. Dlaczego arcybiskup Gaudenty przeklął Polskę?

Klątwa Gaudentego była początkiem końca imperium Chrobrego (źródło: domena publiczna).Zamknięto kościoły, umierający nie mogli liczyć na ostatnie namaszczenie, a kraj odtąd uważany był za zapomniany przez Boga. Arcybiskup Radzim Gaudenty o mało nie zniszczył Polski, a to wszystko przez pewną ruską księżniczkę…

Bazylika katedralna pękała w szwach. Arcybiskup gnieźnieński Radzim Gaudenty już się postarał o to, by do Gniezna na tę niezwykłą ceremonię dotarł każdy, kogo zdanie liczyło się w państwie. Dowódcy wojsk, książęcy krewniacy, zarządcy grodów. Oraz rzecz jasna: wszyscy polscy biskupi. Był obecny następca tronu Mieszko. Stawiła się jego żona, cesarska siostrzenica Rycheza.

Na wyraźną prośbę arcybiskupa ściągnięto też zapewne małżonkę władcy, Odę. Wreszcie nie mogło zabraknąć samego Bolesława. Wszyscy oni stali w miejscu, które bardziej przypominało morze gruzu niż dom Boży. W 1018 roku, zaledwie trzy miesiące przed tym, jak książę wyruszył na swoją słynną wyprawę kijowską, w gnieźnieńskiej katedrze wybuchł pożar. Ogień spustoszył bazylikę i sąsiadujące z nią budynki mieszkalne.

I nastał czas anatemy

Wtedy widziano w tym zdarzeniu wyłącznie nieszczęśliwy wypadek. Wygodnego kłamstwa nie można jednak było powtarzać w nieskończoność. Tego dnia dla wszystkich miało stać się jasne, że pożar był dopustem Bożym. Ostrzeżeniem z niebios, którego nie usłuchano.

Rzucając swoją klątwę Gaudenty bez wątpienia zadbał, aby w katedrze pojawili się najbardziej wpływowi ludzie w państwie pierwszych Piastów (źródło: domena publiczna).

Rzucając swoją klątwę Gaudenty bez wątpienia zadbał, aby w katedrze pojawili się najbardziej wpływowi ludzie w państwie pierwszych Piastów (źródło: domena publiczna).

Atmosfera była iście pogrzebowa, a wciąż nieusunięte zniszczenia tylko pogłębiały poczucie beznadziei. Rusztowania podpierały osmolone mury. Przez puste, wyszczerbione okna do wnętrza wpadały krople deszczu. Wiatr bez przeszkód hulał po katedrze. Arcybiskup nie zważał jednak na chłód i wilgoć. Stanął plecami do grobowca swego brata, męczennika Wojciecha.

Otaczało go dwunastu kapłanów, mających symbolizować grono apostolskie. Każdy przyodziany był w czarne szaty, w dłoni zaś trzymał zapaloną świecę. Gaudenty wystąpił z tego złowieszczego kręgu i zbliżył się do ambony. Oparł dłoń na pulpicie i poczekał, aż tłum zamilknie. Gdy ciszy nie zakłócał już żaden szmer, skupionym, pełnym powagi głosem zaczął odczytywać łacińskie sekwencje. Zebrani nie rozumieli słów, które wypowiadał. Wiedzieli jednak, że to nie są zwyczajne mszalne modlitwy.

Anathema sit! – zakrzyknął wreszcie arcybiskup. Za nim słowa te powtórzyło dwunastu tworzących krąg księży.

Anathema sit! – rozległo się po raz drugi. I ten sam głos zaraz wydobył się z gardeł kapłanów dzierżących świece.

Gaudenty odchrząknął i pochylił się nad amboną. Dłonie mu drżały, zdawało się, że ta krótka formuła wyzuła z niego całą energię. Wreszcie zebrał resztki siły i tubalnym głosem zakrzyknął po raz trzeci:

Anathema sit!

Kapłani jednocześnie upuścili świece, które z głuchym trzaskiem uderzyły o kamienne płyty posadzki. Zdeptali je, tak by żaden knot nie pozostał zapalony. Gdy na nowo zamarli w bezruchu, Gaudenty raz jeszcze zwrócił się do zebranych. Teraz mówił już po polsku, tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Zabrania się wam wstępu…

Pontyfikał był w tej kwestii jednoznaczny. Informacje o anatemie, jej konsekwencje, a przede wszystkim warunki cofnięcia klątwy, miały zostać wyłożone ludności „w jej języku”. Kara dotykała przecież całej ziemi. Wszystkich od samego władcy po ostatniego niewolnika. I każdy miał prawo znać powody, dla których został skazany na życie w kraju zapomnianym przez Boga.

O tym, że kraj został obłożony anatemą miał dowiedzieć się każdy jego mieszkaniec (źródło: domena publiczna).

O tym, że kraj został obłożony anatemą miał dowiedzieć się każdy jego mieszkaniec (źródło: domena publiczna).

Poczynając od tego dnia, świątynne dzwony miały zamilknąć, a wszystkie kościoły w państwie zostać zamknięte na cztery spusty. Zabroniono wstępu do domów Bożych i na cmentarze. W kraju obłożonym anatemą nie wolno było odprawiać mszy i udzielać sakramentów. Zakazane były chrzty, komunia święta, nawet wiatyk. Nie mogło być odtąd mowy o grzebaniu zmarłych w chrześcijańskim obrządku. Każdego, kto umarł w okresie obowiązywania klątwy, czekało wieczne potępienie. Za życia natomiast ludzi miały dręczyć choroby, susze i gradobicia. A to wciąż jeszcze nie było wszystko.

Anatema Gaudentego znana jest tylko z krótkiej wzmianki Galla Anonima. Możemy jednak zrekonstruować ją na podstawie innych ekskomunik generalnych, rzuconych w tym samym okresie. Były one niezwykle bezwzględne, żeby nie powiedzieć: bezduszne. Weźmy chociaż klątwę zapowiedzianą przez biskupów na synodzie w Limoges w 1031 roku. Wiernym zabroniono opuszczać domostwa, strzyc włosy, dawać pocałunki, nosić wygodną odzież, a nawet spożywać mięso i pić wino.

Każdy, kto bał się Boga, miał pościć i trwać w ciągłych modlitwach. Przede wszystkim zaś miał traktować tych, którzy doprowadzili swymi parszywymi postępkami do rzucenia klątwy, jak pogan. Podobne zarządzenia wygłosił też zapewne Gaudenty. Nie wiemy, kiedy dokładnie do tego doszło. Być może już około 1020 roku, choć równie dobrze dopiero w 1023 lub 1024. Prościej stwierdzić, kto był głównym winowajcą. Tym szkaradnym grzesznikiem, ściągającym gniew Boży na całą wspólnotę chrześcijan.

Na mocy anatemy wszystkie świątynie zostały zamknięte na cztery spusty. Dotyczyło to również katedry w Poznaniu. Na ilustracji jej rekonstrukcja zamieszczona w książce "Żelazne damy".

Na mocy anatemy wszystkie świątynie zostały zamknięte na cztery spusty. Dotyczyło to również katedry w Poznaniu. Na ilustracji jej rekonstrukcja zamieszczona w książce „Żelazne damy”.

Za jakie grzechy?

Klątwę Gaudentego próbowano objaśniać na przeróżne sposoby, ale większość rozwiązań zwyczajnie nie ma sensu. Jeden badacz twierdził chociażby, że ekskomunika była efektem złupienia przez polskich żołnierzy niemieckiego kościoła lub klasztoru. Problem w tym, że jest to domysł pozbawiony podstaw. O podobnym wydarzeniu nie poinformował żaden dziejopisarz.

A gdyby nawet do niego doszło, to przecież nie byłby to kłopot Gaudentego. Jeśli ktoś miał powód do protestów, to ten, kto był stratny. Akurat polski arcybiskup na ewentualnych łupach zwiezionych z wojny tylko się dorobił. Właśnie dzięki nim wyposażał kościoły, kupował liturgiczne stroje i pozyskiwał relikwie. Wojna opłacała mu się w takim samym stopniu jak samemu władcy.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Uwaga! Nie jesteś na pierwszej stronie artykułu. Jeśli chcesz czytać od początku kliknij tutaj.

Inne wytłumaczenie zakłada, że ekskomunikę rzucono… na wyraźną prośbę Bolesława, pragnącego przywieść do porządku zrewoltowanych chłopów. Ta teoria jest już zupełnie oderwana od rzeczywistości. Jeśli Chrobry borykał się z buntami poddanych, to musiał wiedzieć, że zarządzenie anatemy tylko pogorszy sytuację. Na wpół pogańscy wieśniacy ani nie zrozumieją, co nastąpiło, ani tym bardziej – nie przejmą się klątwą.

Sam Bolesław natomiast, jako władca przeklętego kraju, pewnikiem utraci zaufanie swojego najbliższego otoczenia. Tych chrześcijan, których bezpośrednio dotykał fakt zabarykadowania kościołów i zawieszenia sakramentów. Obłożony klątwą książę nie mógł również liczyć na poważne traktowanie na arenie międzynarodowej. Stawał się, wraz z całym swoim krajem, niemalże apostatą.

Dzięki nowej książce Kamila Janickiego poznasz historię kobiet, które ocaliły Polskę. Kup już dzisiaj z rabatem na znak.com.pl.

Dzięki książce Kamila Janickiego poznasz historię kobiet, które ocaliły Polskę. Bezkompromisowa historia upadku polskiego imperium. Kup już dzisiaj z rabatem na empik.com.

Właśnie Chrobremu ekskomunika musiała przynieść najpoważniejsze szkody, a każdy dzień jej obowiązywania dodatkowo podkopywał jego pozycję. Klątwa niweczyła też wszystko, na co monarcha pracował przez trzy dekady. Odkąd tylko przejął w Polsce władzę, oblekał się w szaty wiernego sługi Boga. Karał grzeszników, wykupywał ciała poległych misjonarzy, wznosił imponujące domy modlitwy… Robił, co mógł, by widziano w nim Chrystusowego rycerza, miles Christi.

Może nawet marzyło mu się, że po śmierci zostanie wyniesiony na ołtarze i zastąpi Wojciecha w roli świętego patrona Polski. Teraz praca jego życia legła w gruzach. W oczach całej chrześcijańskiej Europy Chrobry stał się wtórnym poganinem. Powrócił do swych barbarzyńskich korzeni. Władca na pewno tego nie chciał. Ale też najwidoczniej nie był w stanie powstrzymać rozwoju wypadków. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa właśnie w niego została wymierzona klątwa Gaudentego. On jeden był wysłannikiem Węża, zatruwającym winnicę Pańską.

Sojusznicy, którzy stali się wrogami

Konflikt między księciem a arcybiskupem tlił się od lat. Dwóch mężczyzn w 997 roku połączyła wspólna tajemnica, żeby nie powiedzieć: wspólna zbrodnia. To Chrobry posłał czeskiego wagabundę, Wojciecha Sławnikowica, na pewną śmierć z rąk pogańskich Prusów. Z kolei brat misjonarza, Gaudenty, towarzyszył mu w wyprawie, ale nie zrobił nic, by uratować nieszczęśnika. Jemu włos nie spadł z głowy.

Konflikt Chrobrego i biskupa Gaudentego tlił się przez długie lata. Ten ostatni musiał jednak czekać aż władcy powinie się noga. Dopiero wtedy wykonał swój ruch. Na ilustracji Bolesław Chrobry z albumu Jana Kazimierza Wilczyńskiego (źródło: domena publiczna).

Konflikt Chrobrego i biskupa Gaudentego tlił się przez długie lata. Ten ostatni musiał jednak czekać aż władcy powinie się noga. Dopiero wtedy wykonał swój ruch. Na ilustracji Bolesław Chrobry z albumu Jana Kazimierza Wilczyńskiego (źródło: domena publiczna).

W tajemniczych okolicznościach wyrwał się z więzów, wrócił do Polski, a potem… raz jeszcze wyprawił się do Prus po ciało Wojciecha. I znów: nie stała mu się żadna krzywda. Wojciech został ogłoszony męczennikiem, a Bolesław i Gaudenty zbudowali kariery na jego truchle. Bez męczennika nie byłoby zjazdu gnieźnieńskiego. Książę nie dostałby świętej włóczni, a prosty mnich Gaudenty nie mógłby nawet marzyć o wyniesieniu do rangi arcybiskupa. Obaj osiągnęli wszystko, co sobie zamierzyli. Sojusze opłacone krwią rzadko jednak są trwałe i pełne wzajemnego zaufania.

Chrobry szybko zaczął kopać dołki pod Gaudentym. Ściągnął do kraju nowego misjonarza, Brunona z Kwerfurtu. To był człowiek, u którego polski władca miał ogromny dług wdzięczności. Według hipotezy Błażeja Śliwińskiego Brunon w 1002 roku stał się kluczowym pośrednikiem pomiędzy Bolesławem, a jego zbuntowanym, nastoletnim synem Bezprymem.

Ten ostatni, ogarnięty manią religijną i znajdujący się pod przemożnym wpływem cesarza Ottona III, samowolnie wstąpił do wspólnoty mniszej w Rawennie. Został pustelnikiem i był zdeterminowany wyrzec się wszelkich ziemskich pokus. Dopiero interwencja Brunona pozwoliła wyrwać go z rąk mnichów i zwrócić na dwór ojca. Takich przysług się nie zapomina. I rzeczywiście Bolesław traktował Brunona jak najbliższego przyjaciela. Niewykluczone nawet, że myślał o osadzeniu go w Polsce na tronie arcybiskupim.

Chrobry traktował Brunona z Kwerfurtu jak najbliższego przyjaciela (źródło: domena publiczna).

Chrobry traktował Brunona z Kwerfurtu jak najbliższego przyjaciela (źródło: domena publiczna).

Zdaniem niektórych historyków chciał w tym celu utworzyć nową metropolię kościelną. Istnieje też jednak odmienna koncepcja. Zgodnie z nią Bolesław starał się o odwołanie Gaudentego: człowieka, do którego nie miał zaufania i który zdecydowanie zbyt swobodnie sobie poczynał.

Narastający konflikt znalazł odbicie w pismach Brunona. Ten płodny twórca miał na koncie między innymi nowy żywot Wojciecha. Chwalono go za rozbudowanie sylwetki świętego, przydanie mu ludzkich cech, podkreślenie targających przyszłym męczennikiem emocji… Ale Brunon ubogacił nie tylko postać pierwszoplanową. Nawet ciekawsze rzeczy rozgrywają się w tle przedstawionej przez niego opowieści.

Od bohatera do nieudacznika jeden krok…

W spisanym zaraz po śmierci Wojciecha „pierwszym żywocie” Gaudenty był postacią iście kryształową. Świętym mężem, we wszystkim naśladującym swego wielkiego brata. U Brunona jego sylwetka przedstawia się już kompletnie inaczej. Autor wprost pomiata Gaudentym. Nazywa go „zuchwałym pyszałkiem”, podkreśla, że ten nie nadaje się na męczennika, ani nawet na księdza. Robi też z niego zwyczajną beksę. Przyszły arcybiskup, przynajmniej wedle Brunonowego tekstu, boi się nie tylko Prusów, ale nawet morskich fal. To mięczak, głupiec i nieudacznik.

Żywot powstał, gdy Gaudenty już zasiadał na arcybiskupim tronie. Był osobą ze wszech miar publiczną. W epoce pozbawionej portali plotkarskich to właśnie z nielicznych ksiąg o świątobliwych mężach czerpano soczyste anegdoty. W efekcie Gaudenty z bohatera szybko przeistoczył się w pośmiewisko całej kulturalnej Europy.

W spisanym zaraz po śmierci św. Wojciecha "pierwszym żywocie" Gaudenty był postacią kryształową. W tym autorstwa Brunona z Kferfurtu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Na ilustracji fragment drzwi gnieźnieńskich przedstawiający męczeńską śmierć św. Wojciecha (źródło: domena publiczna).

W spisanym zaraz po śmierci św. Wojciecha „pierwszym żywocie” Gaudenty był postacią kryształową. W tym autorstwa Brunona z Kferfurtu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Na ilustracji fragment drzwi gnieźnieńskich przedstawiający męczeńską śmierć św. Wojciecha (źródło: domena publiczna).

I już nic nie dało się z tym zrobić. Jego wizerunek na stałe został zszargany. Bolesław tymczasem nie tylko nie zapobiegł stworzeniu paszkwilu, ale chyba nawet był swoistym mecenasem tego dzieła. Pomógł w unicestwieniu Gaudentego i ten nie zamierzał wybaczyć mu krzywdy.

Przez kolejne lata mężczyźni ledwie się tolerowali. O Chrobrym wiemy, że zawsze chętnie korzystał z usług biskupów i opatów. To właśnie ludzi wiary wysyłał na najważniejsze misje dyplomatyczne. Oni byli jego uszami i oczami w obcych krajach. Użytek zrobił z biskupa Kołobrzegu Reinberna i z poznańskiego pasterza Ungera. Z kolei opat Tuni uchodził za jednego z jego najbliższych doradców.

Tylko o współpracy między księciem a arcybiskupem zupełnie nic nie słychać. Chrobry zachowywał się tak, jakby Gaudenty nie istniał. I może właśnie na tym polegał jego błąd, bo przecież to nie przyjaciół, ale przede wszystkim wrogów zawsze powinno się mieć na oku. Arcybiskup tymczasem tylko czekał na okazję do zemsty.

Dzięki nowej książce Kamila Janickiego poznasz historię kobiet, które ocaliły Polskę. Kup już dzisiaj z rabatem w naszej księgarni.

Dzięki książce Kamila Janickiego poznasz historię kobiet, które ocaliły Polskę. Bezkompromisowa historia upadku polskiego imperium. Kup już dzisiaj z rabatem na empik.com.

Zemsta będzie słodka

Musiał uzbroić się w cierpliwość. Minęła cała dekada, a Chrobry wciąż był niezwyciężony. Wydawało się, że nic nie jest w stanie go zatrzymać… Aż wreszcie zdarzył się Kijów. W 1018 roku książę stracił na wschodzie setki żołnierzy. Nie udało mu się trwale podporządkować Rusów, a na dodatek – wbrew prawu Bożemu i z bezczelnością godną perskiego satrapy wśród innych skarbów przywiózł też sobie dostojną nałożnicę.

Była to Przedsława: ruska księżniczka, którą Bolesław najpierw zgwałcił, by w ten sposób podkreślić skalę swojego zwycięstwa, a następnie uczynił z niej kurtyzanę. O jej istnieniu wiedział każdy: Bolesław chwalił się w końcu, że sponiewierał ją w łożnicy tak samo, jak wcześniej pokiereszował mieczem jedną z kijowskich bram. Na wojnie takie akty zemsty i demonstracje władzy zdarzały się często. Bolesław jednak folgował sobie dalej. I to mimo, że w domu czekała na niego ślubna małżonka – Oda Miśnieńska.

Jeśli Gaudenty chciał przejść od złorzeczenia do działania, to właśnie pojawiła się idealna okazja. Nie wiadomo, czy sam dostrzegł tę lukę w obronie. Jeśli w Brunonowym obrazie arcybiskupa kryje się choćby ziarno prawdy, to Gaudentego należałoby uznać za asekuranta albo wręcz tchórza. Człowieka, który bez zewnętrznego bodźca, bez osoby o silniejszym charakterze biorącej na siebie rolę sternika, nie byłby zdolny do otwartego buntu przeciwko władcy. Na szczęście takiej persony nie musiał szukać daleko.

Obraz Jana Matejki przedstawiający wjazd Chrobrego do Kijowa. W lektyce siedzi Przedsława (źródło: domena publiczna).

Obraz Jana Matejki przedstawiający wjazd Chrobrego do Kijowa. W lektyce siedzi Przedsława (źródło: domena publiczna).

Przedsława była przed laty jedną z rozgrywających ruskiej polityki. Rozstawiała figury na szachownicy, zbijała pionki, nie bała się poświęcać ludzkich istnień… Lata niewoli mogły stępić jej wolę walki, ale nie wyzuły jej z cynizmu i przebiegłości. Teraz, gdy jej gniew wreszcie doszedł do głosu, doskonale wiedziała, co musi zrobić. Nawiązała kontakty z arcybiskupem. Być może spotkali się osobiście na Ostrowie, a może wymieniali listy poprzez zaufanych pośredników. Pogardzana kobieta i arcybiskup. Nie trzeba było więcej, by zachwiać pozycją władcy.

Bigamia. Oto prawdziwe uzasadnienie ekskomuniki. O fali oburzenia, która przetoczyła się po Niemczech w związku z publicznym romansem Bolesława, wspomniał już kronikarz Thietmar. Chrześcijański wódz – filar moralności, skazujący innych cudzołożników na publiczną kastrację – przywiózł sobie brankę, „bezwstydnie zapominając o ślubnej małżonce”. Głuchy na napomnienia kleru, żył odtąd z dwiema żonami. I właśnie te żony doprowadziły go do upadku. Klątwa Gaudentego była w równym, a może nawet większym stopniu, klątwą Ody i Przedsławy.

Bibliografia:

Artykuł został oparty na materiałach zebranych przez autora podczas prac nad książką „Damy ze skazą. Kobiety, które dały Polsce koronę”. Pełna bibliografia w książce.

Poznaj historię kobiet, które ocaliły Polskę:

 

Czy wiesz, że ...

...królowa Jadwiga Andegawenka zazwyczaj wypijała dwa, dwa i pół litra piwa dziennie? Mimo takich ilości spożywanego trunku mieściła się w obowiązującej wówczas polskiej średniej statystycznej.

...nasi przodkowie nie jadali w średniowieczu znanego nam dzisiaj barszczu – przyrządzanego z buraków? Pierwotnie danie o tej nazwie wyrabiano z rośliny o nazwie barszcz zwyczajny.

...sułtan Mehmed II Zdobywca wał się do ataku na Konstantynopol już w wieku 14 lat? Na przeszkodzie tym planom stanął bardziej powściągliwy ojciec. Dopiero po jego śmierci mógł spełnić swoje marzenia o podbojach.

...jedno z pruskich plemion mordowało nowo narodzone dziewczynki? Galindzi byli bowiem przekonani, że nie opłaca się ich żywić. A matkom, które się temu sprzeciwiały - kazano obcinać piersi.

Komentarze (38)

  1. zaskoczona Odpowiedz

    Nigdy się z tym nie zgodzę! nie ma żadnych podstaw ku temu, by tak sądzić, nie wiem skąd obraz Przedsławy jako intrygantki, gdzie w kronikach jest ona ledwie wspominana.. Powszechnie się przyjmuje że ta wzmianka o ekskomunice to wymysł Galla, przestroga dla opozycji Krzywoustego…

    • Anonim Odpowiedz

      zgadzam się z przedmówcą; poza tym: skoro to wydarzenie zrobiło taką „renomę” chrobremu, to jakim cudem dostał koronę? Przecież dla Cesarza nie było to zbyt pozytywne wydarzenie, więc bez wątpienia wykorzystałby złą sytuację Bolesława. Wydaje mi się to dość nierealne, patrząc szczególnie na datę 1024.

      Tak jeszcze bardziej na marginesie rok 1023 i 1024 chyba nie może być rokiem ekskomuniki chrobrego, ponieważ Gaudenty zmarł pomiędzy 1006 a 1022 (przynajmniej wg. Internetów)

      • Anonim Odpowiedz

        Gdzie i od kogo dostał koronę królewską? Takich półpogańskich chrobrych królików i kniaziów na posługach margrafów było dziesiątki.

        • JAQ

          Zdumiewać może podobna ekstrawagancja.
          Roczniki Kwedlinburskie „Bolesław książę Polski, dowiedziawszy się o śmierci wzniosłego cesarza Henryka, podniesiony na duchu, trucizną pychy do tego stopnia zalał swoje wnętrzności, że zuchwale odważył się po namaszczeniu włożyć sobie koronę.” itd

      • iwa Odpowiedz

        korone to od papieza dostał raz i zwineli mu ja wegrzy sprzed nosa, póxniej koronował sie sam, tak samo jak \Krzywousty, którego koronował niejaki Świnka a Kazimierz wielki bez zgody papieza brał rozwody , został nawet bigamista, kosciół mieli gdzies i historia potwierdza, ze czym dalej od koscioła ,ale na własny rachunek tym nam lepiej dla Polski, im blizej z kosciołem tym na gorzej

      • JAQ Odpowiedz

        „Gdzie i od kogo dostał koronę”
        Roczniki kwedlinburskie
        „Bolesław książę Polski, dowiedziawszy się o śmierci wzniosłego cesarza Henryka, podniesiony na duchu, trucizną pychy do tego stopnia zalał swoje wnętrzności, że zuchwale odważył się po namaszczeniu włożyć sobie koronę”
        „Dzieje Konrada II” Wipona (poł. XI w.)
        „Bolesław, książę Polaków, zdobył z krzywdą króla Konrada insygnia królewskie i tytuł królewski”

  2. Alladin Odpowiedz

    Na jakiej podstawie z tego, że: „wiernym zabroniono opuszczać domostwa, strzyc włosy, dawać pocałunki, nosić wygodną odzież, a nawet spożywać mięso i pić wino” wyciąga Pan wniosek, że: „W kraju obłożonym anatemą nie wolno było odprawiać mszy i udzielać sakramentów. Zakazane były chrzty, komunia święta, nawet wiatyk. Nie mogło być odtąd mowy o grzebaniu zmarłych w chrześcijańskim obrządku. Każdego, kto umarł w okresie obowiązywania klątwy, czekało wieczne potępienie. Za życia natomiast ludzi miały dręczyć choroby, susze i gradobicia. A to wciąż jeszcze nie było wszystko.”

    • GRZEGORZ KUBALA Odpowiedz

      Anatema wtedy czyli „wyklęcie” a teraz tylko „wykluczenie”, polega na tym właśnie: na niedopuszczaniu do sakramentów /chrzest, śluby, Komunia Św. itd/. Po spełnieniu określonych warunków, moze być to zdjęte. Kiedyś oczywiście, przybierało to o wiele dramatyczniejsze formy niż teraz; jest też opcja /bardziej współczesna/ wykluczenia „z automatu”, bez uroczystego orzekania tego; ergo: o takim wykluczeniu z Kościoła, mogą teraz nie wiedzieć nawet znajomi obciążonego tym.

  3. flowenol Odpowiedz

    Zdaje mi się iż trochę naciągana ta historyjka, no i nazywanie św, Wojciecha zwyklym „wagabundą”, budzi mój delikatny niesmak. Ot, „news z d…” dla gimbazy.

  4. GRZEGORZ KUBALA Odpowiedz

    Razi mnie cynizm autora tych książek, okazywany względem bodaj każdej postaci historycznych o jakich wspomina.

  5. Janek Rodowicz Odpowiedz

    Gaudenty to mógł sobie najwyżej na ten gruz skoczyć, tą jego klątwę każdy miał gdzieś…liczyły się tylko plany Chrobrego do korony i tylko do tego był mu potrzebny papież…a Gaudenty jakby coś odwalił to dosłownie nie miał by z czego żyć, gdyż wiochy przestałyby mu dostarczać żarła…a jakby uciekł do Nazistów-Germanów, to tam takich jak on było pełno, więc zgniłby gdzieś żebrząc o żarcie…

  6. Artysta Nieznany Odpowiedz

    ,,..Gaudenty odchrząknął i pochylił się nad amboną. Dłonie mu drżały, zdawało się, że ta krótka formuła wyzuła z niego całą energię. Wreszcie zebrał resztki siły i tubalnym głosem…” – co to za film?

  7. Agata Odpowiedz

    Wystarczy popatrzeć na dorobek pana Janickiego, jego publikacje, pracę dla onetu, wirtualnej, interii, tygodnika NIE, natemat – żeby mieć jasność skąd u niego taka padaczka na temat Kościoła i Polski… Przy okazji – książkę „Żelazne damy” chętnie odsprzedam, tanio

    • Anka Odpowiedz

      A dlaczego ? Bo zna historię ? Bo orientuje się co Kościół wyprawiał przez setki lat ? Artykuły Janickiego nie wydają mi się anty Polskie i anty kościelne a że ” pokazuje ” i przedstawia swój punkt widzenia. Zresztą nikt nie musi tu wchodzić i czytać jak nie pasuje . Zawsze możesz skończyć lekturę na gościu niedzielnym tam zawsze jest szczera prawda.

  8. Magda Odpowiedz

    Ogromnie lubię czytać Pańskie książki! Świetnie napisane, wciągają jak najlepszy kryminał. Juz się cieszę, że jest kolejna ? Pozdrawiam

  9. Kunta Kinte Odpowiedz

    Fajna bajka… Polska jeszcze przynajmniej przez 3 wieki nie była chrześcijańska…! Więc tego Gaudentego i tak wszyscy mieli w głębokiej dupie…! Jakie pochówki chrześcijańskie w 1018 roku…?!

  10. Piotr Odpowiedz

    Nawet fajnie się czyta, ale w momencie kiedy dochodzisz do osoby św Wojciecha i piszesz choćby to:
    „Wojciech został ogłoszony męczennikiem, a Bolesław i Gaudenty zbudowali kariery na jego truchle.” to poziom żenady zostaje przekroczony. Ugryź się czasem w pióro, drogi autorze zanim coś nim naskrobiesz. To nie jest oryginalne spojrzenie, to jest rynsztok.

  11. JAQ Odpowiedz

    „Przedsława była przed laty jedną z rozgrywających ruskiej polityki. Rozstawiała figury na szachownicy, zbijała pionki, nie bała się poświęcać ludzkich istnień… Lata niewoli mogły stępić jej wolę walki, ale nie wyzuły jej z cynizmu i przebiegłości. Teraz, gdy jej gniew wreszcie doszedł do głosu, doskonale wiedziała, co musi zrobić. Nawiązała kontakty z arcybiskupem. Być może spotkali się osobiście na Ostrowie, a może wymieniali listy poprzez zaufanych pośredników.”
    Skąd autor wie to wszystko?

    • Nasz publicysta | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Proszę sięgnąć do książki Pana Kamila Janickiego, która została wielokrotnie wspomniana w powyższym artykule. Tam znajdzie Pan sześciostronicową bibliografię, na której oparł się autor.

  12. JAQ Odpowiedz

    Gall Anonim pisze „Klęska ta zaś dlatego tak powszechnie miała dotknąć całą ziemię [polską], że podobno Gaudenty, brat i następca św. Wojciecha, z nie znanej mi przyczyny obłożył ją klątwą” czyli, prawdziwości tej „klątwy” nie gwarantuje. Wcześniej u Galla mowa o najeździe Brzetysława i złupieniu Gniezna, zatem bajędy o „klątwie” wymyślono post factum, aby najazd ten wytłumaczyć.
    O rzekomej „klątwie” milczą wszystkie inne źródła.
    Wreszcie klątwa rzucana jest na osobę, zaś na teren nakładany jest interdykt. To rozstrzyga, by „klątwę” między bajki włożyć.
    Zatem wiele hałasu o nic.

  13. Bolesław Chrobry Odpowiedz

    Klątwa w rozumieniu ówczesnych nie czyniła z obłożonego „przeklętego na wieki”, ale czyniła go niesławnym. Zakazywało się ludziom pobożnym przebywać, rozmawiać i służyć osobą podlegającym klątwą. Stąd też wielu książąt, królów czy cesarzy obłożonych klątwą – szybko pokutowało za swoje błędy. Mało prawdopodobne jest aby cały naród, kraj, obszar, którym władał jakikolwiek król został obłożony klątwą czy interdyktem. Wbrew komunistycznej propagandzie, wiara w owych czasach była faktycznym stanem nawrócenia, a nie polityczna zagrywką, jak próbuje się nam wmówić. Problemem była cywilizacja w której religia się rozwijała. W księstwach Niemieckich rozwijał się bizantynizm, który zakładał, że wiara podlega władzy. Z tego narodziło się „Cuius regio, eius religio”.

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.