Kontrowersje, odkrycia, bohaterowie i łajdacy. Fascynujące opowieści na każdy dzień od najpopularniejszego magazynu o historii w Polsce

Bachantki. Aby uczcić swojego boga oddawały się rozpuście, rozszarpywały zwierzęta i ponoć składały ofiary z ludzi

Bachanalia, czyli obrzędy na cześć Bachusa (Dionizosa) zostały zapoczątkowane w Wielkiej Grecji, skąd przedostały się do Rzymu, przekształcając się w rozpustne orgie. Na ilustracji fragment obrazu Rubensa "Bachanalia".

fot.domena publiczna Bachanalia, czyli obrzędy na cześć Bachusa (Dionizosa) zostały zapoczątkowane w Wielkiej Grecji, skąd przedostały się do Rzymu, przekształcając się w rozpustne orgie. Na ilustracji fragment obrazu Rubensa „Bachanalia”.

Tych dzikich kobiet bali się wszyscy Grecy. W Rzymie postanowiono ukrócić niebezpieczne obrzędy dokonując dosłownej czystki wyznawczyń boga płodności. W efekcie doszło do prześladowań, których ofiarą padły tysiące uczestników słynnych orgii…

Bachanalia, czyli greckie i rzymskie misteria ku czci Dionizosa (Bachusa) – boga wina, płodności i zabawy – były dla kobiet swoistym wentylem bezpieczeństwa. Okazją, by pogardzana „słaba płeć” mogła się wykrzyczeć. Kobiety naśladowały wtedy mityczne nimfy z orszaku boga, a do historii przeszły jako menady, bachantki.

Uwaga, dzikie kobiety

Podczas święta nie obowiązywały ich normalne zasady. W środku greckiej zimy wychodziły z miast w góry, na najwyższy szczyt Parnasu na wysokość prawie 2500 metrów. Upite winem, szalały po lasach. Mówiono, że w mistycznym szale rozszarpują zwierzęta i jedzą surowe mięso. Plotkowano też, że oddają się rozpuście. Do dziś historycy zastanawiają się czy ekstazę bachantek powodowały jedynie muzyka, wino i brak snu. A może zażywały też jakieś narkotyki? Podobnie nie wiadomo, czy seksualny aspekt bachanaliów ograniczał się tylko do eksponowania wizerunków fallusów i obscenicznych satyrów z orszaku Dionizosa, czy też dochodziło do czegoś więcej…

Grecy nie wiedzieli, bo nie ośmielali się menad ani śledzić, ani skrzywdzić. Kult ten był jednak na tyle niepokojący, a zarazem intrygujący, że stał się kanwą jednej z najbardziej znanych sztuk starożytności – krwawej tragedii „Bachantki” Eurypidesa z 405 roku p.n.e., w której pokazano je jako zdolne do rozszarpania człowieka żywcem.

Obrzędy ku czci Dionizosa były okazją dla kobiet do nieprzyzwoitego zachowania, dzikich tańców i uczestnictwa w orgiach. Na ilustracja menada (czcicielka boga) na attyckim malowidle z V wieku p.n.e.

fot.Brygos Painter/ domena publiczna Obrzędy ku czci Dionizosa były okazją dla kobiet do nieprzyzwoitego zachowania, dzikich tańców i uczestnictwa w orgiach. Na ilustracja menada (czcicielka boga) na attyckim malowidle z V wieku p.n.e.

Obrazy menad przetrwały też na antycznych malowidłach i na kopii przepięknej rzeźby Skopasa. Młoda kobieta przechyla na niej głowę do tyłu, włosy opadają jej na plecy. Piękne, zgrabne ciało ma wygięte w taki sposób, że szata zaczyna odsłaniać intymne części. Kobieta ewidentnie jest odurzona, w dionizyjskim szale traci nad sobą panowanie. W utrąconych wieki temu rękach trzymała zapewne słynne atrybuty: martwą kózkę i laskę Dionizosa, zwaną tyrsem.

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.