Mówi się, że przesiedlonych w 1947 roku Ukraińców czekał awans ekonomiczny, bo znaleźli się na lepiej rozwiniętych ziemiach. Tymczasem 75% gospodarstw, w których zostali osiedleni było zniszczonych, 30% natomiast wymagało całkowitej odbudowy. A co stało się z ich własnymi domami?
Akcję „Wisła” rozpoczęto 28 kwietnia 1947 roku i trwała ona do końca lipca. Objęła około 140 000 osób cywilnych z południowo-wschodniej Polski, zwłaszcza Ukraińców, które miały zostać przymusowo przeniesione na obszary świeżo włączone do Polski. Według instrukcji Ministerstwa Ziem Odzyskanych, przesiedleńcom nie wolno było wracać w swoje rodzinne strony. A tymczasem w ich małych ojczyznach pozostała zdecydowana większość ich dobytku.
fot.domena publicznaWojsko przeprowadza deportację Ukraińców w ramach Akcji Wisła, kwiecień 1947 (fot. domena publiczna)
Osiedleńcy trafili, często razem z bydłem i trzodą, do poniemieckich gospodarstw, które nie były obsiane i obsadzone, a często znajdowały się w stanie bliskim ruinie. Aby nadawały się do zamieszkania, ofiary akcji „Wisła” swój pobyt w nowym miejscu musiały rozpocząć od łatania dachów czy wstawiania powybijanych okien i drzwi. Tymczasem na obszarach, które zamieszkiwali od pokoleń i z których pospiesznie ich usunięto, pozostawiono niezebrane plony. Władze niespecjalnie się tym przejmowały. Jak opowiada Katarzyna Szul, przesiedlona na samym początku akcji:
[…] w Werechacie pełno wojska, szum, jakieś zebranie, komunikaty. Ludzie nie wierzyli, że muszą zostawić swoje i się wynieść. […] Bielał już owies, kwitły podgarniete kartofle, a my zbieraliśmy się do drogi. Odprowadzono nas z innymi, co do jednego mieszkańca, aż do Bełżca. Bełżec źle się kojarzył. Od samej nazwy wiało śmiercią (cyt. za: „Zostały tylko kamienie. Akcja Wisła: wygnania i powroty„).
Dymy nad Bieszczadami
Ewa Stołycia (Mastyła), z miejscowości Krywne, wysiedlona została w maju. Jej rodzina miała przynajmniej tyle szczęścia, że ludzi zaczęto wyrzucać z domów od górnego końca wsi, a oni mieszkali w połowie zabudowań, mieli więc nieco więcej czasu na schwycenie dobytku.
fot.Bulka UA, lic. CC BY-SA 3.0Kobieta z małymi dziećmi i tobołkiem na plecach. Pomnik upamiętniający deportacje Ukraińców z Łemkowszczyzny, Chełmszczyzny, Nadsania i Podlasia stojący w Samborze (fot. Bulka UA, lic. CC BY-SA 3.0)
Wojskowi zastraszyli mieszkańców tak, że ci obawiali się iż w razie oporu będą zabijani. Kobiety natychmiast rzucały się do pieczenia chleba na drogę, mężczyźni wyprowadzali krowy ze stajni, które wiązali do wozów i pakowali sprzęt rolniczy. Jak opowiada Stołycia, cytowana przez Krzysztofa Potaczałę w książce „Zostały tylko kamienie. Akcja Wisła: wygnania i powroty„:
A my, kobiety, nosiłyśmy beczki z kapustą, worki ze zbożem, mąkę, groch, cebulę. Mogliśmy z własnej woli zostawić jakieś graty, ale nie żywność. Za dużo przeszliśmy w ostatnich latach, żeby ją marnować. Gdy już rodzina stała na zewnątrz, a to, co wyniesiono z domu i stodoły, leżało na wozach – padał rozkaz palenia gospodarstwa. Wszystko się działo tak błyskawicznie, że w krótkim czasie Krywe zamieniło się w morze ognia. Naraz płonęło kilkaset domów, obór, stajni, drewutni. Dla mnie to była zbrodnia.
W 1947 roku na przełomie wiosny i lata było widać nad Bieszczadami łuny. Płonęły wówczas polskie i ukraińskie gospodarstwa, z których wyrzucono mieszkańców. W części tych, które ocalały, osiedlano Polaków repatriowanych ze wschodu, czy z województw lubelskiego, rzeszowskiego i krakowskiego, chcących przejąć gotowe zabudowania i ziemię. W ten sposób prowadzono „repolonizację” ziem, które nigdy specjalnie polskie nie były. Jak podkreśla Eugeniusz Misiło, nawet jeśli poukraińskie gospodarstwa i żyzne pola leżały odłogiem, właścicielom nie wolno było do nich wrócić. Jeżeli próbowali tego dokonać, UB pakowało ich prosto do obozu w Jaworznie, często określanego mianem obozu koncentracyjnego.

Artykuł powstał między innymi na podstawie książki Krzysztofa Potaczały „Zostały tylko kamienie. Akcja Wisła: wygnania i powroty”, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka.
W 1949 roku władze postanowiły uregulować całą kwestię prawnie. Ukraińców osiedlonych na tak zwanych Ziemiach Odzyskanych uwłaszczono na zajętych przez nich gospodarstwach. Jednocześnie pozbawiono ich praw własności do wszelkiego majątku pozostawionego w rodzinnych stronach. Warto przy tym pamiętać, że nie wolno im było swobodnie przemieszczać się, czy przeprowadzać. Misiło nazywa to rodzajem feudalnego przypisania do ziemi, której nie wolno im było już nigdy opuścić.
W drugiej połowie lat pięćdziesiątych żelazny kaganiec władzy lekko się poluzował i nieco swobody zaznali także wypędzeni Ukraińcy. Niektórzy z nich zaczęli sondować możliwość powrotu w rodzinne strony. Ludzie, którzy wyprawiali się na południowy wschód przeżywali szok. Z ich rodzinnych miejscowości często pozostały zaledwie cmentarze, cerkwie, a wypalone gospodarstwa zarastały krzakami i młodym lasem, gdzieniegdzie poprzetykanym fragmentami dawnych sadów. Onegdaj jedne z najludniejszych ziem Polski współcześnie zamieniły się w kompletne pustkowie, a po wielu wsiach pozostały już tylko kamienne fundamenty.
Źródła informacji:
- Akcja „Wisła”. Dokumenty i materiały, red. Eugeniusz Misiło, Archiwum Ukraińskie 2013.
- Motyka G., Od rzezi wołyńskiej do Akcji „Wisła”. Konflikt polsko-ukraiński 1943-1947, Wydawnictwo Literackie 2011.
- Pamiętny rok 1947, red. Maria E. Ożóg, Wydawnictwo Wyższej Szkoły Pedagogicznej, Rzeszów 2001.
- Potaczała K., Zostały tylko kamienie. Akcja „Wisła”: wygnanie i powroty, Prószyński i S-ka 2019.
- Wiatrowycz W., Druga wojna polsko ukraińska 1942-1947, Archiwum Ukraińskie 2013.
KOMENTARZE (7)
Niema co sie roztkliwiac trzeba jasno przyznac ze Lemkowskie wsie sprzyjaly UPA byly zapleczem zaopatrywaly w zywnosc przechowywaly bron we wsiach a czlonkowie tej organizacji dosc czesto wywodzili sie wlasnie z Bieszczadzkich ukrainskich wsi
No prawdziwe bidulki z UPA..Chyba się popłaczę. Proponuję się przejechać w te rejony i wysłuchać tego co mają do powiedzenia polskie rodziny tych, którzy przeżyli 45 i 46 rok w tamtym rejonie. Ale zdaję sobie sprawę, że teraz odszkodowania dla UPA w drodze. Niedługo się przekonamy, że Bandera też polskim patriota był bo walczył z bolszewikami. A że przy okazji trochę Polaków wymordowano…
Łemkowie, to Łemkowie, a nie Ukraińcy. Na przykładzie polskiej powojennej partyzantki widać jak słabło poparcie dla kontynuowania walki. Komuniści postanowili, wzorując się na przesiedleniach stalinowskich, sprawę sobie ułatwić mając za nic tragedię przesiedlanych. Współczuję im. Komentarze Gonzo i Anonima brzmią jak rosyjskie trolle.
Jeden z wybitnych uczonych określił , że takie wysiedlenia to ludobójstwo.
dzięki tej akcji pozbawiono zaplecza konspirację nacjonalistów ukraińskich.
W dzisiejszych czasach konspira ISIS ma zaplecze w europejskich gettach muzułmańskich społecznościach Francji, UK czy DE. Miasto Malmoe w Szwecji w 70% jest już muzułmańskie.
Ręce mi opadły i krew mnie zalała, kiedy przeczytałem to zdanie w artykule cyt:”w ten sposób prowadzono „repolonizację” ziem, które nigdy specjalnie polskie nie były”. I oczywiście autorytet historyczno-moralny Eugeniusz Misiło, dodajmy Ukrainiec mieszkający w Polsce próbujący tworzyć fałszywą martyrologię jak to Ukraińcy są prześladowani przez Polaków. Pomijam mój stosunek do akcji „Wisła” gdzie jakiś obiektywizm w artykule? Bo Polaków to nie wysiedlano i pozbawiano własności. Wspomniana akcja „Wisła” byłą konieczna dla pozbawienia UPA zaplecza i już. Łemkowie, także wspierali UPA i są na to dowody. Proponuję autorce ostrożniej podchodzić do rachunku krzywd. Może tak artykuł o krzywdach plemion Czarnych Stóp, Komanczów, Herero, Namaqua, Aborygenów lub coś z Europy Łużyczan, Helwetów, Wolinian, Serbołużyczan, Ormian, Kurdów. Nimi jakoś nikt się nie zajmuje i nie roni krokodylich łez nad ich losem.
Mój tato walczył w partyzantce na terenach ŁEMKOWSZCZYZNY.Opowiadał jak ukraińcy zmieniali łemków.Odwiedzali ich w domu i proponowali udział w egzekucji skazanych na śmierć.Nie zgadzających ię zabijali a biorących udział w egzekucjach nagradzali i PRZERABIALI w ten sposób na swoich.