Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

10 najcenniejszych polskich dóbr kultury, które zagrabili Niemcy i do tej pory nie oddali

Jaki los spotkał "Portret młodzieńca" Rafaela Santiego?

fot.domena publiczna Jaki los spotkał „Portret młodzieńca” Rafaela Santiego?

Rzeźby Wita Stwosza. Ryciny Durera. Obrazy Rubensa. W przedwojennych polskich kolekcjach znajdowały się prawdziwe arcydzieła. W czasie wojny wiele z nich skradziono i wywieziono, głównie do Niemiec. Inne bezmyślnie niszczono. Oto najcenniejsze utracone skarby, których dotąd nie udało się odzyskać.

Trudno nie myśleć ze złością o tym, że wojenna zawierucha pozbawiła nas bezcennych dzieł. A zniknęły między innymi:

10. Czerwińska antaba

Powszechnie wiadomo, że w czasach II wojny światowej Niemcy masowo wywozili z Polski rzeźby i obrazy. Niewiele osób wie jednak, że dokonywano także mniej oczywistych kradzieży. Okazuje się bowiem, że naziści nie oszczędzali nawet antab, czyli klasztornych kołatek. Ich łupem padła konkretnie jedna, i to nie byle jaka. Kołatka, pierwotnie umocowana na bocznych drzwiach romańskiego kościółka w Czerwińsku, pochodziła z okresu między X a XIII wiekiem. Wykonano ją z brązu. Odlewy takie były wówczas prawdziwą rzadkością.

Co jeszcze bardziej nietypowe dla występków dokonywanych w tamtym czasie, sprawcę tej kradzieży znamy z imienia i nazwiska. Był nim profesor historii sztuki Dagobert Frey. Ten sam, który osobiście nadzorował demontaż kominków w Zamku Królewskim w Warszawie. Romańska antaba nigdy nie wróciła do Czerwińska, a dziś prawdopodobnie znajduje się w rękach spadkobierców profesora.

9. „Święta Anna Samotrzecia z Tarnowa”, Wit Stwosz

Pierwotne umiejscowienie rzeźby Wita Stwosza przedstawiającej świętą Annę Samotrzecią nie jest znane. Do Muzeum Diecezjalnego w Tarnowie, gdzie widziano ją po raz ostatni, przywędrowała prawdopodobnie z krakowskiej kolegiaty Świętej Anny lub z którejś z kaplic kościoła Mariackiego.  W 1940 roku dzieło zostało zrabowane przez Niemców pod pretekstem organizacji wystawy dzieł Wita Stwosza w Norymberdze, rodzinnym mieście rzeźbiarza.

Naziści szczególnie upodobali sobie dzieła Wita Stwosza. Na ryciniepodobizna Mistrza opublikowana w "Die großen Deutschen im Bilde" w 1936 roku.

fot.domena publiczna Naziści szczególnie upodobali sobie dzieła Wita Stwosza. Na rycinie podobizna Mistrza opublikowana w „Die großen Deutschen im Bilde” w 1936 roku.

Rzeźba Anny Samotrzeciej nie była jedynym dziełem mistrza, które wywieziono z Polski. Podobny los spotkał figury z ołtarza kościoła Mariackiego, mimo że planowano ich zabezpieczenie. Marta Grzywacz w książce „Obrońca skarbów” tak opisuje zamiary ochrony jednego z największych krakowskich skarbów:

Towarzystwo Miłośników Historii i Zabytków Krakowa w marcu 1938 roku postanawia powołać komitet do ochrony ołtarza Wita Stwosza na wypadek wojny. Karola Estreichera nie ma wówczas na posiedzeniu, przebywa w Sztokholmie, ale wszyscy znają jego opinię: ołtarz mariacki powinien być ewakuowany. Jednak padają też inne propozycje – może wystarczy tylko zabezpieczyć sklepienie świątyni? Albo wybudować schron i z pomocą wyciągów spuścić do niego rzeźby?

Figury tuż po wojnie udało nam się odzyskać. Po tarnowskiej rzeźbie ślad jednak zaginął. Można się tylko zastanawiać, czy gdyby znalazła się w tym samym transporcie, także powróciłaby do Polski.

Próby ratowania polskich skarbów narodowych przed niemieckim okupantem opisuje w swojej książce "Obrońca skarbów" Marta Grzywacz. (Wydawnictwo Naukowe PWN 2017).

Próby ratowania polskich skarbów narodowych przed niemieckim okupantem opisuje w swojej książce „Obrońca skarbów” Marta Grzywacz. (Wydawnictwo Naukowe PWN 2017).

8. „Portret Fryderyka Chopina”, Ambroży Mieroszewski

„Portret Fryderyka Chopina” jest jednym z serii zaginionych w wojennej zawierusze portretów całej rodziny Chopinów. Długo wydawało się, że ich odnalezienie graniczy z cudem. Przełom w poszukiwaniach nastąpił w październiku 1976 roku. Maria Lewkowicz, pracowniczka Towarzystwa im. Fryderyka Chopina, podczas leniwego popołudnia spędzanego przed telewizorem zobaczyła na ekranie odbiornika podobiznę siostry kompozytora, Izabelli. Cenny obraz okazał się… elementem wystroju mieszkania bohaterów enerdowskiego filmu obyczajowego „Co tydzień wesele”.

Niedługo potem wyszło na jaw, że portrety przedstawicieli rodziny Chopinów są jednym z ulubionych elementów wystroju enerdowskich scenografów. W innym filmie na ścianie pojawiła się nawet podobizna samego Fryderyka. Strona niemiecka do dziś zarzeka się, że w filmach wykorzystano jedynie kopie zaginionych obrazów. Mimo to jeszcze nie zdecydowała się na zaprezentowanie ich polskim ekspertom.

Czy portret Fryderyka Chopina grał w enerdowskich serialach? Na ilustracji jedyna zachowana reprodukcja portretu Kompozytora namalowanego przez Ambrożego Mieroszewskiego.

fot.domena publiczna Czy portret Fryderyka Chopina grał w enerdowskich serialach? Na ilustracji jedyna zachowana reprodukcja portretu Kompozytora namalowanego przez Ambrożego Mieroszewskiego.

7. „Kuszenie św. Antoniego”, Lucas Cranach Starszy

Drzeworyt przedstawiający św. Antoniego Pustelnika pochodził ze zbiorów Jakuba Kabruna, znanego gdańskiego kupca i kolekcjonera. Swego czasu był eksponatem z kolekcji Muzeum Miejskiego w Gdańsku. W czasie II wojny światowej grafikę wywieziono do miasta Gotha w Dolnej Saksonii, a stamtąd – prawdopodobnie do Związku Radzieckiego. A przecież świątobliwy ojciec Antoni przestrzegał: Nikt nie może wejść do Królestwa Niebieskiego niewypróbowany.  Skuszeni jego wizerunkiem łupieżcy ze swojej próby chyba nie wyszli zwycięsko.

Artykuł porusza następujące tematy:

    Czas akcji:

    Miejsce akcji:

    Komentarze (3)

    1. Piotrek.O Odpowiedz

      Tytuł troche clickbajtowy bo sugeruje, że zagrabionymi dobrami zarządza niemiecki rząd, który trzyma je w skarbcu i udaje, że nic nie wie. A przecież taki młodzieniec prawdopodobnie został zniszczony jeszcze w czasie wojny. A większość pozostałych jest pewnie w prywatnych rękach, które nigdy się do tego nie przyznają. Szkoda. Chociaż z drugiej strony, czym są te straty przy mozliwej przecież stracie ołtarza Stwosza czy Damy Leonarda?

    Dodaj komentarz

    Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

    Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.