Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Zwyczajny dzień na Sybirze. Czy to w ogóle możliwe?

Któż wie, ile więźniarek gułagu zginęło przygniecione przez potężne syberyjskie drzewa? (fragment ilustracji pochodzącej z książki Eufrozyny Antonowny Kersnowskiej, która spędziła w Gułagu 12 lat, a swoje wspomnienia spisała i zilustrowała).

Któż wie, ile więźniarek gułagu zginęło przygniecione przez potężne syberyjskie drzewa? (fragment ilustracji pochodzącej z książki Eufrozyny Antonowny Kersnowskiej, która spędziła w Gułagu 12 lat, a swoje wspomnienia spisała i zilustrowała).

Jak wygląda Twój zwyczajny dzień? Wracasz z pracy skonany? A może kochasz to, co robisz? Kobiety zesłane na Sybir i do łagrów opowiadają o rzeczywistości, w której najzwyklejszy dzień był walką o przetrwanie. Z klimatem, głodem, współwięźniami, tępym tasakiem, końskim łajnem i brakiem mydła.

Stare przysłowie głosi, że głód jest najlepszym kucharzem. Trudno jednak o wyobraźnię kulinarną, gdy nie ma składników nawet na najprostszą potrawę, a przed śmiercią głodową trzeba się ratować, ogryzając zeschnięte kości zwierząt czy szukając na stepie padliny.

Od święta śmierdząca ryba

Alina wspomina, że w syberyjskim łagrze na Workucie na śniadanie była zupa „plujka” i naparstek oleju o zapachu i konsystencji smaru do maszyn. Za wyrobienie wyśrubowanej normy dostawało się kawałek chleba. Stefanii też utkwił w pamięci mokry, ciężki chleb, który wyglądał i smakował jak kawałek gliny. Rano dodawano do tego rzadką zupę gotowaną na zielsku dla bydła. Po pracy można się było pokrzepić łyżką kaszy z odrobiną oleju i zupą. Od święta była śmierdząca, słona ryba.

Więźniowie wiedzieli, że za tym ogrodzeniem czeka ich bezkres syberyjskiej pustki (fot. Gerald Praschl, CC BY-SA 3.0).

Więźniowie wiedzieli, że za ogrodzeniem czeka ich bezkres syberyjskiej pustki (fot. Gerald Praschl, CC BY-SA 3.0).

Barbara wspomina, że w garbarni jedzono tłuste oskrobiny z wyprawianych skór z kawałkiem czerstwego chleba. „Brzydziłam się tym tłuszczem potwornie” – wspomina bohaterka „Dziewczyn z Syberii” Anny Herbich. – „Pomimo głodu, który trawił moje trzewia, nie byłam w stanie wziąć tego paskudztwa do ust”. Już chętniej jadła gurty, czyli słone kawałki twardego jak kamień sera. Trzeba je było przez godzinę trzymać w ustach. Dopiero wówczas z trudem dawały się pogryźć.

Stefania wraz z koleżankami z łagru postanowiła wyprawić symboliczną Wigilię. Za kutię posłużyła łyżka kaszy z olejem, a czarny obozowy chleb udawał opłatek. Ktoś doniósł na nią z zazdrości i trafiła do karceru. Z kolei Weronika, którą zesłano do łagru w Krasnojarsku i na co dzień dostawała nieludzkie racje chleba z parzonym owsem – jak dla koni – piekła na Wielkanoc placki z zeszłorocznych ziemniaków znajdowanych na polu przy niemieckiej kolonii.

Artykuł został oparty na wspomnieniach sybiraczek zebranych przez Annę Herbich w książce „Dziewczyny z Syberii”.

Artykuł został oparty na wspomnieniach sybiraczek zebranych przez Annę Herbich w książce „Dziewczyny z Syberii”.

Pilnuj nawet nocnika

W łagrach obowiązywało prawo silniejszego, a kradzieże szerzyły się niczym wszy i pluskwy. Stefanię już pierwszej nocy okradziono do samej koszuli, a wkrótce potem ktoś w nocy ściągnął jej z nóg nawet nędzne obozowe onuce. Zostały jej łapcie z łyka noszone na gołą skórę.

Kradziono właściwie wszystko. Na przykład zwyczajny nocnik – biały, z niebieskim rąbkiem, który babcia Janiny zabrała ze sobą z Polski. Pierwszej nocy wystawiły go na zewnątrz i ktoś się na niego połakomił. Janina odzyskała go po latach i zabrała ze sobą, wracając z siostrą do kraju. Ocalały tylko we dwie, a nocnik był ich jedynym dobytkiem.

Z kolei Alina w obozie na Workucie dostała swoje pierwsze walonki o osiem rozmiarów za duże. Musiała wypchać je bielizną i koszulami, żeby nie pospadały jej z nóg w śniegowych zaspach. Na początku jej to przeszkadzało, ale tylko dzięki temu zachowała swoje rzeczy, bo wszystkie pozostałe jej ukradziono. Barbarę regularnie okradały sowieckie prostytutki. Skargi nie przynosiły efektu, trzeba było po prostu przywyknąć.

Stalin obserwował więźniów nawet w czasie snu (fot. The New York Public Library Digital Collections, domena publiczna).

Stalin obserwował więźniów nawet w czasie snu (fot. The New York Public Library Digital Collections, domena publiczna).

Każdy kłos się liczy

Zwyczajny dzień syberyjskich zesłańców to również praca na rzecz „ojczyzny światowego proletariatu”. Szeroki wachlarz zajęć obejmował zarówno te mniej wyczerpujące, jak i te wykraczające ponad ludzkie siły.

Grażyna trafiła na Syberię jeszcze jako nastolatka, więc nie została skierowana do najcięższych prac. Razem z siostrą Zosią i kuzynką Jasią zajmowała się wyrobem samanu, czyli miejscowego budulca z wysuszonego nawozu, słomy i gliny. Lepiły również kiziak – cegiełki z krowich odchodów, którymi paliło się w piecu.

Niestety, dziewczęta nie miały czym umyć się po pracy – mydło było na zesłaniu niedostępnym luksusem. Myły się więc ługiem. W znacznie gorszej sytuacji były dorosłe kobiety, których zwyczajne dni upływały na morderczej pracy w kołchozach i łagrach.

Stefania pracowała na początku w łagrze przy koszeniu trawy „Iwan czaj”, która przypominała kukurydzę i sięgała jej powyżej ramion. Robiono z niej paszę dla bydła i zupę dla więźniów. Ścinano ją tępymi tasakami, a dzień roboczy trwał przynajmniej dwanaście godzin. Do obozu można było wrócić wyłącznie po wykonaniu jak największej części normy, co skrupulatnie weryfikowano za pomocą wagi. Dziennie przypadało dwieście kilo zielska na głowę.

Podobną pracę wykonywała Barbara: podczas sianokosów ładowała siano na wozy. Po dwunastu godzinach dziennie padała z nóg, a głodowe racje nie pozwalały na regenerację. Pracowała również w niesamowitym smrodzie w garbarni, gdzie musiała przenosić na głowie wysuszone, nie do końca oczyszczone zwierzęce skóry do wielkiego drewnianego bębna.

Straszliwe słowo: zima

Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. Zima była porą wyrębu lasu, pracowano w śniegu sięgającym po pas i w przejmującym mrozie. Drzewa przygniatały ludzi, miażdżyły im kończyny. Weronika, która pracowała przy wyrębie lasu w łagrze pod Krasnojarskiem, dostała piłę, która ważyła niemal tyle, co ona sama.

Syberyjska tajga to miejsce dobre może dla reniferów, ale nie wygłodniałych, źle ubranych i skonanych ludzi (fot. peupleloup, CC BY-SA 2.0).

Syberyjska tajga to miejsce dobre może dla reniferów, ale nie wygłodniałych, źle ubranych i skonanych ludzi (fot. peupleloup, CC BY-SA 2.0).

Jakby tego było mało, trzeba było mieć oczy dookoła głowy, bo można było dostać w głowę siekierą. Stefania ocalała, bo pod śmiertelnym ciosem padła nie ona, ale więźniarka stojąca zaledwie kilka metrów dalej. Urka, czyli kryminalistka, postanowiła odpocząć w ciepłej celi od trudów łagrowego życia, więc zabiła przypadkową kobietę.

Alinę skierowano do rozładunku węgla. Po latach mąż nie uwierzył w opowieści o stukilogramowych workach noszonych na plecach. Można też było trafić do odśnieżania torów kolejowych. Mężczyźni i kobiety rozbijali kilofami zmarznięte na kamień bryły, drążąc tunel w trakcie zamieci. W huczącym wichrze i oślepiającym śniegu pędzący pociąg dało się zauważyć dopiero w ostatniej chwili. Nie każdemu udawało się odskoczyć na czas.

Wcale nie lepsze: lato

Lato na Syberii wcale nie było znacznie lżejsze od zimy. Budowano na przykład drogę przez Ural. Sowieccy inżynierowie – wiedzeni jakąś niepojętą logiką – zaprojektowali ją przez ciągnące się aż po horyzont mokradła. Zasypywano je żwirem i kamieniami, wykorzystując jedynie łopaty, kilofy i taczki. Do pracy tej wysłano również kobiety. Bez wody, za to w towarzystwie chmar komarów i meszek, które rozgryzały spojówki do krwi.

Mogłoby się wydawać, że nie jest to praca dla kobiet. W robotniczym raju uważano jednak inaczej (fot. The New York Public Library Digital Collections, domena publiczna).

Mogłoby się wydawać, że nie jest to praca dla kobiet. W robotniczym raju uważano jednak inaczej (fot. The New York Public Library Digital Collections, domena publiczna).

Diabelskie meszki, które zjadały ludzi żywcem, zapamiętała m.in. Zdzisława. Skierowano ją do karczowania leśnych ścieżek, które w przyszłości miały zamienić się w drogi. Po próbie ucieczki wysłano ją na półwysep Kola, gdzie pracowała przy budowie dróg pod niemieckim ostrzałem. Jak czytamy w Dziewczynach z Syberii Anny Herbich:

To była prawdziwa katorga. Musiałam nosić deski znad jeziora – były do niego spławiane rzeką – na plac budowy. Deski te były bardzo długie i ciężkie. Trzeba było je sobie zarzucić na ramię i oprzeć w ten sposób, żeby z przodu i z tyłu wystawały po tyle samo. Następnie uginając się pod ich ciężarem i z trudem łapiąc równowagę, taszczyć je kawał drogi. Kazano nam również układać duże kamienie, rozbijane z litej skały przez mężczyzn. Wszystko to rozgrywało się w scenerii kwitnącej północnej tundry.

***

Zwyczajny dzień na Syberii upływał pod znakiem desperackiej walki – z głodem, z chorobami, z jakże surowym północnym klimatem. Wbrew wszystkiemu było tam miejsce na miłość, przyjaźń, uśmiech. Bohaterki książki Anny Herbich walczyły o własną godność, o bliskich, ale przede wszystkim o przeżycie i powrót do kraju. I nigdy nie dały się złamać.

Źródło:

Redakcja: Roman Sidorski, fotoedycja: Roman Sidorski

Poznaj niezwykłe historie kobiet zesłanych na Syberię:

Czy wiesz, że ...

...krakowski lotnik, podporucznik Jan Kremski, w związku z zestrzeliwaniem wrogich samolotów wespół z kolegami, miał zaliczone łącznie… 4 i 14/15 zwycięstwa pewnego? Do zaszczytnego tytułu asa, który przysługiwał od 5 zwycięstw wzwyż brakło mu tylko 1/15.

...Zdzisław Najmrodzki uciekał polskiej milicji i prokuraturze aż 29 razy? Zyskał dzięki temu nieśmiertelną sławę w środowiskach przestępczych. Był też popularny w szerszych kręgach ze względu na legendę „polskiego Robin Hooda”. W końcu grabił tylko komunistyczne państwo, nigdy nie używał przemocy i wyglądał trochę jak Lech Wałęsa.

...gdy w październiku 1963 roku Swietłana Alliłujewa, córka Stalina, poznała miłość swojego życia... w szpitalu? Była właśnie tuż po operacji wycięcia migdałków. Jej ukochany, Radża Brajesh Singh, w szlafroku i z watą w nozdrzach, cierpiał po usunięciu polipów z nosa.

...po II wojnie światowej liczbę ofiar obozu koncentracyjnego w Auschwitz obliczano w oparciu o ilość i przepustowość pieców krematoryjnych? Nadzwyczajna Radziecka Komisja Państwowa do Badania Zbrodni Niemiecko-Faszystowskich Agresorów oparła się na na zeznaniach ocalałych (w tym członków Sonderkommanda) i schwytanych esesmanów, a także na częściowo zachowanej infrastrukturze fabryki śmierci. Jej członkowie policzyli piece w krematoriach, ustalili ich dobową przepustowość oraz okres funkcjonowania. 

Komentarze (16)

  1. Anonim Odpowiedz

    Albo – in general – „Jako i my odpuszczamy” Nakielskiego, który zgromadził relacje kilku wybitnych Polaków z lat powojennych. Bycie komunistą w Polsce powinno być karane czapą.

  2. tiny Odpowiedz

    A ja polecam „Medaliony” Zofii Naukowskiej, się Wam kuźwa odechce niemieckiego kapitalizmu i tej całej zakłamanej Unii.

  3. maniek Odpowiedz

    piknik to nie był ale pokażcie mi te piłę która ważyła tyle co kobieta która musiała jej używać (50kg?), lub noszony na plecach 100kg worek z węglem, to jest nielogiczne bo o ile ktoś może cały dzień nosić 25kg worki to po dwóch 100kg położył by się na ziemi i czekał tylko na dobicie, a przy tym że dostawał kromkę chleba i łyżkę kaszy na dzień to nawet dobre chęci nie wystarczą po prostu fizycznie mięśnie nie dały by rady, chciałbym tez zobaczyć okradzioną z wszystkich ubrań dziewczynę która w śniegu po pas karczuje las, odmrożenie, gangrena, amputacja, śmierć, przeżyły piekło ale wyolbrzymianie czegoś na siłę przynosi efekt odwrotny od zamierzonego, pominę fakt że zapewne przemilczano wstydliwy temat kanibalizmu, lub to że wszystkie kobiety poza głównymi bohaterkami się prostytuowały tylko one do końca jako nieskalane dziewice przeżyły obóz, nigdy też nie zdarzyło im się czegokolwiek komuś ukraść za to odzyskały na koniec nocnik, czytałem już takie niesamowite opowieści gdzie przedsiębiorcza więźniarka obozu mając igłę i nitkę robiła biznes na przyszywaniu guzików, czego ona za to nie miała, jedzenie, ubrania, nawet emaliowane garnki, serio? albo nie było tak źle albo przyszywanie guzików to nie była jedyna usługa jaką świadczyła, czytałem też opowieści gościa co nie słodził i walił prosto z mostu że dwóch więźniów uciekając z obozu zawsze wkręcało jakiegoś świerzaka żeby z nimi uciekał nazywali go „prosiakiem” można się domyślić po co go ze sobą brali, a prostytutki robiły to za 3 papierosy lub kromkę chleba, w takich warunkach gdzie życie ludzkie nie ma żadnej wartości opowieści o „prawdziwej” miłości więźniarek do jakiegoś strażnika czy lekarza obozowego tez można włożyć między bajki, dobrze że są świadkowie tych wydarzeń i ich świadectwa niemniej jak już ktoś decyduje się opisywać te wydarzenia powinien pisać całą prawdę również z tymi wstydliwymi aspektami i bez wyolbrzymiania (100kg worki z węglem noszone na plecach) Pudzian pewnie by dał radę takie nosić… przez 10 minut, po przeczytaniu czegoś takiego reszta historii wydaje się niewiarygodna a szkoda bo pewnie 90% jest prawdą

    • ew Odpowiedz

      a) 50 kg ma zdrowo odzywiajaca sie kobieta, nie trudniąca się ciężka praca fizyczna. Z różnych obozowych opowieści można wywnioskować, że norma była 20 kg – bywało, że i u Panów także (!). Ludzie poza tym byli mocno osłabieni.
      b) syberyskie drzewa mają swoją specyfikę. Sprzęt do wyrebu solidnych drzew musiał być także solidny. Jedna duza piłę zazwyczaj obsluguje cztery do sześć osob na zmianę i zajmuje to cały dzień (nieraz i dwa). Wolisz chyba nie wiedzieć, jak to wyglądało w warunkach obozowych…?

      • Agnieszka Bukowczan-Rzeszut Odpowiedz

        W odpowiedzi na komentarz: piła ważyła 36 kg, a bohaterka – 45. Do dość niska waga jak na kobietę, ale nawet gdyby ważyła 10 kg więcej, to miałaby problem. Śmiem twierdzić, że mężczyzna miałby problem z taką piłą, gdyby kazano mu operować nią samemu – a jej kazano. Można nie wierzyć w stukilogramowe worki noszone na plecach, ale po co bohaterka miałaby kłamać? Przeżyła wystarczająco wiele, żeby nie musiała „ubarwiać” swojej historii. Każdy wiedział, że Sowieci nie wywozili do kurortu wypoczynkowego, prawda?

        • gość

          Jak pani sobie wyobraża pracę 45-cio kilogramowej osóbki 36-cio kg.piłą? czy pani kiedykolwiek posługiwała się piłą?Można coś podkolorować ale są jakieś granice,może pani to wsadzić do 100 kg worka i dawaj na plecy…

        • Jakub Przymenski

          Proszę spróbować w sobotnie przedpołudnie, będąc wyspaną, po smacznym, obfitym śniadaniu spróbować podnieść worek ze stu kilogramami węgla i przenieść go, powiedzmy na dystansie 10 metrów. Następnie wrócić po następny worek i pokonać taki sam dystans. Następnie proszę odpocząć godzinkę, napić się kawy i spróbować za pomocą kilkudziesięciokilogramowej piły przeciąć pięć zwykłych desek a’la Castorama. A następnie zweryfikować swój artykuł. Bo czasami jest tak, że oprócz źródeł pisanych, warto byłoby wziąć mocno pod uwagę zdrowy rozsądek…

    • Barbara Odpowiedz

      Pracowałam fizycznie, i będąc dobrze odżywiona osoba nie byłam w stanie dźwignąć 40kg worka. Nie wiem jakim cudem zagłodzona kobieta mogłaby tego dokonać. To po prostu nie możliwe. Ja rozumiem ze dla niej to sie mogło wydawać ze on ważył tonę ale w przeciętny worek wchodzi 25kg węgla. Ja rozumiem ze tam warunki były cieżkie ale bez ubrań i na kromce chleba nikt nie przeżyłby 40 stopniowych syberyjskich mrozów do tego pracując cieżko fizycznie po 12h.

  4. obieżyświat Odpowiedz

    @Ziutek i @tiny A ja polecam „Przypadki Robinsona Kruzoe”.. i rejs w nieznane. Tam nie znajdziecie ani komunizmu, ani zgniłego kapitalizmu. W ogóle nic nie znajdziecie… „in general”.

  5. APAP Odpowiedz

    Dawno nie czytałem takich bredni.Puknij się redaktoreczko w swój pusty łebek może odezwą się resztki twoich szarych komórek.Przeczytaj post Mańka bardzo uważnie,kto Ciebie historii uczył.Jedyną ciekawostką w Twoim artykule to bezmyślność i porażająca głupota.Piła ważąca tyle co kobieta,przecież zamieściłaś zdjęcie tej piły ile ona waży według ciebie.Zwolnijcie tą Panią zanim napisze że Piłsudski był synem cesarza Japonii bo po co tam jeżdził

  6. Kris Odpowiedz

    Maniek ma sporo racji. Dodam tylko o powszechnej prostytucji wśród kobiet w obozach, oporne były po prostu gwałcone nawet zbiorowo, aby później były łatwiejsze. Pisał o tym Gustaw Herling Grudziński w książce „Inny Świat”.

  7. Ewelina Odpowiedz

    Taaa, jasne – jako nastolatki miały lżejszą pracę… Po prostu jako nastolatki miały atrakcyjniejsze ciała i tyle… I dlatego miały lżejszą pracę a nie z powodu litości dla ich młodego wieku. I nie dziwi mnie wykorzystywanie ciała do polepszenia swojego losu w takich nieludzkich warunkach, to była kwestia życia lub śmierci. Dziwią mnie za to sformułowania typu – zachowały godność, nie dały się złamać itd. Moze to starsze pruderyjne pokolenie uważa że należy się wstydzić swojej chęci przetrwania za wszelką cene. Przepraszam ale nie wierzę że jakakolwiek młoda dziewczyna zachowała dziewictwo w czasie pobytu w gułagu. Albo oddawała się sama jakiemuś prorektorowi albo była brutalnie gwałcona.

  8. Barbara Odpowiedz

    „Lato na Syberii wcale nie było znacznie lżejsze od zimy. Budowano na przykład drogę przez Ural.”
    Ural na Syberii?
    Źle mnie widać w szkole uczyli…

  9. KLAMOT Odpowiedz

    Mężczyźni i kobiety rozbijali kilofami zmarznięte na kamień bryły, drążąc tunel w trakcie zamieci. W huczącym wichrze i oślepiającym śniegu pędzący pociąg dało się zauważyć dopiero w ostatniej chwili. Nie każdemu udawało się odskoczyć na czas…….PRZECIEZ TO SIE KUPY NIE TRZYMA? JESZCZE KILKA BZDUR WYCZYTALEM ALE STRACILEM WIARE W TO ,CO CZYTAM

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.