Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Jak Polacy w PRL-u migali się od wojska? Poznaj pomysły, w które aż trudno uwierzyć

Aby uniknąć służby wojskowej w czasach PRL młodzi chwytali się najróżniejszych sposobów.

fot.Wiesław Gadomski/domena publiczna Aby uniknąć służby wojskowej w czasach PRL młodzi chwytali się najróżniejszych sposobów.

Samobójcze deklaracje. Nadprodukcja lekarskich zaświadczeń. A nawet łamanie kończyn. Potencjalni rekruci byli gotowi na wszystko, byle wymigać się od poboru. Co działało najlepiej, a co nie mogło się udać… ale i tak tego próbowano?

Zasadnicza służba wojskowa w PRL kojarzyła się z przymusem, bezmyślnością i ideologicznym praniem mózgu. Rozpoczynało się ono już od przysięgi, której rota obejmowała między innymi ślubowanie podtrzymywania braterskich stosunków z Armią Radziecką. Oczywiście, była też „fala”. W efekcie dwa lata służby w wojskach lądowych i trzy lata w marynarce jawiły się wielu młodym ludziom jako czas kompletnie zmarnowany. Aby nie iść w kamasze chwytano się najróżniejszych sposobów. Niekiedy dość desperackich.

Najlepiej było „zachorować”

Najbardziej popularną metodą uniknięcia służby w ludowym Wojsku Polskim było symulowanie poważnej choroby. Fantazja poborowych była wielka. Wspierali ją zaprzyjaźnieni lekarze, wystawiający potrzebne zaświadczenia. Niekiedy wystarczyło powiedzieć: „Panie doktorze, jestem całkiem normalny, tylko nie chcę iść do wojska. Bardzo się boję, mam takie straszne lęki i nocami nie śpię z tego powodu”. Prośbę wspierało się oczywiście odpowiednim prezentem.

W taki właśnie sposób poboru uniknął lider Czerwonych Gitar Krzysztof Klenczon. Jak zdradza wdowa po muzyku, Alicja Klenczon, w książce Krzysztof Klenczon. Historia jednej znajomości, ojciec muzyka załatwił mu odroczenie wykorzystując swoje znajomości w WKU. Lekarz przyznał chłopakowi kategorię zdrowia D. Wszystko przez to, że Krzysztof zaszantażował ojca, mówiąc, że jeśli go wezmą w kamasze, to popełni samobójstwo.

Krzysztof Klenczon uniknął poboru dzięki znajomościom ojca w WKU.

fot. pochodzi z archiwum Alicji Klenczon Krzysztof Klenczon uniknął poboru dzięki znajomościom ojca w WKU.

Lepiej do psychiatryka niż do wojska

Pożądane były świadectwa leczenia się na choroby serca, nerek, kręgosłupa czy schorzenia neurologiczne. Szczególnie ceniono – ze względu na trudności z ich weryfikowaniem – choroby psychiczne. Tak zwane „żółte papiery” w większości przypadków dawały gwarancję uniknięcia poboru. Starano się je zdobyć na wszelkie sposoby. Jak wyglądało to w praktyce, wspomina 48-letni Piotr:

Poszedłem do psychologa, a kobieta zaczęła mi wymyślać jakieś fobie, o których nigdy w życiu nie słyszałem. Wziąłem papierki, zrobiła mi paroletnią historię choroby, zostawiłem jej dodatkowo dobry trunek i udałem się do WKU. W moim środowisku nikt sobie wówczas nie wyobrażał założenia munduru i wspólnych ćwiczeń na manewrach na poligonie z Rosjanami. Więc kombinowałem, ile wlezie.

Artykuł porusza następujące tematy:

Czas akcji:

Miejsce akcji:

Czy wiesz, że ...

...Stalin lubił naśmiewać się z przesadnych ambicji swojej wierchuszki? Na liście kandydatów do odznaczenia napisał: „Gówniarze dostają order Lenina!”

...za faszerowanie pasztetówek trocinami można było w czasach PRL zostać powieszonym? Taki wyrok zapadł w "aferze mięsnej", gdzie na karę śmierci skazany został Stanisław Wawrzecki, szef przedsiębiorstwa Warszawa Praga w Miejskim Handlu Mięsem.

...by uciec z PRL-u wybitny kompozytor Andrzej Panufnik zorganizował sobie wyjazd do Zurychu na nagrania polskiej muzyki? By nie budzić podejrzeń, oficjalne zaproszenie zostało wysłane do Biura Współpracy Kulturalnej z Zagranicą. Panufnik udawał zaskoczonego propozycją i zgodził się, pozornie bez entuzjazmu, dopiero po licznych namowach.

...w zamachu na Jana Pawła II 13 maja 1981 roku ranna została Ann Odre? Kobieta była amerykanką polskiego pochodzenia i według prasy urodziła się tego samego dnia i w tym samym miejscu, co papież. W rzeczywistości urodziła się ona w USA i była trzy lata młodsza od Jana Pawła II… Z Wadowic pochodziła natomiast jej matka.

Komentarze (46)

  1. Dżygit Odpowiedz

    Ja poszedłem do wojska w 87 roku na jesień w wyszedłem 90 na wiosnę. Te 6 miesięcy więcej to za ucieczki. Nie chciałem tam być ale musiałem.

    • zenek Odpowiedz

      Podchorąży, w dawnej Polsce zastępca chorążego (namiestnik). 1815-1830 w wojsku Królestwa Polskiego słuchacz Szkoły Piechoty i Kawalerii w Warszawie, której studenci wzięli udział w spisku przeciwko wielkiemu księciu Konstantemu, dając początek powstaniu listopadowemu.

      1918-1939 w Polsce międzywojennej słuchacz szkół podchorążych i oficerów. Obecnie tytuł wojskowy kandydata na oficera zawodowego lub oficera rezerwy.

  2. Blasius Odpowiedz

    Ta końcówka to jakiś zew Bojownika o Wolność I Demokrację XXI? Nie uważa pan, ze wymyślanie na siłę takich politycznych agitek, wtrąceń, kompletnie z d… na siłę to żenada? Nie przystoi człowiekowi po studiach. A może pan z resztą koderastów krzyczy „precz z komuną”, a następnie „za komuny to było lepij”? Sami się już w swojej śmieszności zatracacie. Aż muszę zobaczyć o pan zawarł w tej książce o 1989 roku bo już czuję jakie peany na cześć uwłaszczenia peerelowców tam mogą się pojawić ale nie zapeszam.

  3. Adam Adamski Odpowiedz

    Szacunek to ja mam dla tych ,którzy te służbę wytrzymali i odbyli od ,,kota”-do ,,dziadka”. W tym artykule mam wrażenie ,że obok ciekawostki jaką były sposoby na ominięcie woja,robi się z tych ludzi może nie bohaterów ,ale lepszych w ograniu systemu niż ci, którzy ,, jechali pas startowy na szmacie i mieli zomzy oraz ppk”

  4. skin-head Odpowiedz

    Ja poszedłem do wojska na wiosnę 1997 i wyszedłem w lato 1981 ( trochę doslugiwałem ) poligony mieliśmy – miesiąc w pułku miesiąc na poligonie .Byłem w pierwszoliniowym pułku pancernym. Poligony mieliśmy z Ruskimi z Borna-Sulinowa .Dostawaliśmy równo po dupie , najgorsze były zimy .Jakoś przetrwaliśmy i teraz się fajnie wspomina . A że było takie tchórzliwe badziewie to się powinni tym wstydzić a nie chwalić. OT takie cioty.

  5. ad Odpowiedz

    jak zwykle napisał to ktoś kto się migał albo jest za młody aby poznać służbę zasadniczą. Wojsko to szkoła życia. Z niejednego chłopaka zrobiła chłopa. Wielu naprostowała światopogląd (nie mówię o polityce) Szukanie ideologi politycznej w tłumaczeniu kombinowania z wku jest śmieszne. Pismak stawia na równo odroczkę z powodu nauki i żółte papiery !!! Zrozumienie tematu zerowe.Dla minie ktoś kto unikał woja, z wyłączeniem nauki i poważnej choroby to ciota. Sam się odraczałem dwa lata (nauka) Jesień 96 zima 98. Było fajnie i nie był to zmarnowany czas.

    • Jurek Odpowiedz

      „Wojsko to szkoła życia” – ja dziękuje za taką szkołę, żeby dosadniej nie powiedzieć. Wszyscy którzy tak mówią moim zdaniem nie rozumieją czym jest wojsko – a jest organizacją mającą niszczyć i zabijać. W obronie lub w ataku. I żeby organizacja ta mogła spełniać swój cel musi brutalnie, sekciarsko wręcz wyszkolić swoich członków. A pomysł źeby instytucja stworzona do niesienia śmierci i ognia była szkołą życia, robiła z chłopców mężczyzn, dbała o kondycję itp itd jest nieskuteczny, potwornie drogi, niehumanitarny i przede wszystkim głupi z punktu widzenia obronności.

  6. adam Odpowiedz

    Artykuł może i ciekawy, ale nawiązanie jaki to niby PiS zły zupełnie bez sensu. Że „może wprowadzą bo podobno ktoś tak mówił”. Komu podlizuje się Pan Autor ? Platformie czy KODomitom ?

  7. Dariusz Odpowiedz

    Zlikwidowano zasadnicza sluzbe wojskowa i teraz rosna nam pokolenia mlodziezy w spodniach-rurkach i wlosach na zel, nie majacych pojecia o obsludze sprzetu wojskowego i ciezko dyszacych po przebiegnieciu 400 metrow. Utor tego artykulu to jakis gimnazjalista chyba, bo w wojsku na pewno nie byl.

    • menka Odpowiedz

      Zgadzam się w 100 procentach.
      Dzisiejsi młodzi mężczyźni to w większości zniewieściałe mamisynki. Mamuśki też nieźle …okaleczone… Wychowują cioty, a nie – normalnych, odpowiedzailanych, odważnych facetów…

      • Jarema Odpowiedz

        Ojeju, jak ja uwielbiałem te teksty że ,,wojsko by się wam przydało…”. Nie jednego to ,,wojsko” schamiło, robiło jeszcze większym cwaniakiem i zabijało indywidualność. Liczba ludzi którzy stracili w czasie służby zdrowie i życie jest do dziś nieznana bo to tajemnica wojskowa o tych którzy potem mieli problemy psychiczne nie wspominam nawet. Nie każdy się do wojska nadaje, nie każdy ma walory psychofizyczne do służby a jeśli jakaś panienka wypisuje o prawdziwych facetach itp… to po primo mogę odpisać że konstytucja jasno się wyraża o równych prawach i obowiązkach, więc dlaczego kobiety nie służyły? mamy dyskryminacje a żeby być jeszcze bardziej złośliwy to mogę napisać że prawdziwa kobieta to powinna według tej logiki wykonywać tradycyjne czynności domowe. Oczywiście dobrze że mamy teraz jak mamy i z jednej strony kobieta może wykonywać prace zarezerwowane wcześniej dla mężczyzn a młody mężczyzna nie musi marnować czasu w wojsku. Do wielu głów nie dochodzi po prostu że wojsko to nie romantyzm a poniżające komisje wojskowe na powitanie, wszechobecne chamstwo, fala itp… i w imię czego? za komuny prawdziwymi bojownikami o pokój byli ci co się migali od armii a w latach póżniejszych to wojsko nie jednego patriotę zniechęciło do patriotyzmu a poza tym niewiele nauczyło.

      • Jarema Odpowiedz

        Moi koledzy tak służyli kilkanaście lat temu że się ledwo nauczyli obsługiwać broń a potem robili za pół darmo u trepów przy budowie domów. Jeden mój wujek przez to ,,wojsko” przez całe życie cierpiał na nerki, cud że 81 lat przeżył, drugiemu w latach 70tych te dwa lata służby złamały plany życiowe a trzeci również w tym samym czasie zachorował (przez wojsko) na raka i zmarł w wieku 28 lat. Prawdziwe wojsko to ma być dobrze zorganizowana banda zabijaków regularnie wyjeżdzających na misje i mających oparcie w NSR i gwardii narodowej a nie pospolite ruszenie czy banda wysportowanych lalusiów czyhających na szybką emeryturkę w wieku 40-42 lata. Przepraszam ale na ten temat nie jestem w stanie pisać bez pewnych emocji. Lepiej żeby zamiast służby zasadniczej było w każdej gminie harcerstwo z dobrowolnym szkoleniem paramilitarnym dla tych co ukończyli 16 rok życia bo jak pokazują obecne czasy to 40% studentów jest chętnych do przeszkolenia w ramach Legii Akademickiej.

        • Członek redakcji | Anna Dziadzio

          @Jarema: Szanowny Panie, dużo doświadczeń i dużo przemyśleń kłócących się z poprzednimi dyskutantami. Ma Pan rację, przemoc nie zrobi z nikogo „twardziela” – nie tędy droga. Dziękujemy za podzielenie się własnym doświadczeniem i proszę nie przepraszać za emocje – to dowód, że jest Pan zaangażowany w temat i dyskusję. Pozdrawiamy.

  8. Artur Odpowiedz

    Mój rocznik miał pobór w 1982 r. i jak łatwo się domyśleć, w stanie wojennym nikt się do woja nie wyrywał (i później zresztą też). Na pierwszej komisji ulitowała się nade mną jakaś lekarka (tak, była w komisji) i dała rok odroczenia ze względu na moją mizerną posturę i planowane studia. Podczas studiów dostawałem odroczki. Dopiero po kilku latach udało się załatwić kategorię E (trwale niezdolny do służby wojskowej) ze względu na wzrok – ponoć na skutek wysiłku fizycznego mogłem doznać trwałego uszkodzenia siatkówki czy coś takiego :-)

    • Artur Odpowiedz

      c.d.: Największe jaja były po mojej ostatniej komisji wojskowej. W poczekalni czekała na wyroki wataha wystraszonych chłopaków. Gdy wyszedł żołnierz z książeczkami wojskowymi, to każdego wyczytywał i głośno informował: „Dla pana X mam dobrą wiadomość, że dostał kategorię A i jest zdolny do obrony socjalistycznej ojczyzny”. Przy każdej takiej informacji słychać było jęk zawodu zgromadzonych i wyrazy współczucia dla „szczęśliwca”. Gdy nadeszła moja kolej, żołnierz głośno, z pogardą w głosie, poinformował mnie: „Mam dla pana przykrą wiadomość. Jest pan trwale niezdolny do służby wojskowej i dostał pan kategorię E”. Wyobraźcie sobie ryk zachwytu chłopaków w poczekalni i ich szczere gratulacje!

    • Artur Odpowiedz

      c.d.:
      Największe jaja były po mojej ostatniej komisji wojskowej. W poczekalni czekała na wyroki wataha wystraszonych chłopaków. Gdy wyszedł żołnierz z książeczkami wojskowymi, to każdego wyczytywał i głośno informował: „Dla pana X mam dobrą wiadomość, że dostał kategorię A i jest zdolny do obrony socjalistycznej ojczyzny”. Przy każdej takiej informacji słychać było jęk zawodu zgromadzonych i wyrazy współczucia dla „szczęśliwca”. Gdy nadeszła moja kolej, żołnierz głośno, z pogardą w głosie, poinformował mnie: „Mam dla pana przykrą wiadomość. Jest pan trwale niezdolny do służby wojskowej i dostał pan kategorię E”. Wyobraźcie sobie ryk zachwytu chłopaków w poczekalni i ich szczere gratulacje!

  9. Kania Odpowiedz

    Ja to wygodę nie byłem do rejestracji książeczki wojskowej w ręku nie miałem.I sam niewiem jak to funkcjonuje do tej pory…?

    • Andrzej T Odpowiedz

      Ciekawy jestem jak meldowałeś się w miejscu zamieszkania, czy jak się zatrudniałeś albo rejestrowałeś własny zakład? Do tego wszystkiego książeczka wojskowa była niezbędna!

  10. sam Odpowiedz

    trzy historie
    pierwsza
    kolega nie dostał wezwania na komisje poborowa, po prostu o nim zapomnieli, a on sie nie narzucał
    druga:
    kolega miał bilet w kieszeni, ale wcześniej poszedł łoić lodospad na Siklawie i…odpadł, na szczęście złamał tylko rękę i miał wstrząs mózgu, ale zamiast do wojska poszedł do szpitala
    trzecia- ja…zdałem do PWST , bo nie brali po szkole teatralnej nawet na rok, na prawdę to była najważniejsza motywacja- NIE IŚĆ DO WOJSKA W PRL ZA WSZELKĄ CENĘ

    • Artur Odpowiedz

      A propos zapominania o poborowych: mój chrzestny w czasach głębokiej komuny nie miał ochoty bronić ludowej ojczyzny, zwłaszcza że lada dzień miał się żenić. Pogadał więc z jakimś żołnierzem ze swojej wku i ten za pół litra usunął jego teczkę z archiwum. No i wujek miał spokój z wojskiem do końca życia.

  11. staruszek Odpowiedz

    Najpewniejszą metodą,dziwne,że mało znaną było symulowanie homoseksualizmu.Dogadać się musiało trzech kumpli-rzekomi homoseksualiści i trzeci,który ich podpieprzył.Gwarantowane wyrzucenie z wojska.

  12. Anonim Odpowiedz

    Ja stwierdziłem że najlepszy sposób żeby mieć spokój z wojskiem to iść do wojska. Efekt? Gdy wróciłem to kumple nadal trzęśli porami a ja miałem pewność że mnie nie wezmą. I nie żałuję. Kumpli z wojska i przygody za dziadka wspominam do dziś. Kocie miesiące szybko przeleciały a bez fali to w wojsku byłby burdel na kółkach jeszcze większy. I każdy kto był w wojsku wie że wojsko zmienia chłopców w mężczyzn choćby nie wiem jak ciężko było momentami. Pozdro dla rezerwy.

  13. Zbytni Odpowiedz

    Strzelacie sobie w stopę panowie zohydzający stare, złe dla wielu czasy, robicie to byle jak. Przecież za „socjalizmu” było źle, ale …na „zachód” ludzie jeździli, a piszecie, że ciężko było, to pierwsze kłamstwo czy przeinaczenie. Dajecie przykłady typowych, „czerwonych” synów, którym wolno było wszystko.
    Ja byłem w wojsku, o 6 m-cy dłużej, J79. Jedno wiem, ze złamasów i mamlasów robili się konkretni faceci. Przestali się bać, nie dawali urabiać politrukom czy innym pajacom. Stawali się odważni i przebiegli, umieli i zakombinować i zrobić z g….a coś.
    Myślę, że przed napisaniem tego głupiego w swej wymowie”gniota” autor powinien przejść okres 2 lat zaszczytnej służ y zasadniczej którą my, bez koneksji, układów musieliśmy odbyć. U mnie na kompanii rozpoznania dużo byś autorze się nauczyl, teraz kilka książek poczytnych napisał, prawdziwie.

      • Członek redakcji | Anna Dziadzio Odpowiedz

        @q: Drogi q, myślę że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Widocznie powyższy komentator tylko obserwował jak „ze złamasów i mamlasów robili się konkretni faceci”, czyli sam należał do tych robiących, a nie tych, z których tych niby facetów robiono.

  14. john Odpowiedz

    Wojsko to miejsce /kolejne po szkole, kościele/ gdzie się przeprowadza najbardziej ekstremalną lobotomię… wystarczy przeczytać wpis Zbytni-ego…
    Można było również się odraczać pracując w różnych miejscach…sam do końca „odsłużyłem” w elektrowni – zakładzie „zmilitaryzowanym”, lecz byłem od samego początku przygotowany na to, że lepiej iść do pierdla niż do tego miejsca gdzie „ze złamasów i mamlasów robili się konkretni faceci”
    Kombinowanie z chorobami nie było takie proste: 3 dni latałem po lekarzach i utargowałem jedynie A2…a byłem równocześnie sportowcem :)

  15. pepsko Odpowiedz

    Kolega lekarz opowiadał jak w ltach 90tych przywiezli chłopaka który amputował sobie jądro by nie iść w kamasze…

    • Członek redakcji | Anna Dziadzio Odpowiedz

      @pepsko: Drogi pepsko, ale zrobił to sam, czy ktoś zgodził się mu w tym pomóc? Zdradzi nam Pan jak to się skończyło? Przeżył?

  16. Grzegorz Odpowiedz

    Odczepcie się od autora za wzmiankę o PiS
    Widzę że dzieciorobów wyciągających 500-setki i tyle tylko potrafiących coraz więcej. …

    • Członek redakcji | Anna Dziadzio Odpowiedz

      @Grzegorz: Prosimy o powstrzymywanie się od agresywnych komentarzy. Własne zdanie można wyrażać w sposób bardziej subtelny i dojrzały.

  17. drążek Odpowiedz

    Szacunek dla wszystkich którzy byli w wojsku.. sam byłem w MW – trzy lata, i nie raz myślałem, żeby się wymigać, ale nie za wszelką cenę robienia z siebie idioty i cwaniaka.. z perspektywy czasu nie żałuje to była szkoła życia, wiele się nauczyłem i poznałem granice swojej odporności, która po MW nigdy już nie była wystawiana na takie sprawdziany.

    • Członek redakcji | Anna Dziadzio Odpowiedz

      @drążek: Szanowny Panie, dziękujemy za podzielenie się swoją opinią, która wynika z Pana życiowego doświadczenia, jest zatem przemyślana i ma potwierdzenie w rzeczywistości. Pozdrawiamy i zachęcamy do aktywnego brania udziału w dyskusjach. Osobiste relacje i doświadczenia są dla nas ogromnie cenne.

  18. Andrzej T Odpowiedz

    Jakoś dotychczas nie zauważyłem żeby ktoś przypomniał czas, gdy komuna sama dawała kategorię E! To było jakieś dwa, czy trzy tygodnie po podpisaniu porozumień sierpniowych w 1980 roku. wzywano wtedy na komisje wojskowe ludzi wszelkim kategoriami z D włącznie, ale nie wszystkich. Wszystkim wezwanym zmieniano kategorię na E, czyli niezdolny do służby nawet w czasie wojny. Dla mnie było to jasnym sygnałem, ze szykuje się stan wojenny i trzeba odciąć niepewnych ludzi aby nie dostali broni do ręki w bałaganie mobilizacyjnym. Wniosek taki wyciągnąłem gdy zobaczyłem KOMU zmieniono kategorię na E.

  19. Zastępcza Służba Wojskowa Odpowiedz

    Na szczęście załapałem się na Zasępczą Służbę Wojskową i uważam ,że ten czas był lepiej spożytkowany niż gdybym miał kopać doły w deszczu i biegać w upały w masce przeciwgazowej,bo ktoś ma takie widzimisię. Znam wielu chłopaków, którzy przed wojskiem byli fajnymi kumplami a po służbie im odwaliło i stali się chlejusami z zaoraną psychiką i niektórzy do dziś jak popiją to im się agresja załącza,a przed wojem tego nie mieli. Inną sprawą jest to,że ci co tak głośno krzyczą jak to było fajnie w wojsku w dużej części na przepustkach płakało mamusi w kieckę, że nie chcą tam wracać. Znałem takiego co był w wojsku i jak go na przepustce spotkałem to gadał głupoty jak to tam jest super i w ogóle… kilka dni później spotkałem jego matkę i powiedziała ,jaka była prawda…. ze łzami w oczach wsiadał do pociągu jak się kończyła przepustka.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.