Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Ilu Polaków zginęło broniąc Monte Cassino?

W walkach o Monte Cassino tysiące Polaków walczyło w niemieckich mundurach. Zdjęcie poglądowe.

fot.Lüthge/Bundesarchiv/CC-BY-SA 3.0 W walkach o Monte Cassino tysiące Polaków walczyło w niemieckich mundurach. Zdjęcie poglądowe.

Pamiętamy o rodakach, których bohaterski szturm doprowadził do przełamania ufortyfikowanej Linii Gustawa. Co jednak z tymi Polakami, którzy stanęli do walki u boku Niemców, w obronie Monte Cassino? Było ich dużo więcej, niż mógłbyś podejrzewać.

Na cmentarzu na Monte Cassino pochowano około 1070 żołnierzy 2. Korpusu Polskiego poległych w atakach na klasztor w maju 1944 roku. Jednak podczas tej bitwy Polacy ginęli częściej, choć niektórzy z nich nie atakowali, ale bronili klasztoru. Kilkaset ich mogił znajduje się na pobliskim cmentarzu niemieckim.

Samych tylko Ślązaków pochowano pod Monte Cassino około 400 – z tego połowa leży na cmentarzu polskim, a połowa – na niemieckim. Wszystko zależało od tego, w jakim mundurze dosięgła ich śmierć. Jest nawet przypadek rodzonych braci, którzy leżą na różnych cmentarzach: jeden poległ szturmując klasztor, a drugi – broniąc go.

Wojenne szczęście lub jego brak

Niektórzy mieli szczęście, jak Jan Gazur ze Śląska Cieszyńskiego. Pod Monte Cassino był członkiem niemieckiej drużyny obsługującej karabin maszynowy w jednym z umocnień. Ślązak w niemieckim mundurze wiedział, że jego bunkier atakują Polacy i czekał na okazję, aby zmienić stronę konfliktu. Choć umocnienie zostało uszkodzone, jego samego na szczęście nie trafiły polskie pociski. „Nie strzylejcie, jo je Polok!” wołał do rodaków. Ci nie strzelali, wzięli go ze sobą, a szczęśliwy Ślązak, mający na sobie cały czas niemiecki mundur, wziął jeszcze udział w przeciwnatarciu na swoich niedawnych kamratów. Dopiero potem trafił na tyły.

Żołnierze II Korpusu szturmują wzgórze „593”. Kto wie czy naprzeciwko siebie nie mają przymusowo wcielonych do Wehrmachtu rodaków.

fot.domena publiczna Żołnierze II Korpusu szturmują wzgórze „593”. Kto wie, czy naprzeciwko siebie nie mają przymusowo wcielonych do Wehrmachtu rodaków?

Pecha miał za to inny Ślązak. „Młody Niemiec odrzucił konopiastą czuprynę i leży – zesztywniały na zawsze. Kiedy po drugim natarciu robotnicy kompanii włoskiej znosili jego rozkładające się już ciało, w portfelu jego znaleziono dwa listy” pisał o nim korespondent wojenny Melchior Wańkowicz w swojej książce o bitwie, gdzie unieśmiertelnił go w podtytule: „Już nie zobaczy >>Siegmondek<< kwitnących >>stromów<<”.

Walki o klasztor były zażarte, a straty duże. Na obrońców i atakujących spadały pociski artyleryjskie i moździerzowe, wybuchały miny, strzelały czołgi i snajperzy, żołnierze obu stron ostrzeliwali się z broni maszynowej, obrzucali granatami, używali miotaczy płomieni. O wiele stanowisk bojowych toczono bezpardonowe walki na krótkim dystansie. Sierżant Antoni Kmietowicz, którego oddział atakował pozycję „Widmo”, wspominał:

Komentarze (42)

  1. Podpis Odpowiedz

    „Setki tysięcy”, skąd te dane? Czy może „ładnie to wygląda”? Przymusowy pobór we Francji, chyba autor lekko się rozpędził.

    • Mateusz Drożdż Odpowiedz

      Dane o setkach tysięcy znalazłem w literaturze, z której korzystałem, a której spis jest pod artykułem. Podobna sytuacja z poborem jak na Pomorzu, Śląsku, czy w Wielkopolsce miała miejsce w części Francji – w Alzacji i w Lotaryngii. Szczegóły można znaleźć w literaturze, do której odsyłam, jeśli mój tekst budzi jakieś wątpliwości.
      Pozdrawiam,
      Mateusz Drożdż

      • KARLIK Odpowiedz

        Bardzo dobry artykuł ma tylko parę nieścisłości. Do wehrmachtu masowo wcielano Ślązaków z terenów śląska, które należały do miemiec przed 1939 rokiem, a także tych, którzy przed wojna mieszkali w różnych miejscach Niemiec i Europy. W lotnictwie i wojskach pancernych, a nawet w ss też można ich było spotkać. Polecam film na yt Kolumbowie w Kolorze Feldgrau 2000.
        Pozdrawiam

        • Anonim

          Dziękuję za informację. Chętnie obejrzę ten film, tym bardziej, że temat jest ciekawy, a nie ma o nim specjalnie wiele informacji, więc sam chętnie dowiem się więcej. :)
          Pozdrawiam,
          Mateusz Drożdż

  2. Jarek Odpowiedz

    „Wielu poborowych nie znała wystarczająco dobrze języka niemieckiego i czekała na możliwość zmiany barw.”

    A polską gramatykę znali?

    • Anonim Odpowiedz

      Obrona polskiej gramatyki to rzecz zawsze cenna. Poprawione zostanie – dziękuję za uwagę.
      Pozdrawiam,
      Mateusz Drożdż

  3. Jan Odpowiedz

    W roku 1985 roku odwiedził nas z Anglii kuzyn mojej żony ze swoją matka Włoszka pokazując zdjęcia swego ojca w mundurze angielskim i polskim. Trzeba było zobaczyć jego minę gdy żona wyszperała także zdjęcie wujka w mundurze wermachtu dołączając do kolekcji.

    • Anonim Odpowiedz

      Bardzo dziękuję za tę opowieść. Szkoda, że nie znałem jej wcześniej, bo chętnie wplótłbym ten wątek do artykułu. :)
      Pozdrawiam,
      Mateusz Drożdż

      • Jan Odpowiedz

        Opowiem jeszcze jedną ciekawostkę. Rok 1987 na fali wielkiej emigracji z Polski na zachód przechodziłem tak jak wszyscy obóz dla uchodźców. Każdy kto chciał pozostać w Niemczech musiał udowodnić niemieckie pochodzenie. Poznałem kilka osób, którym kazano natychmiast opuścić RFN bez prawa powrotu powód – dziadek zdezerterował z wehrmachtu. Niech Pan dalej pisze i uświadamia mlode pokolenie czytelników o tych poplątanych
        losach wielu Ślązaków.
        Pozdrawiam.

  4. Paweł Odpowiedz

    Dziękuję za ten artykuł. Bardzo potrzebny w dzisiejszych czasach.
    Ja ze swojej strony mogę dodać, że pracując w jednej z firm na Śląsku poznałem dwóch starszych mężczyzn.
    Obaj pracowali w jednym biurze, biurkami naprzeciw siebie.
    Snuli czasem opowieści o Monte Cassino. Tak jak siedzieli, tak też strzelali do siebie wtedy z przeciwnych stron.
    Mówili o szczegółach, schronach, bunkrach, okopach. Obaj je znali!
    Być może strzelali do siebie. O tym nigdy nie wspomnieli słowem.
    Najciekawsze jest to, że poznali się dopiero wiele lat po wojnie, chociaż po Monte Cassino walczyli u Andersa.
    Śląsk ma pogmatwaną historię i niestety polskie czarno-białe widzenie tutaj się na wiele nie przydaje.
    Dodam jeszcze, że znam przykłady przedwojennych mieszkańców Śląska wcielonych do lotnictwa czy u-bootów.
    A nawet do waffen-ss mimo polsko brzmiącego nazwiska.

    • Woziwoda Odpowiedz

      Polska wiedza o losach Ślązaków nie tylko jest dość uboga, ale wykorzystywana w obrzydliwy sposób przez polityków (vide J. Kurski), potrafi czynić niepowetowane szkody.

      • Mateusz Drożdż Odpowiedz

        Śląsk i jego mieszkańcy mają bardzo pogmatwaną historię. To wielki kapitał kulturalny, ale i niestety – tu racja – pokusa do populistycznego i prymitywnego mącenia.
        Dziękuję za wpis i pozdrawiam,
        Mateusz Drożdż

    • Mateusz Drożdż Odpowiedz

      Dziękuję za tę informację! Opowieść o dwóch weteranach spod Monte Cassino jest naprawdę fantastyczna. Myślę, że ta ilość informacji mówiąca o wcielaniu Polaków również do niemieckich broni technicznych powinna posłużyć badaczom do weryfikacji obecnych zapisów.
      Pozdrawiam,
      Mateusz Drożdż

  5. Marian Skwara Odpowiedz

    1. Mam pytanie do autora. Gdzie znajdę spis niemieckich żołnierzy poległych we Włoszech?
    2. Liczba pół miliona Polaków w niemieckich mundurach wydaje mi się demograficznie nieprawdopodobna.
    3. Autor pisze o atakach Polaków na klasztor. Z opisów walk wynika, że Polacy ani razu nie atakowali wzgórza klasztornego, lecz inne wzgórza, w tym wspomniane Widmo.

    • Jarosław Urbański Odpowiedz

      Pół miliona chyba słusznie wydaje się liczbą przesadzoną. Jest problem z terminologią. Bo kogo liczymy? Obywateli RP sprzed września 39 (wszystkich narodowości)? Czy obywateli RP (wszystkich narodowości) plus obywateli Rzeszy polskiej narodowości? Te rachunki są trudne. Ja spotkałem się z liczbą 375 tysięcy Polaków w Wehrmachcie ( łącznie).

      • Mateusz Drożdż Odpowiedz

        Panie Jarosławie,
        Bardzo możliwe, że liczba, którą podałem jest przeszacowana. Podobny problem mieli zresztą badacze, z których prac korzystałem i taką liczbę podawali jako maksymalną. W tym przypadku podawali oni szacowane liczby, które – tak jak Pan pisze – uwzględniały Polaków pochodzących z obu stron przedwojennej granicy – czyli zarówno obywateli II RP, jak i III Rzeszy.
        Pozdrawiam,
        Mateusz Drożdż

  6. Jarosław Urbański Odpowiedz

    Artykuł dobry z bardzo ciekawymi anegdotami (Heil Hitler, Szkopy w kancelarii ;-). ). I też bardzo potrzebny. Jako grupa – jeńcy z WH- stanowili największy procentowo (ok. 35% w 1945 r.) kontyngent w PSZ na Zachodzie. Większy niż ocaleni z sowieckiego piekła żołnierze gen. Andersa, czy byli „wrześniowcy”. I trzeba – w imię prawdy historycznej – o tym mówić. Wyraźnie.

    • Mateusz Drożdż Odpowiedz

      Panie Jarosławie,
      Bardzo dziękuję za te słowa! Nadają one mojej pracy sens. :)
      Pozdrawiam,
      Mateusz Drożdż

  7. Sławek Odpowiedz

    Informacja ze Polacy w wermachie słuzyli tylko jako mieso armatnie w piechocie jest nieeprawdziwa, mieszkam w Bielsku ( pogranicze Slaska Cieszyńskiego i Małopolski i z racjie zamieszkiwania znalem osobicie kilku dziadkow którzy w latach mlodości byli wcieleni prrzymusowo do sil zbrojnych III rzeszy, otóz jeden z nich słuzył na w kriegsmarine na jakiejs lajbie gdzie oddsluzyl sie poficera, drugi latał w luftwaffe jako radiooperator-bombardier na Heinklu 111 ( i dostał za cos tam krzyz zelazny), a trzeci był w gebirgsjegrach , zreszta zeby byc w temacie warto przytoczyc chocby wspomnienia pancerniaka z II Korpusu – Bohdana Tymienieckiego opisane w książce „Na imie było jej Lily” gdzie autor m.in. wspomina ze dostali uzupełnienia z jenców – Polakow z wermachtu , którzy w tym wermachcie byli czołgistami, zreszta bardzo ich sobie chwalił ze wzgledu na dobre wyszkolenie.

    • Mateusz Drożdż Odpowiedz

      Panie Sławku,
      Bardzo dziękuję za tę informację. Podobnie, jak parę innych wpisów powinna posłużyć ona badaczom do zweryfikowania ich dotychczasowej tezy, że przymusowo wcieleni Polacy w Wehrmachcie służyli tylko w piechocie, a nie pozwalano im służyć w broniach technicznych.
      Pozdrawiam,
      Mateusz Drożdż

    • Mateusz Drożdż Odpowiedz

      Panie Marcinie,
      Dziękuję za Pana dobre słowa. Pochodzące od rodowitego Ślązaka mają dla mnie tym większe znaczenie, że zdawałem sobie sprawę, jak delikatną materię dotykam przy pisaniu artykułu.
      Pozdrawiam,
      Mateusz Drożdż

  8. Rudy102 Odpowiedz

    Ja z Pomorza, stolicy nawet ;) i bracia dziadka na u-bootach sluzyli. no ale nazwisko mozna powiedziec nieoczywiste, wiec moze dlatego

    • Mateusz Drożdż Odpowiedz

      Dziękuję za ten komentarz
      Myślę, że podobnie, jak parę innych wpisów powinien posłużyć on badaczom do zweryfikowania ich dotychczasowej tezy, że przymusowo wcieleni Polacy w Wehrmachcie służyli tylko w piechocie, a nie pozwalano im służyć w broniach technicznych, w tym na U-Bootach. A przy okazji zapytam, czy bracia wspomnianego Dziadka byli przed wojną obywatelami II RP, czy Wolnego Miasta Gdańska?
      Pozdrawiam,
      Mateusz Drożdż

  9. Andrzej Odpowiedz

    Pod Monte Cassino, jako obrońcy klasztoru. walczyli tez żłoneirzez polscy wzięci do niewoli przez Niemców po bitewie pod Lenino. m.in. oddział pod dowództwem kapitana Wysockiego. Byli to w wiekszosći Slazacvy.

    • Mateusz Drożdż Odpowiedz

      Panie Andrzeju,
      Bardzo dziękuję za tę informację. Pokazuje ona, jak prawdziwie pogmatwane są polskie losy.
      Pozdrawiam,
      Mateusz Drożdż

  10. Wlodzimierz Sawicki Odpowiedz

    Opiszę jeszcze jedną , niesamowitą i pokrętną historię ,związaną z losami Polaków z czasów
    II wojny światowej. W latach 70-tych wybraliśmy się z FC”Unitra TORAL w Toruniu /w ramach KTiR – racjonalizatorstwo/ do BUMARU / dawna fabryka kotłów /.W trakcie zwiedzania zakładu
    usłyszeliśmy dziwne krzyki. Na hali produkcyjnej dwóch niewysokich panów ściskało się ,krzycząc i zarazem płacząc.Widok niesamowity ! Nastąpiła konsternacja. Okazało się w końcu,że było to przypadkowe spotkanie dwóch członków załogi U-bota.Razem pływali na tej
    samej jednostce w czasie wojny i szczęśliwie przeżyli . Jeden pracował u nas, a drugi w Bumarze.Zakłady dzieli odległość kilkuset metrów a Toruń nie jest dużym miastem.
    Po kilkudziesięciu latach doszło do tego nieoczekiwanego spotkania. Obaj panowie natychmiast
    otrzymali przepustki w celu świętowania zerwanych koleżeńskich więzi. To było w latach 78/79.
    Wiele osób z Pomorza służyło w Wehrmachcie i Kriegsmarine .
    Generalnie większość była w różny sposób szykanowana.Przykładem tego może być osoba
    Głównego Mechanika z Toralu , p. Kruszyńskiego, który został negatywnie zweryfikowany/KM PZPR/ przy przy nominacji do odznaczania Złoty Krzyżem Zasługi. Świetny inżynier i prawy człowiek.
    Takich przykładów było bardzo dużo. Zawiłe są losy Polaków.

    • Mateusz Drożdż Odpowiedz

      Panie Włodzimierzu,
      Bardzo dziękuję za Pana komentarz! Po pierwsze, podobnie, jak parę innych wpisów może i powinien posłużyć historykom do zmiany poglądu, że przymusowo wcieleni Polacy do niemieckiego wojska trafiali do piechoty, a nie np. na pokłady U-Bootów. Po drugie, gdybym ją znał wcześniej, chętnie wykorzystałbym do artykułu. Mam też nieodparte wrażenie, że pewna pogarda dla rodaków wcielonych przymusowo do niemieckiego wojska i niezrozumienie złożoności sytuacji sprzed 80 lat występuje u części Polaków niestety i teraz.
      Pozdrawiam,
      Mateusz Drożdż

  11. Dariusz Dyrda Odpowiedz

    Jestem syme żołnierza Wehrmachtu i protestuję! Nieuczciwe jest pisanie o ludziach, deklarujących narodowość niemiecką, że byli to Polacy. Ucziciwie jest pisać, że ludzie, którzy przed 1 września 1939 roku byli obywatelami polskimi. Po drugie jest tam nieprawda, że żołnierzy z III Dvl (folkslista „trójka”) początkowo nie brano do Wehrmachtu. Mój wujek z „trójką” i niemal cała jego szkolna klasa dostali bilet do wojska w 1940. Natomiast do końca 1943 roku tych z „trójką” nie brano do SS.

    • Mateusz Drożdż Odpowiedz

      Panie Dariuszu,
      Nie podejmuję się oceniać obywateli polskich, którzy zadeklarowali narodowość niemiecką w 1939 r. i później. Łatwo jest to robić 80 lat później, siedząc bezpiecznie za komputerem i wiedząc, jak wyglądały kolejne wydarzenia. Trudniej było podejmować właściwe decyzje w czasie okupacji.
      Informację o „trójce” i tym, że nie podlegała poborowi, znalazłem w źródłach, z których korzystałem. Wydaje mi się, że Pana informacja o Wujku powinna posłużyć badaczom do weryfikacji dotychczasowej wiedzy.
      Pozdrawiam,
      Mateusz Drożdż

  12. Marek Popiel Odpowiedz

    Kiedyś, będąc w Gliwicach w szpitalu wojskowym spotkałem starego Ślązaka który opowiedział mi swoją historię wojenną. W 39 służył w polskiej artylerii. Dostał się do niewoli i po jakimś czasie został wypuszczony do domu. Później jednak został wcielony do wermahtu i służył w Afrikakorps w załodze działa szturmowego. Tam został ranny i trafił do szpitala we Włoszech a później do Piekar, skąd pochodził.Po rekonwalescencji trafił do Norwegii gdzie doczekał się końca wojny. Też był czyimś „dziadkiem z wermahtu”.

    • Mateusz Drożdż Odpowiedz

      Panie Marku,
      Dziękuję za tę historię. Gdyby kiedyś je zebrać i spisać, myślę, że byłaby to naprawdę fascynująca historia ludzi i zakrętów losu, przez które przeszli.
      Pozdrawiam,
      Mateusz Drożdż

  13. Mateusz Drożdż Odpowiedz

    Panie Marianie, w odpowiedzi:
    1. Taką listą najpewniej dysponuje strona niemiecka. Przypuszczam, że w skierowaniu do odpowiedniej instytucji i podaniu zasad udostępniania danych mogłyby pomóc np. niemieckie placówki dyplomatyczne w Polsce.
    2. Taka liczba jako górny pułap znalazła się w źródłach, z których korzystałem. Nie weryfikowałem jej, natomiast zdaję sobie sprawę, że między szacunkowymi danymi a danymi prawdziwymi może być różnica.
    3. Tak, ma Pan rację. Zrobiłem tu skrót myślowy, bo to klasztor był symbolem batalii i stąd moje sformułowanie „ataki na klasztor”, nawet jeśli były one skierowane na inne punkty – opisywane w literaturze wzgórza. Dopiero ich zajęcie miało doprowadzić do ataku/zajęcia klasztoru.
    Pozdrawiam, Mateusz Drożdż

  14. Ryszard Kowalski Odpowiedz

    Super artykuł bardzo fajnie i przejrzyście napisany , czytelny i pokazujący jak wielokolorowa , zagmatwana jest nasza historia. Brawo za świetną pracę dla kolegi .

    • Anonim Odpowiedz

      Po takim wpisie pozostaje mi tylko pokłonić się nisko i powiedzieć: „Dziękuję bardzo, cieszę się, że się podobało!” Co też niniejszym czynię. :)

  15. Robert Willim Odpowiedz

    „Nie przyjmowano ich do wojsk pancernych”
    A kim byl Pannwitz albo Strachwitz jak nie tez Slazakami ?

    „okrętów podwodnych”
    Bzdura – mój opa byl na Morzu Sródziemnym (gdzie dostal malarie).

    „lotnictwa”
    Natsepna bzdura, slyszalem juz tylko wsród znajomych i ich rodzin o kilku.

    „czy zwiadu”
    Bzdura, Slazacy byli po obu stronach, tez w czeskich suzbach.
    Nawet pod i na M.Cassino uzywano ich jako zwiadowców/”podsluchiwaczy” (Erkunder/Verbinder), bo znali jezyk drugiejs trony.

    „nie tworzono z nich odrębnych jednostek pułków pomorskich czy górnośląskich”
    A Polacy takie tworzyli ? Przed wojna ? Po wojnie ? Dzisiaj ?

    „rozdzielano ich pojedynczo lub po paru do plutonów”
    Dokaldnie tak, tak to praktykowala tez Polska, zarówno prze jak i po wojnie.

    „Szczytem awansu był dla większości z nich stopień starszego strzelca.”
    Nastepna bzdura, byli tez oficerami, sam mialem w rodzinie jednego podoficera.
    I byli(smy) w wszystkich dormacjach, tez w (Waffen-)SS,
    patz chocby najbardziej udekorowany orderami Bialetzki.
    PS: Jesli Slazacy mogli byc tylko szeregowymi, to dlaczego Polacy w wloskich obozach wyluskujac Slazaków – zabijali slaskich podoficerów ?

    • Mateusz Drożdż Odpowiedz

      Panie Robercie,
      Dziękuję za Pana wpis, ale pragnę zauważyć, że na Śląsku mieszkali (i nadal mieszkają) zarówno Polacy jak i Niemcy. Ci drudzy nie mieli problemu ze służbą w wojsku niemieckim zgodnie ze swoimi przekonaniami i narodowością. Posługiwali się językiem niemieckim jako ojczystym i nie mieli oporów przed walką z Polakami w szeregach Freikorpsów- jak np. wspomniany przez Pana gen. Helmuth von Pannwitz. On czuł się Niemcem ze Śląska. O tych ograniczeniach co do służb technicznych pisali historycy, z których prac korzystałem. Ograniczenia te miały dotyczyć Polaków wcielonych do wojska, bo i tacy mieszkali na terenach III Rzeszy. Nie wszystkich da się wychwycić, bo i nazwiska czasem bywają mylące – w historii Polski znajdzie Pan dużo polskich oddanych patriotów, którzy nosili rdzennie niemieckie nazwiska. Moim zdaniem ta opinia powinna być zweryfikowana przez historyków – proszę zobaczyć wcześniejsze wpisy.

    • Mateusz Drożdż Odpowiedz

      I c.d. myślę, że część Pana wpisu powinna być wykorzystana do dalszych badań, bo być może rzuca nowe światło na sprawę. Ale proszę pamiętać, że wielu Niemców ze Śląska (takich, którzy sami z siebie czuli się Niemcami i nie czuli że służąc w Wehrmachcie służą w obcym wojsku) znało język polski. To częste u osób mieszkających na terenach mieszanych. Mogli więc służyć np. w zwiadzie lub w wywiadzie. Wspomniany von Pannwitz władał językiem polskim.
      Nie każdy Ślązak był więc Polakiem, ale i nie każdy Ślązak był Niemcem.
      Co do pułków to w II RP istniały np. 18 Pułk Ułanów Pomorskich, 64. Pomorski Pułk Strzelców Murmańskich, 3. Pułk Ułanów Śląskich, 73. Pułk Piechoty z Katowic. Czy w Wehrmachcie były jakieś dywizje lub pułki określane jako Górnośląskie lub Pomorskie?
      Pozdrawiam,
      Mateusz Drożdż

  16. Robert Willim Odpowiedz

    Ten Autor/artykul dobrze chce, ale:
    1) jest to „pomylka” (naduzyciem) nazywanie wszystkich Polakami.
    2) tekst zawiera wiele niescislosci labo niedorzecznosci.
    ad 1+2): Prawdop. za malo zna slaska Historie. Co nie dziwi przy tej centralistycznej, egocentrycznej, nacjonalistycznej, wybiórczej, politycznej polskiej edukacji i historiografii.
    Zreszta imho slaska historia i tak wiekszosc Polaków, w tym tez zainteresowanych Czytelników po prostu przerasta, sic (sorry, ale tak jest).

    • Mateusz Drożdż Odpowiedz

      No, cóż pozostaje mi tylko cieszyć się, że moje intencje zostały dobrze odczytane. Co do nieścisłości to większość została skomentowana w poprzednich wpisach.
      Pozdrawiam,
      Mateusz Drożdż

  17. Robert Willim Odpowiedz

    „Polaków w niemieckiej armii raczej nie prześladowano, choć patrzono na nich nieufnie” „Porucznik Adam Majewski z 3. Dywizji Strzelców Karpackich wspominał: Co za cholera, niby nasi, a nie nasi.” NO COMMENT…….

    • Mateusz Drożdż Odpowiedz

      Proszę wybaczyć, ale skoro zachowanie por. Adama Majewskiego jest dowodem na „prześladowanie” Polaków odzyskanych z niemieckiej armii to faktycznie pozostawmy to bez komentarza… :)
      Pozdrawiam,
      Mateusz Drożdż

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.