Historia z mniej (choć nie zawsze) poważnej strony. Ciekawostki, odkrycia, kontrowersje, czyli „jak to naprawdę było” w formie przystępnej dla każdego.

Miejsce uciech i rozkoszy. To tam starożytni Rzymianie spędzali najprzyjemniejsze chwile

Tak pluskanie w rzymskich termach wyobrażał sobie Lawrence Alma-Tadema (źródło: domena publiczna).Dostarczały wszelkich przyjemności. Można było w nich poćwiczyć, oskrobać się z brudu, wymoczyć w gorącej wodzie, wymienić plotki czy podokazywać z kurtyzanami.  Ale miały też swoją ciemną stronę…

Rzymska bazylika Santa Maria degli Angeli. Miejsce znane polskim turystom głównie ze względu na drzwi z brązu, które zaprojektował Igor Mitoraj. Sam kościół powstał zaś według planu Michała Anioła. Zwiedzając świątynię dowiadujemy się jednak, że sklepienie nad naszymi głowami ma… tysiąc siedemset lat!

Tak jest, bo tu, gdzie dziś jedni szepczą modlitwy, a inni pstrykają zdjęcia, kiedyś tętniło prawdziwe życie imperialnego Rzymu. Tu znajdowały się Termy Dioklecjana.

W teatrach czy cyrkach Rzymianie bawili się okazjonalnie, od święta. Natomiast codzienne miejsce relaksu i spotkań towarzyskich stanowiły właśnie termy. Nie były to zwyczajne baseny czy jakieś antyczne aqua parki. To olbrzymie kompleksy z pomieszczeniami do rozmaitych kąpieli, jednocześnie oferujące bywalcom biblioteki, sale do zebrań i do gry w kości, boiska, bufety, a nawet ogrody.

3223_-_Roma_-_Santa_Maria_degli_Angeli_-_Interno_-_Foto_Giovanni_Dall'Orto_17-June-2007

Wnętrze bazyliki Santa Maria degli Angeli (autor: G.dallorto, lic.: CC BY-SA 2.5 it).

Ludzie spędzali tam całe dnie, spotykając się ze znajomymi, plotkując, robiąc interesy, czytając, spacerując wśród drzew, gimnastykując się, korzystając z zabiegów kosmetycznych, dogadzając sobie na wszelkie możliwe sposoby…

Termy otwierano najwcześniej o dziesiątej rano, zamykano najpóźniej o północy. Były gwarne, wiecznie pełne ludzi (na hałas panujący wokół pewnej łaźni skarżył się między innymi Seneka, który mieszkał tuż obok). Cesarskie termy najbardziej przypominały więc współczesne galerie handlowe. Na pewno nie kościół, choć miały pewien aspekt duchowy: oddawały stan ducha Rzymian. Były wręcz symbolem rzymskiego imperium.

Gigantyczne inwestycje

Podpatrzone u Greków i docenione potem nad Tybrem, łaźnie powstawały wszędzie tam, gdzie doszli rzymscy legioniści. W 33 r. p.n.e. było w samym Rzymie 170 małych łaźni; w V wieku już ponad 850 – zarówno publicznych, jak i prywatnych. Różniły się wielkością i wygodami.

Największe wrażenie robiły wyżej wspomniane cesarskie termy – kilkanaście wielkich kompleksów wypoczynkowych fundowanych przez władców, między innymi Trajana i Dioklecjana. Niektóre miały po kilkanaście hektarów powierzchni. Z gigantycznego kompleksu nazwanego imieniem Karakalli mogło jednorazowo korzystać ponad półtora tysiąca osób!

Bogaci mogli w termach nie tylko zażyć kąpieli, ale także ucztować, grać w kości i odwiedzać bibliotekę (autor: Alberto Fernandez Fernandez , lic.: CC BY-SA 2.5).

Bogaci mogli w termach nie tylko zażyć kąpieli, ale także ucztować, grać w kości i odwiedzać bibliotekę (autor: Alberto Fernandez Fernandez , lic.: CC BY-SA 2.5).

Jak te tłumy dbały o swoją higienę? Starożytni autorzy zalecali, by w myśl hasła „W zdrowym ciele zdrowy duch” wizyta w termach wyglądała następująco: najpierw należało trochę poćwiczyć (na przykład podczas zapasów). Następnie dobrze było wypocić się w tak zwanej łaźni suchej. Stamtąd pójść do caldarium, gdzie dzięki gorącej wodzie można było oczyścić się z brudu i potu. Następnie przez mniej gorące tepidarium należało spokojnie przejść do frigidarium, by zażyć kąpieli w basenie z zimną wodą.

Aby to wszystko działało, termy musiały być cudami ówczesnej techniki i inżynierii. Wodę doprowadzano z akweduktów. Jej temperaturę podnoszono dzięki systemowi ogrzewania ciepłym powietrzem, z piecami umieszczonym pod posadzkami. Uwijali się przy nich – rzecz jasna – niewolnicy. W niektórych pomieszczeniach od podłogi biło takie gorąco, że trzeba było włożyć drewniane chodaki, żeby się nie poparzyć.

Artykuł został zainspirowany powieścią Bena Kane’a pt. "Droga do Rzymu" (Znak Horyzont 2016).

Artykuł został zainspirowany powieścią Bena Kane’a pt. „Droga do Rzymu” (Znak Horyzont 2016).

Panowie i słudzy

Niewolnicy przydawali się też przy myciu: Rzymianie zwykli oliwić swe ciała i ściągać brud wraz ze złuszczonym naskórkiem przy pomocy specjalnych skrobaczek. Lecz ciężko było to zrobić samemu. Co innego, gdy przyszło się z niewolnikiem (taszczącym naczynia z olejkami, prześcieradło i skrobaczkę) albo miało się pieniądze, by skorzystać z miejscowej obsługi.

Cesarz Hadrian swego czasu wypatrzył w termach dziwacznie zachowującego się staruszka, który ocierał się plecami o ścianę. Okazało się, że to ubogi weteran, którego po prostu nie stać było na służącego, by go oskrobał. Hojny cesarz zaraz wręczył mu pieniądze.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.