Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Jakim szefem był Adolf Hitler?

Hitler na biurku w Berghofie - zdjęcie koloryzowane (Bundesarchiv, Bild 146-1990-048-29A / Heinrich Hoffmann / CC-BY-SA).

Hitler na biurku w Berghofie – zdjęcie koloryzowane (Bundesarchiv, Bild 146-1990-048-29A / Heinrich Hoffmann / CC-BY-SA).

Pracy papierkowej unikał jak ognia. Kontrahentów i podwładnych męczył wielogodzinnymi monologami. Bywał kapryśny: jednym wręczał kwiaty, innych z miejsca aresztował. Jak wielu najgorszych szefów miał poczucie, że wszystko mu wolno. Także w biurze.

O tym, jak pracuje się z Hitlerem, jako pierwsi mieli okazję przekonać się jego towarzysze partyjni. Już wówczas było jasne, że będzie niestandardowym szefem. Świadczył o tym nawet sposób, w jaki dobierał sobie współpracowników. Mordercy, alfonsi, zboczeńcy, narkomani, czy zwykli awanturnicy byli na równych prawach z innymi tak długo, jak służyli określonym celom – pisał o nich amerykański korespondent w Niemczech lat 30. William L. Shirer. I wyjaśniał: Taką zasadę [Hitler przyjął] wobec wszystkich swoich współpracowników nie bacząc na ich niejasną przeszłość, czy teraźniejszość.

Niezbyt zapracowany szef partii

Im wyżej przyszły dyktator piął się jednak w hierarchii politycznej Niemiec, tym bardziej musiał się dostosować do norm panujących w świecie polityki, dyplomacji i biznesu. Oznaczało to między innymi konieczność przejęcia na swoje barki obowiązków administracyjnych.

Pierwszy raz musiał im stawić czoła jeszcze jako szef NSDAP, urzędujący w biurze partii w Monachium. Na każdym kroku dawał tam wyraz swojej pogardzie dla biurokratycznych procedur. Nie dbał też specjalnie o dotrzymywanie terminów. Tylko wyjątkowo zjawiał się w miejscu pracy punktualnie. A nawet gdy już był i przyjmował interesantów, zdarzało się, że nagle wychodził, zostawiając niezałatwioną sprawę i zdezorientowanego interesanta z ważnymi dokumentami.

W 1933 roku Hitler z polityka wiecowego musiał przedzierzgnąć się w gabinetowego. Jednak wcale nie chciał zrezygnować dla władzy ze swobody robienia, czego chce. Nawet podczas pozowania do zdjęcia ze swym świeżo sformowanym gabinetem nie mógł się powstrzymać od gardłowania z wicekanclerzem von Papenem (Bundesarchiv, Bild 102-15348 / CC-BY-SA 3.0).

W 1933 roku Hitler z polityka wiecowego musiał przedzierzgnąć się w gabinetowego. Jednak wcale nie chciał zrezygnować dla władzy ze swobody robienia, czego chce. Nawet podczas pozowania do zdjęcia ze swym świeżo sformowanym gabinetem nie mógł się powstrzymać od gardłowania z wicekanclerzem von Papenem (Bundesarchiv, Bild 102-15348 / CC-BY-SA 3.0).

Kiedy Hitler został powołany na stanowisko kanclerza Rzeszy w styczniu 1933 roku, wydawało się, że ten lekceważący stosunek do pracy biurowej uległ zmianie. Początkowo najwyższy urzędnik w państwie bardzo się przykładał do pracy. W swoim gabinecie pojawiał się punktualnie o godzinie 10 i odbywał naradę z najważniejszymi współpracownikami. Czytał też, choć z niechęcią, dostarczane mu akta i przygotowywał się bardzo starannie do posiedzeń rządu. Urzędnikom pracującym w Kancelarii okazywał szacunek z uwagi na ich wiedzę. Wkrótce jednak zaczął organizować sobie pracę po swojemu.

Kanclerz, którego nigdy nie ma przy biurku

Brytyjski dziennikarz Sefton Delmer spytał Hitlera, jak to jest być kanclerzem Rzeszy. Ten odparł mu krótko:

Odkryłem jedną arcyciekawą rzecz. Całe to kierowanie rządem w ogóle nie wymaga pracy. Absolutnie żadnej. Wszystko załatwiają inni (…) Ja po prostu umieszczam swoje nazwisko na kartce, którą mi podsunięto, i tyle.

Artykuł powstał między innymi na podstawie słynnej książki byłego sekretarza stanu USA Henry'ego Kissingera zatytułowanej "Dyplomacja" (Bellona 2017).

Artykuł powstał między innymi na podstawie słynnej książki byłego sekretarza stanu USA Henry’ego Kissingera zatytułowanej „Dyplomacja” (Bellona 2017).

Oczywiście, Führer nie był tak naiwny i przypuszczalnie zażartował sobie z Brytyjczyka. Faktycznie jednak praca w charakterze pierwszego urzędnika Niemiec niezbyt mu odpowiadała. Nie potrafię sobie wyobrazić niczego straszniejszego niż dzień w dzień ślęczeć w biurze nad aktami – powiedział raz swoim współpracownikom. Innym razem narzekał na biurokrację: Codziennie zastawałem na biurku stosy akt i ile bym nad nimi nie ślęczał, nie zmniejszały się.

By uniknąć pracy biurowej, wypracował w końcu inną formułę: zaczął… wizytować kraj. Także dla jego pracowników oznaczało to częste wyjazdy. Zwłaszcza, kiedy decydował się na inspekcję gdzieś bliżej i korzystał z samochodu, za jego czarnym mercedesem jechała cała kawalkada dodatkowych pojazdów. Znajdowała się w nich ochrona z Leibstandarte SS Adolf Hitler, ale także policja, adiutanci, lekarz, sekretarka i kamerdyner.

Hitler od siedzenia w stolicy zdecydowanie wolał plenery, najlepiej górskie. Na tym zdjęciu z 1936 roku widzimy go ze współpracownikami w Obersalzbergu (Bundesarchiv, B 145 Bild-F051620-0043 / CC-BY-SA 3.0).

Hitler od siedzenia w stolicy zdecydowanie wolał plenery, najlepiej górskie. Na tym zdjęciu z 1936 roku widzimy go ze współpracownikami w Obersalzbergu (Bundesarchiv, B 145 Bild-F051620-0043 / CC-BY-SA 3.0).

Starał się też możliwie ograniczyć czas pracy w Kancelarii. Spędzał w niej tylko 4 dni w tygodniu, a uzyskane w ten sposób długie weekendy spędzał w Monachium lub Berchtesgaden. Może dlatego wytrawny dyplomata i urzędnik Henry Kissinger w swym wiekopomnym dziele pod tytułem „Dyplomacja” nie wystawił Hitlerowi najwyższej noty za zdolności administracyjne:

Jako szef rządu Hitler kierował się nie analizą, lecz instynktem. Uważając się za artystę, nie znosił uregulowanego, siedzącego trybu życia i znajdował się w ustawicznym ruchu. Nie lubił Berlina, a pewne ukojenie znajdował w swojej bawarskiej rezydencji, gdzie chował się na całe miesiące, chociaż nawet tam szybko dopadała go nuda.

Ponieważ pogardzał systematyczną pracą, a ministrowie z trudem znajdowali do niego dostęp, polityka realizowana była zrywami. To, co wypływało z jego szalonych zrywów, było natychmiast realizowane. To, co wymagało długotrwałych, systematycznych wysiłków, było odsuwane na bok.

Hitler nad papierami? To niezwykle rzadki widok dla jego pracowników. Szczególnie, że nie przegląda ich w biurze... Zdjęcie z 1936 roku (Bundesarchiv, Bild 146-1973-034-42 / Heinrich Hoffmann / CC-BY-SA 3.0).

Hitler nad papierami? To niezwykle rzadki widok dla jego pracowników. Szczególnie, że nie przegląda ich w biurze… Zdjęcie z 1936 roku (Bundesarchiv, Bild 146-1973-034-42 / Heinrich Hoffmann / CC-BY-SA 3.0).

Dzień z Hitlerem

Mimo unikającego biurowych obowiązków szefa Kancelaria Rzeszy zachowała jednak do 1939 roku w miarę stabilny harmonogram pracy. Wszystko było podporządkowane rytmowi dnia Wodza. Rano kamerdyner budził go specjalnym dzwonkiem elektrycznym, pukał do drzwi i meldował, która jest godzina. Przy okazji poznawał nastrój szefa.

Hitler brał kąpiel, golił się, jadł śniadanie. W drodze z apartamentów prywatnych do biura omawiał z adiutantami, kogo z oczekujących przyjmie tego dnia, a kogo mają „spławić”. W gabinecie wysłuchiwał przeglądu prasy i bieżących spraw urzędowych, potem odbywał rozmowy z ministrami, dyplomatami i innymi ważnymi osobami.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Komentarze (7)

    • Redaktion Odpowiedz

      Sehr geehrter Leser,

      Vielen Dank für Ihre Korrektur. Es ist eine Schande, dass sich ein solcher Fehler ausgerechnet in einen Artikel über unseren Führer eingeschlichen hat. Wir werden den Verantwortlichen finden und ihn beispiellos bestrafen.

  1. Bombacjusz Odpowiedz

    Adiutant lotniczy Adolfa Alojzowicza ppłk Nicolaus von Below jako szefa wspominał go bardzo miło. Aczkolwiek w swoich wspomnieniach nie raz daje do zrozumienia, że zarówno kiepska kuchnia jak i wielogodzinne tyrady czasami były ciężkie do zniesienia. Zwłaszcza dowcipy wagi ciężkiej o mięsożercach..

  2. Członek redakcji | Anna Winkler Odpowiedz

    @Bombacjusz: A mnie się wydaje, że właśnie dlatego Hitler był najgorszym z szefów, że mógł zmuszać swoich podwładnych do wysłuchiwania wielogodzinnych monologów. Problem był systemowy: szefa też powinno coś ograniczać, inaczej jesteśmy – no cóż – na łasce człowieka i zależymy od jego kaprysów. Jednego dnia to będzie karmienie swojej megalomanii i słuchanie głupich dowcipów, następnego – wysyłanie ludzi na chybił-trafił na śmierć „bo zupa była za słona”. Autor zresztą tę zmienność i groźną samowolkę dyktatorską całkiem nieźle uchwycił.

    • Bombacjusz Odpowiedz

      Też wolałbym nie mieć za szefa gościa, który rosół nieodmiennie nazywał „herbatą z trupa” i od 22.00 do 3.00 wygłasza kilka tyrad, jedną bzdurniejszą od drugiej a ty siedź, słuchaj, potakuj i uśmiechaj się. Z drugiej strony szefem adiutantury przez dłuższy czas był płk Hossbach. Tak sztywny i zasadniczy Prusak, że już po 15 minutach miało się go chęć udusić. Szczerze mówiąc, nie dziwię się, że poza von Belowem, który służył u Adiego przez niemal 10 lat adiutanci zmieniali się dość często. Atmosfera w Kancelarii Rzeszy musiała być nader gęsta czasami.

      • Mateusz Drożdż Odpowiedz

        @Anna Winkler i @Bombacjusz – dziękuję za te komentarze! Nie tylko wprowadzają nowe i interesujące wątki do tematu artykułu, ale i utwierdzają mnie w przekonaniu, że też nie chciałbym mieć takiego szefa, jakim dla swoich podwładnych był Adolf Hitler. :)

        Pozdrawiam!
        Mateusz Drożdż

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.