Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Szkoleni tylko po to, by dać się prowadzić na rzeź. Odrażająca prawda o losie rekrutów 300 lat temu

Życie XVIII-wiecznego rekruta było prawdziwym koszmarem. Na ilustracji bitwa pod Malplaquet.

fot.domena publiczna Życie XVIII-wiecznego rekruta było prawdziwym koszmarem. Na ilustracji bitwa pod Malplaquet.

Prześladowania. Upokarzające kary za najdrobniejsze przewinienia. Chłosta do utraty przytomności. I bitwy, które przeżyć można tylko cudem. Może i to stulecie było wiekiem oświecenia, ale na pewno nie dla szeregowych żołnierzy. 

Wiek XVIII przyniósł europejskim wojskom powiew nowoczesności. Wprowadzono powszechny obowiązek służby wojskowej, opracowano system rekrutacji, ujednolicono uzbrojenie i umundurowanie. Pojawiły się też pierwsze regulaminy służby. Nie oznacza to jednak, że służba wojskowa w tamtym czasie była łatwa i lekka. Wprost przeciwnie – pod wieloma względami życie rekruta wciąż przypominało piekło.

W kamasze na całe życie

O tym, czym była dla XVIII-wiecznych ludzi służba wojskowa, najlepiej świadczy fakt, że wcielenie w szeregi stosowano często jako karę dla buntowników i przestępców. O rekruta wcale nie było łatwo. A ponieważ żołnierze byli potrzebni, nieraz zdarzało się… porywanie ludzi do wojska wbrew ich woli. Praktykowali to na przykład Prusacy na ziemiach polskich.

Co aż tak odstraszało od wojskowej kariery? Przede wszystkim aż do przełomu XVIII i XIX stulecia służba była dożywotnia. Powołany walczył więc aż do starości, o ile oczywiście udało mu się jej dożyć. Później te warunki zatrudnienia nieco złagodzono. Zaczęto zwalniać żołnierzy po – bagatela – 25 latach. Takie regulacje wprowadzono choćby w Rosji w 1793 roku i w Austrii w 1804 roku. Biorąc pod uwagę ówczesny stopień przeżywalności żołnierzy w bitwach, zmiana była niewielka. Nic dziwnego, że rodziny rekrutów nadal żegnały się z nimi tak, jakby już nigdy więcej nie miały ich zobaczyć.

Dożywotnia służba w armii? Właśnie taki los czekał na XVIII-wiecznego rekruta. Na ilustracja bitwa pod Valmy.

fot.d’Horace Vernet/domena publiczna Dożywotnia służba w armii? Właśnie taki los czekał na XVIII-wiecznego rekruta. Na ilustracja bitwa pod Valmy.

Żołnierskie życie nie opływało też w luksusy. Szeregowcy musieli znosić rozmaite niedogodności. Nawet na dach nad głową nie zawsze mogli liczyć. Nie we wszystkich armiach znano koszary. W wojsku rosyjskim nie było ich aż do 1874 roku. Żołnierze mieszkali w namiotach, ziemiankach i lepiankach lub na kwaterach prywatnych. Równie problematyczna była sprawa zaopatrzenia. Wojacy często musieli zdobywać jedzenie na własną rękę.

Do tego dochodziły częste w armii prześladowania. Narażone na nie były zwłaszcza niektóre grupy. Młodzi żołnierze mogli obawiać się tak zwanej fali. Starsi koledzy odbierali im cenniejsze przedmioty i lepsze elementy umundurowania. Przydzielano im najgorsze zajęcia, kwatery i jedzenie. Najgorzej mieli się ci, którzy nie znali języka komendy, jak na przykład polscy włościanie wcielani do armii austriackiej i rosyjskiej. Ściągało to na nich dodatkowe szykany.

Czy wiesz, że ...

...zawodowy żołnierz w Rzeczpospolitej musiał uzbroić się na własny koszt? Jego źródłem utrzymania był żołd, z którym wiecznie zalegano, albo… rabunek.

...Janusza Radziwiłła pamiętamy jako zdrajcę narodowego interesu najpewniej dlatego, że zmarł w niewłaściwym czasie? Wielu magnatów i szlachciców wciąż jeszcze wtedy pozostawało w szwedzkim obozie. Chociażby Jan Sobieski, późniejszy król Polski!

...Zofia Jagiellonka została upokorzona jak żadna inna królewna w polskich dziejach? Wydano ją za sześćdziesięcioletniego starca, którego stała metresa urodziła aż dziesięcioro dzieci!

Komentarze (20)

    • Członek redakcji | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi Panie Edwardzie, cóż za podniosłe stwierdzenie. Wydaje mi się jednak, że żadne Imperium nie jest warte morza przelanej krwi. Pozdrawiamy.

  1. koteu Odpowiedz

    Tak naprawdę to nie bitwy zabijały najwięcej żołnierzy tylkochoroby, które się rozprzestrzeniały w obozach dzięki obnizonej odporności wynikającej z ubogich i czasami niewystarczających racji oraz zmęczeniaforsownymi marszami. Wielu żołnierzy nigdy nie uczestniczyło w bitwach, całą służbę maszerowali, ćwiczyli i obsadzali garnizony gdzie padali masowo ofiarą tyfusu, cholery itp. No niestety wzmocnienie państwa przy zniesieniu i ograniczeniu tradycyjnych praw jednostki dało takie rezultaty od XVIII do co najmniej połowy XIX wieku.

    • Członek redakcji | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi Panie koteu, bardzo słuszna uwaga. Jest w niej dużo racji – same marsze, choroby, ćwiczenia dziesiątkowały żołnierzy. Bitwy jednak ujmowane są w statystykach, dlatego po nich widzimy dokładną liczbę tych, którzy stracili życie. Zapomina się jednak o życiu codziennym walczących. Pozdrawiamy.

  2. Jarema Odpowiedz

    Kara bicia kijami jest pokazana na końcu filmu ,,Szwadron”. Film rozgrywa się co prawda w 1863-64 roku ale myślę że to się specjalnie od XVIII w nie zmieniło. Odnośnie sensu takich ćwiczeń to przy takiej prostackiej taktyce nie dziwie się że żołnierze którzy byli po prostu elementem szyku bojowego i kolumny marszowej musieli być tak szkoleni żeby przypadkiem nie zachciało im się uciekać. Trzeba przyznać że tutaj nie powinniśmy mówić absolutnie o tym że ci ludzie byli żołnierzami bo żołnierzami byli oficerowie, zwykli soldaten byli ofiarami tych wojen. W ogóle to czytałem jak na Śląsku wyglądał pobór- wojsko otaczało osadę i na siłę niczym niewolników wypędzano rekrutów i pędzono do garnizonów. Rekrutom urządzano stype bo uznawano ich w zasadzie za zmarłych. Nie ma się co dziwić, i tak też zapewne wyglądało to wszędzie.
    Z wszystkich epok historycznych najbardziej nie lubię XVIII w, nie tylko ze względu na idiotyczne stroje ale i niespotykaną w innych epokach hipokryzje bo owocem całej tej gadaniny o wolności, rozumie, prawach człowieka były niewolnictwo, ludobójstwo w Wandei, czy los zwykłych żołnierzy- niewolników. A to tylko góra lodowa zbrodni wieku oświecenia.
    Ps. bardzo dobry artykuł

    • Nasz publicysta | Michał Dębski-Korzec Odpowiedz

      Dziękuję w imieniu autora. Tematyka jak również tekst w mojej opinii są bardzo interesujące. Nie pamiętam gdzie przeczytałem ale wydaje mi się że opisaną przez Pana metodę poboru rekruta również z powodzeniem stosowała armia carska. Wysokie straty wśród żołnierzy były podyktowane również bardzo ograniczoną wiedzą medyczną. Brak było antybiotyków, ba brak było nawet podstawowej wiedzy na temat bakterii. Gangrena zbierała straszne żniwo wśród żołnierzy. Z jednej strony nie było czasu na poprawne przeprowadzenie zabiegu z drugiej niewiele więcej można było dla nieszczęśnika zrobić oprócz wyjęcia kuli lub amputacji. Można było oczywiście zmienić opatrunek od czasu do czasu ale wtedy uważano, że rany nie wolno wystawiać na działanie świeżego powietrza i niewłaściwym jest zmienianie zbyt często opatrunku (nawet jeśli jest przesiąknięty krwią i ropą).

      • Jarema Odpowiedz

        Kiedyś czytałem książkę z bellony ,,Sand Creek 1864” gdzie był fragment o kawalerii USA, otóż na ok. 1500 kawalerzystów którzy stracili życie tylko 250 zginęło w walce z Indianami. Reszta to zmarli z powodu różnych chorób. W wojnie krymskiej na 90 000 francuskich strat, tylko 15 000 to polegli, reszta zmarli. Większość żołnierzy umierało w wyniku głodu, zapicia się, odmrożeń, różnych chorób czy w wyniku różnorakich burd, coś na wzór śmierci kmicicowej kompanii. Cóż, fajnie się czyta trylogię i fascynuje przygodami głównych bohaterów ale pamiętajmy że większość ich podkomendnych nie była więcej warta dla dowódców niż konie. O ile wiem to jeśli taki zwykły kawalerzysta był ranny to z reguły zostawiano go rannego na pastwę losu Jeśli chodzi o XVIII w to mnie tylko zastanawia dlaczego żołnierze byli poubierani jak laleczki. Bardzo te garniturki kontrastowały z polem bitew i na pewno estetycznie wyglądały po bitwie.

        • Członek redakcji | Anna Dziadzio

          Drogi Panie Jaremo, ostatnie zdanie bardzo mi się podoba – mało kto zastanawia się nad takimi sprawami. A Pan dodał do tego wyjątkowo subtelną ironię :) Pozdrawiam.

        • zły porucznik

          @Jarema
          Mundury były kolorowe bo dowódca musiał widzieć swoich żołnierzy. Od końca XVII w. aż do poł. XIX dominował szyk linearny gdzie najważniejsze było wykonywanie manewrów tj. zwrotów całymi oddziałami rozciągniętymi nieraz na wieleset metrów. Nie było łączności radiowej, telefonicznej, optyka była rzadka. Stąd kolorowy mundur i duże znaczenie dźwięku (rola dobosza).Do lat 80-tych XIXw. stosowano proch czarny, pole bitwy po pierwszych salwach stawało się nieprzejrzyste od dymów (w takiej „mgle” zginął Lew Północy, Gustaw Adolf). Ponadto żołnierz nie musiał się maskować. Z karabinu skałkowego wyposażonego w gładką lufę, możliwość trafienia w drzwi od stodoły ze 100 metrów to była loteria (stąd powiedzenie „Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi”). Nie przejmowano się celnością a szybkostrzelnością i zagęszczeniem ognia-stąd szyk linearny. Jeszcze za Napoleona, poza nielicznymi oddziałami wyposażonymi w broń gwintowaną, przeciętny żołnierz miał karabin o donośności 250 m a powyżej 70 m nie celował z niego tylko strzelał „w kierunku”. Wszystko zmieniło się wraz z wprowadzeniem systemu Minie czyli specjalnych pocisków do luf gwintowanych, ładowanych od przodu. W wojnie krymskiej czy secesyjnej, żołnierz wyposażony w taki karabin mógł celować już na 700 m. Pod koniec XIX w. Mauser wprowadził karabin Gew98 – przyrządy celownicze były wyskalowane na 1600 m. – już trzeba było się maskować..

  3. Maciej Odpowiedz

    Z przykrością muszę zauważyć, że powyższy artykuł jest dość mocno tendencyjny. Dużo można by mówić o powodach tak silnego nacisku na ów dryl, spierać się na temat zasadności i faktycznej częstotliwości stosowania najcięższych kar. Nie jestem też pewien, czy poskutkowałyby próby objaśnienia XVIII-wiecznej doktryny wojennej lub rozwiania mitów o barbarzyństwie tamtych czasów. Wojna w XVIII wieku była taka, jaka być musiała. Prawda jest taka, że ci XVIII-wieczni żołnierze przez niektórych historyków wojskowości uważani są za „najtwardszy i najlepszy materiał ludzki w dziejach wojen”. Procentowe straty były nieraz wprost zdumiewająco niskie (zwłaszcza w porównaniu z późniejszymi wiekami), a czarna legenda żołnierza-inwalidy na każdym rogu i pod każdym kościołem wzięła się nie z liczby ofiar, lecz z ilości i zasięgu wojen przetaczających się wówczas przez kontynent.

    Zbyt często w opisach owej epoki pobrzmiewa kompleks niższości wobec mocarstw, które dzięki swoim „kolorowym żołnierzykom” trzęsły nie tylko całą Europą (łącznie z Polską), ale i światem.

    • Nasz publicysta | Michał Dębski-Korzec Odpowiedz

      Panie Macieju, mam wrażenie, że żołnierze ze wspomnianej epoki są uważani przez niektórych „najtwardszy i najlepszy materiał ludzki w dziejach wojen” ponieważ maszerowali do ataku wyprostowani w szyku stając na przeciwko karabinów i dział. Uważam, że intencją autora poniekąd było pokazanie jak bardzo żołnierze bali się kary za niewykonanie rozkazu. Biorąc udział w bitwie istniała szansa na przeżycie. Niewykonanie rozkazu wiązało się zawsze z brutalną karą.
      Naprawdę nie wiem jaka była geneza XVIII wiecznego sposobu prowadzenia wojen. Z perspektywy wieków raczej bardzo źle ją oceniamy ale podejrzewam, że był jakiś powód takiego postępowania. Druga sprawa pamiętajmy, że nie do dochodzimy od razu do pewnych rozwiązań. Często trzeba czasu i wielu doświadczeń. Francuzi najlepiej o tym przekonali się podczas II wojny światowej. W 1940 r. byli przygotowani na powtórkę z I wojny i wszyscy wiemy jak się to dla nich skończyło. Niemcy stworzyli nowy sposób prowadzenia wojny ponieważ poprzednia doktryna się nie sprawdziła.

  4. Jarema Odpowiedz

    Sami przyznajmy że nigdy w dziejach mundur nie był taki zniewieściały i nie pasujący do pola bitwy czy nawet zwykłej garnizonowej służby. Lubię czytać artykuły Wiktora Suworowa który kiedyś napisał o Piotrze I że to był idiota chociażby dlatego że ruski sołdat powinien mieć brodę, futrzaną czapę, konkretne ciepłe buty i płaszcz. Tylko tak przygotowany sołdat przetrwa ten klimat. Tymczasem car Piotr co zrobił? ubrał żołnierzy w peruki i pończochy, w sam raz na ruską zimę. Zresztą wyobrażam sobie żołnierzy w jasnych mundurach kopiących szańce na zabłoconym gruncie. Co jak co- trzeba przyznać że póżniejsze mundury szczególnie w XX w są wygodne, praktyczne, ozdoby nie przeszkadzają a tak po prawdzie to taki mundur z demobilu nadaje się w sam raz do pracy w ogrodzie, na budowie itp…. mundur z XVIII w nadaje się na bal maskowy, na ulicę bym nie wyszedł w nim bo jeszcze bym oberwał na ulicy.

    Odnośnie powyższego komentarza to myślę że nie ma czegoś takiego jak okres kiedy istniał najlepszy i najtwardszy materiał w dziejach ludzkości. Ludzie zawsze są i byli ludżmi a ja osobiście uważam że najlepiej walczy żołnierz który wie o co walczy. Armie I RP które miały po ok.8-12 000 żołnierzy dawały sobie świetnie radę dzięki organizacji i wyszkoleniu a nie tępemu drylowi a potęga XVIII wiecznych mocarstw wynikała przede wszystkim ze świetnej organizacji, technologii i dyplomacji oraz nie ukrywajmy że i położenia geograficznego. Gdyby ich armie ruszały na podbój kolonii w workach też odniosłybyzwycięstwo.

  5. Marek Odpowiedz

    Sposób toczenia bitew w tamtym czasie wynikał z uzywanego uzbrojenia. Karabinu ( muszkietu ) ładowanego od lufy nie dało sie załadować w pozycji leżącej, w ukryciu. Nie istniały wówczas państwa narodowe więc żołnierze często nie znali języka a tylko znali rutynowe komendy. To król pruski powiedział, że zołnierz powinien bardziej bać się swojego kaprala niz nieprzyjaciela i było to wynikiem ówczesnej techniki i sztuki wojennej. Pozdrowienia.

    • Członek redakcji | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Drogi Marku, dziękujemy za krótki, ale treściwy komentarz i również pozdrawiamy.

  6. Jarema Odpowiedz

    Tutaj akurat trzeba się zgodzić że wojsko było złożone z przedstawicieli wielu narodowości i wojskowa musztra musiała ich wytresować na pełnowartościowe mięso armatnie a raczej element w szeregu. Jak te armie były multikulti to przytoczę pewną bitwę z XVIII w.- bitwa pod Karansebes gdzie Austriacy zostali pokonani przez…samych siebie. Rzecz miała miejsce w 1788 r. i żołnierze armii cesarskiej w czasie nocnego marszu uznali poszczególnie własne jednostki za oddziały tureckie. Pomyłkę ułatwił fakt że żołnierze wielonarodowościowej armii nie potrafili się dogadać a ciemności nocne zrobiły swoje. Więc jak widać całe to mordercze szkolenie w pewnych warunkach na niewiele się zdawało. Innym ciekawym przykładem jest wojna o niepodległość USA gdzie świetnie wyćwiczonej armii brytyjskiej ogromne straty zadawali strzelcy z amerykańskiego pospolitego ruszenia. I w sumie to cała ta taktyka w określonych warunkach- ogromne, leśne, błotniste obszary była nieskuteczna bo takie oddziały były łatwe do wystrzelania przez znających teren i ostrzelanych partyzantów. I właśnie dlatego sądzę że gdyby nasz król Staś dał się w 1792 porwać a dowództwo przejęli inni to takie lotne oddziały polskich strzelców mogłyby nieżle nabić Moskali na tyłach a nawet sparaliżować rosyjskie zaplecze.

  7. Grot Odpowiedz

    Kara „słupka” przetrwała dłużej niż wspomnienia austro-węgierskiego żołnierza i była stosowana, jak dobrze kojarzę, np. w KL Auschwitz przez Niemców jako kara dla więźniów. Ale to już temat na inny artykuł.

  8. Grot Odpowiedz

    Z obrazów batalistycznych tylko ostatni nie ma opisu co przedstawia. Jest to obraz Ricardo Balaca i przedstawia Bitwę pod Almansą w 1862 r. Artykuł nie uwzględnia udzielania pomocy rannym już w czasach napoleońskich. Chirurg Dominik Larrey z armii Napoleona już w 1979 r. wprowadził na pole bitew ambulanse które segregowały rannych i tych którzy „rokowali przeżycie i powrót na pole bitwy” odwoziły do szpitali polowych.

    • Członek redakcji | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Szanowny Grocie, niestety limity powodują, że w jednym artykule nie sposób wspomnieć o wszystkim i wyczerpać tematu. Autorzy starają się jak najbardziej szeroko zarysować problem, ale zawsze znajdzie się coś co musi ulec selekcji. Pozdrawiamy.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.