Wyznaczony na następcę tronu Jagiełło od najmłodszych lat uczył się sztuki rządzenia u boku ojca. Obserwował politykę wobec Moskwy i Zakonu Krzyżackiego, uczestniczył w wyprawach wojennych oraz poznawał mechanizmy sprawowania władzy, które miały przygotować go do objęcia sterów Wielkiego Księstwa Litewskiego.
Preferencje rodziców wobec dzieci bywają czasami zupełnie irracjonalne, lecz w przypadku Olgierda i Jagiełły było chyba inaczej. Zdaje się, że ojciec dostrzegł w synu materiał na wielkiego władcę.
Nauka u boku ojca
Jagiełło, wyznaczony na dziedzica, uczył się od Olgierda sztuki rządzenia. A starzejący się książę był w niej nadzwyczaj biegły. Nie pił alkoholu, nie uznawał żadnych rozrywek, całą uwagę skupiał na poszerzaniu swoich włości. Uchodził za człowieka skrytego, nie zwykł publicznie zdradzać swoich planów. Kiedy prowadził wojsko, bywało, że jego ludzie nie wiedzieli, przeciwko komu przyjdzie im wojować.
Nauka obejmowała przede wszystkim spotkania w gronie najbardziej zaufanych doradców Olgierda. Starzejący się książę patrzył na interakcje syna i raczej mógł być dobrej myśli.
Najbliższym współpracownikiem Olgierda był jego brat, książę Kiejstut. W pewnym sensie dzielili się obowiązkami, bo Olgierd zajmował się przede wszystkim sprawami wschodnimi, z kolei Kiejstut – zachodnimi. Olgierd, żonaty z twerską księżniczką, myślał więcej o Moskwie i Złotej Ordzie, Kiejstut zaś, żonaty ze żmudzińską kapłanką, myślał więcej o Krzyżakach. Obaj pozostawali wierni starym bogom, obaj nie mieli problemu, aby ich córki wychodzące za chrześcijańskich książąt zmieniały wyznanie, lecz kwestie religijne w pewnym sensie dzieliły braci.
fot.Aleksander Guagnini / domena publicznaOlgierd, wielki książę litewski.
Kiejstut miał perspektywę pogańskiej Litwy, która musi walczyć z katolickimi Krzyżakami. Olgierd z kolei dostrzegał rosnącą potęgę Moskwy i rolę prawosławia jako spoiwa łączącego ruskie księstwa. Mógł wprawdzie ochrzcić pięciu synów w greckim obrządku, kusić tolerancją wyznaniową i korespondować z patriarchą Konstantynopola, lecz pozostawał poganinem, i Moskwa cynicznie to wykorzystywała. Jagiełło nie musiał jeszcze rozstrzygać, która perspektywa jest ważniejsza. Jednak jako przyszły władca Wielkiego Księstwa Litewskiego powinien mieć świadomość, że polityków wielkiego formatu cechuje rozumienie przemian cywilizacyjnych. Widzą las zza pojedynczych drzew.
Za pojedyncze drzewa – pozostańmy przy tym porównaniu – robiły wszelkiego rodzaju decyzje personalne, wojny i bitwy czy zbieranie danin. Daniny do Wilna przywozili osobiście książęta dzielnicowi, zwykle wywodzący się z rodu Giedyminowiczów. Najpewniej przy tej okazji Olgierd zapowiadał im, że pewnego dnia będą tak samo przyjeżdżać do Jagiełły. Żaden z książąt nie śmiał oponować, chociaż niektórzy w duchu złorzeczyli młodzieńcowi. Zdarzało się, że Olgierd przenosił książąt z dzielnicy do dzielnicy, ale nie zostawiał ich bez zaopatrzenia, aby się przypadkiem nie zbuntowali. Niełatwo było okiełznać ludzi o tak różnych charakterach i ambicjach.
Można domyślać się, że Olgierd zabierał syna na kolejne wyprawy wojenne. Tak więc prawdopodobnie Jagiełło w grudniu 1370 roku u boku ojca stał pod murami Moskwy, za którymi skrył się tamtejszy książę Dymitr Iwanowicz. Olgierdowi nie udało się go sprowokować do walnej bitwy. Po ośmiu dniach plądrowania okolic wielki książę litewski podjął decyzję o odwrocie – w przeciwieństwie do wielu innych polityków i wojskowych wiedział, jaką głupotą byłoby utknąć zimą pod Moskwą.
Przypuszczalnie Jagiełło towarzyszył Olgierdowi, gdy ten po raz kolejny prowadził swoich ludzi na wschód. Jednak latem 1372 roku nie udało im się zobaczyć Kremla. Utknęli pod Lubuckiem nad Oką, jakieś cztery czy pięć dni drogi od Moskwy. Książę Dymitr Iwanowicz zastąpił im drogę ze swoją armią. Jednak ani Olgierd, ani Dymitr nie zdecydowali się zaatakować przeciwnika i szukać szczęścia w otwartym boju. Zamiast tego zawarli pokój. Z kolei wiosną 1375 roku Jagiełło prawdopodobnie wziął udział w wyprawie stryja Kiejstuta na północ – na Inflanty, należące do tamtejszej gałęzi Zakonu Krzyżackiego. Przez osiem dni pustoszyli posiadłości arcybiskupstwa ryskiego i wpływowego rodu Tiesenhausenów, zniszczyli nieco wiosek, porwali jakichś biednych chłopów, jednak sukces pozostawał dyskusyjny.
Pod zamkiem Gercike (Gertzike) w czasie przeprawy przez Dźwinę utonęło 50 Litwinów, pod murami Dyneburga zginęło dwóch ruskich dostojników.
Jagiełło miał świadomość, że tak będą wyglądały prowadzone przez niego wojny. Z jednej strony wymiana ciosów z Zakonem Krzyżackim, najazd za najazd, a z drugiej – przepychanie się z Moskwą o strefy wpływów. Tymczasem nieoczekiwanie przyszło mu jeszcze wojować w innej krainie. Pomysł wyprawy narodził się w głowie jego stryjecznego brata, księcia bełskiego Jerzego Narymuntowicza. Nie wiadomo, czy pchnął w tej sprawie do Wilna zaufanych posłańców, czy – co wydaje się bardziej prawdopodobne – spędził około dwóch tygodni w siodle, aby osobiście przekonać stryjów: Olgierda i Kiejstuta.
Przekonał, zdaje się, bez większych problemów. Na czele wojsk litewskich miał stanąć sam Kiejstut, towarzyszyć miał mu Jagiełło. Ich celem było Królestwo Polskie.
Najazd na Polskę
Jeżeli spojrzeć na tablice genealogiczne rodów panujących, można byłoby pomyśleć, że relacje Wielkiego Księstwa Litewskiego z Polską układały się znakomicie. Trzy siostry Olgierda poślubiły przedstawicieli dynastii Piastów. Mężem Elżbiety był książę płocki Wacław, mężem Anny był król Kazimierz Wielki, a mężem Eufemii – książę halicki i wołyński Bolesław Jerzy.
fot.Poznańiak (oryginalny obraz) Spiridon Ion Cepleanu (praca pochodna) /CC BY-SA 4.0 Polska i Litwa w okresie panowania Władysława Jagiełły
I to nie śmierć Anny w 1339 roku, lecz Bolesława Jerzego w 1340 roku wprowadziła Polskę i Litwę na wojenną ścieżkę. Książę halicki i wołyński nie pozostawił potomstwa, a o jego dzielnice wybuchła wojna, trwająca dekady. Kazimierza Wielkiego wspomagał w niej siostrzeniec, węgierski król Ludwik. W 1370 roku odziedziczył on po wuju polską koronę, ale w swoim północnym królestwie bywał rzadko. Zdecydowanie preferował Węgry, a w jego imieniu nad Wisłą rządziła matka, Elżbieta Łokietkówna.
Jerzy Narymuntowicz, spiritus movens najazdu w 1376 roku, chyba jak nikt inny w litewskim rodzie książęcym orientował się w sprawach polskich i węgierskich. Od ćwierć wieku władał dzielnicą bełską i potrafił się na niej utrzymać. Zdarzyło mu się być nawet lennikiem Kazimierza Wielkiego, ale zawsze w jego sercu wygrywała solidarność rodowa z pozostałymi Giedyminowiczami.
Litwinom w przeszłości nieraz zdarzało się pustoszyć polskie dzielnice, możliwość zgarnięcia łupów i niewolników zawsze kusiła kniaziów i bojarów. Jednak w tym przypadku cele były bardziej dalekosiężne. Łupiąc ziemię sandomierską, odcinało się Ruś Czerwoną od reszty Polski, dzięki czemu łatwiej byłoby przejąć ruskie grody. Wprawdzie król Ludwik władał jeszcze Węgrami, ale nie zdążyłby zebrać wojsk i przedrzeć się przez karpackie przełęcze.
Litwini zgromadzili duże siły. Swoich ludzi przyprowadził książę trocki Kiejstut, któremu towarzyszył ulubiony syn Witold. Swoje oddziały wystawili książę bełski Jerzy Narymuntowicz oraz książę łucki Lubart Dymitr, najmłodszy z braci Olgierda i Kiejstuta.
Jeżeli wnioskować z późniejszych zdarzeń, to Jerzy Narymuntowicz polubił Jagiełłę, z kolei Lubart nie pałał sympatią do bratanka. Być może było to kwestią ich ambicji. Jerzy jawi się trochę jak specjalista od zadań specjalnych, dostał dzielnicę bełską i mimo wichrów historii trwał na posterunku od ćwierćwiecza. Lubart już jako młody człowiek miał objąć dzielnice halicką i wołyńską, w tym celu przyjął chrzest w obrządku prawosławnym, ożenił się z ruską księżniczką i naprawdę się starał, nawet na jakiś czas trafił do polskiej niewoli. Tymczasem pookrawano mu posiadłości. Żeby jeszcze uczynili to tylko Polacy i Węgrzy – ale zrobił to Olgierd w ramach dzielnicowych roszad.
fot.Wojciech Gerson – www.pinakoteka.zascianek.pl / domena publicznaWojciech Gerson, Kiejstut i Witold więźniami Jagiełły
Jednak jesienią 1376 roku książęta litewscy występowali zgodnie, mając tylko jeden cel: spustoszyć ziemię sandomierską. Jej mieszkańcy, obserwując koncentrację wojsk niedaleko granicy, przeczuwali, co się święci. Ich wysłannicy, zapewne kilku rycerzy, ruszyli z ostrzeżeniem do królowej Elżbiety Łokietkówny. Zastali ją w Bochni, lecz wiekowa władczyni zbagatelizowała ich ostrzeżenie:
– Ręka mojego syna jest bardzo mocna i długa, więc Litwini w obawie przed jego siłą i mocą nie ośmielą się nic przeciwko niemu przedsięwziąć.
Matczyna miłość przeszkodziła jej w ocenie sytuacji. W ostatnich dniach października Litwini zjawili się koło Zawichostu. Według późnej i bałamutnej relacji, chociaż może w tym elemencie prawdziwej, rycerze Piotr Pszonka z Babina i Radowiec oraz Otto ze Szczekarzowic „za haniebną zapłatą” zgodzili się przeprowadzić Litwinów przez bród na Wiśle. Jednak rybacy, mający więcej miłości do rodaków niż szlachetnie urodzeni, przesunęli żerdzie w rejonie brodu w inne miejsce. Wielu Litwinów utonęło.
Prawdopodobnie w takiej sytuacji skierowali się na południe i przeprawili się przez San. Jak pisał kronikarz Jan z Czarnkowa, opierający się na relacji świadków:
przeszli i spustoszyli niespodzianie wiele wsi nad Wisłą aż do miasta Tarnowa, nie oszczędzając ani wieku, ani płci, lecz mordując tych, których nie mogli zabrać do niewoli. Tym sposobem niezliczona ilość ludzi obojga płci była nieszczęśliwie uprowadzona w wieczną niewolę. Wielu kapłanów, po spaleniu kościołów, zabito, innych wzięto do niewoli.
Wyprawa przebiegała dokładnie tak, jak ją zaplanowali litewscy książęta. Nie wiadomo, jak wyglądał ich odwrót. Zwykle wracali z łupieżczych najazdów lasami i bagnami. Obciążeni tłumem uprowadzonych tracili na mobilności, a bitwa w otwartym polu oznaczałaby pewną klęskę, stąd ostrożność była wskazana.
Tym razem jednak mogło być inaczej. Skoro Elżbieta Łokietkówna zlekceważyła zagrożenie, to pościg Litwinom nie groził – więc mogli nawet podążać głównymi traktami. A Jagiełło nie mógł się nawet w najdziwniejszych snach spodziewać, że dziesięć lat później wróci w te strony witany jak król.


KOMENTARZE
W tym momencie nie ma komentrzy.