Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Czy twój ojciec był nazistą? Życie niemieckich bękartów w powojennej Polsce

Zdjęcie niemieckich dzieci wyjeżdżających z Berlina w ramach akcji ewakuacyjnej, mającej uratować "przyszłość rasy panów" przed ewentualnym alianckim bombardowaniem (źródło: Bundesarchiv, lic.: CC-BY-SA, koloryzacja: Rafał Kuzak).Przemoc, szykany, wyzwiska, pobicia. Zatajona tożsamość i życie we wstydzie. Oto spadek, jaki polskie dzieci niemieckich żołnierzy otrzymały po ojcach. 

Pierwsze powojenne wspomnienie Piotra Miczki z Krapkowic, który po zakończeniu wojny miał zaledwie kilka lat, to kopniak od milicjanta, gdy usłyszał jego rozmowę po niemiecku. Jak wytłumaczyć pięciolatkowi, że teraz niemiecki jest zły, że jest już tylko Polakiem i że nie wolno mu więcej pytać o ojca, który miał wrócić?

Tysiące dzieci ogołoconych z tożsamości borykało się z piętnem dziecka okupanta. Przez długie lata o pochodzeniu wielu z nich nie mówiono wcale. Ze wstydu, ale przede wszystkim ze strachu. Alojzy Lysko pamięta moment, w którym jego matka pokazała mu ukryte w chlewie zdjęcie ojca ubranego w niemiecki mundur. Gdyby je znaleźli, rozstrzelaliby nas – mówiła.

Niemieckie dziecko polskiej matki

Bojszowy, wieś położona niedaleko Oświęcimia, oddała niemieckiej armii blisko czterystu żołnierzy. Stu z nich poległo na froncie wschodnim. Większość osierociła dzieci, których los po wojnie był przesądzony.

Ze wsi Bojszowy pod Oświęcimiem do Wehrmachtu wcielono około czterystu mężczyzn. Ich dzieci do końca życia musiały borykać się z piętnem "niemieckiego bękarta" (autor: Erichvoned, lic.: CC BY-SA 4.0).

Ze wsi Bojszowy pod Oświęcimiem do Wehrmachtu wcielono około czterystu mężczyzn. Ich dzieci do końca życia musiały borykać się z piętnem „niemieckiego bękarta” (autor: Erichvoned, źródło: Bundesarchiv, lic.: CC BY-SA 4.0).

Dopiero jako dorośli ludzie odważyli się szukać swoich korzeni i uczcić pamięć poległych ojców. W pobliskim lesie stworzyli swoisty park pamięci – na stu brzozach umieścili ich nazwiska, bo wielu pamiętało z dzieciństwa jedynie symboliczne pogrzeby przy pustych trumnach.

Było nas w klasie kilkanaście „takich” osób. Wyróżniały nas tylko dziwne imiona – Helmut, Edeltrauda, Ydla, Erna – wspomina Józef Kłyk, syn wcielonego do Wehrmachtu żołnierza. O przeszłości, przeżyciach wojennych i dniach spędzonych w niemieckich mundurach mówiono po cichu, w domach. Tym, których matki nie chciały mówić o ojcach, pozostały domysły. I pytania: dlaczego wszyscy nazywają ich szwabskimi bękartami i dziećmi kurew?

Beate czy Beata?

Wojenna zawierucha i pookupacyjny chaos pomagał w ukrywaniu prawdziwego pochodzenia dzieci. Niejednokrotnie mężczyzna powracający po trzech latach zastawał w domu „swoje” roczne dziecko. Część z nich było więc nie tylko niechlubnym brzemieniem matki, ale również obiektem nienawiści zarówno mieszkańców wsi, jak i nowego „ojca”. Wiele było więc porzucanych, aby złączeni po wojnie małżonkowie mogli prowadzić dawne życie.

Historia nie do pomyślenia! Związek polskiej patriotki i niemieckiego żołnierza w okupowanym Krakowie oraz rodzinna tajemnica, którą po latach odkrywa pewien szanowany krakowski lekarz - to wszystko w najnowszej powieści Mirosławy Karety "Pokochałam wroga". Książka do kupienia na znak.com.pl.

Historia nie do pomyślenia! Związek polskiej patriotki i niemieckiego żołnierza oraz rodzinna tajemnica, którą po latach odkrywa pewien szanowany krakowski lekarz – to wszystko w najnowszej powieści Mirosławy Karety „Pokochałam wroga”. Książka do kupienia na znak.com.pl.

Taki los spotkał Michalinę Wąs, która w wieku pięciu lat (w roku 1947) trafiła do sierocińca. Mąż jej matki nie był zdolny do zaakceptowania poniemieckiego bachora w swoim domu.

Nikt nie jest w stanie oszacować, ile kobiet dopuściło się dzieciobójstwa ze strachu i wstydu przed prawdą. Można się jedynie domyślać, jak wiele z dzieci urodzonych w czasie wojny i przekonanych, że ich ojcowie polegli w walce z okupantem, jest w rzeczywistości owocem przelotnych polsko-niemieckich romansów lub gwałtów.

Hańba

Jedno było pewne – nie należało ani mówić, ani pytać o swoje pochodzenie. Ojciec w mundurze Wehrmachtu był w zasadzie wyrokiem dla dziecka i matki. Ostracyzm społeczny wykluczał ich z życia. W pierwszych miesiącach po wojnie obowiązywały w Polsce surowe przepisy zarówno dla rodowitych Niemców, volksdeutschów, jak i dla tych, którym można było udowodnić niemieckie pochodzenie – reglamentacja żywności przy i tak głodowych przydziałach, białe opaski wyróżniające ich spośród tłumu oraz powszechne zakazy wstępu do publicznych miejsc.

Wbrew panującym opiniom, wpisy na volkslisty nie były całkowicie dobrowolne. Na zdjęciu: Pola siłą wcielony do Wehrmachtu rozmawia w 1944 roku w Normandii z żołnierzami 1 Dywizji Pancernej generała Maczka (źrodło: domena publiczna).

Wbrew panującym opiniom, wpisy na volkslisty nie były całkowicie dobrowolne. Na zdjęciu: Polak siłą wcielony do Wehrmachtu rozmawia w 1944 roku w Normandii z żołnierzami 1 Dywizji Pancernej generała Maczka (źrodło: domena publiczna).

Znamy krążący wówczas dowcip: Kogo po wojnie będziemy wyrzynać najpierw? Volksdeutschów czy Reichsdeutschów?- Reichsdeutschów, bo najpierw obowiązek, a potem przyjemność.

Wbrew panującym powszechnie opiniom, wpisy na tak zwane volkslisty nie były całkowicie dobrowolne. Szczególnie wyraźnie widać to w przypadku Ślązaków i Kaszubów. Ponieważ uznawani byli przez nazistów za „Niemców etnicznych”, którzy zostali „czasowo spolonizowani”, wpisy na listy odbywały się niejako automatycznie. Wylicza się, że do 1944 roku około dziewięćdziesiąt procent ludności Śląska otrzymało status Volksdeutscha.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Komentarze (27)

  1. Xawiu Odpowiedz

    Błąd rzeczowy. Piotrowi Miczce policjant nie mógł dać kopniaka, gdyż bezpośrednio po zakończeniu wojny w Polsce funkcjonowała instytucja zwana milicją, a nie policją.

      • Louis Odpowiedz

        To nie do końca błąd. Milicja Obywatelska faktycznie była policją, nazwana tak jedynie dla odróżnienia i odcięcia się od formacji przedwojennych, co było powszechne w wielu krajach tzw. komunistycznych. Milicje to ochotniczne grupy paramilitarne, najczęściej tymczasowe ale też funkcjonujące na stałe, np Gwardia Narodowa w USA. Milicja Obywatelska była służbą zawodową, zorganizowaną i całkowicie podlegającą strukturą rządowym, to klasyczna policja.

    • Nasz publicysta | Katarzyna Barczyk Odpowiedz

      Szanowny Panie/Szanowna Pani Xawiu,
      dziękujemy za czujność. Oczywiście, błąd w redakcji. Już poprawiony.
      Pozdrawiam serdecznie

  2. opolczyk Odpowiedz

    mój dziadek był w wehrmachcie żołnierzem zawodowym zginął broniąc Berlina uciekając spod Smoleńska ale czasami myślę o nim co się działo w czasie wojny, czy nie brał udziału w jakiś masakrze itp. ? był to czas strasznych wyborów……….

  3. Asdcxc Odpowiedz

    Co się ludziom dziwić że tak reagowali. To Niemcy palili ludźmi w piecach, to Niemcy chcieli zamordować większą część naszego narodu. I nie interesowało ich czy to kobieta, dziecko czy starzec. To były ciężkie czasy i miejmy nadzieję że te upiorne dni nigdy nie powrócą.

      • jbjhjnb Odpowiedz

        Skala zbrodni, za którą stały hitlerowskie Niemcy jest tak duża, ze to śmieszne, by porównywać ją do złych działań Polaków względem niemieckich dzieci. Jasne – dziecko niczemu niewinne. Ale trzeba sobie zdać sprawę, ze to Niemcy rozpętały piekło II WŚ. Myśmy się do ich kraju i ich dzieci nie ładowali.

  4. Muszka Odpowiedz

    W nowo otwartym Muzeum Śląskim w Katowicach część ekspozycji poświęcona jest zawirowaniom ludności zamieszkującej Górny Śląsk. Bardzo polecam.

    Od siebie dodam, że na Śląsku temat jest bardzo skomplikowany. Ruskie wszystkich Ślązaków uważały za Niemców i po „wyzwoleniu” tępili nas jak w Berlinie. Wśród Ślązaków z dziada pradziada chyba nie ma nikogo kto nie miałby w rodzinie zarówno żołnierzy Wehrmachtu jak i AK. Sam pochodzę z rodziny mocno udzielającej się po stronie Polskiej podczas powstań i plebiscytu. Za działalność prapradziadka przyszło przypłacić części mojej rodzinie wywiezieniem do Auschwitz, a mimo to nie jedno zdjęcie pradziadka w niemieckim mundurze się uchowało. Nikt nie pytał, nie zgłaszał się dobrowolnie. Wyboru nie było.

  5. Anonim Odpowiedz

    Nie rozumiem . Dlatczego polskie Matki nadawały nowo narodzonym dzieciom ,imiona niemieckie ?
    Helmut itp. Wiedzàc że ojciec był niemcem?

    • zastanawiający się Odpowiedz

      Czy imiona mają”narodowość”? Czym kierują się Polki I Polacy nadając imiona swoim dzieciom? Które imiona są Pana zdaniem imionami „polskimi”?

      • Członek redakcji | Agnieszka Wolnicka Odpowiedz

        Istnieją imiona ogólnoeuropejskie, których używa się w różnych krajach – i takich w sumie jest większość. Ale są też imiona popularne tylko w jednym państwie. Trudno znaleźć poza Polską Grażyny i Zbigniewów… a poza Niemcami np. Guntherów czy Erny…

  6. pepe Odpowiedz

    mój dziadek służył w kriegsmarine,siłą wcielony do niemieckiego wojska,trudne czasy na śląskiej ziemi,oby nigdy więcej wojennego piekła!

    • witoldmosakowski Odpowiedz

      Wydaje mi się, że decydowały się na takie imię w momencie, gdy zwycięstwo III Rzeszy było realne. Na terenach okupowanych ludzie myśleli, że taka sytuacja będzie trwać już zawsze. Nikt nie przypuszczał (a już na pewno nie prości ludzie), że wojna się skończy i potęga Hitlera posypie się jak domek z kart. Jeśli masz faceta/kochanka Niemca to chyba normalne, że dajesz Waszemu dziecku takie imię. Nikt nie myślał, że po wojnie (o ile się skończy) Niemcy przegrają a dzieci będą miały przesrane. Tak mi się wydaje.

  7. Członek redakcji | Agnieszka Wolnicka Odpowiedz

    To mi przypomina sytuację z Górnego Śląska. Wiele śląskich dzieci nosiło typowo niemieckie imiona. Dziś nikogo nie dziwi babka Edetrauda (Traudka) czy Eryka. Zdarzało się nawet zmienianie w papierach imion na polskobrzmiące… choć znajomi w dalszym ciągu posługiwali się pierwotnym imieniem…

  8. r Odpowiedz

    Moja rodzina przed wojna byla zmieszana z niemcami.Babcia miala siostre ktorej maz byl niemcem.I brata ktorego zona byla niemka.Przed wojna bylo to czeste. Teraz zyjemy w innej bajce. Corka tej niemki donosila na nasza polska rodzine – jej kuzyn wyjechal za to do dachau.Po wojnie otrzymala wyrok smierci,znalazlem ja na liscie lodzkich volksdojczy ukaranych smiercia. Z kolei brat babki maz niemku zostal wcielony do wermachtu.o nich juz po wojnie slad zaginal.Nadmienie ze ten maz niemiec zostal przed wojna za bucie zony i mojej prababki- wyprostowany,bracia siostry smiertelnie go pobili. Stad pewnie nienawisc coreczki do polskiej rodziny.Ale koles znecal sie nad rodzina wiec sie doigral.Co ciekawe jeden z braci babki byl przex 1 wojna w gwardii carskuej..takie poplatane losy rodzinne po zaborach..

  9. Nie Znajomy Odpowiedz

    ”Wbrew panującym powszechnie opiniom, wpisy na tak zwane volkslisty nie były całkowicie dobrowolne”kogos pojebalo??Gdzie panuja takie opinie?

  10. MK Odpowiedz

    Jak szukać ojca (plemnikodawcy) z 1939 roku? Gwałt 16 latki w Kaliszu… w maju 1940 urodziła syna… to mój ojciec…

  11. kuba Odpowiedz

    Prosze sobie poczytac wpisy o Piotrze Miczka, byłym wójtcie gminy Walce, mieszkancu Brożca – slużac wowczas „czerwonej komunie“ – juz tam ruski wiedzial, kogo w dupe kopie…

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.