Damy - empik

Czy Bona Sforza naprawdę sprowadziła do Polski kapustę i kalafior?

Autor: | 7 listopada 2014 | 29,367 odsłon

Nie ma to jak tacka z włoszczyzną, mój drogi Antonio!Mało jest równie rozpowszechnionych mitów historycznych. Według co drugiego podręcznika do historii i przynajmniej kilku różnych książek kucharskich to właśnie słynna królowa z włoskiego rodu nauczyła Polaków jeść włoszczyznę. Ile w tym prawdy?

Bona Sforza była wielką miłośniczką kuchni. Nie znaczy to, że lubiła dużo jeść. Wręcz przeciwnie. Uważała, że powinno się jeść mało, ale dobrze. Z zażenowaniem patrzyła na polski sposób ucztowania, sprowadzający się najczęściej do nieposkromionego obżarstwa i opilstwa. Wydawane przez nią bankiety miały zupełnie inny charakter.

Jedzenie było na nich mniej obfite, za to przygotowane z wielkim kunsztem, dbałością o przyprawy, luksusowe dodatki i modne przepisy. O wadze, jaką przywiązywała Bona do wykwintnej kuchni, świadczą już same rachunki królewskie.

Kosztowne gusta

Rokrocznie dwór królowej wydawał na zakup składników i utrzymanie służby kuchennej tysiące florenów. Zawsze też były to kwoty wyższe niż wydatki na kuchnię ponoszone przez jej męża Zygmunta Starego – mimo że król miał dużo liczniejszy dwór, a do tego na co dzień podejmował ucztami znamienitych gości. Przykładowo w roku 1539 Bona przeznaczyła na potrzeby kulinarne 6429 florenów. Oszczędny Zygmunt – tylko 4065.

Najwyższa pora zweryfikować kulinarne zasługi wielkiej królowej...

Najwyższa pora zweryfikować kulinarne zasługi wielkiej królowej…

W wąskim kręgu wawelskiego dworu podejście Bony do kuchni było małą rewolucją. Chciałoby się w tym miejscu dodać, że rewolucja ta wyszła także poza mury monarszej siedziby i rozlała się po kraju, przynosząc każdej polskiej rodzinie kalafior, kapustę i karczochy. Popularny mit o królowej, która nauczyła Polaków jeść włoszczyznę, jest jednak właśnie tym. Mitem.

Artykuł powstał w związku z najnowszą książką Kamila Janickiego. "Damy złotego wieku" trafią do sprzedaży już w listopadzie (dowiedz się więcej).

Tekst stanowi fragment najnowszej książki Kamila Janickiego pt.  „Damy złotego wieku” (Znak Horyzont 2014). Jako czytelnik „Ciekawostek historycznych” możesz ją kupić z 30-procentowym rabatem!

Jeden Polak zje za pięciu Włochów

W rzeczywistości obyczaje kulinarne, którym hołdowała Bona, nie zrobiły zbyt dobrego wrażenia na polskich dostojnikach i dworzanach. Powszechnie żartowano sobie na Wawelu z „Włoszków co cienko jadają”.

Sami Włosi odpowiadali ze wstrętem, że „jeden Polak zje za pięciu Włochów”. Jakby tego było mało, włoska kuchnia ogółem odstręczała szesnastowiecznych Polaków. Na italskie przysmaki narzekał Jan Kochanowski, krytykował je też Mikołaj Rej. I Bona niewiele w tej kwestii mogła zmienić.

Twarde dane pokazują, że nie zdołała przekonać nawet własnego męża i syna. Wedle zachowanych rachunków na stół króla wciąż zamawiano te same składniki, co przed stuleciem, a potrawy przygotowywano w myśl receptur pamiętających przynajmniej czasy Andegawenów. Włoskie przepisy miały się upowszechnić dopiero dwa wieki później.

Pierwsza Włoszka w Krakowie? Raczej pięćsetna

Z drugiej strony prawdą jest fakt, że Bona na swoje potrzeby importowała wielkie ilości włoskich owoców i warzyw. Sprowadzała pomarańcze, cytryny, granaty, oliwki, migdały oraz rzecz jasna szeroko rozumianą włoszczyznę. Nie znaczy to jednak, że dopiero dzięki niej Polacy poznali smaki Południa.

Zanim Bona w ogóle usłyszała o Polsce, w Krakowie już mieszkało kilkuset Włochów. Pomiędzy obydwoma krajami trwały ożywione kontakty, synowie najlepszych polskich rodów tradycyjnie wyjeżdżali do Włoch na naukę. Odwiedzali chociażby Rzym, gdzie tytuł doktora nauk można było uzyskać – za odpowiednią opłatą – w zaledwie dwa tygodnie. Dziwnym by było, gdyby wracając, nie zabrali ze sobą choć jednego selera.

Bona nie zdołała przekonać do swoich gustów nawet własnego męża...

Bona nie zdołała przekonać do swoich gustów nawet własnego męża…

Ponownie potwierdzenie można znaleźć w rachunkach dworu królewskiego. Wynika z nich, że sałatę, kalafior i kapustę zdarzało się pałaszować już Jagielle. Bona ze swojej strony przyczyniła się przede wszystkim do… utrwalenia zapożyczonego z jej ojczyzny słownictwa. W efekcie po dziś dzień jemy kapustę kiszoną, a nie – dajmy na to – Sauerkraut. Z tego samego powodu mamy też nad Wisłą „włoszczyznę”. Określenie, którego na dobrą sprawę nie sposób przetłumaczyć na jakikolwiek inny język.

Źródło:

Tekst artykułu stanowi fragment najnowszej książki Kamila Janickiego pt.  „Damy złotego wieku” (Znak Horyzont 2014). Jako czytelnik „Ciekawostek historycznych” możesz ją kupić z 30-procentowym rabatem!

Lektura obowiązkowa dla każdego miłośnika renesansu:

Powiedz innym co myślisz:

Kamil JanickiKamil Janicki - Redaktor naczelny "Ciekawostek historycznych". Historyk, publicysta i pisarz. Autor książek wydanych w łącznym nakładzie prawie 150 000 egzemplarzy, w tym bestsellerowych “Pierwszych dam II Rzeczpospolitej”, “Upadłych dam II Rzeczpospolitej”, "Dam złotego wieku" i "Epoki hipokryzji". W listopadzie 2015 roku ukazała się jego najnowsza książka: "Żelazne damy. Kobiety, które zbudowały Polskę" (Więcej informacji o autorze, Inne artykuły tego autora).

Okupacja
Komentarze do artykułu (8)
  1. „W efekcie po dziś dzień jemy kapustę kiszoną, a nie – dajmy na to – Sauerkraut”

    To zdanie to kuriozum. jeśli ktoś sugeruje aż takie zapożyczenia to jest w dużym błędzie.
    W istocie to raczej niemiecki zapożyczał słownictwo, chociażby Gurken – od ogórków, czy Grentze od granicy.
    Syntetyczny niemiecki rodził się od początków powstawania narzucanej organizacji ponadpaństwowej, zapoczątkowanej krucjatami franków przeciw słowianom – chociażby krucjacie Karola Wielkiego.
    Z tego też okresu pochodzą raporty szpiegowskie szacujące, że na ziemiach słowian (dzisiaj – wschodnie Niemcy i centralna Polska) istnieje ponad 1200 warownych osad (miast właściwie).

    Brak wspominania o tych faktach, to jak ciągłe działanie pod dyktando XIX wiecznego niemieckiego kulturkampfu, w myśl którego przed chrztem – czyli ówczesną akcesją do „chrześcijańskiej UE” – na terytorium Polski nic nie istniało.
    Co jest propagandową bzdurą.

    • Dodam jeszcze, że język niemiecki (germański) to twór dużo późniejszy od języka prasłowiańskiego.
      Niemcy, będąc w zasadzie organizacją ponad rodową (zbiorowiskiem) znani jako Alemanowie (Alle Maenner) wykształcili swój język w czasach Cesarstwa Rzymskiego lub nieco wcześniej i był to tzw. język „kreolski”, czyli wymieszany.
      Prasłowianie mówili już swoimi SŁOWAMI tysiąc lat wcześniej, natomiast stary język PROTOGERMAŃSKI, którym mówiono w Skandynawii, to inna grupa językowa niż nasza indoeuropejska.
      Nawiasem mówiąc w terminologii niemieckiej języki indoeuropejskie=indogermańskie co jest biorąc pod uwagę skandynawskie pochodzenie Germanów, – bzdurą

Dodaj swój komentarz:

Dodaj komentarz


Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu e-mail, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.
Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Nasze wydawnictwo

W mrokach średniowiecza Polską rządziły kobiety. I były piekielnie skuteczne

rycheza

Ich ambicja pozwoliła zbudować imperium. Ich duma unicestwiła królestwo. Bezkompromisowa opowieść przywracająca godność najważniejszym kobietom w dziejach polskiego średniowiecza. Już dzisiaj kup „Damy ze skazą” z autografem autora!

2 listopada 2016 | Czytaj dalej...

Damy ze skazą. Bez nich nie byłoby Polski

zapowiedz2-miniatura

Silne, bezwzględne i żądne władzy. Oto historia kobiet, które nie czekały bezczynnie, co przyniesie los. To właśnie one sprawiły, że początki państwa polskiego wyglądały tak, a nie inaczej. Poznaj „Damy ze skazą”, bohaterki naszej najnowszej książki, którą wydajemy wspólnie ze Znakiem Horyzont.

30 października 2016 | Czytaj dalej...

Epoki

Kategorie

Facebook


Polecamy

Imperium

Czy wiesz że...

mini4
…w wyniku polityki „prorodzinnej” Ceauşescu ponad 2 mln dzieci wychowywało się w tragicznych warunkach w przepełnionych domach dziecka, nie mając nawet imion, tylko numerki?

Żandarmeria_Wojskowa_czy_wiesz_ze
…”łowcy cieni” z polskiej policji w ciągu ostatnich czterech lat zatrzymali ponad dwustu najgroźniejszych przestępców? O pomoc prosi ich nawet FBI!

Miniaturka
tysiące Ukraińców ratowało polskich sąsiadów podczas Rzezi Wołyńskiej? Z badań Wiktora Poliszczuka wynika, że banderowcy zabili około 30 tysięcy Ukraińców za pomoc Polakom.