Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

„Bandyci w Warszawie walczą fanatycznie i zaciekle”. Co Niemcy sądzili o powstańcach warszawskich?

Dla nas są bohaterami, ale co tak naprawdę o powstańcach warszawskich sądzili Niemcy?

fot.Eugeniusz Lokajski/domena publiczna Dla nas są bohaterami, ale co tak naprawdę o powstańcach warszawskich sądzili Niemcy?

Ginęli w zasypanych piwnicach, na osnutych dymem barykadach i w śmierdzących kanałach. Dla Polaków są bohaterami. Co jednak o pokoleniu Kolumbów sądzili ich przeciwnicy? Jakie zdanie Niemcy mieli o powstańcach warszawskich?

Wspomnień żołnierzy Armii Krajowej opublikowano tysiące. Można w nich poznać obraz Niemców tłumiących powstanie: brutalnych, wyzbytych uczuć, ale też wielkodusznych i współczujących. W zbiorowej świadomości pozostały przede wszystkim sylwetki morderców Dirlewangera, rozłupujących głowy dzieciom i gwałcących zakonnice. A jakie wspomnienia zapisały się w pamięci oprawców?

Trudno o lepsze źródło wiedzy w tym temacie niż książka Hansa von Krannhalsa. Pierwsza niemiecka publikacja poświęcona powstaniu warszawskiemu. Ukazała się ona w oryginale w roku 1962, po czym była dwukrotnie wznawiana. Dopiero teraz jednak wyszła w języku polskim – jako Powstanie Warszawskie 1944 (Bellona 2017).

W lecie 1944 roku Warszawa znajdowała się w strefie odpowiedzialności niemieckiej 9 Armii, którą dowodził generał wojsk pancernych Nikolaus von Vormann. To jego podkomendni starli się z żołnierzami Armii Krajowej. Z żołnierzami, o których początkowo nic nie wiedzieli.

W pierwszym raporcie, wysłanym do Martina Bormana, sekretarza Hitlera, warszawska komórka partyjna donosiła, że „napadnięto na kilka urzędów policyjnych, a także otoczono pocztę”. Partyjni działacze sądzili, „że na razie chodzi o powstańców komunistycznych, ponieważ noszą czerwone opaski”.

W raporcie do sekretarza Hitlera Martina Bormanna (na pierwszym planie z lewej) warszawska komórka NSDAP donosiła że powstanie wywołali... komuniści.

fot.Bundesarchiv/CC-BY-SA 3.0 W raporcie do sekretarza Hitlera Martina Bormanna (na pierwszym planie z lewej) warszawska komórka NSDAP donosiła że powstanie wywołali… komuniści.

Organizacja wyraźnie szwankowała. Poprawiło ją dopiero przybycie Ericha von dem Bach-Zelewskiego, który został dowódcą Grupy Korpuśnej, mającej spacyfikować powstanie. Pisał on w relacji sporządzonej w lutym 1947 roku:

Ponieważ sieć agentów Policji Bezpieczeństwa nie funkcjonowała, początkowo byłem skazany tylko na rozpoznanie grup bojowych. Łatwo było zauważyć, że przeciwnik rozporządza niewielką ilością ciężkiej broni. Nigdy natomiast nie dowiedzieliśmy się, że przeciwnik cierpi na brak amunicji lekkiej broni piechoty. (…)

Ponieważ także meldunki rozpoznania 9 Armii nie dawały odpowiedzi na najważniejsze zagadnienia, jak np. nieprzyjacielskie dowództwo, podział na jednostki, tworzenie się nieprzyjacielskich punktów ciężkości, ocena położenia przeciwnika i liczba polskich żołnierzy, sam użyłem kilku Volksdeutschów, mówiących po polsku, jako wywiadowców na terenie Warszawy. Dostali ode mnie rozkaz, by jako przemytnicy żywności wykorzystać drogę powstańców, a mianowicie system kanałów.

Komentarze (12)

  1. Członek redakcji | Anna Dziadzio Odpowiedz

    Czy jednak, mimo niezaprzeczalnego uznania bohaterstwa pokolenia Kolumbów, nie pojawia się gdzieś tam z tyłu głowy myśl, że gdyby nie walczyli tak „fanatycznie i zaciekle” mniej cywilów ucierpiało by wskutek powstania? Co z masowymi rozstrzeliwaniami w kolejnych dzielnicach miasta, aby zmusić Polaków do poddania się?

    • Patryk Odpowiedz

      Gdyby było tak, jak mówisz, to Niemcy nie wymordowaliby 50.000 cywili w ciągu pierwszego tygodnia, a później wraz z przeciągającymi się walkami. Wiele wskazuje na to, że walki toczyły się tak długo, bo Polacy jak ognia bali się poddania. Zresztą Niemcy przegrali wojnę właśnie dlatego, że Rosjanie też bali się poddać, bo to gwarantowało śmierć w mękach.

    • Grochowiak Odpowiedz

      Cóż, warszawską Pragą rządził Wehrmacht. Powstanie wygasło po pięciu dniach, gdyż, wg twierdzenia mojej śp babci, za pośrednictwem księdza Sztuki z parafii Najczystszego Serca Maryi z placu Szembeka zawarto nieoficjalną umowę, że powstańcy znikną, za to nikt ich nie będzie szukał, a SS i Gestapo nie dostaną po prawej stronie Wisły możliwości działania. Nigdy nie udało mi się zweryfikować tego twierdzenia, choć babcia twierdziła, iż widziała spotkanie na plebanii kościoła, a nie należała do osób mających tendencję do bajkopisarstwa. Coś jednak jest na rzeczy.

  2. Członek redakcji | Anna Dziadzio Odpowiedz

    Słuszna uwaga Panie Patryku. Trudno się z nią nie zgodzić. Dziękujemy również Panie Grochowiak za przywołanie rodzinnej historii – szkoda, że nie można o nic więcej już podpytać Pana śp. babci. Wciąż nie wiemy o tylu rzeczach, a najciekawsza historia kryje się właśnie w indywidualnych doświadczeniach.

  3. junior113 Odpowiedz

    Cóż mogli myśleć o powstańcach żołnierze niemieccy ? Myślę że nie za wiele. Myśleli oni o sowietach nadchodzących ze wschodu. Jeśli już któryś z nich pomyślał o powstaniu pewnie miał podobne zdanie do mojego. Niemcy zakładali że powstanie nie wybuchnie ponieważ nie ma to najmniejszego sensu.
    Do dziś nie wiadomo jaki był cel.
    Zrobiono nieprzygotowany zryw, który kosztował życie ogrom mieszkańców i doszczętne zniszczenie miasta, bez uzyskania jakiegokolwiek zysku i bez jakiegokolwiek cienia szansy na zwycięstwo.
    Powstańcy nie zdobyli ani jednego strategicznego miejsca, mostu lotniska czy choćby siedziby dowodztwa wojska niemieckiego. A zginelo ich 16 tyś 6 tyś zostało rannych aż 17 tyś dostalo sie do niewoli a stolica naszego kraju zostala doszczetnie zniszczona. Niemcy stracili 1570 osob a 8374 zostalo rannych co daje przelicznik 1 zabitego Niemca na 130 zabitych Polaków.

    Tak więc 1 sierpnia 1944 ok. 20 tys. powstańców, przeważnie poniżej lat 20., z których zaledwie nie więcej niż 3,5 tys. posiadało jakąkolwiek broń palną, uderzyło na świetnie uzbrojoną armię przygotowaną na atak.

    Powstańcy posiadali siedem CKM (ciężkich karabinów maszynowych), 60 RKM (ręcznych), 1 tys. KB (karabinów), 20 KB ppanc (karabinów przeciwpancernych), 300 PM-w (pistoletów maszynowych), 1700 pistoletów (Parabellum, Vis, Walter itp.), mało przydatnych w szturmowaniu ufortyfikowanych budynków, 25 tys. granatów i 15 PIAT-ów (rusznic przeciwpancernych).

    Niemcy nie miały naprawdę o czym myśleć.

    • Członek redakcji | Anna Dziadzio Odpowiedz

      @junior113: Cieszymy się, że nasi czytelnicy dzielą się z nami swoją wiedzą. Dziękujemy za obszerny komentarz, który obok faktów przynosi także Pana osobiste spostrzeżenia i refleksje.

    • Anonim Odpowiedz

      Zgadzam sie z przedmowca. Poza tym zalozenie ze bron bedzie zdobywana na wrogu powinno rownac sie sądowi wojskowemu , z wiadomym wyrokiem. Gdy na Wołyniu banderowcy nas mordowali i wypędzali , AK nie zrobilo nic, pomimo ze tu moglo sie wykazac i odniesc sukces. A w Wawie porwano sie jak zwykle z motyka na slonce. Zginely tysiace bohaterow , ktorzy mogli byc elita powojennej Polski i mogli przekazywac swoja wiedze i w ten sposob jakos walczyc z komuną. Poza tym ofiary cywilne i zrujnowane miasto. Na prawde szacunek dla Powstancow , ale nie zmienia to faktu , ze dowodztwo AK zrobilo ogromny błąd wywolujac to postanie.

      • Członek redakcji | Anna Dziadzio Odpowiedz

        @Anonim: Jednak gdy mówi się o tym głośno, ciągle sypią się obelgi jak można kalać pamięć powstańców… Mało kto rozumie, że nie chodzi o kalanie, ale o wyciąganie z historii wniosków. Dziękujemy za ten komentarz.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.