Ciekawostki Historyczne

Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

[Galeria] Najbardziej szalone pomysły podboju kosmosu

70-osobowy lot na Marsa w 1965 roku. Stałe bazy załogowe na Czerwonej Planecie i Srebrnym Globie. Laserowe stacje kosmiczne. Statki czterokrotnie cięższe od Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). To tylko niektóre z najbardziej ambitnych planów podboju kosmosu. Żaden nie został zrealizowany…

Wernher on Braun po cywilnemu w otoczeniu wojskowych, Peenemunde, 21 March 1941 (fot. Bundesarchiv, Bild 146-1978-Anh.024-03 / CC-BY-SA 3.0).

Wernher von Braun po cywilnemu w otoczeniu wojskowych, Peenemunde, 21 March 1941 (fot. Bundesarchiv, Bild 146-1978-Anh.024-03 / CC-BY-SA 3.0).

SS-Sturmbannführer Wernher von Braun, był jednym z ojców amerykańskiej astronautyki. W czasie wojny stworzył rakietę Aggregat-4, znaną lepiej jako V-2. W 1945 roku poddał się Amerykanom, a następnie w ramach tajnej operacji Paperclip został przerzucony do Stanów Zjednoczonych wraz z wieloma innymi nazistowskimi naukowcami . Niezwykły umysł projektanta tworzył śmiałe i pełne rozmachu wizje.

W 1952 roku w tygodniku „Collier’s” opublikował projekt załogowej stacji orbitalnej – toroidu (bryła geometryczna w kształcie pierścienia) ze sztucznie wywołaną grawitacją. Pierwsze nakreślone przez niego plany załogowych lotów na Księżyc zakładały wysłanie tam 50 ludzi i założenie stałej bazy w okolicy Sinus Roris – zatoki jednego z księżycowych „mórz”. Zaplanował także załogową wyprawę na Marsa.

Okładka książki Wernhera von Brauna pt. „Das Marsprojekt”. Po prawie 70 latach zaprezentowana w niej wizja wyprawy na Marsa wciąż pobudza wyobraźnię.

Okładka książki Wernhera von Brauna pt. „Das Marsprojekt”. Po prawie 70 latach zaprezentowana w niej wizja wyprawy na Marsa wciąż pobudza wyobraźnię.

Zanim Von Braun stał się ojcem sukcesu, jakim było lądowanie na Srebrnym Globie, mierzył dużo wyżej. Czy może dalej. Napisana w 1948 roku książka „Das Marsprojekt”, przetłumaczona na angielski i wydana w USA w 1952 roku, przewidywała załogową misję na Marsa na rok 1965. W wyprawie miało wziąć udział 70 ludzi podróżujących na pokładzie siedmiu statków.

Do lądowania wykorzystano by szybowce, a do poruszania się po powierzchni – pojazdy gąsienicowe. Pobyt na Czerwonej Planecie miał trwać półtora roku. Gwarancję sukcesu miała zapewnić prawdziwie multidyscyplinarna załoga, natomiast użycie wielu statków i rozdzielenie ekspedycji na kolejnych etapach miało obniżyć ryzyko. W opinii Marka Wade’a, twórcy cenionej Encyclopedia Astronautica, „scenariusz von Brauna jest wciąż aktualny”.

Artystyczna wizja lądownika marsjańskiego powstała ok. 1964 roku (rys. Aeronutronic Division of Philco Corp na zlecenie NASA, domena publiczna).

Artystyczna wizja lądownika marsjańskiego powstała ok. 1964 roku (rys. Aeronutronic Division of Philco Corp na zlecenie NASA, domena publiczna).

W 1962 roku szereg firm – Aeronutronic Ford, General Dynamics i Lockheed Missiles and Space Company – przygotował studium załogowej wyprawy na Marsa w ramach projektu „Empire” prowadzonego przez NASA Marshall Spaceflight Center. Bazując na dostępnej ówcześnie wiedzy, zaprojektowano misję z wykorzystaniem sześciu rakiet typu Saturn V.

Alternatywą było użycie nowszej, silniejszej rakiety, która jednak do dziś nie powstała. „Empire” było w zasadzie jedynie studium wykonalności, projektem, który nigdy nie został sfinansowany, jednak pozwolił przybliżyć wiele problemów, przed którymi stawała astronautyka w kolejnych latach.

Porównanie rakiet Saturn V (po prawej) i N1 (rys. NASA, domena publiczna).

Porównanie rakiet Saturn V (po lewej) i N1 (rys. NASA, domena publiczna).

Kiedy imperialiści ze zgniłego Zachodu robili zakusy na wolny kosmos, towarzysze ze Związku Radzieckiego nie zaniedbywali wcale prac na tym samym odcinku. Jednym z projektów, zaplanowanych jeszcze w 1956 roku z godnym Sowietów rozmachem, był Marsjański Kompleks Pilotowany. Twórcą koncepcji był Michaił Tichonrawow.

Do wyniesienia całej konstrukcji w przestrzeń kosmiczną miano wykorzystać 25 rakiet typu N1, zaprojektowanych do lotów na Księżyc. Gotowy statek kosmiczny, zmontowany na orbicie, miał mieć masę 1600 ton (dla porównania, Międzynarodowa Stacja Kosmiczna waży ok. 420 ton).

W misji, trwającej 900 dni, miało wziąć udział sześciu kosmonautów, którzy mieli spędzić na Czerwonej Planecie cały rok. Start planowany był na 1975 rok. Rosjanie jednak nie tylko nie polecieli na Marsa, ale nie dotarli nawet na Księżyc. Jedną z przyczyn była kompletnie nieudana konstrukcja rakiety N1.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Uwaga! Nie jesteś na pierwszej stronie artykułu. Jeśli chcesz czytać od początku kliknij tutaj.
Tak mógł wyglądać statek TMK-MaVr w czasie przelotu w pobliżu Wenus (artystyczna wizja z 2005 roku) (rys. KillOrDie, domena publiczna).

Tak mógł wyglądać statek TMK-MaVr w czasie przelotu w pobliżu Wenus (artystyczna wizja z 2005 roku) (rys. KillOrDie, domena publiczna).

Ciężki Międzyplanetarny Statek Kosmiczny (Тяжелый Межпланетный Корабль) miał być radziecką odpowiedzią na sukcesy programu Apollo. W swym pierwotnym kształcie zakładał trzyosobowy przelot wokół Marsa z wykorzystaniem 75-tonowego pojazdu i zrzucenie lądowników, a następnie powrót na Ziemię po misji trwającej trzy lata: od 1971 do 1974 roku.

Rozwojowa wersja z 1960 roku, określona jako TMK-E, zakładała załogę sześcioosobową i lądowanie ludzi na powierzchni. Projektowany statek był tak duży, że miał być montowany na orbicie – i tym razem jego elementy miały być wynoszone z użyciem rakiet N1. Wariacją projektu była misja MaWr (Mars–Wenera), zakładająca przelot trzyosobowej załogi zarówno wokół Marsa, jak i Wenus.

Artystyczna wizja załogowego statku kosmicznego, jaki miał przelecieć w pobliżu Wenus w ramach Apollo Applications Program (rys. KillOrDie, CC BY-SA 4.0).

Artystyczna wizja załogowego statku kosmicznego, jaki miał przelecieć w pobliżu Wenus w ramach Apollo Applications Program (rys. KillOrDie, CC BY-SA 4.0).

Stany Zjednoczone zachęcone sukcesem programu Apollo planowały wdrożyć jego rozwinięcie, Apollo Applications Program. W jego ramach zrealizowano m.in. misje na stację Skylab i wspólny radziecko-amerykański lot Sojuz-Apollo. Jednym z proponowanych wdrożeń był także planowany na 1973 rok przelot wokół Wenus.

Pojazd miał składać się z rozwojowej wersji statku Apollo i modułu przypominającego pokrojem Skylab (zbudowanego w podobny sposób co jedyna amerykańska baza orbitalna). Lot do celu był planowany na ok. cztery miesiące, lecz sam oblot planety miał trwać zaledwie kilka godzin. Rozważano wypuszczenie sond, które miały wylądować na powierzchni. W trakcie misji planowano także prowadzić obserwacje Słońca i Merkurego.

Elementy bazy księżycowej, która miała powstać w ramach Apollo Applications Program (rys. NASA, domena publiczna).

Elementy bazy księżycowej, która miała powstać w ramach Apollo Applications Program (rys. NASA, domena publiczna).

Jednym z planowanych zastosowań Apollo Applications Program było stworzenie bazy na powierzchni Księżyca. Zakładano, że program potrwa dłużej i na przełomie 1975 i 1976 roku uda się na Księżycu osadzić jednomodułową bazę, skonstruowaną z wykorzystaniem lądowników księżycowych z późnych misji Apollo.

Sprzęt miał zostać wysłany najpierw, a w trzy miesiące później w misji załogowej na orbitę naszego naturalnego satelity mieli dotrzeć astronauci. Po opuszczeniu się z orbity, zasoby i zapasy miały wystarczyć na dwutygodniowy pobyt w bazie.

Polus na rakiecie Energia (rys. NASA, domena publiczna).

Polus na rakiecie Energia (rys. NASA, domena publiczna).

Laserowa stacja bojowa to projekt wprost z filmu „Nowa nadzieja”, a jednak Rosjanie porywali się i na takie projekty. Polus, albo Skif-DM, bo tak nazywał się w rzeczywistości prototyp, miała niszczyć satelity imperialistów przy użyciu megawatowego lasera molekularnego. Prace nad tym projektem podjęto jeszcze w latach 70.

Na system miały składać się dwa elementy: Skif na niskiej orbicie okołoziemskiej i Kaskad na orbicie wysokiej i geosynchronicznej. 15 maja 1987 roku wystrzelono prototyp tajnej laserowej stacji bojowej, dla niepoznaki nazwanej Polus. Aby sprawy jeszcze bardziej utajnić i utrudnić wrogom rozeznanie w tej kwestii, na kadłubie wymalowano nazwę Mir-2.

Wyniesienia dokonano na rakiecie Energia, planowanej także jako nosiciel wahadłowców typu Buran. Po niecałych dziesięciu minutach stacja wpadła w wyniku awarii w turbulencje i lotem balistycznym zeszła w atmosferę, gdzie spłonęła. Wkrótce potem skończyło się finansowanie dla projektu, a jakiś czas później upadł Związek Radziecki.

Artystyczna wizja MOL-a z kapsułą Gemini B (rys. U.S. Air Force, domena publiczna).

Artystyczna wizja MOL-a z kapsułą Gemini B (rys. U.S. Air Force, domena publiczna).

Amerykanie również nie stronili od pomysłów wykorzystania kosmosu do walki. Zadowolili się jednak bazą orbitalną przeznaczoną do zwiadu optycznego, nazwaną Manned Orbiting Laboratory. Był to projekt rozwijany przez U.S. Air Force, lecz ze względu na braki sprzętowe planowano do jego załogowej obsługi wykorzystać przebudowane kapsuły Gemini, zaprojektowane i z powodzeniem oblatane przez amerykańskie siły lotnicze.

Program zakładał 30-dniowe misje orbitalne na stację, korzystającą z nowoczesnego jak na tamte czasy teleskopu Dorian (nazwa kodowa KH-10). W 1966 wystrzelono makietę MOL-a o nazwie OPS 0885 z zestawem eksperymentów.

Planowano trwającą 75 dni misję bezzałogową, lecz po miesiącu sprzęt przestał działać, a po kolejnym doszło do deorbitacji obiektu. W dwa lata później ktoś w USAF i Kongresie podliczył wydatki i zdecydował, że satelity szpiegowskie są dużo tańsze. Program skasowano.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Uwaga! Nie jesteś na pierwszej stronie artykułu. Jeśli chcesz czytać od początku kliknij tutaj.
Artystyczna wizja górnego stopnia rakiety Ares opuszczającego orbitę okołoziemską wraz z zadokowanym do niej statkiem Orion (rys. NASA, domena publiczna).

Artystyczna wizja górnego stopnia rakiety Ares opuszczającego orbitę okołoziemską wraz z zadokowanym do niej statkiem Orion (rys. NASA, domena publiczna).

W 2004 roku ówczesny prezydent USA, George W. Bush, na wzór prezydenta Kennedy’ego, który postawił przed NASA zadanie dotarcia na Księżyc, ogłosił nowe wyzwanie. W ramach programu Constellation nakreślono trzy cele: budowę statku załogowego, powrót na Księżyc i loty międzyplanetarne.

Zaprojektowano nowe systemy rakiet Ares do wynoszenia ładunków na orbitę, zaplanowano załogową misję na Czerwoną Planetę składającą się z kilku oddzielnych faz oraz przystąpiono do konstrukcji statku, nazwanego Orion.

Przez kolejne sześć lat zaprojektowano także lądownik księżycowy Altair, robotyczne sondy oraz serię satelitów. W 2010 roku Barack Obama odwołał program i chociaż prace nad statkiem Orion nadal trwają, wiadomo już, że „następca wahadłowca”, mówiąc oględnie, jest katastrofalnie opóźniony.

Reaktor Kiwi B4-A (fot. United States Department of Energy, domena publiczna).

Reaktor Kiwi B4-A (fot. United States Department of Energy, domena publiczna).

Już w 1952 roku w laboratoriach Los Alamos rozpoczęły się prace nad jądrowym napędem rakietowym, które w 1955 przerodziły się w projekt Rover. Postępowały na tyle szybo i sprawnie, że już w 1961 roku napędzane jądrowo rakiety zaczęto wciągać do planów lotów kosmicznych.

Sformowano nawet Biuro Kosmicznego Napędu Jądrowego, w którym od 1964 roku zaplanowano testy silnika-reaktora. Na bazie reaktora Kiwi stworzono silnik NERVA NRX. W następnych latach testowano konstrukcję NERVA XE, która również okazało się sukcesem.

Kiedy pozostał już tylko montaż gotowego napędu, okazało się, że sprawę utrącili politycy. Wizja gigantycznych kosztów planowanej wyprawy na Marsa przeraziła kongresmanów. Program został wygaszony w 1972 roku. Podobny los spotkał radziecki silnik nuklearny RD-0410.Phoenix

Bezzałogowy lądownik Phoenix osiada na powierzchni Marsa. W przeciwieństwie do Mars One, ten dużo skromniejszy projekt odniósł ogromy sukces – dzięki niemu udało się potwierdzić obecność wody na Czerwonej Planecie (rys. NASA/JPL/Corby Waste, domena publiczna).

Bezzałogowy lądownik Phoenix osiada na powierzchni Marsa. W przeciwieństwie do Mars One, ten dużo skromniejszy projekt odniósł ogromy sukces – dzięki niemu udało się potwierdzić obecność wody na Czerwonej Planecie (rys. NASA/JPL/Corby Waste, domena publiczna).

Całkiem niedawno, w 2011 roku, rozpoczął się projekt Mars One prowadzony przez prywatnego biznesmena z Holandii. Zakładał on wysłanie na Czerwoną Planetę misji bez powrotu, złożonej z ochotników różnych specjalności, którzy mieli stworzyć na miejscu stałą bazę.

Z początku wszystko wyglądało dobrze, a przedsięwzięcie cieszyło się dużym zainteresowaniem, głównie mediów. Nic zresztą dziwnego, bo wyprawa miała być wielkim reality show w stylu Big Brothera. Przystąpiono do selekcji ochotników, lecz do dzisiaj w zasadzie nie wydarzyło się nic innego.

W raportach z 2014 i 2015 roku grupa studentów inżynierii z MIT przeprowadziła analizę programu i nie zostawiła na nim suchej nitki. Wykazano, że całe przedsięwzięcie nie ma szans powodzenia. W podobnym tonie wypowiedzieli się niektórzy z zakwalifikowanych do lotu ochotników, którzy zrezygnowali z udziału zniechęceni brakiem jakichkolwiek działań. Wygląda na to, że cudowny plan nie tylko podzieli losy wielu innych projektów, lecz także jest zwykłym skokiem na kasę.

Artystyczna wizja statku Excalibur Almaz w wersji przystosowanej do wyprawy na Księżyc (rys. Ergignac, CC BY-SA 3.0).

Artystyczna wizja statku Excalibur Almaz w wersji przystosowanej do wyprawy na Księżyc (rys. Ergignac, CC BY-SA 3.0).

Excalibur Almaz to w zasadzie już ex-firma z prywatnego sektora kosmicznego. Przedsiębiorstwo mające siedzibę na wyspie Man wykupiło od Rosjan sprzęt pozostały po wojskowym programie Ałmaz: dwa kadłuby stacji kosmicznych typu OPS i cztery kapsuły załogowe WA.

W 2009 roku Arthur M. Dula, szef firmy, zapowiadał pierwsze loty na 2012 rok. Sprawdzona, przetestowana i dobrze znana radziecka technologia miała być gwarantem sukcesu, a rezygnacja z fazy projektowej i testowej dawała ogromne oszczędności.

NASA dopuściła EA do programu Commercial Crew Program (chociaż bez finansowania), podpisano także umowę z XCOR Aerospace na trening astronautów oraz ze Space Launch System na loty rakiet. Niestety, szybko okazało się, że retrosprzęt nigdzie raczej nie poleci. Pojawiły się opinie, że poradzieckie urządzenia mają wartość co najwyżej muzealną.

W 2014 roku EA sprzedało jedną z kapsuł za milion euro i to był jedyny sukces firmy. W tym samym roku jej szef został pozwany przez japońskiego biznesmena – wniosek dotyczył defraudacji niespełna 50 milinów dolarów, rzekomo przekazanych na rozkręcenie interesu.

Najwyraźniej pech programu Ałmaz, w trakcie którego parokrotnie dochodziło do nieprzewidzianych wypadków, nadal ma się dobrze. W odróżnieniu od turystyki kosmicznej.

***

Inspiracją do powstania tej galerii była książka Ashlee Vance’a pt. „Elon Musk. Biografia twórcy PayPal, Tesla, SpaceX” (Znak Horyzont 2016).

Czy wiesz, że ...

...celem matki Natalie Wood było uczynienie z córki gwiazdy? Była w stanie zrobić wszystko, by dziewczynka dobrze zagrała. Pewnego razu rozdarła na strzępy żywego motyla w celu zmuszenia córki do płaczu na planie.

...w okresie zimnej wojny rząd Trumana opublikował broszurę „Przetrwanie ataku atomowego”, w której można było przeczytać, że aby przeżyć bombardowanie, wystarczy wskoczyć do rowu, nie zostawiać łatwopalnych śmieci w pobliżu zabudowań i nie spieszyć się z wychodzeniem na zewnątrz?

...GROM, najlepsza polska jednostka specjalna, dzięki morderczemu szkoleniu wykazuje olbrzymie możliwości? Po 11 września 2001 roku MON mógł wysłać do Afganistanu około stu pierwszych żołnierzy dopiero po trzech miesiącach szkolenia. Tymczasem operatorzy jednostki GROM gotowość bojową osiągali w półtorej godziny!

...26 maja 1604 roku król Francji Henryk IV cudem uniknął śmierci w wyniku otrucia. Zabójczy specyfik próbował mu podać ksiądz – podczas komunii. Władcę uratował jego pies, który chwycił zębami królewskie szaty i go odciągnął. Do spożycia trucizny zmuszono za to duchownego. Mężczyzna zmarł na miejscu. 

Komentarze (8)

  1. Sinecod Odpowiedz

    Zabawne- na Ziemi ciągle odkrywamy nowe rośliny i zwierzęta, 95% objętości oceanów ciągle jest niezbadanych a tymczasem pchamy się w kosmos…

    • dbeef Odpowiedz

      Pewnie dlatego że rozwój jednego popycha rozwój drugiego a bez dodatkowych bodźców z pozornie dalekich sobie dziedzin będziemy stać tu gdzie jesteśmy?

    • XaoO Odpowiedz

      Żenujący komentarz człowieka patrzącego nie dalej niż czubek własnego nosa. Eksploracja kosmosu jest dla nas jedyną szansą na przeżycie, zwłaszcza gdy do władzy dochodzą podobne Tobie jednostki…

    • Nasz publicysta |Roman Sidorski Odpowiedz

      Człowiek myśli „po lewej”, a pisze „po prawej”. ;) Dziękujemy za zwrócenie uwagi na błąd, poprawiliśmy. :)

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.