Historia z mniej (choć nie zawsze) poważnej strony. Ciekawostki, odkrycia, kontrowersje, czyli „jak to naprawdę było” w formie przystępnej dla każdego.

Ile kosztowało życie w Auschwitz?

Morris Kestelman, "Dlaczego mnie porzuciłeś?", 1943 (źródło: domena publiczna).W jaki sposób można było przetrwać obóz zagłady? Ocaleni często wskazywali na odpowiednie cechy charakteru więźnia, jego zdrowie i tężyznę fizyczną. O losie potrafił przesądzić również kaprys fortuny. Szczęściu jednak można było pomóc – w piekle za drutami kolczastymi, ludzkie życie miało konkretną cenę.

Kto ma żarcie w obozie, ten ma siłę – wspominał w opowiadaniu „U nas w Auschwitzu” Tadeusz Borowski. Wszyscy więźniowie, wnioskując po śladowych racjach żywieniowych, skazani byli na powolną śmierć głodową. Oczywiście jeśli wcześniej nie powaliło ich wycieńczenie organizmu, choroba lub kaprys esesmana-sadysty.

Lurowata kawa na śniadanie, wodnista zupa z ziemniaczanymi łupinami na obiad, kilka kromek chleba, kawałek margaryny i kiełbasy na kolację – przy takich porcjach naturalnym jest, że każdy więzień, mający chęć przetrwania, musiał organizować jedzenie na własną rękę.

Dzika chęć utrzymania się na powierzchni, czyli zaspokojenia również i głodu, zrodziła handel. To znaczy: zrobię coś dla Ciebie, ale za pajdę chleba – wspominał Władysław Bartoszewski. – Poza tym nałogowi palacze oddawali jedzenie za papierosy i wykańczali się w ciągu kilku tygodni. Z powodu zeszkielecenia.

Szanse na przeżycie w Auschwitz rosły jeżeli słuchało się więźniów z dłuższym stażem. Na zdjęciu więźniowie obozu wyzwoleni przez Armię Czerwoną w styczniu 1945 roku (źródło: domena publiczna).

Szanse na przeżycie w Auschwitz rosły jeżeli słuchało się więźniów z dłuższym stażem. Na zdjęciu więźniowie obozu wyzwoleni przez Armię Czerwoną w styczniu 1945 roku (źródło: domena publiczna).

Obozowy pieniądz

Papierosy stanowiły nieoficjalną walutę. W wielu obozach istniały kantyny, w których więźniowie za przesłane im pieniądze mogli nabyć wyroby nikotynowe. Handlowano również przedmiotami, ubraniami. Jaki był przelicznik?

Jeden Polak zostawił wełniany pasiak. Zorganizowałem go, kiedy nikt nie patrzył. „Zorganizować” znaczy w obozie tyle, co ukraść. Więźniowie muszą to robić, żeby przeżyć – czytamy w powieści beletrystycznej „Szachy ze śmiercią”. Wprawdzie powieść oparta jest na fikcyjnej historii, jednak precyzyjnie oddaje realia obozowe.

– Co z nim zrobiłeś? – pyta Emil.

– Sprzedałem blokowemu z szesnastki. Za dwie racje chleba.

– To uczciwa cena.

Podwędzony wełniany pasiak mógł więc uratować lub też przedłużyć życie więźnia.

Inspirację do napisania artykułu stanowiła książka Johna Donoghue pt. <a href="//www.znak.com.pl/ciekawostkikartoteka,ksiazka,19630,Szachy-ze-smiercia?utm_source=ciekawostkihistoryczne.pl&amp;utm_medium=art_Ile_kosztowalo_zycie_w_Auschwitz_59884&amp;utm_campaign=szachy_ze_smiercia092016" target="_blank">"Szachy ze Śmiercią"</a> (Świat Książki 2016).

Inspirację do napisania artykułu stanowiła książka Johna Donoghue pt. „Szachy ze Śmiercią” (Świat Książki 2016).

Luksusy w Kanadzie

Skąd brano przeróżne fanty i artefakty, które można było wrzucić na obozowy rynek? Miejscem pożądania wielu więźniów była tak zwana „Kanada”. To tam gromadzono wszelkie przedmioty i dobra znalezione przy transportowanych więźniach.

Praca przy rozładunku wagonów była niewdzięczna – ze środka wysypywały się nieraz trupy niemowląt, a wokół pociągu rozgrywały się sceny dantejskie, gdy nieświadomi jeszcze niczego przyszli więźniowie dostawali pierwszą lekcję upodlenia.

Były jednak wymierne profity – więźniowie garściami korzystali z przywiezionego jedzenia.

Aby mieć szanse na przetrwanie, już w pierwszych dniach pobytu w obozie należało wypracować „szósty zmysł, wykrywający zagrożenie”. Na zdjęciu selekcja nowo przybyłych więźniów do obozu w Birkenau (źródło: domena publiczna).

Aby mieć szanse na przetrwanie, już w pierwszych dniach pobytu w obozie należało wypracować „szósty zmysł, wykrywający zagrożenie”. Na zdjęciu selekcja nowo przybyłych więźniów do obozu w Birkenau (źródło: domena publiczna).

Borowski wspominał, jak wraz ze współwięźniami delektował się smakiem suszonych pomidorów. Strażnicy na ten proceder często przymykali oko. Zasada, którą poznajemy w innym opowiadaniu Borowskiego „Proszę państwa do gazu”, była prosta.

Kto weźmie złoto albo cokolwiek innego nie do jedzenia, będzie rozstrzelany jako złodziej własności Rzeszy!

Kolejny transport dawał jednym więźniom szansę na przetrwanie, innym zaś możliwość realizowania interesów.

Parę dni obóz będzie żył z tego transportu, zjadał jego szynki i kiełbasy, konfitury i owoce, pił jego wódkę i likiery, będzie chodził w jego bieliźnie, handlował jego złotem i tłumokami – wspominał Borowski.

Zbawienny fach w ręku

Szansę na zdobycie jedzenia dawała też lepsza praca. Tu uprzywilejowani byli fachowcy – fryzjerzy, szewcy, zegarmistrzowie, kucharze, którzy za odpowiednią usługę otrzymywali jedzenie lub papierosy.

Lepiej wiodło się również członkom orkiestry obozowej i bokserom – przynajmniej od czasu, kiedy w obozach zaczęto regularnie organizować walki (więcej na ten temat pisaliśmy w innym naszym artykule). Dodatkowe porcje jedzenia dawały szerszy wachlarz możliwości na nieformalnym obozowym rynku.

Lepsi – to blokowi, sztubowi, pisarz blokowy, kapowie i fryzjer blokowy – wspominał autor „Pięciu lat kacetu”, Stanisław Grzesiuk. – Ci, których tu wymieniłem, brali dla siebie tyle misek zupy, ile było im potrzeba. Zupę te mogli niektórzy kupować za wieczorne porcje kiełbasy lub margaryny.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz