Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Praca w zamkniętej gazecie? Absurd rodem z PRL-u

Redakcja "Tygodnika Powszechnego" w latach 60. (fot. z archiwum Jerzego Turowicza).Komuniści, jak już się zabierali do roboty, to zawsze musieli postawić wszystko na głowie. Trudno o lepszy przykład niż „Tygodnik Powszechny”. Stalin zza grobu zamknął go tak skutecznie, że pismo… nadal się ukazywało. Jaruzelski zamknął tę samą gazetę i nawet przestała się ukazywać. Ale redakcja dalej, w najlepsze, przychodziła do pracy.

Demokracja ludowa rządziła się pewną kulturą. Na przykład kiedy umierał najwspanialszy przywódca w historii globu, wypadało go odpowiednio pożegnać. Włodarze Katowic doskonale wiedzieli o co chodzi. Ledwo pikawa starego Stalina odmówiła posłuszeństwa, a już pobiegli do Warszawy, prosić o przemianowanie swojego miasta na Stalinogród.

Dziwnym trafem dziennikarze jedynej niezależnej gazety w ówczesnej Polsce nie pałali podobnym entuzjazmem. O historii „Tygodnika Powszechnego” pisałem już przed paroma tygodniami. Teraz pora poświęcić nieco uwagi dwóm próbom jego likwidacji.

Stalin zza grobu…

Po śmierci Stalina redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego” Jerzy Turowicz odmówił publikacji pochwalnego tekstu na temat dyktatora. Nie chciał też przyznać, że zgon przywódcy ZSRR to wielki cios dla ludzkości.

"Trybuna Robotnicza" ze Stalinogrodu (czyli Katowic) wychwalała pod niebo zmarłego, ale "Tygodnik Powszechny" nie miał najmniejszego zamiaru iść w jej ślady...

„Trybuna Robotnicza” ze Stalinogrodu (czyli Katowic) wychwalała pod niebo zmarłego, ale „Tygodnik Powszechny” nie miał najmniejszego zamiaru iść w jej ślady…

Rozwścieczone władze natychmiast nakazały przerwać wydawanie pisma. Redakcja próbowała negocjować z partią rządzącą warunki kompromisu. W zelockiej atmosferze, jaka zapanowała na szczytach władzy nie było to jednak możliwe. Ostatni numer „Tygodnika” wyszedł 8 marca.

Można było w nim przeczytać o średniowiecznej świętej („Czy Joanna D’Arc została spalona?”), o „Krainie trudnej turystyki”, a nawet o „Sensie i bezsensie w poezji”. O Stalinie ani słowa.

Ostatni numer "prawdziwego" Tygodnika Powszechnego.

Ostatni numer „prawdziwego” Tygodnika Powszechnego.

Początkowo wydawało się, że pismo po prostu przestanie istnieć. Urząd ds. Wyznań kierowany przez Antoniego Bidę próbował jeszcze bezskutecznie paru wariantów.

Kusił zgodą na wznowienie tygodnika, o ile odejdzie z niego redaktor naczelny (Turowicz) i najbardziej zjadliwy publicysta (Stanisław Stomma). Podobno dopuszczano nawet pozostawienie Turowicza w redakcji, o ile przestanie nią kierować. Ale zespół się zaparł. I władza poszukała innego rozwiązania.

Józefa Hennelowa, jedna z ówczesnych pracownic „Tygodnika Powszechnego” opowiada w książce „Gen ryzyka w sobie miał”:

Tolo Gołubiew udał się na ostatnią rozmowę o naszym być albo nie być z sekretarzem KC Franciszkiem Mazurem. Gdy Gołubiew z niej wrócił, powiedział tylko: „Rozbiłem Tygodnik Powszechny”. No i władze odebrały nam „Tygodnik” (…)

Oddały nasze pismo PAX-owi, ludziom niemającym z naszym środowiskiem nic wspólnego. Oni wydawali „tygodnik” jak gdyby nigdy nic, pod tą samą winietą, zachowując ciągłość numeracji”.

Kolejny numer „Tygodnika Powszechnego” ukazał się 10 lipca 1953 roku. Z pozoru wyglądał identycznie, jak poprzednie. Nikt nie poinformował czytelników o jakichkolwiek zmianach. Tylko linia pisma stała się jakby przychylniejsza partii. O wiele!

W ostatnim numerze "Tygodnika Powszechnego" było wszystko tylko Stalina zabrakło...

W ostatnim numerze „Tygodnika Powszechnego” było wszystko tylko Stalina zabrakło…

Zaczęło się wychwalanie socjalizmu, krytykowanie zepsutej młodzieży, wbijanie szpilek Kościołowi. Nic dziwnego. Odtąd „Tygodnik” wydawali ludzie zupełnie podporządkowani władzy. Oczywiście za bardzo się z tym nie afiszowali i gros czytelników dało się nabrać.

Co stało się z prawdziwą redakcją? Wyleciała na bruk z zakazami podejmowania innej pracy. Niektórzy trudnili się wykonywaniem ozdób świątecznych, inni żyli dzięki pomocy Kościoła lub datkom od Polonii. Wspomniana Józefa Hennelowa utrzymywała się z pensji oddawanej przez wikarego jednej z krakowskich parafii – Karola Wojtyłę.

Artykuł powstał na podstawie wywiadów zebranych w książce Joanny Podsadeckiej pt. "Gen ryzyka w sobie miał..." (Literatura Faktu PWN, 2012).

Artykuł powstał na podstawie wywiadów zebranych w książce Joanny Podsadeckiej pt. „Gen ryzyka w sobie miał…” (Literatura Faktu PWN, 2012).

Jaruzelski z automatu…

Prawowici właściciele odzyskali „Tygodnik Powszechny” po dojściu do władzy Władysława Gomułki. Nowy pierwszy sekretarz chciał się przypodobać Kościołowi. Wypuścił prymasa, oddał tygodnik, przez jakiś czas udawał, że wszystko będzie lepiej.

Oczywiście nie było, ale „Tygodnik” przetrwał aż do 1981 roku. Wtedy raz jeszcze został zamknięty – z automatu, jak każde niepewne pismo podczas stanu wojennego.

Redakcja zagrała jednak władzy na nosie. Może i pismo nie mogło się ukazywać, ale dziennikarze i tak przychodzili do pracy. Dyskutowali o sytuacji w państwie, sprowadzali gości, planowali przyszłe posunięcia. Roman Graczyk wspominał:

W redakcji – dosłownie – kłębiło się. Młodzi i starsi poeci, zbuntowani członkowie partii, brodaci solidarnościowcy wypuszczeni z internatów, profesorowie Uniwersytetu, katoliccy działacze z małych miasteczek (…), druhowie z niezależnego harcerstwa, piękne kobiety oraz chłop z Liszek ze świeżą dostawą kiełbasy. Całe to towarzystwo w gruncie rzeczy nieustannie konspirowało przeciwko władzy ludowej.

Tak rodził się ferment, którego skutki dały o sobie znać kilka lat później. Przed, podczas i po obradach Okrągłego Stołu.

Bibliografia:

  1. „Gazeta Wyborcza Kraków”, 30-31 stycznia 1999, nr 26.
  2. Joanna Podsadecka, Gen ryzyka w sobie miał… O Jerzym Turowiczu, Literatura Faktu PWN, 2012.
  3. Kalendarium „Tygodnika Powszechnego”

Autor artykułu napisał książkę:

Czy wiesz, że ...

...Elena Ceaușescu chciała Nobla z chemii chociaż nie skończyła czterech klas podstawówki? Żona rumuńskiego dyktatora robiła międzynarodową "karierę" naukową. Wszystko dzięki temu, że podpisywała się pod pracami, których treści nawet nie rozumiała. Część z nich wykradał na Zachodzie rumuński wywiad.

...słowo «Polak» i «Polska» w ZSRS lat trzydziestych były synonimami zdrady i wrogości wobec państwa i ustroju sowieckiego”? Ciągłe podkreślanie wrogości wobec sąsiadów z zachodu sprawiło, że po ataku III Rzeszy na Związek Radziecki Stalin i jego świta, chcący nagle zjednać sobie polskich obywateli, znaleźli się w niemałym kłopocie.

...oddział Mariana Bernaciaka ps. "Orlik" zdołał sforsować ubeckie więzienie powiatowe w Puławach? Była to prawdziwa forteca, pilnie strzeżona, obwarowana, z garnizonem radzieckim w pobliżu. Mimo to, dzięki szybkiej akcji, uwolnili 107 więźniów i wystrychnęli na dudka Sowietów

...szpiegowskie gadżety mogły przybierać najbardziej niezwykłe formy? Posługujący się kodem Morse’a radionadajnik, który  informował żołnierzy U.S. Army o ruchach Wietkongu, miał kształt... psiej kupy!

Komentarze (5)

  1. Nasz publicysta | Autor publikacji |Kamil Janicki Odpowiedz

    Dlaczego nieobiektywny? Jeśli stawiasz jakiś zarzut, to wypada go uargumentować.

    Osobiście ze zdziwieniem obserwuję, że w pewnych środowiskach wręcz odruchem stało się krytykowanie „Tygodnika Powszechnego”. Bez względu na fakty i zasługi; wyłącznie z uwagi na zaangażowanie polityczne tego środowiska w latach 90. Moim zdaniem to takie podejście kłóci się z historią.

  2. Redakcja Odpowiedz

    Wybrane Komentarze z serwisu Wykop (http://www.wykop.pl/link/1126491/praca-w-zamknietej-gazecie-absurd-rodem-z-prl-u/):

    histeryk_13:
    Ten opis znaleziska trochę bez sensu, bo ostatnie zdanie zupełnie wyrwane z kontekstu.
    Sam artykuł ciekawy, szczególnie sprawa ze Stalinem.

    spiskuje_z_korporacjami:
    Tylko linia pisma stała się jakby przychylniejsza partii. O wiele! Zaczęło się wychwalanie socjalizmu, krytykowanie zepsutej młodzieży, wbijanie szpilek Kościołowi.
    Tak już zostało do dziś.

    CreativePL:
    @spiskuje_z_korporacjami: A powiedz mi kiedy ostatnio wbijali oni szpilki Kościołowi? Z tego co wiem to tygodnik katolicki. To tak jak by napisać o Wprost że jest gazetą skrajne prawicową…

  3. Katja Odpowiedz

    O tym, co działo się w i z Tygodnikiem Powszechnym w latach 50. można przeczytać w „Dzienniku 1954” Tyrmanda. On sam zresztą z Tygodnikiem współpracował.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.