Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Co sto lat temu musiały znosić Polki, aby móc studiować

"Czytająca kobieta" - obraz Iwana Rimskiego z 1863 roku (domena publiczna).Jeszcze na początku XX wieku neurolog z Lipska, Paul Julius Möbius dowodził, że kobiety, mające mniejsze głowy i mózgi, niż mężczyźni, nadają się tylko do „zawodu” matki. Uniwersyteckiej karierze kobiet sprzeciwiały się przepisy prawa, obyczaje i… ich własne rodziny. A uczelnie? Szykowały ławkowe getto.

Za granicą, w przebraniu, a najlepiej – wcale

Zanim Polki mogły legalnie studiować na rodzimych uczelniach, przyjmowały je uczelnie w Szwajcarii, Francji, Belgii i Wielkiej Brytanii. Oznaczało to znacznie wyższe koszty nauki, a najczęściej także konieczność nostryfikowania dyplomu, czyli w praktyce: ponowny egzamin w kraju.

Życie studentek także za granicą nie było zresztą usłane różami. Poetka i tłumaczka Maria Komornicka, która studiowała w Cambridge, skarżyła się, że brytyjska emancypacja to złoty papier naklejony na kajdany, Tamtejszy rektor miał prawo aresztować każdą studentkę, która wyszła wieczorem sama na ulicę!

Nic dziwnego, że niektóre kobiety szły śladem Nawojki, na wpół legendarnej studentki z XV wieku, która chcąc uzyskać uniwersyteckie wykształcenie udawała mężczyznę. Sposób ten wypróbowała utalentowana ilustratorka, Zofia Stryjeńska. Przez rok studiowała na niemieckiej uczelni, posługując się dokumentami swojego brata.

Zofia Stryjeńska (z domu Lubańska) postanowiła zdobywać wiedzę metodą Nawojki. Zanim ją zdemaskowano, przez rok uczyła się na monachijskiej ASP jako Tadeusz Lubański. Efekty jej pędu nauki - freski na kamienicy przy Rynku Starego Miasta w Krakowie - widzimy po lewej, a samą artystkę po prawej (domena publiczna).

Zofia Stryjeńska (z domu Lubańska) postanowiła zdobywać wiedzę metodą Nawojki. Zanim ją zdemaskowano, przez rok uczyła się na monachijskiej ASP jako Tadeusz Lubański. Efekty jej pędu nauki – freski na kamienicy przy Rynku Starego Miasta w Krakowie – widzimy po lewej, a samą artystkę po prawej (domena publiczna).

Zdobywanie wiedzy i chęć robienia kariery zawodowej były też obarczone znacznym ryzykiem: nauczycielkom i urzędniczkom państwowym utrudniano zamążpójście… a nawet go prawnie zabraniano! Od kobiet pragnących założyć rodzinę wymagano jedynie wiadomości praktycznych. Jak głosił jeden z ówczesnych poradników:

Każda kobiet powinna umieć krajać i szyć suknie oraz bieliznę, jest to bowiem wielka oszczędność, a zarazem przyjemne zajęcie. Młode dziewczęta niech się uczą kroju i szycia, bo to jest potrzebniejsze od innych talentów.

Długa droga na uniwersytet

W Krakowie pierwszymi jaskółkami zmian były siostry 27-letnia Filipina i 37-letnia Konstancja Studzińska, prowadzące aptekę w zgromadzeniu Sióstr Miłosierdzia. Po rocznych studiach w trybie eksternistycznym (bo przecież nie godzi się, aby uczęszczały na wykłady!) zdały w 1824 roku egzamin magisterski. Odbył się on jednak poza uczelnią i bez obecności dziekana czy prorektora.

Inspirację do napisania artykułu stanowiły studenckie perypetie Milevy Marić, opisane w powieści Marie Benedict zatytułowanej "Pani Einstein" (Znak Horyzont 2017).

Inspirację do napisania artykułu stanowiły studenckie perypetie Milevy Marić, opisane w powieści Marie Benedict zatytułowanej „Pani Einstein” (Znak Horyzont 2017).

Nieco później, w 1868 roku, namiastką nauki na poziomie akademickim stały się Wyższe Kursy dla Kobiet, uruchomione przez lekarza i społecznika Adriana Baranieckiego. Paniom oferowano wykształcenie w zakresie historyczno-literackim, przyrodniczym, sztuk pięknych, nauk handlowych i gospodarczych. Szkoła, choć jej dyplom nie był powszechnie uznawany, ściągnęła na wykłady uznanych krakowskich profesorów i wykształciła aż 4260 kobiet. Wkrótce podobne ośrodki powstały w Warszawie (w 1895 roku) i we Lwowie (w 1897 roku).

Już wcześniej w stolicy działał też „Uniwersytet Latający”, oferujący zajęcia prowadzone przez wykładowców uniwersyteckich… w prywatnych mieszkaniach. Po kilkunastu latach przekształcono go w oficjalne Kursy Naukowe dla Kobiet – jedną z ich absolwentek była późniejsza noblistka, Maria Skłodowska.

Koniec męskiej dominacji na Uniwersytecie Jagiellońskim

Przełom nastąpił w 1894 roku, gdy na Kongresie Pedagogów Polskich uchwalono wniosek o dopuszczenie kobiet do studiów na uniwersytetach. Kobiety tłumnie odpowiedziały na wezwanie do składania podań: na krakowską uczelnię napłynęło ich ponad 60.

Na "Latającym Uniwersytecie" pierwsze naukowe kroki stawiała też Maria Skłodowska-Curie (źródło: Wellcome Images, lic. CC BY 4.0).

Na „Latającym Uniwersytecie” pierwsze naukowe kroki stawiała też Maria Skłodowska-Curie (źródło: Wellcome Images, lic. CC BY 4.0).

Władze uległy i w roku akademickim 1894/95 dopuściły na studia magisterskie z farmacji trzy kandydatki, które „swoim doświadczeniem udowodniły wystarczającą wiedzę ogólną”. W końcu były to czasy, gdy zdecydowana większość kobiet nie miała możliwości zdawania matury… Były to: 26-letnia Jadwiga Sikorska, 22-letnia Stanisława Dowgiałło i 31-letnia Janina Kosmowska.

Przeciwko pionierkom występowały nawet własne rodziny, ostrzegające: Męża nie dostaniesz, bo mężczyźni nie lubią uczonych kobiet, albo: Żaden kawaler się do ciebie nie zbliży, bo będzie cię czuć karbolem i jodoformem. Ale społeczeństwo, a zwłaszcza jego liberalna część, przyjęło pierwsze studentki z entuzjazem. Jak wspominała Sikorska:

Nasza popularność jako pierwszych studentek sprawiała, że wszędzie nas chciano mieć, więc wciągano nas do najrozmaitszych stowarzyszeń, imprez, uczestnictwa w zabawach, wycieczkach, balach urządzanych na cele dobroczynne.

Panie nadal były jednak traktowane z nieufnością. Zgodę na przedłużenie studiów musiały uzyskiwać co semestr, a na niektórych zajęciach studentki musiały siadać… w ławkowych gettach oznaczonych napisem „Miejsce dla pań”. Swoją wrogość otwarcie wyrażali też niektórzy profesorowie. Antoni Wierzejski grzmiał: Tylko po moim trupie będą panie chodziły na zoologię!No, to chyba pan profesor umrze przez wakacje, bo my jednak na rok przyszły na zoologię chodzić będziemy – odpowiedziała zdecydowanie Kosmowska.

KKK niszczy aspiracje naukowe pań

Co ciekawe, wszystkie trzy panie studiujące na krakowskiej uczelni pochodziły z zaboru rosyjskiego. Miejscowe dziewczyny nie garnęły się aż tak bardzo do wiedzy na poziomie akademickim. Kazimiera Bujwidowa uważała, winę ponosiło… niemieckie wychowanie, przyzwyczajające kobiety do myśli, że ich przeznaczeniem są trzy K: Kirche, Küche, Kinder [kościół, kuchnia, dzieci].

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Komentarze (11)

  1. Ilona Filolożka Odpowiedz

    Nie znam się na historii z tego okresu, ale przeczytałam artykuł z przyjemnością. Dziękuję, Autorze :)

  2. Członek redakcji | Anna Winkler Odpowiedz

    To w sumie ciekawy wątek, że pierwsze studentki były wydalane czy nawet aresztowane przede wszystkim za propagowanie komunizmu. Czy wiadomo o tym coś więcej? Komunizm był popularny wśród wszystkich studentów, czy konkretnie wśród kobiet?

    • Mateusz Drożdż Odpowiedz

      Komunizm był ostro zwalczany przez władze II Rzeczypospolitej, ale niektóre jego idee porywały serca i wyobraźnie studentów nie tylko w Krakowie, lecz i w innych miastach uniwersyteckich Polski i świata. Myślę jednak, że nie było związku pomiędzy płcią studentów a skłonnością do komunizowania – choć faktycznie byłby to bardzo ciekawy temat do zgłębienia.

  3. Anonim Odpowiedz

    O ile dobrze pamiętam, to panie były bez problemu przyjmowane razem z mężczyznami do uniwersytetów w Bolonii i Salerno w średniowieczu, a nawet zdarzyło się, że kierowały tam wydziałem medycyny;)

    • Mateusz Drożdż Odpowiedz

      Dziękuję za ten ciekawy wątek, mało znany, lecz niewątpliwie wart rozważania, a może i odrębnego artykułu. :)

      Pozdrawiam,

      Mateusz Drożdż

  4. Anonim Odpowiedz

    „Dwukrotnie, o ile wiem, czyniły kobiety starania o wstęp do uniwersytetu warszawskiego, w 1884 roku od mówiono przyjęcia ośmnastu osobom, a w roku 1890 kilkudziesięciu.
    Zapis (w r. 1884) Edwarda Łojki, 20.000 rubli, jako przeznaczony na stypendya dla studentek uniwersytetu warszawskiego, nie mógł też służyć na zapoczątkowanie specyalnych kursów medycznych dla kobiet. Pozbawione zatem możności odbywania studyów na miejscu, kobiety nasze musiały wyjeżdżać za granicę. Ankieta przeprowadzona przez komitet oddziału Pracy kobiet na wystawie lwowskiej w r. 1894 wykazała, że w uniwersytetach szwajcarskich i niektórych francuskich liczba studentek polek stanowiła 1/3 a nawet więcej, liczby ogólnej uczęszczających kobiet.
    Pomimo prywatnego przygotowania, studentki nasze odznaczały się wogóle dobrem zdawaniem egzaminów, nierzadko z wyróżnieniem. Tezy ich doktoryzacyjne odnosiły nawet nagrody konkursowe, np. teza z zakresu badań nad kształtowaniem się oczu, Dr. nauk przyrodniczych Michaliny Stefanowskiej i teza p. t „Historya kobiet lekarek” Dr. med. Melanii Lipińskiej.
    Umiejętność dawania sobie rady z różnemi trudnościami studenckiego życia, zdobywała wogóle studentkom naszym uznanie kolegów, profesorów i społeczeństwa.
    Większość studentek kończyła, lecz mniejszość nieliczna tylko, wracała do kraju, szczególniej lekarek, które przez kilka lat nie mogły zdawać egzaminów państwowych. Te, które zdążyły skończyć studya wcześniej, lub znowu w latach ostatnich, znajdowały drogę praktyki już utorowaną.”
    P. Kuczalska-Reinschmit, 1903 (źródło: //www.czasemancypantek.pl/w-spoleczenstwie/edukacja/77-studia-medyczne)

    Wynika też z tego, że 1904 r. w Galicji medycynę jako prełnoprawne studentki studiowało 25 kobiet.

  5. Στράτος Βασδέκης Odpowiedz

    W bardzo interesującym artykule Pana czytamy: „Przeciwko uniwersyteckiej edukacji kobiet występował między innymi zasłużony dla rozwoju medycyny profesor Ludwik Rydygier.”. Wydaje mi się jednak, że powyższemu stwierdzeniu przeczy treść zapisu, który znajduje się pod obrazem Leona Wyczółkowskiego ukazującym prof. Rydygiera w otoczeniu swych asystentów: „Nie wszyscy naukowcy byli tak postępowi, jak profesor Ludwik Rydygier.”, czyli, wniosek taki, że prof. Rydygier, w przeciwieństwie do innych naukowców, był jednak postępowy!

    Stratos Vasdekis

    • Członek redakcji | Agnieszka Wolnicka Odpowiedz

      Słuszne spostrzeżenie. Gdzieś przy dodawaniu podpisów do obrazka niepostępowy chochlik namieszał w głowie. Już zostało poprawione :)

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.