Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Najciekawsza książka tygodnia. Pędem, niczym dzikie tapiry

Władysław Bartoszewski w Polskim PEN Clubie, 2005.

fot.Mariusz Kubik/CC BY 2.5 Władysław Bartoszewski w Polskim PEN Clubie, 2005.

Zdawałoby się, że o Władysławie Bartoszewskim powiedziano i napisano już wszystko. Okazuje się, że nie do końca. Marek Zając przedstawia mniej znaną, ciepłą i zabawną stronę Profesora.

Życia nie można brać zbyt serio, a z całą pewnością nie robić tego Bartoszewski. Nawet w najtrudniejszych sytuacjach potrafił znaleźć celną i zabawną ripostę, która albo stawiała rozmówcę do pionu, albo rozbroić go dowcipem.

Oprócz zabawnych historii z życia Bartoszewskiego poznamy dzieje prawdziwego polskiego łowcy skarbów, poczytamy o najsłynniejszym polskim ułanie i o pewnym słynnym budowniczym mostów.

Pędzę jak dziki tapir. Bartoszewski w 93 odsłonach, Marek Zając (Wydawnictwo WAM)

Nie miałam nigdy okazji spotkać Władysława Bartoszewskiego, czego bardzo żałuję, i niestety okazja już się nie nadarzy. Tym niemniej czytając zbiór anegdotek z nim związanych trudno powstrzymać uśmiech. Mimo blisko setki na karku, zachowywał on bystrość umysłu i potrafił zabić swoim rozmówcom nie lada ćwieka. Jako były więzień obozu koncentracyjnego i komunistycznego zakładu karnego często pozwalał sobie na wiele. Nawet jako dyplomata. Któregoś razu nawet sugerował pewnej zdesperowanej koleżance, by o sfinansowanie przylotu ważnego gościa poprosiła niemiecką ambasadę w Polsce. Jak miała to argumentować? Gdyby nie Luftwaffe nie prosiłaby o bilet na Lufthansę.

W dobie kolejnych pełnych agresji ataków na Bartoszewskiego, mieszania go z błotem i oskarżania o najgorsze rzeczy, warto sprawdzić, co on myślał na ten temat. Otóż, gdy w rocznicę wybuchu powstania Donald Tusk zaprosił go do wspólnego złożenia kwiatów pod pomnikiem Gloria Victis, profesor wiedział, że znajdą się osoby nieumiejące uszanować tak ważnej daty. Zgodził się, kwitując słowami Dobrze, pójdziemy razem. Pan będzie mógł sobie myśleć, że gwiżdżą na mnie. A ja – że na pana.

Obrońca skarbów. Karol Estreicher – w poszukiwaniu zagrabionych dzieł sztuki, Marta Grzywacz (PWN)

Karol Estreicher nie miał zamiaru odpuścić. W 1939 roku tak na wszelki wypadek niemal cała Europa przygotowywała się do ewakuacji zagrożonych dzieł sztuki. Wielka akcja nie ominęła też Polski. Sam Estreicher przygotowywał do wywiezienia ołtarz Wita Stwosza.

Kiedy później rozpoczęły się wielkie łowy nazistowskich złodziei mieniących się historykami sztuki, Polak wiedział, że nie spocznie dopóki nie odzyska zagrabionych skarbów.

Wieniawa. Szwoleżer na pegazie, Mariusz Urbanek (Iskry)

Nazwisko Bolesława Wieniawy Długoszowskiego pada najczęściej w kontekście alkoholu, szalonych całonocnych rajdów przez lokale stolicy i przysłowiowej wręcz ułańskiej fantazji. Pierwszy ułan Drugiej Rzeczpospolitej to przecież znacznie więcej!

To lekarz, który doskonale ukończył medycynę, to dusza towarzystwa, która włóczyła się wśród artystyczno-literackiej bohemy, to wreszcie poeta i satyryk, który swoim dowcipem potrafił rozśmieszyć do łez samego Żeromskiego. Cóż, Wieniawę warto poznać z każdej strony.

Artysta betonu i stali. Mosty Rudolfa Modrzejewskiego, Jan S. Płachta (Drukpol sp.j.)

Mijając konstrukcje architektoniczne zwykle nie zastanawiamy się nad tym, jakie historie kryją się za ich poznaniem. Ważne by się nie zawaliły i nie szpeciły krajobrazu.

Za wieloma amerykańskimi mostami stoi tymczasem bardzo polska postać Rudolfa Modrzejewskiego, syna gwiazdy światowego formatu Heleny. Ten wyjątkowo zdolny architekt, a przy okazji wirtuoz fortepianu, zachwycał ludzi na wielu płaszczyznach. Warto poznać jego historię.

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.