Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Czy kolumna czołgów może potajemnie przekraść się przez wielkie miasto?

Wrak radzieckiego czołgu na ulicach Elbląga. Jego załoga miała znacznie mniej szczęścia niż Diaczenko.To była jedna z najbardziej zuchwałych akcji w historii wojsk pancernych. 23 stycznia 1945 roku radziecka pancerna grupa zwiadowcza uderzyła prosto na ufortyfikowany po zęby Elbląg. I nikt jej nawet nie zauważył.

31. Kirowgradzka Brygada Pancerna Gwardii była właśnie zaangażowana w walki o zdobycie Iławy, kiedy przydzielono jej nowe zadanie. Dowódca 29 Korpusu Pancernego gen. Małachow, rozkazywał brygadzie natychmiastowe wyjście z miasta i niezwłoczne natarcie na północ, w kierunku Elbląga. Zgodnie z zarządzeniem dowódcy 2. Frontu Białoruskiego, marszałka Rokossowskiego, rejon Elbląga, Pasłęka i Młynar miał zostać uchwycony do 24 stycznia 1945 r.

Kierunek Elbląg

Dowodzący brygadą ppłk Aleksandr Pokołow nie był zachwycony. Dwudziestostopniowe mrozy i gruba pokrywa śnieżna skutecznie utrudniały ruchy jego oddziałów. Lotnictwo było uziemione.

A oto i kapitan Gienadij L. Diaczenko we własnej osobie.

A oto i kapitan Gienadij L. Diaczenko we własnej osobie.

Niepokoił się też brakiem informacji o nieprzyjacielu, jego liczebności i rozmieszczeniu oddziałów. Musiał się dowiedzieć, co jego brygada może spotkać na swojej drodze.

Ppłk Pokołow zdecydował więc, że na czele brygady pójdzie pancerny oddział wydzielony, który będzie torował drogę, oraz rozpoznawał stanowiska i siłę Niemców. Jego wybór padł na 3 batalion czołgów pod dowództwem kpt. Gienadija Lwowicza Diaczenkę.

3 batalion miał ruszyć z rejonu Iławy w kierunku na Zalewo, i przeć na Elbląg. Oczywiście tak szczupłymi siłami nie można było pokusić się o zdobycie miasta, dlatego należało obejść je łukiem od wschodu. Czołgi Diaczenki miały zakończyć swoją trasę w Rubnie Wielkim, na północ od Elbląga, nad samym Zalewem Wiślanym, i tam oczekiwać na resztę brygady.

Szykowała się więc akcja w iście kawaleryjskim stylu. Radzieckie czołgi miały w ciągu doby do przebycia około 90-100 km, w nieznanym sobie terenie i przy niesprzyjającej pogodzie. Widoki tankistów na przeżycie były co najmniej marne.

Pancerny zagon rusza

Grupa pancerna Diaczenki wyruszyła we wtorek 23 stycznia, wcześnie rano. Padał gęsty śnieg i było przenikliwie zimno. 3 batalion liczył zaledwie 9 maszyn T-34/85 (na 21 etatowych). Na czele podążał trzy czołgi plutonu ppor. Andrieja Alejnikowa, z desantem w postaci zwiadowców ppor. Bieriegowa.

Czołgi T-34/85. Tylko dziewięć takich wozów pancernych miał do swojej dyspozycji Diaczenko, gdy rozpoczynał swój rajd.

Czołgi T-34/85. Tylko dziewięć takich wozów pancernych miał do swojej dyspozycji Diaczenko, gdy rozpoczynał swój rajd.

Pozostałe T-34 batalionu wiozły na pancerzach pluton fizylierów. Zgodnie z rozkazem nie wolno było otwierać ognia. Używanie radiostacji dopuszczono tylko w nagłych wypadkach. Chodziło o to, by jak najbardziej opóźnić moment, w którym Niemcy dowiedzą się o radzieckich pancerniakach.

Czołgi posuwały się bez przeszkód. Czasem napotykały kolumny niemieckich uchodźców. Jeden z czołgów zderzył się nawet z furmanką, którą zepchnął do rowu. Dwa razy radzieckie tanki rozminęły się z nieprzyjacielskimi kolumnami transportowymi, które po prostu zjechały im z drogi. Najprawdopodobniej Sowieci, w śnieżnej zadymce, zostali wzięci za swoich.

W takich warunkach wozy 3. batalionu dojechały do Pasłęka, za którym Diaczenko zarządził postój. Zorientowano się wówczas, że brakuje dwóch T-34, które prawdopodobnie zagubiły się w wąskich uliczkach pruskiego miasteczka. Choć równie dobrze, znając ich legendarną „niezawodność”, mogły zepsuły się gdzieś po drodze. Należało teraz podjąć decyzję: co dalej? Jak na razie czołgi nie napotkały żadnego oporu. Rozkazy przewidywały, że Diaczenko ma ze swoimi czołgami obejść Elbląg od wschodu. Tymczasem okazało się, że taka droga… w ogóle nie istnieje. Radziecki dowódca postanowił zaryzykować i przedrzeć się przez miasto.

Festung Elbing

Niemcy dość dobrze przygotowali Elbląg do obrony. Dopiero co rozbudowano umocnienia polowe, składające się z trzech linii rowów, zapór przeciwczołgowych i przeciwpiechotnych, stanowisk broni maszynowej i przeciwpancernej. W Elblągu znajdowała się też masa wojska, około 40 różnych jednostek. Zgromadzone w mieście zapasy miały wystarczyć, na co najmniej dwa miesiące oblężenia.

Elbląg (a właściwie wtedy jeszcze Elbing) na pocztówce z okresu międzywojennego. W styczniu i lutym 1945 r. to piękne miasto zostało w znacznym stopniu zniszczone.

Elbląg (a właściwie wtedy jeszcze Elbing) na pocztówce z okresu międzywojennego. W styczniu i lutym 1945 r. to piękne miasto zostało w znacznym stopniu zniszczone.

Jeden fakt przemawiał na korzyść Sowietów. Na dobrą sprawę w Elblągu nikt jeszcze poważnie nie myślał o nadejściu wojsk nieprzyjaciela. Co prawda przez ulice przewalały się tłumy uciekinierów, ale poza tym miasto żyło normalnie. Funkcjonowały sklepy, kawiarenki, bary, kino, słowem prawdziwa idylla w tych trudnych wojennych czasach. Nikt nie przypuszczał, że sielanka skończy się lada dzień.

Bolszewicy na ulicach!

Radzieckie czołgi dojechały do Gronowa Górnego, około 7 km przed Elblągiem. Tam pancerniacy dołączyli do wielkiej kolumny uchodźców, zmierzających do miasta. W ten sposób ominęli linie obronne. I w dalszym ciągu nikt ich nie rozpoznał.

Pierwsza przeszkodą, jaką napotkali, była nieprzyjacielska kolumna transportowa. Taranować i nie zatrzymywać się – rozkazuje Diaczenko. Czołowy T-34 ppor. Alejnikowa otwiera ogień z kaemów. Słychać dźwięk gniecionych blach. Pozostałe dwa czołgi jego plutonu również nie próżnują i niemieckie samochody zostają dosłownie zmiecione z drogi. Batalion rusza w kierunku centrum. Z niewielkiego wzniesienia widać lotnisko. Tym razem odzywają się działa prowadzącego plutonu. Na ostrzelanym lotnisku widać liczne pożary.

Radziecka piechota uczepiona pancerzy czołgów T-34. Tego obrazka rzecz jasna nie mogło również zabraknąć podczas rajdu Diaczenki.

Radziecka piechota uczepiona pancerzy czołgów T-34. Tego obrazka rzecz jasna nie mogło również zabraknąć podczas rajdu Diaczenki.

 

Następnie czołgi ruszają w kierunku centrum. Wjeżdżają na wypełniony uchodźcami Plac Dworcowy, tuż przy stacji kolejowej. Rozpoczyna się bezlitosna masakra cywilów, w tym kobiet i dzieci. Do akcji włączają się także zwiadowcy i fizylierzy. Sowieci następnie ruszają dalej. Kluczą ulicami miasta. Dopiero teraz Niemcy otrząsają się z letargu. Batalion zostaje ostrzelany. Strat, jak na razie, nie ma żadnych.

Bój w egipskich ciemnościach

Na ulicach zapada ciemność. Na polecenie władz miejskich wyłączono latarnie. Diaczenko rozkazuje włączyć czołgowe reflektory. W ich blasku widać samochody holujące działa przeciwlotnicze. Pluton Alejnikowa dostaje rozkaz zlikwidowania ich. Trzy radzieckie czołgi uderzają ponownie taranem.

Czołg podporucznika przedziera się przez to pobojowisko i wjeżdża do restauracji pełnej niemieckich żołnierzy. Zapada się strop. Maszyna wycofując uderza w jadący właśnie tramwaj, przewraca go. Alejnikow, w tym momencie, zostaje tylko z dwoma czołgami swojego plutonu. Nigdzie nie widać pozostałych wozów batalionu.

Tymczasem Diaczenko przeżywał ciężkie chwile. Jego czołg został trafiony pociskiem z działa przeciwlotniczego i zapalił się. Na szczęście załoga ewakuowała się w porę. Diaczenko przesiadł się do innej maszyny i kolumna ruszyła dalej.

W międzyczasie Alejnikow, będący daleko w przodzie, na rozkaz dowódcy zawraca. Chce dołączyć do reszty batalionu. Jego pluton dociera do miejsca gdzie leży wywrócony tramwaj. Tam niespodziewanie T-34 podporucznika otrzymuje trafienie z nieprzyjacielskiego działa.

Artykuł powstał m.in. w oparciu o książkę Steve'a Crawforda "Front wschodni dzień po dniu, 1941-45", (Wydawnictwo Olesiejuk 2009).

Artykuł powstał m.in. w oparciu o książkę Steve’a Crawforda „Front wschodni dzień po dniu, 1941-45”, (Wydawnictwo Olesiejuk 2009).

Maszyna jest nieznacznie uszkodzona, najważniejsze jednak, że pozostaje na chodzie. Ranny zostaje za to kierowca-mechanik, sierżant Kamieniew. Ogień nieprzyjacielski staje się coraz gęstszy. Alejnikow sam zasiada na miejscu kierowcy i pluton rusza dalej. Czołgi zatrzymują się na chwilę przy płonącym T-34 kpt. Diaczenki, a następnie ruszają na północ. Udaje im się dogonić resztę batalionu już za miastem, około godz. 22.00.

Zadanie wykonane

Grupa pancerna kpt. Diaczenki dojechała do Rubna Wielkiego i zajęła stanowiska obronne. Tam, następnego ranka, radzieckim czołgistom udało się jeszcze zniszczyć niemiecki skład kolejowy i kilka barek na Zalewie Wiślanym. Reszta brygady dotarła do nich w godzinach popołudniowych.

Mapa z zaznaczoną trasą rajdu kapitana Diaczenki. Plan opublikowany pierwotnie w książce Tomasza Stężały, "Elbing 1945. Odnalezione wspomnienia" (IW Erica 2010).

Mapa z zaznaczoną trasą rajdu kapitana Diaczenki. Plan opublikowany pierwotnie w książce Tomasza Stężały, „Elbing 1945. Odnalezione wspomnienia” (IW Erica 2010).

Po rajdzie radzieckich pancerniaków w mieście wybuchła panika. Kierownictwo NSDAP, dotychczas oporne w tej kwestii, nagle nakazało ewakuację ludności cywilnej. I choć szybko ten rozkaz odwołano, nic nie było już w stanie zapobiec chaosowi, jaki zapanował. W krótkim czasie drogi w kierunku Gdańska zaroiły się od uchodźców, opuszczających miasto z obawy przed Armią Czerwoną.

Rosjanom nie udało się zdobyć miasta z marszu, jak planowano. Zaalarmowani Niemcy dobrze się przygotowali do obrony. Jeszcze tego samego wieczoru skutecznie odparli czołgi 29 KPanc. gen. Małachowa próbujące, śladem Diaczenki, wedrzeć się do Elbląga. Ostatecznie miasto padło, po krwawych bojach, 10 lutego 1945 roku.

Źródła:

  1. Leszek Adamczewski, Łuny nad jeziorami. Agonia Prus Wschodnich, Wydawnictwo Replika 2014.
  2. Prit Buttar, Pole walki Prusy, Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o. 2011
  3. Steve Crawford, Front wschodni dzień po dniu, 1941-45, Wydawnictwo Olesiejuk Sp. z o.o. 2009.
  4. Bolesław Dolata, Wyzwolenie Polski 1944-1945, Wydawnictwo MON 1966.
  5. Andrzej Jurczyński, Świt na Elblągiem, Wydawnictwo MON 1988.
  6. Mała Encyklopedia Wojskowa T 1-3, Wydawnictwo MON 1967-71.

Czy wiesz, że ...

...według źródeł sowieckich na dzisiejszym obszarze Polski „wyzwoliciele” zdemontowali i wywieźli 1119 przedsiębiorstw? Ich łupem padły także tysiące kilometrów linii kolejowych, elektrycznych, telefonicznych, niezliczone ilości surowców, środków transportu, płodów rolnych, bydła, trzody chlewnej…

...jeden z rosyjskich naukowców postanowił skrzyżować człowieka z szympansem? Chociaż próba krzyżówki się nie powiodła, Iwanow wpadł na inny pomysł - do zapładniania kobiet chciał wykorzystywać spermę pobraną od ssaków naczelnych.

...Stalin lubił naśmiewać się z przesadnych ambicji swojej wierchuszki? Na liście kandydatów do odznaczenia napisał: „Gówniarze dostają order Lenina!”

...przedstawicieli Czerwonego Krzyża zaproszono do obozu koncentracyjnego w Theresienstadt? Po odpowiednim „przygotowaniu” scenerii gościom, którzy pojawili się w czerwcu 1944 roku, pokazano sielankową miejscowość. Mogli przejść się uroczymi uliczkami, wśród kwiatów i świeżo odmalowanych frontów budynków.

Komentarze (18)

    • Hospes Odpowiedz

      W 1945 w Elblągu przebywało prawie 150 tys ludzi. Fakt, że kilka tysięcy to napływ uchodźców. Elbląg przed wojna był bardzo ważnym ośrodkiem przemysłowym.. M.in. Stocznia Schichaua, Fabryka Autobusów i Ciężarówek Komnicka /teraz to niemiecki Man/, wielka fabryka cygar Loeser Und Wolff i wiele innych.
      Niestety po wojnie zniszczone w prawie 45%, Starówka ponad 90%, nie podniosło się już do dawnej rangi. Teraz to miasto, prawie wieś, gdzie połowa to emeryci i aparat rządowy. Koniec Elbląga jest już bliski…

  1. Tomek Odpowiedz

    Tak się podtrzymuje wojenne mity o dzielnych czerwonoarmistach. Bez pretensji do autora, bo do prawdy ciężko tu dotrzeć. Może jednak było inaczej, niż powtarzana od lat propagandowa opowiastka. 5 Armia Pancerna Gwardii ledwie przeżyła spotkanie pod Elblągiem z cofającą się z Prus Wschodnich niemiecką 4 Armią. Dowództwo o mało nie poszło do niewoli, czołgi T-34 psuły się na potęgę i była ich już jedynie połowa; potem został jedynie co piąty. Próba zdobycia Elbląga okazała się rzezią dla brygady ciężkich czołgów Stalinów i pułku Shermanów, które puszczono na miasto z jednym zaledwie batalionem piechoty. Żeby przykryć kłopoty i fatalne dowodzenie w tamtych dniach, specjaliści od propagandy postanowili spożytkować incydent, kiedy pancerny pluton zwiadowczy z batalionu Diaczenki, a następnie kilka czołgów z batalionu Tuza (oba z tej samej brygady) znalazły się na ulicach miasta, skąd natychmiast próbowały uciec, ganiane przez młodzieńców z pancerfaustami. Najpierw Nikołaj Parfienowicz Szwankow w „Krasnoj Zwiezdie”, a potem Jewgienij Gienrychowicz Kriger w „Izwiestiach” napisali szkice-opowiadania o „bohaterskim” Diaczence, które ukazały się w ogólnokrajowych gazetach i na dziesiątki lat pozostały podstawą wiedzy o tym wydarzeniu dla pisarzy i historyków. W tym samym czasie wściekły marszałek Rokossowski obniżał rangę odznaczeń uczestnikom „odważnego rajdu”, którzy niemal zepsuli mu manewr wyjścia pancernym klinem nad Zatokę Świeżą. Także i Diaczenko nie dostał postulowanego tytułu Bohatera Związku Sowieckiego. I tak dalej. Takich „bajek” zostawiono nam po wojnie więcej, ale to chyba nie na ten komentarz. Żeby dyskusja nie odbywała się na poziomie powtarzania po „bajkopisarzu” Egbercie Kieserze, jak to zrobił Prit Buttar w „Pole walki-Prusy”, czy dodawaniu do źródeł popularnej książeczki „Żółtego Tygrysa” wyjaśniam, że posiłkuję się tu dokumentami Centralnego Archiwum Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej z inwentarza 5 APG, a także dokumentami personalnymi żołnierzy, którzy znaleźli się 23 stycznia o zmierzchu na ulicach Elbląga. Redakcję pozdrawiam

    • Darek Kaliński Odpowiedz

      Drogi Panie Tomku. Rozumiem ze dokonał Pan jakichś nowych ustaleń odnośnie rajdu Diaczenki. Z tego co wiem jest Pan autorem serii dostępnych w internecie programów dotyczących historii Elbląga, w których poruszony był również ten temat. Jednak jak sobie przypominam prezentowany tam przebieg akcji zasadniczo nie odbiegał od tego który ja przedstawiłem.

      • Tomek Odpowiedz

        Nie, Panie Darku, rajd wyglądał zupełnie inaczej. A ja wyjaśniłem tylko, że bezwiednie wpisał się Pan w narrację, narzuconą przez sowietów 70 lat temu i do dziś aktualną, choć niezgodną z rzeczywistością zdarzenia z 23 stycznia. Niemal każde zapisane w artykule zdanie mogę prostować, podając archiwalne dane. Ale nie wytykam błędów, bo podał Pan, za kim powtarza, choć to akurat mało wiarygodne „źródła” – nieistniejący Jurczyński i bezkrytycznie powtarzający Buttar. Wskazuję jednak na niebezpieczeństwo dalszego przyjmowania przygotowanej przez wojennych specjalistów papki propagandowej za prawdę historyczną i z takim przedstawianiem przeszłości dyskutuję. pozdrawiam

  2. Jurgens Odpowiedz

    Generalnie to ruscy tankiści dostali łomot a jedyny ich sukces to masakra kobie i dzieci. Tak wyglądała ta historia. Raczej nie było tu bohaterstwa. Warto też pamiętać, że w Elblągu nie było ani jednego niemieckiego czołgu, a obrona była więcej niż skromna. Tych ruskich to pogoniły dzieciaki i maruderzy…

    • Jurant Odpowiedz

      Jak rozumiem, dlatego, że dostali łomot, to przejechali miasto i parli naprzód? Bohaterstwa nie chcę rozsądzać ale proponuję przejechać się na czołgu, w czasie wojny przez miasto-twierdzę… co do masakry, to może w drodze do Elbląga naoglądali się trochę swoich miast/wsi i dlatego nie rozdawali konserw.

    • DUST DEVIL Odpowiedz

      Zawsze bawi mnie to pisanie o zastępach zgwałconych niemek i tłumach ukatrupionych niemieckich dzieci przez Sowietów, przy całkowitym pomijaniu co niemcy wyprawiali w ZSRR i Polsce. Przypominam, że ZSRR straciło 8 milionów żołnierzy i aż 15 milionów cywili, których raczej nie zamordowały krasnoludki -_- To samo tyczy się Polski, w której zamordowali 5,5 miliona cywili.
      No ale widzę Goebbelsowska propaganda ciągle żywa i ciągle wspomina się o biednych cywilach niemieckich, zapominając chociażby o swoich rodakach :/

  3. Marcin Odpowiedz

    W sumie rajd był może efektowny, jednak taktycznie mało skuteczny, wręcz szkodliwy. Taka refleksja po lekturze tekstu. A dyskusja pod nim na prawdę ciekawa, jako laik dziękuję :)

  4. Janusz Odpowiedz

    Mój Ojciec będąc w KL Stutthof – słyszał te wybuchy i nocą rozbłyski. Oczekiwał WYZWOLENIA jak mawiał. Nie ważne Mu było kto to ma zrobić. Miał już dość koszmaru zgotowanego mu przez Niemców ( nie nazistów, bo takiej nacji nie ma) Zdeklarowany przedwojenny ND-ek. Zawsze w dobie PRL mawiał „Sowieci” ale mówiąc o uwolnieniu mawiał – ” …wolność z obozu koncentracyjnego przyniósł mi żołnierz Armii Czerwonej”. I ja też tak za Nim powtarzał będę.

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.