Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Prezerwatywy zamiast żywności. Jak Niemcy zaopatrywali swoje oddziały w kotle stalingradzkim?

Problem z zaopatrzeniem był jednym z głównych powodów klęski Niemców pod Stalingradem.

fot.Bundesarchiv Bild/CC BY SA 3.0 Problem z zaopatrzeniem był jednym z głównych powodów klęski Niemców pod Stalingradem.

Armia niemiecka podczas drugiej wojny światowej słynęła z doskonałej organizacji. W trakcie walk amunicja zawsze była dowieziona na czas, a żołnierze rzadko kiedy chodzili głodni. Jednakże podczas walk pod Stalingradem niemieckie służby kwatermistrzowskie wykazały się wyjątkową indolencją, często wzbudzając tym konsternację czy nawet wściekłość trwających w oblężeniu towarzyszy. 

Pod koniec listopada 1942 roku  w wyniku sowieckiej kontrofensywy w okrążeniu pod Stalingradem znalazły się: niemiecka 6. Armia, IV Korpus Pancerny ze składu 4. Armii Pancernej oraz formacje rumuńskie: 20. Dywizja Piechoty i 1. Dywizja Kawalerii. Łącznie było to około 270 tysięcy ludzi dowodzonych przez generała Friedricha Paulusa. Hitler nie zgodził się wcześniej na ewakuację tych jednostek. Teraz, do czasu przybycia odsieczy i „wyrąbania” korytarza do Stalingradu, miały być zaopatrywane przez Luftwaffe.

W tym czasie sytuacja niemieckich i rumuńskich wojsk w kotle stawała się rozpaczliwa. Szalejące burze śnieżne i silny mróz dziesiątkowały zdolnych do walki żołnierzy. Brakowało paliwa i amunicji. Ciągle zmniejszano racje żywnościowe. W końcu zjedzono 4 tysiące należących do rumuńskich kawalerzystów koni, dla których i tak już nie było paszy. Jednak nie na wiele to się zdało. Generał Wilhelm Adam, jeden z najbliższych współpracowników Paulusa, tak wspominał to w swojej książce „Trudna decyzja”:

Od 15 grudnia racje chleba musiano zmniejszyć do stu gramów dziennie. Dwie kromki chleba dziennie, cienka zupka na końskim mięsie, kilka filiżanek gorącej ziołowej herbaty lub słodowej kawy – musiały wystarczyć żołnierzom do życia i walki, do przeciwstawienia się mrozom, śniegom i burzom.

Kiedy skończyła się konina, niemieccy żołnierze zaczęli wyłapywać stalingradzkie koty i szczury…

Konie, które miały być wykorzystywane do walki ostatecznie posłużyły jako... pożywienie dla głodnych żołnierzy.

fot.Bundesrarchiv Bild/CC BY SA 3.0 Konie, które miały być wykorzystywane do walki ostatecznie posłużyły jako… pożywienie dla głodnych żołnierzy.

Luftwaffe przybywa z pomocą

Niemieckie dowództwo oceniało, że do normalnego funkcjonowania niemieckich wojsk pod Stalingradem potrzeba 700 ton zaopatrzenia dziennie. Wartość minimalna dostaw miała wynosić 500 ton: 300 ton paliwa, 140 ton żywności i medykamentów oraz 30 ton amunicji. Samego tylko chleba okrążona armia potrzebowała około 40 ton dziennie.

„Dzień w dzień, tydzień w tydzień, przez całą zimę”  – tak solennie zapewniał Hitlera o zaangażowaniu Luftwaffe w utworzenie mostu powietrznego ze Stalingradem dowodzący lotnictwem Herman Göring. „Gruby Hermann” nie miał chyba odwagi powiedzieć swojemu Führerowi, że w zasadzie jest to zadanie niewykonalne. Niemieccy sztabowcy wyliczyli bowiem, że do przewiezienia nawet tej minimalnej ilości zaopatrzenia potrzeba było co najmniej 800 maszyn transportowych Junkers Ju-52. Tymczasem w całej Luftwaffe, na wszystkich frontach, było ich raptem 750! W dodatku wszystkie jednocześnie musiałyby być w należytym stanie technicznym.

Komentarze (10)

  1. 3,14Lara Odpowiedz

    „W szczytowym momencie, 7 grudnia 1942 roku, udało się dostarczyć do kotła 282 tony zaopatrzenia. Było to więc nieco ponad połowę zakładanego minimum – tego nie osiągnięto nigdy. Bywały też dni, kiedy warunki pogodowe sprawiały, iż transporty nie przybywały w ogóle. Ostatnie niemieckie samoloty pojawiły się w rejonie Stalingradu wieczorem 2 lutego 1942 roku.”

    To w szczytowym momencie 7 grudnia 1942 roku dostarczyli 282 tony, a 10 miesięcy wcześniej 2 lutego 1942 roku przestali latać?

    • Blasius Odpowiedz

      Genau. Odkąd pamiętam i za „komuny” i w „wolnej Polsce” (czyli w latach 90′) czymś kompletnie naturalnym były określenia „żołnierze niemieccy” lub zwyczajnie „Niemcy” na żołnierzy Wehrmachtu, „esesmani” na żołnierzy SS. A XXI wiek to okres powolnego wypierania określenia narodowości, a nawet formacji zbrojnych, w których służyli ci żołnierze. Mamy więc mitycznych „Nazistów” z Antarktydy lub nawet z Księżyca, którzy Pomagali Polakom rozpętać II Wojnę Światową w celu pogromu Żydów i wypędzania niczemu nie winnych Niemców, którzy to bronili Żydów przed Polakami i Nazistami. Nowa wersja historii made by Bundesrepublik Deutschland.

  2. marinero Odpowiedz

    Jarek! Masz racje .Autor ma sympatie pro-niemieckie.i usiluje wzbudzic wspolczucie w stosunku do tych skurwieli co nam mordowali cale wioski i ZAMORDOWALI TYLKO W CIAGU PIERWSZEGO POLROCZA OKUPACJI 6,5 TYSIACA PRZEDSTAWICIELI NTELIGENCJI. Moim zdanie szkoda energi na czytanie tego gadzinowca. i jego autorow.Od poczatku jest to portal pro-niemiecki i faszytowsk, mocno nakierowany na prawacki beton .DFZis nawet sie zaktywizowalo bo PiSuary im podsypali groszem to nadstwiaja swoj prawiczkowy odbyt aby PiS wszedl im glebiej :)ze swoimi klamstwami.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.