Damy - empik

Czy kolumna czołgów może potajemnie przekraść się przez wielkie miasto?

Autor: | 11 stycznia 2015 | 37,815 odsłon

Wrak radzieckiego czołgu na ulicach Elbląga. Jego załoga miała znacznie mniej szczęścia niż Diaczenko.To była jedna z najbardziej zuchwałych akcji w historii wojsk pancernych. 23 stycznia 1945 roku radziecka pancerna grupa zwiadowcza uderzyła prosto na ufortyfikowany po zęby Elbląg. I nikt jej nawet nie zauważył.

31. Kirowgradzka Brygada Pancerna Gwardii była właśnie zaangażowana w walki o zdobycie Iławy, kiedy przydzielono jej nowe zadanie. Dowódca 29 Korpusu Pancernego gen. Małachow, rozkazywał brygadzie natychmiastowe wyjście z miasta i niezwłoczne natarcie na północ, w kierunku Elbląga. Zgodnie z zarządzeniem dowódcy 2. Frontu Białoruskiego, marszałka Rokossowskiego, rejon Elbląga, Pasłęka i Młynar miał zostać uchwycony do 24 stycznia 1945 r.

Kierunek Elbląg

Dowodzący brygadą ppłk Aleksandr Pokołow nie był zachwycony. Dwudziestostopniowe mrozy i gruba pokrywa śnieżna skutecznie utrudniały ruchy jego oddziałów. Lotnictwo było uziemione.

A oto i kapitan Gienadij L. Diaczenko we własnej osobie.

A oto i kapitan Gienadij L. Diaczenko we własnej osobie.

Niepokoił się też brakiem informacji o nieprzyjacielu, jego liczebności i rozmieszczeniu oddziałów. Musiał się dowiedzieć, co jego brygada może spotkać na swojej drodze.

Ppłk Pokołow zdecydował więc, że na czele brygady pójdzie pancerny oddział wydzielony, który będzie torował drogę, oraz rozpoznawał stanowiska i siłę Niemców. Jego wybór padł na 3 batalion czołgów pod dowództwem kpt. Gienadija Lwowicza Diaczenkę.

3 batalion miał ruszyć z rejonu Iławy w kierunku na Zalewo, i przeć na Elbląg. Oczywiście tak szczupłymi siłami nie można było pokusić się o zdobycie miasta, dlatego należało obejść je łukiem od wschodu. Czołgi Diaczenki miały zakończyć swoją trasę w Rubnie Wielkim, na północ od Elbląga, nad samym Zalewem Wiślanym, i tam oczekiwać na resztę brygady.

Szykowała się więc akcja w iście kawaleryjskim stylu. Radzieckie czołgi miały w ciągu doby do przebycia około 90-100 km, w nieznanym sobie terenie i przy niesprzyjającej pogodzie. Widoki tankistów na przeżycie były co najmniej marne.

Pancerny zagon rusza

Grupa pancerna Diaczenki wyruszyła we wtorek 23 stycznia, wcześnie rano. Padał gęsty śnieg i było przenikliwie zimno. 3 batalion liczył zaledwie 9 maszyn T-34/85 (na 21 etatowych). Na czele podążał trzy czołgi plutonu ppor. Andrieja Alejnikowa, z desantem w postaci zwiadowców ppor. Bieriegowa.

Czołgi T-34/85. Tylko dziewięć takich wozów pancernych miał do swojej dyspozycji Diaczenko, gdy rozpoczynał swój rajd.

Czołgi T-34/85. Tylko dziewięć takich wozów pancernych miał do swojej dyspozycji Diaczenko, gdy rozpoczynał swój rajd.

Pozostałe T-34 batalionu wiozły na pancerzach pluton fizylierów. Zgodnie z rozkazem nie wolno było otwierać ognia. Używanie radiostacji dopuszczono tylko w nagłych wypadkach. Chodziło o to, by jak najbardziej opóźnić moment, w którym Niemcy dowiedzą się o radzieckich pancerniakach.

Czołgi posuwały się bez przeszkód. Czasem napotykały kolumny niemieckich uchodźców. Jeden z czołgów zderzył się nawet z furmanką, którą zepchnął do rowu. Dwa razy radzieckie tanki rozminęły się z nieprzyjacielskimi kolumnami transportowymi, które po prostu zjechały im z drogi. Najprawdopodobniej Sowieci, w śnieżnej zadymce, zostali wzięci za swoich.

W takich warunkach wozy 3. batalionu dojechały do Pasłęka, za którym Diaczenko zarządził postój. Zorientowano się wówczas, że brakuje dwóch T-34, które prawdopodobnie zagubiły się w wąskich uliczkach pruskiego miasteczka. Choć równie dobrze, znając ich legendarną „niezawodność”, mogły zepsuły się gdzieś po drodze. Należało teraz podjąć decyzję: co dalej? Jak na razie czołgi nie napotkały żadnego oporu. Rozkazy przewidywały, że Diaczenko ma ze swoimi czołgami obejść Elbląg od wschodu. Tymczasem okazało się, że taka droga… w ogóle nie istnieje. Radziecki dowódca postanowił zaryzykować i przedrzeć się przez miasto.

Festung Elbing

Niemcy dość dobrze przygotowali Elbląg do obrony. Dopiero co rozbudowano umocnienia polowe, składające się z trzech linii rowów, zapór przeciwczołgowych i przeciwpiechotnych, stanowisk broni maszynowej i przeciwpancernej. W Elblągu znajdowała się też masa wojska, około 40 różnych jednostek. Zgromadzone w mieście zapasy miały wystarczyć, na co najmniej dwa miesiące oblężenia.

Elbląg (a właściwie wtedy jeszcze Elbing) na pocztówce z okresu międzywojennego. W styczniu i lutym 1945 r. to piękne miasto zostało w znacznym stopniu zniszczone.

Elbląg (a właściwie wtedy jeszcze Elbing) na pocztówce z okresu międzywojennego. W styczniu i lutym 1945 r. to piękne miasto zostało w znacznym stopniu zniszczone.

Jeden fakt przemawiał na korzyść Sowietów. Na dobrą sprawę w Elblągu nikt jeszcze poważnie nie myślał o nadejściu wojsk nieprzyjaciela. Co prawda przez ulice przewalały się tłumy uciekinierów, ale poza tym miasto żyło normalnie. Funkcjonowały sklepy, kawiarenki, bary, kino, słowem prawdziwa idylla w tych trudnych wojennych czasach. Nikt nie przypuszczał, że sielanka skończy się lada dzień.

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strony: 1 2

Powiedz innym co myślisz:

Dariusz Kaliński - Specjalista od II wojny światowej i działań sił specjalnych, a także jeden z najpoczytniejszych w polskim internecie autorów z tej dziedziny. Od 2014 roku stały publicysta "Ciekawostek historycznych.pl". Wielbiciel zlotów militarnych, zespołu Dżem i talentu aktorskiego Clinta Eastwooda.

Okupacja
Komentarze do artykułu (16)
    • W 1945 w Elblągu przebywało prawie 150 tys ludzi. Fakt, że kilka tysięcy to napływ uchodźców. Elbląg przed wojna był bardzo ważnym ośrodkiem przemysłowym.. M.in. Stocznia Schichaua, Fabryka Autobusów i Ciężarówek Komnicka /teraz to niemiecki Man/, wielka fabryka cygar Loeser Und Wolff i wiele innych.
      Niestety po wojnie zniszczone w prawie 45%, Starówka ponad 90%, nie podniosło się już do dawnej rangi. Teraz to miasto, prawie wieś, gdzie połowa to emeryci i aparat rządowy. Koniec Elbląga jest już bliski…

  1. Tak się podtrzymuje wojenne mity o dzielnych czerwonoarmistach. Bez pretensji do autora, bo do prawdy ciężko tu dotrzeć. Może jednak było inaczej, niż powtarzana od lat propagandowa opowiastka. 5 Armia Pancerna Gwardii ledwie przeżyła spotkanie pod Elblągiem z cofającą się z Prus Wschodnich niemiecką 4 Armią. Dowództwo o mało nie poszło do niewoli, czołgi T-34 psuły się na potęgę i była ich już jedynie połowa; potem został jedynie co piąty. Próba zdobycia Elbląga okazała się rzezią dla brygady ciężkich czołgów Stalinów i pułku Shermanów, które puszczono na miasto z jednym zaledwie batalionem piechoty. Żeby przykryć kłopoty i fatalne dowodzenie w tamtych dniach, specjaliści od propagandy postanowili spożytkować incydent, kiedy pancerny pluton zwiadowczy z batalionu Diaczenki, a następnie kilka czołgów z batalionu Tuza (oba z tej samej brygady) znalazły się na ulicach miasta, skąd natychmiast próbowały uciec, ganiane przez młodzieńców z pancerfaustami. Najpierw Nikołaj Parfienowicz Szwankow w „Krasnoj Zwiezdie”, a potem Jewgienij Gienrychowicz Kriger w „Izwiestiach” napisali szkice-opowiadania o „bohaterskim” Diaczence, które ukazały się w ogólnokrajowych gazetach i na dziesiątki lat pozostały podstawą wiedzy o tym wydarzeniu dla pisarzy i historyków. W tym samym czasie wściekły marszałek Rokossowski obniżał rangę odznaczeń uczestnikom „odważnego rajdu”, którzy niemal zepsuli mu manewr wyjścia pancernym klinem nad Zatokę Świeżą. Także i Diaczenko nie dostał postulowanego tytułu Bohatera Związku Sowieckiego. I tak dalej. Takich „bajek” zostawiono nam po wojnie więcej, ale to chyba nie na ten komentarz. Żeby dyskusja nie odbywała się na poziomie powtarzania po „bajkopisarzu” Egbercie Kieserze, jak to zrobił Prit Buttar w „Pole walki-Prusy”, czy dodawaniu do źródeł popularnej książeczki „Żółtego Tygrysa” wyjaśniam, że posiłkuję się tu dokumentami Centralnego Archiwum Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej z inwentarza 5 APG, a także dokumentami personalnymi żołnierzy, którzy znaleźli się 23 stycznia o zmierzchu na ulicach Elbląga. Redakcję pozdrawiam

    • Drogi Panie Tomku. Rozumiem ze dokonał Pan jakichś nowych ustaleń odnośnie rajdu Diaczenki. Z tego co wiem jest Pan autorem serii dostępnych w internecie programów dotyczących historii Elbląga, w których poruszony był również ten temat. Jednak jak sobie przypominam prezentowany tam przebieg akcji zasadniczo nie odbiegał od tego który ja przedstawiłem.

      • Nie, Panie Darku, rajd wyglądał zupełnie inaczej. A ja wyjaśniłem tylko, że bezwiednie wpisał się Pan w narrację, narzuconą przez sowietów 70 lat temu i do dziś aktualną, choć niezgodną z rzeczywistością zdarzenia z 23 stycznia. Niemal każde zapisane w artykule zdanie mogę prostować, podając archiwalne dane. Ale nie wytykam błędów, bo podał Pan, za kim powtarza, choć to akurat mało wiarygodne „źródła” – nieistniejący Jurczyński i bezkrytycznie powtarzający Buttar. Wskazuję jednak na niebezpieczeństwo dalszego przyjmowania przygotowanej przez wojennych specjalistów papki propagandowej za prawdę historyczną i z takim przedstawianiem przeszłości dyskutuję. pozdrawiam

  2. Generalnie to ruscy tankiści dostali łomot a jedyny ich sukces to masakra kobie i dzieci. Tak wyglądała ta historia. Raczej nie było tu bohaterstwa. Warto też pamiętać, że w Elblągu nie było ani jednego niemieckiego czołgu, a obrona była więcej niż skromna. Tych ruskich to pogoniły dzieciaki i maruderzy…

    • Jak rozumiem, dlatego, że dostali łomot, to przejechali miasto i parli naprzód? Bohaterstwa nie chcę rozsądzać ale proponuję przejechać się na czołgu, w czasie wojny przez miasto-twierdzę… co do masakry, to może w drodze do Elbląga naoglądali się trochę swoich miast/wsi i dlatego nie rozdawali konserw.

    • Zawsze bawi mnie to pisanie o zastępach zgwałconych niemek i tłumach ukatrupionych niemieckich dzieci przez Sowietów, przy całkowitym pomijaniu co niemcy wyprawiali w ZSRR i Polsce. Przypominam, że ZSRR straciło 8 milionów żołnierzy i aż 15 milionów cywili, których raczej nie zamordowały krasnoludki -_- To samo tyczy się Polski, w której zamordowali 5,5 miliona cywili.
      No ale widzę Goebbelsowska propaganda ciągle żywa i ciągle wspomina się o biednych cywilach niemieckich, zapominając chociażby o swoich rodakach :/

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

rycheza

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

zapowiedz2-miniatura

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Imperium

Czy wiesz że...

Folksdojcze-miniatura-kolor
…mimo że blisko dziewięćdziesiąt procent Ślązaków w czasie II wojny światowej było wpisanych na volkslisty, to jedynie osiem tysięcy osób posiadało legitymację NSDAP?

wiercenie
…w latach 30. XX wieku w ogrodach watykańskich stanęła wieża radiowa będąca wówczas najsilniejszym nadajnikiem na świecie? Nazwano ją „palcem papieża”.

droguant_ses_disciples
…asasyni wcale nie dokonywali swoich akcji pod wpływem haszyszu? Ten narkotyk sprawiłby raczej, że zamachowiec nie trafiłby na miejsce, nie wspominając już o trafieniu w cel…