Damy - empik

Rozwalamy folksdojczów! Los niemieckich jeńców w Powstaniu Warszawskim

Autor: | 21 września 2014 | 58,030 odsłon

Kwestia traktowania niemieckich jeńców przez powstańców do dzisiaj budzi sporo emocji. Po pięciu latach krwawej okupacji chęć krwawej zemsty mogłaby się wydawać naturalną reakcją.  Na ilustracji kadr z filmu "Powstanie Warszawskie).Podziemna Warszawa przez niemal całą okupację szukała okazji do zemsty, przeprowadzając zamachy na pojedynczych funkcjonariuszy aparatu terroru czy nawet całe ich grupy. Jednak szansa prawdziwego odwetu za ofiary Szucha i Pawiaka nadeszła dopiero z początkiem Powstania Warszawskiego.

Pierwsze godziny walk upłynęły pod znakiem chaosu, ale i entuzjazmu, który opanował tak żołnierzy, jak i cywilów. To dzięki niemu na ulicach błyskawicznie wyrastały barykady. Do oddziałów zgłaszali się ochotnicy, a w różnych częściach miasta zakładano, mimo problemów organizacyjnych, obozy jenieckie. I tak np. pierwszy i największy z nich znajdował się w Śródmieściu, niedaleko miejsca stacjonowania dowódcy Powstania, płk. Antoniego Chruściela „Montera”.

Oko za oko… egzekucja za egzekucje

Na litość ze strony powstańców na pewno nie mógł liczyć ten, pojmany w budynku PAST-y, SS-Sturmscharführ.

Na litość ze strony powstańców na pewno nie mógł liczyć ten, pojmany w budynku PAST-y, SS-Sturmscharführ.

Rozkazy przez niego wydawane już w pierwszej połowie sierpnia uporządkowały zasady postępowania z zatrzymanymi. Wśród trzech grup wymienionych w dokumentach najgorszy przewidziano dla drugiej, w której skład wchodzili SS-mani, gestapowcy czy też szkodliwi volksdeutsche. W teorii oddawano ich Wojskowym Sądom Specjalnym. W rzeczywistości jednak przeznaczono dla nich jedną karę – śmierć.

Od samego początku walk areną dramatycznych wydarzeń stała się warszawska Wola. Ludność cywilną hitlerowcy spędzali na podwórza, place fabryczne, do baraków i kościołów, gdzie ofiary rozstrzeliwano i palono. W szpitalach mordowano rannych i chorych. Nikogo nie oszczędzano. Dymy płonących budynków coraz częściej mieszały się z tymi unoszącymi się nad zwałami zwęglonych trupów.

Po stronie polskiej wzrastało poczucie bezradności. Żołnierze obserwujący ze swoich stanowisk dantejskie sceny, dziejące się czasem zaledwie kilkadziesiąt metrów od nich, coraz wyraźniej odczuwali potrzebę zemsty.

W dniu 4 sierpnia jeden z patroli batalionu „Czata 49” pojmał, jak podał jego żołnierz i historyk, Romuald Śreniawa-Szypiowski, 6 volksdeutschów (w tym również 1 kobieta i 1 chłopak) złapanych na gorącym uczynku podpalania domów.

Bardzo prawdopodobne, że również ci volksdeutsche i kolaboranci trafili przed plutonem egzekucyjny.

Bardzo prawdopodobne, że również ci volksdeutsche i kolaboranci trafili przed plutonem egzekucyjny.

Nie wiadomo, czy oddano ich pod sąd. Jednak nawet jeśli, to decyzja co do ich losu mogła być tylko jedna. Sami bowiem nie kryli się z tym [co zrobili], grożąc, że jak im się coś zrobi, to zostaną pomszczeni przez swoich. Ta zapowiedź represji nie zrobiła na nikim wrażenia. Być może nawet wzmocniła dotychczasowe emocje.

Jeden z oficerów batalionu wybrał szóstkę żołnierzy. Więźniów ze związanymi rękoma ustawiono pod murem, nomen omen, cmentarza. Pada rozkaz: „celuj”. Chwila ciszy, pluton egzekucyjny patrzy na skazańców. „Ognia!”. Huk wystrzału, ciała osuwają się na ziemię.

Bo porządek musi być

Jeszcze w pierwszej połowie sierpnia dowództwo Powstania dostało raport o sytuacji panującej w społeczeństwie:

Bierność i wystraszenie Niemców w pierwszych dniach powstania oraz powszechny entuzjazm – złagodziły początkowo nastroje wrogie wobec Niemców. Następnie jednak aktywność, represje i mordy obudziły dawne uczucia: lęku i nienawiści, wyrażające się w determinacji. Ogół reaguje zwiększoną nienawiścią i zawziętością oraz chęcią odwetu. (…) Wobec żandarmerii, gestapo i Ukraińców – nienawiść i chęć natychmiastowego likwidowania. Ukraińców z reguły traktuje się bezlitośnie, oskarżając o zdradę i dywersję.

Mimo takich nastrojów egzekucje przeprowadzano w sposób zaskakująco uporządkowany. Sąd, wyrok i wykonanie go. Gdyby nie tło tych wydarzeń, można by rzec: ordnung muss sein.

Niemieccy jeńcy pod murem

Czasem jednak dochodziło do spontanicznych rozstrzeliwań. W dniu 6 września, kiedy padało Powiśle, Zbigniew Blichewicz „Szczerba”, którego oddział miał się wycofywać jako jeden z ostatnich, usłyszał nagle strzały. Dochodziły z rejonu, który powinni zajmować jeszcze Powstańcy. Postanowił to sprawdzić. Na miejscu zobaczył ogród, a w nim:

We wspomnieniach Zbigniewa Blichewicza „Szczerby” zachowała się relacja opisująca egzekucję folksdojczów.

We wspomnieniach Zbigniewa Blichewicza „Szczerby” zachowała się relacja opisująca egzekucję folksdojczów.

barak, na tle którego stoi w szeregu kilkunastu ludzi. Obok przypatruje się temu spora gromadka osób obojga płci. Przeważają mężczyźni. Przed ustawionymi pod ścianą baraku ludźmi kręci się kilku żołnierzy AK i co chwila któryś z nich strzela do stojących bez ruchu.

Strzały oddawano pojedynczo. Ciała, jedno za drugim, waliły się na ziemię. Robiło to wrażenie jakiejś makabrycznej zabawy, zaimprowizowanej ad hoc.

Blichewicz przez kilka chwil zszokowany przyglądał się całej scenie. Kiedy w końcu zapytał, o co w tym wszystkim chodzi, usłyszał: Rozwalamy folksdojczów! Okazało się, że pochodzili oni z tamtejszego obozu. Gdy część jeńców uciekła z niego, resztę postanowiono zabić, żeby nie wrócili do swoich.

Nie wiedząc, co począć z tą historią, „Szczerba” udał się do swojego dowódcy, który rozkazał mu „zrobienie porządku”. Niechętny, uważał bowiem, że jego ludzie nie powinni wypełniać takich zadań, wrócił na miejsce.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2

Powiedz innym co myślisz:

Sebastian Pawlina - Historyk, dziennikarz, na co dzień współpracuje z miesięcznikiem "Stolica".

Okupacja
Komentarze do artykułu (29)
  1. Autor tego artykulu, chyba zapomnial, kto rozpoczal wojne? I jakie konsekwencje nioslo bestialskie mordowanie ludnosci cywilnej jak i jencow wojennych od samego poczatku tego piekla przez niemcow. To zrozumiale, ze podczas wojny, zdrajcy, kolaboranci sa rozstrzeliwani w pierwszej kolejnosci. To nie my rozpetalismy to pieklo , i nikt nie mordowal cywilow jak i zolnierzy na taka skale, jak niemcy i rosjanie podczas wojny. Powstanie bylo gehenna, dla calej ludnosci cywilnej, paleni zywcem przez specjalne oddzialy niemieckich recydywistow. Gwalty i znecanie sie nad kobietami i dziecmi. A autor tego artykulu, probuje manipulowac faktami, jakoby Wojsko Polskie, dokonywalo ezgekucji bez sadow. A czy niemcy tak przestrzegali konwencje Genewska? Wiec prosze trzymac sie faktow a nie probowac zmieniac hostorie pojedynczymi przypadkami. Dodam jeszcze od siebie, za ja w warunkach wojny zdrajcow i kolaborantow likwidowalbym od razu, jesli wiedzialbym na 100% ze to zdrajca> Bo wlasnie przez takich ludzi bez honoru, gineli Polacy jak i cale rodziny.

    • Szanowny Panie,

      Autor artykułu o niczym nie zapomniał. Jestem natomiast bardzo ciekaw, na podstawie czego wywnioskował Pan, że tak się stało? W którym miejscu negatywnie oceniłem to co się wówczas działo? Bo mam wrażenie, że w żadnym. Tekst jedynie opisuje samo zjawisko, nie ocenia go. Wyraźnie zaznaczyłem, że sądownictwo powstańcze działało w sposób bardzo uporządkowany i sprawiedliwy, i to mimo szalenie trudnych warunków. Tak samo podkreśliłem, że opisywane przypadki są historiami czysto jednostkowymi, które nie zmieniają ogólnego obrazu. Pozwolę sobie zacytować odpowiednie fragmenty:

      „Mimo takich nastrojów egzekucje przeprowadzano w sposób zaskakująco uporządkowany. Sąd, wyrok i wykonanie go. Gdyby nie tło tych wydarzeń, można by rzec: ordnung muss sein.
      (…)
      Czasem jednak dochodziło do spontanicznych rozstrzeliwań.
      (…)
      Pomijając SS-manów, gestapowców czy „szkodliwych volksdeutschów”, których los przeważnie stawał się przesądzony wraz z dostaniem się w polskie ręce, większość jeńców niemieckich nie mogła narzekać na swój los. Dobrze traktowani, będący pod opieką lekarską, dostający porcje żywieniowe takie jak wszyscy inni.
      Chęć odwetu, istniejąca w społeczeństwie polskim, nie przełożyła się na masowe represje wobec więźniów. Pojedyncze przypadki znane ze źródeł dają raczej obraz uporządkowanego i sprawiedliwego podejścia do sprawy. Bo Powstanie Warszawskie, jak napisał Janusz Marszalec, historyk, nie jest historią krwawej zemsty”.

      Jak na tak krótki tekst chyba wystarczająco dużo podkreśleń, jak wyglądała ogólna sytuacja. Formuła portalu, na którym się znajdujemy, zakłada m.in. opisywanie konkretnych sytuacji, niekiedy szokujących. Stąd i taka a nie inna forma tekstu i taki a nie inny stosunek sytuacji jednostkowych do ogólnego obrazu. Jednak wyciąganie wniosków, które Pan wysunął, uważam za co najmniej nieuprawnione. Jeśli uważa Pan inaczej, proszę na konkretnych cytatach z tekstu dowieść, że manipuluję faktami. Proszę podważyć przedstawione historie, proszę wskazać gdzie napisałem, że egzekucje bez sądów były normą.

      Co do Pańskiej deklaracji na koniec – cóż, polecam zajrzeć do książki Dave’a Grossmana „O zabijaniu”. Doskonała praca byłego wojskowego uwzględniająca lata badań historyków i psychologów. Albo też przeczytać relacje Pana Stanisława Likiernika, żołnierza Oddziału Dyspozycyjnego „A” Kedywu OW AK, dotyczące wykonywania wyroków w okupowanej Warszawie. Może przekona się Pan, że zabijanie nie jest tak prostą czynnością jak może nam się wydawać.

      Tymczasem oczekuję Pańskiej odpowiedzi i udowodnienia, że manipuluję faktami. Ale tak konkretnie, na przykładach z tekstu.

      Z wyrazami szacunku,
      Sebastian Pawlina.

    • Nie, no bez jaj. Serio? To już nawet nic nie można napisać o incydentach? Wiadomo, że II wojna światowa to przede wszystkim czarna karta historii Niemiec, Rosji, Włoch, Ukrainy etc., ale nie dajmy się zwariować. Jakoś sobie nie wyobrażam, żeby w takim dużym mieście pogrążonym w nagminnym widmie śmierci ludzie, w tak ogromnej sile nie tracili zimnej krwi i tak beznamiętnie wszystkich swoich oprawców traktowali z łaskawością. Nikt przecież nie ocenia tych, co to zrobili. Czytał Pan „oburzony” powieść Romana Bratnego „Kolumbowie”? Tam było dokładnie opisane, jak bohaterowie o dość pozytywnych z reguły cechach tracą panowanie nad sobą i zabijają bezbronnych już Niemców. Powieść pisał człowiek, który sam to widział. Tak samo świetnie u P. Normana Daviesa jest problem pokazany. Nie wiem o co ten ból do Autora, skoro wyraźnie artykuł jest na końcu zrównoważony – zaznaczone jest jak byk, że mowa była o incydentach. To strona o charakterze popularnym – nie wymaga się przypisu do każdego zdania. Jeśli ktoś chce poważnej literatury, to niech przestanie czytać internet i pójdzie do biblioteki uniwersyteckiej…

    • Pod Monte Cassino na pewno rozwalili Niemca, który będąc rannym, opatrywanym przez polskich sanitariuszy, jednego dźgnął nożem. Nie dziwię się, rannemu przysługuje ochrona, jeśli powstrzymuje się od walki, tutaj po prostu zrobił rzecz perfidną i słusznie spotkała go kulka.

      Trudno się dziwić Powstańcom – jeśli np. „gołębiarz” by mi wytłukł połowę oddziału, dodatkowo ciężko raniąc pozostałych, i potem bym go dorwał, to pewnie bym mu rozwalił łeb kolbą, żałując kuli. Wojny nie da się prowadzić w białych rękawiczkach, zwłaszcza gdy druga strona nie przestrzega żadnych reguł, mordując ludność cywilną, jeńców, niszcząc co popadnie. Żadnej litości też bym nie miał dla zwyrodnialców Dirlewangera i Kamińskiego, bo to był po prostu element kryminalny, niegodny miana żołnierzy.

  2. Panie Sebastianie,

    Postaram sie odpowiedziec na panski komentarz. Otoz przejde od razu do meritum. Juz sam tytul artykulu ma w mojej opinii negatywny wydzwiek.

    „Rozwalamy folksdojczów! Los niemieckich jeńców w Powstaniu Warszawskim” – w moim odczuciu tytul ten jednoznacznie przedstawia powstancow w bardzo negatywnym swietle,a samych jencow niemieckich „folksdojczow” jako ofiary. Dlatego moja reakcja jest taka a nie inna. Gdyby choc w polowie Niemcy byli tak honorowi jak Polacy, to mozna by uniknac wielu ofiar, choc jak pan sam doskonale wie z racji swojego zawodu, tak niestety nie bylo. Dla Niemcow jak pan sam dobrze wie , nie istanialo cos takiego jak „ludnosc cywilna” czy „jency wojenni”. Prosze wrocic do pierwszych dni wojny, gdzie celowo byly bombardowane szpitale, szkoly i obiekty cywilne, nawet te ze znakiem „czerwonego krzyza” Polecam panu dokumentalny film amerykanskiego dziennikarza Juliena Bryana o tym jak konala Warszawa i jej ludnosc juz od pierwszych dni wojny. Prosze sie wiec nie dziwic ludziom i temu jak traktowano „konfidentow-folksdojczow”. Polska i jej ludnosc poniosla najwieksze straty zarowno materialne jak i osobowe. Zdaje pan sobie doskonale, kto tutaj byl „katem” a kto „ofiara”. Natmiast coraz wiecej pojawia sie komentarzy i publicystow, ktorzy celowo, albo nieswiadomie przeinaczaja historie, doskonalym przykladem niech beda slowa Wladyslawa Bartoszewskiego- ktory otwarcie wyzanal, ze w Powstaniu Warszawskim, bal sie bardziej Polakow niz Niemcow. Uwazam, ze sa to slowa bardzo krzywdzace jak i nieobiektywne. Dlatego panski artykul, pomimo wywazonej oceny, z racji tytulu nie podoba mi sie. Jest to oczywiscie moja subiektywna opinia.

    Pozdrawiam

    Wojciech

    • Szanowny Panie,

      Tytuł oczywiście jest lekko prowokacyjny, ale wyciąganie na jego podstawie takich a nie innych wniosków, to zwyczajnie nadinterpretacja. W cytacie ze wspomnień Zbigniewa Blichewicza „Szczerby”, umieszczonych w tekście, wyraźnie jest wzmianka o volksdeutschach, których należy „rozwalić”. Tak więc po lekturze całości dość oczywiste powinno się stać to, skąd taki tytuł. Podsumowując ten wątek: z mojej strony, jak i ze strony redakcji portalu, nie było żadnego zamiaru robienia z tych ludzi ofiar, a z Powstańców krwawych katów, którzy ślepo mordowali bez wyroku sądu. Według zasady „odpowiadam za to co mówię, a nie za to co ktoś sobie pomyśli”, ani ja, ani redakcja, nie możemy brać odpowiedzialności za interpretacje niezgodne z naszymi zamierzeniami. Tytuł miał jedynie przyciągnąć, a nie robić z kogokolwiek ofiary.

      Pan natomiast postawił bardzo poważny zarzut – manipulowania faktami. Poprosiłem o wskazanie, gdzie to robię. W odpowiedzi dostałem jedynie tytuł. Trochę mało jak na zarzut o takiej wadze. Dodatkowo pisze Pan, żebym się nie dziwił ludziom, że tak właśnie traktowano volksdeutschów. I znowu – gdzie się dziwię? Jakiś cytat? Tekst nawet przez moment nie ocenia zjawiska, podaje jedynie dwa przypadki będące wyjątkami od reguły – przy czym w pierwszym przypadku nie jesteśmy w stanie wykluczyć udziału sądu w całej sprawie. Tak więc rzeczy, o których Pan pisze, nie są nawet przez moment podważane tutaj. Jest wzmianka o zemście za ofiary Szucha i Pawiaka. Jest wyraźnie podkreślone, że poza tymi kilkoma przypadkami (boję się co by się stało, gdybym opisał historię znaną z książki Janusza Marszalca, wtedy to dopiero by mi się dostało) wszystko przebiegało w sposób prawidłowy, a Powstanie nie jest historią krwawej zemsty. Trudno mi wyobrazić sobie, co jeszcze trzeba by dodać, żeby nie zostać oskarżonym o manipulowanie faktami.

      Do słów Władysława Bartoszewskiego trudno mi się odnieść, nie znam kontekstu wypowiedzi.

      Z wyrazami szacunku,
      SP.

      • To jeszcze raz, znalazłem wzmiankowaną wypowiedź Władysława Bartoszewskiego (czy może raczej jej omówienie): //www.wprost.pl/ar/233766/Bartoszewski-w-czasie-wojny-balem-sie-bardziej-Polakow-niz-Niemcow/

        Władysław Bartoszewski odnosi się tutaj do okresu przed 1 sierpnia 1944. Osobiście nie widzę nic niewłaściwego w tym, co powiedział. Po żołnierzach niemieckich czy też funkcjonariuszach aparatu terroru wiadomo było czego się spodziewać. Natomiast to, że w społeczeństwie trafiali się ludzie, którzy donosili, czasem z bardzo błahych powodów (polecam pracę Barbary Engelking, „Szanowny panie gistapo”), to fakt. I tutaj trzeba było bardzo uważać na to co się mówiło i do kogo, w konspiracji to była jedna z podstawowych zasad. Zachowany w zbiorach Józefa Rybickiego w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego dokument poświęcony zasadom radzenia sobie z aresztowaniami w organizacji, jako jedno z podstawowych źródeł „wsyp” traktował tzw. „konfidentów towarzyskich”, którymi z oczywistych względów nie mogli być Niemcy. Wojna wyzwala w ludziach najgorsze instynkty. Tak więc dla mnie wypowiedź Władysława Bartoszewskiego to nic innego jak przyznanie, że w towarzystwie nieznanych sobie osób (nawet sąsiadów, o których nie wiedziało się specjalnie dużo) trzeba było uważać, nigdy bowiem człowiek nie mógł mieć pewności, czy to co powie, co zrobi, nie trafi do Niemców. W tych słowach nie ma niczego krzywdzącego i nieobiektywnego (inna rzecz, że rozmawiamy tutaj o indywidualnych doświadczeniach Władysława Bartoszewskiego, które z natury rzeczy są czymś wybitnie indywidualnym).

  3. Do Autora.

    Gratuluję podjęcia niewygodnego tematu. Mam jedną uwagę. Cytując raport dowództwa Powstania powinien się Pan choć słowem odnieść do podawania przez autora nieprawdziwej proweniencji części z oprawców.

    Tak jak każdy spalony czołg przez Powstańców był „Tygrysem”, tak każdy z tłumiących mówiący ruską mową „Ukraińcem”. Powstanie tłumili Rosjanie z RONA, a nie Ukraińcy.

    Niby szczegół, ale należy zachować należytą staranność.

    • Szanowny Panie,

      Gratulować nie ma czego – zagadnienie podejmowali wcześniej już inni. Nie przełamałem tutaj żadnego tabu. Tym niemniej dziękuję za dobre słowo.

      Co do wyjaśniania – oczywiście ma Pan rację. Gdyby tekst miał charakter naukowy zapewne tak bym uczynił. Rzecz w tym, że teksty takie jak ten, rządzą się swoimi prawami i siłą rzeczy wymuszają ograniczenie wyjaśniania wszystkich wątpliwych wątków kosztem samej narracji (a i u samego autora czasem zmniejszają czujność, przynajmniej sam tak czasem mam). Oczywiście można było znaleźć sposób na sprostowanie tego fragmentu, ot chociażby w nawiasie podać kilka słów wyjaśnienia – tutaj bez bicia przyznaję się, że nie podjąłem należytego wysiłku.

      Jeszcze raz dziękując za dobre słowo, z wyrazami szacunku,
      Sebastian Pawlina.

    • Przykro mi, ale w samej RONA sluzylo wielu Ukraincow (a takze i Bialorusow) – Kaminski narodowosciowo wybredny nie byl, a i sam Himmler na tym etapie wojny rasowo nie przebieral.
      Zachowaly sie wielorakie listy stanu tej brygady, bo „Ordnung” mial byc nawet i w tej „gorszej” SS – wiele nazwisk to nazwiska ponad wszelka watpliwosc ukrainskie (a takze imiejsca urodzenia i imiona ojcow), podobnie zreszta jak i w ROA Vlassova.
      A zdanie von dem Bacha o samym Kaminskim chyba jest powszechnie znane – min dzieki niemu dostal od Gestapo kulke w leb … za grabieze w Warszawie na wlasna reke z ignorowaniem potrzeb III Reich.;)
      OK, dzisiejsza polityka-polityka, ale nie zaklamujmy przy okazji historii, bo jak u Orwella zaczniemy drukowac nowe wydania starych gazet.
      —————
      A propos innej wypowiedzi wyzej – za rzez Woli (w ktorej sam bral czynny udzial) odpowiada glownie sadysta i zboczeniec Dirlewanger; zreszta twoja chec rozwalenia tych zbrodniarzy co do jednego niemal sie spelnila – Dirlewanger stracil niemal caly stan swej Sturmbrigade, choc szybko dostal ponowne uzupelnienie z niemieckich kryminalow.
      Ta jednostka SS, choc jako skuteczni rzeznicy ceniona przez Himmlera, byla zwana przez wspomnianego von dem Bacha po prostu „stadem swin”.

      • Swoją wiedzę opieram o artykuł Zenona Rudnego „Brygada RONA.”, który ukazał się w Wojskowym Przeglądzie Historycznym. Nie ma tam rewelacji o narodowości podwładnych Kamińskiego o których Pan/Pani wspomina. Białorusinów bym jeszcze zrozumiał, bo jednostka tamtędy przechodziła, ale skąd tam Ukraińcy?

        Kamiński został najprawdopodobniej zabity dlatego, że wiedział za dużo i mógł po wojnie obciążyć wielu oficerów niemieckich. Za dużo wiedział o kulisach tłumienia powstania, a nie był „swój”. Niemcy mieli pełną świadomość, że Rzesz nie dość, że tysiąca lat, to pewnie i następnego roku nie przetrwa.

      • „Czyli, o ile się nie mylę, byłbyś nie lepszy od nich?”
        Bzdura. Puszczanie wolno takich oprawców to czysta pycha i egocentryzm puszczającego, a może i tchórzostwo. Śmieci sie likwiduje, a nie traktuje jak nieświadome swoich czynów ofiary, a każdy Niemiec w PL dobrze wiedział co i jak. Pewnych rzeczy się nie wybacza i tyle – oczywiście nie należy nienawiści przenosić na dzieci czy następne pokolenia.

  4. Wybrane komentarze z naszego profilu na Fb //www.facebook.com/ciekawostkihistoryczne:

    Konrad K.: Tak, ponoć na miejscu grupowo likwidowano jeńców z ss Azerskie, też baon Azer.111 pułk (wermacht,ale w grupie bojowej ‚Dirlewanger’) -odpowiedzialni za masakry na Woli

    Jakub P.: Dla morderców cywilów i jeńców nie ma litości. W takich okolicznościach naczelnym prawem wojny jest zasada „Oko za Oko”.

    Zły M.: Wet za wet. Gdyby fryce zachowywali się tak jak np. we Francji nikt by ich nie mordował po wzięciu do niewoli. Zresztą jeńcem może być żołnierz a nie pospolity bandyta z SS. Kula w łeb dla takiego ścierwa to i tak za duży honor.

    Konrad K.: wg mego skromnego zdania, powinno się ich wieszać, bardziej hańbiące -tyle, że w warunkach polowych raczej nie było ku temu odp.środków -nie tyle może kabla czy sznurków, co znikoma już ilość drzew, gałęzi, pozostałych latarni;) były za to bagnety, noże kuchenne etc -wiadomo

    Ola Zaprutko-Janicka: „Wet za wet” i „powinno się ich wieszać”… no brawo panowie! powstańcy, kwiat polskiej młodzieży, te brylanty co to nimi musimy jako naród do wrogów strzelać, niech nie będą lepsi od nazistowskich zbrodniarzy? W głowie się nie mieści!

    Marek P.: Piszac takie pierdoly ni jestescie lepsi od tyc Niemcow. Inna sprawa jest fakt, ze jencow po prostu nie byloby gdzie przetrzymywac, a gdyby ich wypuszczono, to wrociliby do swoich.

    Eros A.: no i jesli nie jestescie impotentami to gwałćcie owych jeńców babcie,matki,zony i kochanki i jak starczy to dzieci !!! i wojna bedzie wtedy sprawiedliwa !!! a ze wojna bedzie to czas na pokorę przyjdzie i to szybko…

    Maciej A.: Bardzo dobrze!! Zrobilbym to samo…albo gorzej !

    Ola Zaprutko-Janicka: przerażające… wojna ma oczywiście swoje prawa, jednak takie opinie są dla mnie po prostu przerażające. większość powstańców to bohaterowie, którzy poświęcili życie za ojczyznę, jednak mordowanie jeńców to zbrodnia wojenna. wyroki Wojskowych Sądów Specjalnych były tylko listkiem figowym.

    Maciej A.: Blah Blah Blah ! Za Pawiak! Za Szucha! Za gwałty i kradzieże! Za plucie nam w twarz! Za obozy śmierci! Za traktowanie nas jak pól-ludzi, za zrujnowana Stolice…
    Nie wybaczymy nigdy!! Teraz zabijalbym niemieckie kobiety i dzieci!! Co o tym myślisz ?? Dostali to samo piekło które szerzyli! BARDZO DOBRZE, ZA MAŁO !! To była wojna na wyniszczenie i zniszczeni powinni zostać !! Otwórz oczy! Czy nas stawiano przed sadem? Czy raczej katowano w piwnicach i dobijalo strzałem w głowę ?! Krew mnie zalewa jak słyszę takie tolerancyjne komentarze!!

    Konrad S.: Nie ma się co oszukiwać – na każdej wojnie robi się takie rzeczy.

    Marek R.: a mieli ich glaskać po główkach?

    • Do Ola Zaprutko z powyższego komentarza: Ciężko jest uwierzyć w retorykę prezentowaną w artykule, jakoby niemieccy jeńcy byli rozstrzelani bez uprzedniego wyroku Wojskowego Sądu Specjalnego. Bo artykuł stara się sprawić takie wrażenie, ale nigdzie nie uzasadnia, że tak było! To jest rzetelność historyczna?

  5. Zastrzegam się, że Niemcom ich potwornych, niewyobrażalnych zbrodni dokonanych na Polsce i Polakach nigdy nie wolno wybaczyć, ani zapomnieć. Ale oto taki obrazek z Powstania: mój nieżyjący już znajomy walczył w AK na Mokotowie. W pewnym momencie w trakcie walki ulicznej zza rogu tenże znajomy wyskoczył na młodego żołnierza niemieckiego. Obydwu naraz zacięła sie broń. Poszła walka wręcz, w której mój znajomy wygrał i wziął tego Niemca do niewoli. Odprowadził go do swojego oddziału i zdał go dwóm innym starszym szarżą powstańcom. A potem po kilku tygodniach po kapitulacji Mokotowa oddział stoi w szeregu i przechodzi ten Niemiec szukając swoich „opiekunów”, żeby sie zemścić za traktowanie (tortury). Poznał mojego znajomego i dał mu znak, że go poznał, ale zostawił w spokoju, szukał tamtych i nie znalazł.
    Tak więc jednak nie rozwalono tego niemieckiego żołnierza …. i to tyle.

  6. Moim zdaniem slusznie ze sie o tych sprawach pisze .Nie powinno byc bialych plam.Historia powinna byc pelna,powinnismy znac jak bylo naprawde.Czas wojny,byl czasem gdy ludzi stawiano w bardzo skrajnych sytuacjach wiec i rekcje bylu zerojedynkowe.To naturalne.
    Tym bardziej ze Niemcy nie pozostawiali zludzen ze chodzi im o wyniszczenie biologiczne Polakow.Pojedyncze losy ludzkie nie mialy znaczenia bo walczyly ze soba olbrzymie grupy ludzkie czyli nacje.
    Nalezalo sie okreslic bez szans na odgadniecie kto wygra. To dawalo zludna szanse na przezycie.Zludna! .Dawalo tez poczucie ze smierc miala jakis sens .Nie oceniam pod wzgledem moralnym Stram suie spojrzec tylko na czlowieka poddanego skrajnemu cisnieniu okolicznosci.

  7. Powstanie Warszawskie to jedno a działania partyzanckie w zasięgu całego kraju i walki wojsk polskich na zachodzie i wschodzie to drugie. Było wiele przykładów mordowania niemieckich jeńców i może rzadziej cywili. I powiem tak- szkoda że nie było ich więcej, Śmiejemy się z Czechów a oni zachowali się jak prawdziwy naród z charakterem i po wojnie dokonał masowych zbrodni na Niemcach. Możemy się bawić w rycerzyków, tylko po co? Niemcy to taki naród ze szlachetnych gestów nie szanują bo dla nich to tylko i wyłącznie oznaka słabości. Tam gdzie np. 1 armia WP zachowywała się przyzwoicie tam jej żołnierze nie byli szanowani a tam gdzie Polacy mordowali tam byli traktowani z respektem a w polityce chodzi o respekt, Czytali ,,księcia”? polityka do dziś rządzi się takimi a nie innymi prawami. Chcesz się liczyć to musisz być silny i bezwzględny a za krzywdy odpłacać z nawiązką. Polska a szczególnie tzw. Ziemie Odzyskane miały być miejscem wielkich masakr podobnie jak Sudety w Czechosłowacji. A tak to Niemcy nas do dziś mają za nic. I proszę jeszcze o jedno- nie piszcie hitlerowcy, naziści tylko Niemcy.

    • Podczas „Kampanii Wrześniowej” Niemcy wzięli do niewoli ponad 400 tyś. jeńców. Miało miejsce kilka aktów będących zbrodniami wojennymi lecz los reszty jeńców był stosunkowo łagodny i nie odbiegający (prawdopodobnie nawet dogodniejszy) od francuskiego. Część zwolniono, część przeniesiono do obozów w głębi Rzeszy. Wyobraź sobie do czego mogłoby dojść gdyby tą garstkę jeńców niemieckich w ’39 stracono…

      • W 1939 r., doszło również do kilku zbrodni z polskiej strony. Poza tym jeńców niemieckich było relatywnie niewielu więc nie bardzo było kogo mordować. Nie zgadzam się jednak z opinią że nasi jeńcy byli tak łaskawie traktowani bo Niemcy łamali przepisy rozmaitych konwencji i spora część jeńców została zmieniona w niewolników. Wielu zmarło w obozach. Doprawdy nie wiem skąd ta teza że mieli oni podobną czy dogodniejszą sytuację do francuskich jeńców.

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

rycheza

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

zapowiedz2-miniatura

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Imperium

Czy wiesz że...



…zabójca Cezara Marek Juliusz Brutus zginął z rąk własnego przyjaciela? Po przegranej bitwie z Oktawianem Augustem Brutus poprosił niejakiego Stratona, aby go zabił, co ten uczynił przebijając jego bok.

knychala

przedostatnią egzekucję w Polsce wykonano na seryjnym mordercy? Joachim Knychała, nazywany „Wampirem z Bytomia”, został powieszony 28 października 1985 roku.

jew_killings_in_ivangorod_1942-600x414

…zgodnie z najnowszymi ustaleniami historyków w czasie Holokaustu zginęło 5,5 miliona Żydów? W samym tylko obozie Auschwitz-Birkenau zamordowano ponad 900 tysięcy starozakonnych.