Ciekawostki Historyczne

Polska szlachta pozwalała sobie na bardzo wiele. Ale to, czego dopuszczał się Stanisław Stadnicki, pan Łańcuta, przechodziło ludzkie pojęcie.

Powiedzieć, że był to warchoł, terrorysta, sadysta, okrutnik i podlec, byłoby niezwykle daleko idącym eufemizm. Można zaryzykować stwierdzenie, że przyszły Diabeł Łańcucki – Stanisław Stadnicki – miał awanturnictwo we krwi. Jego ojciec, Stanisław Mateusz Stadnicki, był uwikłany w konflikt z hierarchami Kościoła katolickiego. Jako gorący zwolennik luteranizmu w Dubiecku, którego był właścicielem, wprowadził luterańskie nabożeństwa. Zapewniał też azyl wyklętym księżom. Nic dziwnego, że biskup obłożył go ekskomuniką. Późniejsza ugoda co prawda doprowadziła do jej zdjęcia, ale bynajmniej nie był to koniec sporu. Stanisław Mateusz siłą zajął kościół w Dubiecku i wygonił tamtejszych księży.

Co więcej, jak pisze Jacek Komuda: w trakcie zajazdu rozbił siekierą cyborium, sprofanował eucharystię, powyrzucał obrazy Matki Boskiej i świętych. W kościele osadził słynnego luteranina – Wojciecha z Iłży. Skutek: kolejna ekskomunika, którą zbytnio się nie przejął. I żeby było zabawniej: sam później przeszedł na kalwinizm. Również jego syn uważał, że w kwestii religii każdy szlachcic powinien być na swoich włościach absolutus dominus i postępować według własnego widzimisię.

Patriotyzmu nie można mu było odmówić…

Nie można jednak powiedzieć, że Stanisław Stadnicki niczym pozytywnym się w historii Polski nie zapisał. Przeciwnie. Wielokrotnie brał udział w ważnych wyprawach wojennych, nie stroniąc od walki. Wsparł Stefana Batorego, kiedy ten wyruszał stłumić bunt w Gdańsku. Następnie wyruszył na wyprawę przeciwko Moskwie, walcząc dzielnie z oddziałami Iwana Groźnego.

Stanisław Stadnickifot.Józef Sonntag/domena publiczna

Stanisław Stadnicki

Z szaleńczą wręcz odwagą bił się pod Pskowem. Przed jednym z ataków spisał nawet swój testament. Wielokrotnie ratował też życie towarzyszom broni. Bił się jeszcze później na Węgrzech, tym razem przeciwko wojskom tureckim. Pod twierdzą Agra ruszył nawet „samodziewięć” przeciwko 50 jeźdźcom. Awansów się jednak nie doczekał, po części ze względu na polityczne powiązania ze Zborowskimi. No i oczywiście awanturnictwo.

Zobacz również:

… ale Zygmunt III Waza od początku mu nie pasował

Jeszcze zanim ulubiony siostrzeniec Anny Jagiellonki został królem Polski, Stanisław Stadnicki zdecydowanie opowiedział się przeciwko niemu, zasilając szeregi zwolenników Habsburgów i arcyksięcia Maksymiliana. Wziął nawet udział w bitwie pod Byczyną, która została rozegrana 24 stycznia 1588 roku, ale oddziały Zamoyskiego i Żółkiewskiego wybiły mu opór z głowy. Wracając do Polski, odreagował w sposób dla siebie właściwy: tu kogoś napadł i złupił, tam najechał jakieś wsie, aż w końcu dotarł do Łańcuta. Co zastanawiające: chociaż ciążyły na nim zarzuty za zdradę, to nigdy nie został pociągnięty do odpowiedzialności.

Nie poprzestał jednak na tych wyrazach niechęci do nowego władcy. Oto bowiem, kiedy nastał w Polsce czas rokoszu Zebrzydowskiego, nie tylko przyłączył się do zbuntowanej przeciwko królowi szlachty, ale stał się wręcz jednym z jego przywódców (obok samego Mikołaja Zebrzydowskiego i Janusza Radziwiłła). Spytał rokoszan wprost: Co mi dacie, a złapię wam króla? Samego zaś Zygmunta III wyzywał na sejmach od najgorszych: alchemików, krzywoprzysięzców, a nawet… sodomitów!

Jan Matejko, „Stefan Batory pod Pskowem”fot.Jan Matejko/domena publiczna

Jan Matejko, „Stefan Batory pod Pskowem”

Gdy przyszło do bezpośrednich starć z wojskami wiernymi królowi, przestał być taki odważny. Pod Janowcem uciekł nawet za Wisłę i spalił za sobą most. I ponownie nie spotkały go żadne konsekwencje. Zygmunt III wspaniałomyślnie darował mu winy pod warunkiem odwołania wszystkich kierowanych pod swoim adresem kalumnii.

Czytaj też: Zygmunt III Waza. Najbardziej schorowany i zniedołężniały król Polski?

Warchoł i bandyta

Wypisać wszystkie bandyckie napaści, jakich dopuścił się Diabeł Stadnicki, byłoby niezwykle trudno. Okrucieństw dopuszczał się zawsze nieprawdopodobnych. Sługi swoich przeciwników brał na męki ogniowe. Człowieka, który zabił jego żołnierza, potrafił kazać żywcem zakopać wraz z trupem. Z chłopów pod byle pozorem – lub z wyimaginowanej winy – pasy skóry darł żywcem, by później (również żywcem) ich zakopać.

Słynny był jego konflikt z rodem Korniaktów. Stadnicki był im winien dużą sumę pieniędzy (ponoć ok. 30 000 złotych), której oddawać nie zamierzał. Przeciwnie – jął najeżdżać i łupić włości swoich wierzycieli. Na pewnym etapie sprawa – jak się wydawało – znalazła swój finał w Trybunale Lubelskim, który wydał wyrok korzystny dla Korniaktów. Stadnicki poprzysiągł jednak stojącemu na czele rodu Konstantemu: przeto się mnie strzeż na wszelakim miejscu: chodząc, śpiąc, jedząc, pijąc, w domu, w drodze, w kościele, w łaźni, bo się tej krzywdy na tobie mścić będę i da Pan Bóg na gardle twym usiędę. A jaki spisek w tym celu uknuł…

Uśpił czujność Korniaktów, sugerując jakoby chciał się z nimi dogadać. A kiedy ci rozpuścili swoje straże, brutalnie najechał majątek Konstantego w Sośnicy. Jego żołdacy rabowali co się da, nie przebierając w środkach. Kobietom wyrywali kolczyki z uszu. Ponoć niewiele brakowało, a seniorce rodu obcięliby palce, na których nosiła pierścienie.

Diabeł dopadł też Konstantego, ale go nie zabił. Związanego, kazał go przewieźć do więzienia w Łańcucie. Tam co dnia mówiono zakładnikowi, że czeka go egzekucja. Kiedy jednak wyprowadzano go na szafot, informowano go, że… została przełożona. Stadnicki zignorował nawet żądanie dworzanina króla co do zwolnienia Konstantego. Zrobił to dopiero, gdy ten darował mu cały dług i oświadczył, że pomiędzy nim, a Diabłem żadnej krzywdy nie było.

Czytaj też: Mikołaj Sapieha Pobożny – złodziej?

O jeden most za daleko?

W końcu jednak Diabeł Łańcucki porwał się z motyką na zbyt silne słońce. Jego kolejnym celem stał się syn marszałka wielkiego koronnego Łukasz Opaliński. Prowokacjami (zajęcie zboża Opalińskiego w spichlerzach w Leżajsku, przechwycenie kamieniołomów, zarąbanie sług Opalińskiego, porywanie i torturowanie innych) naprawdę prosił się o kłopoty. Wreszcie zaczął najeżdżać też włości swojego nowego wroga. Wówczas ten zebrał oddziały – w tym od zmęczonych Stadnickim sąsiadów. I się zaczęło. Po kilku najazdach i odwetach obu szlachcicom puściły hamulce.

Łukasz Opalińskifot.Stanisław Kostecki /domena publiczna

Łukasz Opaliński

Pierwszym punktem kulminacyjnym była bitwa, jaką ich siły stoczyły w listopadzie 1607 roku pod Łukowem. Opaliński ledwo wyszedł z tego żywy. Bynajmniej nie zakończyło to wojny. Po przegrupowaniu się Opaliński obrabował konwój wozów Diabła, kradnąc ponoć 3000 talarów i liczne beczki wina. Odpowiedź? Wiosną 1608 roku Stadnicki najechał pałac Opalińskiego, zaś wobec Łukasza wystosował podobną groźbę, jak wcześniej wobec Korniaktów. I rzeczywiście próbował potem dopaść Opalińskiego.

W końcu dał się sprowokować do otwartej bitwy i… niespodziewanie poniósł klęskę. Teraz to Opaliński ruszył w pościg i wdarł się do Łańcuta. Diabeł zaś uciekł, zostawiając na łasce wroga swoją żonę. Oczywiście zdobywcy Łańcuta nie omieszkali splądrować zdobytego zamku.

Czytaj też: Jak bardzo rozpustni byli Radziwiłłowie?

Rzeka krwi i… niespodziewany koniec

Ta zniewaga krwi wymagała. Stadnicki zaczął werbować węgierskich sabatów i skorych do rozrób ludzi wszelkiej maści. Nie omieszkał też ukarać swoich własnych ciemiężonych chłopów oraz tych od Opalińskiego, którzy wcześniej skorzystali z okazji, by wyżyć się na jego majątku. Podejrzanym nakazywał żywcem obcinać ręce i nogi! Jednego, stojącego boso na bronie, miał kazać zakopać żywcem po szyję. Znowu zaczął najeżdżać i palić majątki Opalińskiego i innych swoich sąsiadów. Nie oszczędzał nawet kościołów.

Aż do początków roku 1609 zostawił w ten sposób za sobą wręcz spaloną ziemię. Niszczył, co się dało, zabierał tysiące sztuk bydła, mordował dzierżawców. Próbował dopaść Opalińskiego w Lublinie, w którym z własnego oskarżenia miał się z nim sądzić. Doszło do ataku na gospodę, w której nocował Opaliński. Jednakże zawadiacy Diabła przesadzili. Zaczęli wszczynać rozróby i atakować mieszkańców, którzy pokazali im, co o tym myślą. Trybunał Lubelski kazał Stadnickiemu i jego ludziom wynosić się z miasta.

To, czego dopuszczał się Stanisław Stadnicki, pan Łańcuta, przechodziło ludzkie pojęcie.fot.Nikolay Bogatov /domena publiczna

To, czego dopuszczał się Stanisław Stadnicki, pan Łańcuta, przechodziło ludzkie pojęcie.

Stopniowo grunt zaczynał palić się pod nogami Diabła. Jego ludzie zaczęli go opuszczać. W międzyczasie Opaliński dosłownie zmasakrował jego zgromadzone w Wojutyczach siły. Stadnicki zwerbował jeszcze najemników z Siedmiogrodu, ale czekając na tysiące sabatów, przemieszczał się z mniejszymi siłami. Oprócz ludzi Opalińskiego ścigali go także Kozacy wysłani Łukaszowi do pomocy przez księżną Annę Ostrogską z Jarosławia. A zdrajców było wśród sług Stadnickiego coraz więcej. Coraz chętniej donosili podkomendnym Opalińskiego o tym, gdzie przebywa Diabeł. I w końcu go namierzono.

Próbował jeszcze uciekać i chronić się w lesie, ale Kozacy go dopadli. Ponoć bronił się zażarcie, ale padł zastrzelony przez jednego z Tatarów. Stadnickiemu obcięto głowę i zaniesiono ją Opalińskiemu, który co prawda żałował, że nie dostał go żywcem, ale Tatara sowicie wynagrodził. Podkarpackie ziemie nareszcie były wolne od okrutnika nie bez powodu zwanego Diabłem Łańcuckim.

Bibliografia

  1. Bednarczyk, Cień „Diabła”, „Skarby Podkarpackie”, nr 4/2015.
  2. Jopek, W cieniu wielkich mistrzów (starosta zygwulski Adama Krechowieckiego), „Rocznik Naukowo-Dydaktyczny”, zeszyt 33/1968.
  3. Komuda, Warchoły, złoczyńcy i pijanice, Fabryka Słów, Lublin 2021.
  4. Sobieski, Nienawiść wyznaniowa tłumów za rządów Zygmunta III-go, Warszawa 1902.
  5. Sokołowski, Dyabeł Stadnicki, „Ateneum”, tom IV, zeszyt 10/1883.
  6. Sokołowski, Politycy schyłku złotego wieku: małopolscy przywódcy szlachty i parlamentarzyści w latach 1574-1605, Wydawnictwo Sejmowe, Warszawa 1997.

KOMENTARZE (2)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

AMF

Kościelne bajeczki, jeszcze trzeba było dopisać, że mu pod piwnicami diabły kopalnię złota zbudowały.
Warchoł nie wyróżniający się niczym od sąsiednich (z Opalińskim na czele), poza tym że z kościołem zadarł, więc mu klechy odpowiedni pijar zrobiły.

Stary

A ja poznałem hrabinę Stadnicką. Pracowaliśmy razem we wrocławskim ZOO. Bardzo ciekawa osoba i ekscentryczna dama!

Zobacz również

Średniowiecze

Czy to się w ogóle mogło udać? Narodziny i śmierć demokracji szlacheckiej w Polsce

30 maja 1505 roku sejm radomski uchwalił konstytucję nihil novi. Tego dnia ustrój w Polsce zaczął się zmieniać z oligarchii w monarchię parlamentarną.

6 października 2022 | Autorzy: Maria Procner

Nowożytność

Jak Mikołaj Sapieha (ponoć) ukradł papieżowi obraz Matki Boskiej?

Jaki jest lepszy sposób na podziękowanie cudownemu obrazowi niż… go ukraść? Na taki właśnie pomysł – z wdzięczności za uzdrowienie – miał wpaść Mikołaj Sapieha.

11 września 2022 | Autorzy: Herbert Gnaś

Nowożytność

Janosik – historia mniej i bardziej prawdziwa

Rabował bogatych i dawał biednym – tak głosi legenda. Juraj Janosik żył w Karpatach naprawdę, ale czy jego życie było takie, jak ukazują to opowieści?

31 marca 2022 | Autorzy: Michał Procner

Nowożytność

Polskie panowanie w Sztokholmie. Wyprawa Samuela Łaskiego

Samuel Łaski był typem człowieka do zadań specjalnych. Zygmunt III Waza nieraz wysyłał go do Szwecji, której koronę usilnie chciał odzyskać. Poseł uczestniczył także w...

16 stycznia 2022 | Autorzy: Michael Morys-Twarowski

Nowożytność

Król versus miasto, czyli wojna Stefana Batorego z... Gdańskiem

W kwietniu 1577 roku wojska Stefana Batorego starły się z armią wystawioną przez... Gdańsk. Co doprowadziło do tej kuriozalnej wojny króla z miastem?

28 października 2021 | Autorzy: Piotr Dróżdż

Średniowiecze

Długo, szczęśliwie i bogato? Życie w średniowiecznym zamku wcale nie wyglądało jak w bajce...

Hulające przeciągi, sale tortur i... duchy. Życie w średniowiecznych warowniach toczyło się w cieniu okrucieństwa. Nie inaczej było w Zamku Czocha. To monumentalne zamczysko wciąż...

13 maja 2021 | Autorzy: Filip Majewski i Kuba Majewski

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.

Najciekawsze historie wprost na Twoim mailu!

Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.