Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

H-Sonderkommando i kartoteka procesów o czary. Po co naziści zbierali informacje o czarownicach?

Dlaczego naziści tuż przed II wojną światową i w jej trakcie interesowali się procesami o czary?

fot.Bundesarchiv, Bild 183-H08445 / CC-BY-SA 3.0 Dlaczego naziści tuż przed II wojną światową i w jej trakcie interesowali się procesami o czary?

W Archiwum Państwowym w Poznaniu znajduje się tzw. Kartoteka procesów o czary. Akta te zostały opracowane przez specjalnie powołaną do tego komórkę SS w latach 1935–1944. Dlaczego naziści tuż przed II wojną światową i w jej trakcie interesowali się procesami o czary?

Wspomnianą komórkę SS nazwano H-Sonderkommando. Litera „H” odwołuje się do niemieckiego słowa Hexe, czyli czarownica (w tekście będę posługiwać się skrótem H.). Członkowie zespołu należeli do Wydziału VII Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy zajmującego się badaniem archiwaliów i historycznych dowodów wyższości rasy germańskiej nad pozostałymi (oprócz tego działalność tego wydziału nastawiona była na odwzorowanie pierwotnej kultury starogermańskiej).

Polowanie na czarownice

Największe spustoszenie w postrzeganiu wierzeń w magię, wróżb i innych praktyk magicznych spowodowało wydanie przez dwóch dominikanów – Heinricha Kramera oraz Jacoba Sprengera – księgi Malleus Maleficarum (Młot na czarownice) w 1487 roku.

Od lat 50. XV wieku zwalczanie praktyk uznawanych za heretyckie zostało unormowane zgodą papieża Mikołaja V, a oficjalnie – bullą wydaną przez Innocentego VIII w 1484 roku (wcześniej nie traktowano tego tematu poważnie, wszelkie historie uznawano po prostu za „bajki”).

Młot na czarownice, strona tytułowa (fot. Wellcome Images, lic. CCA 4.0 I)

fot.Wellcome Images, lic. CCA 4.0 I Młot na czarownice, strona tytułowa (fot. Wellcome Images, lic. CCA 4.0 I)

Niestety, pozycja Młota na czarownice stała się wręcz kultowa, a największe natężenie procesów o czary miało miejsce w krajach niemieckich. Najbardziej poszkodowane zostały kobiety, gdyż w tekście zawarty został „argument” mówiący o rzekomym pochodzeniu słowa femina (łac. kobieta). Etymologicznie miałby oznaczać „mniej wiary/mało wiary” – fe od fides (wiara) i mina od minus (mniej).

Statystycznie przed sądem stawało więcej kobiet oskarżonych o czary niż mężczyzn (wyliczenia M. Pilaszek pokazują skalę tego zjawiska w naszym kraju – 10,5% skazanych mężczyzn i 89,5% kobiet w latach 1501–1794). Po co więc naziści zaczęli interesować się dokumentacją tamtych wydarzeń, które przez kilka stuleci pochłonęły życie tysięcy ludzi?

Czytaj też: Ile osób NAPRAWDĘ zginęło w polowaniach na czarownice?

Działalność H-Sonderkommando

Miejscem pracy szefa projektu dr Rudolfa Levina i ośmiu osób zatrudnionych w tej specyficznej komórce był Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy znajdujący się przy ówczesnej ulicy Wilhelmstraße 102 (współcześnie Niederkirchnerstrasse).

Głównym zadaniem zleconym przez władze było badanie wszelkich dostępnych źródeł dotyczących czarownic i czarowników, procesów, sposobów przesłuchań i informacji o wykorzystywanych do tego celu narzędziach w dawnych wiekach.

Pozyskane dane miały posłużyć udowodnieniu istnienia magii (Heinrich Himmler uważał, że oskarżeni i skazani na karę śmierci ludzie pałający się praktykami magicznymi byli propagatorami prawdziwych tradycji starogermańskich i zostali niesprawiedliwie osądzeni przez Kościół). Dodatkowo zebrany materiał miał umocnić i poszerzyć wiedzę o tradycjach i kulturze ludów zamieszkujących tereny ówczesnej III Rzeszy.

Heinrich Himmler uważał, że oskarżeni i skazani na karę śmierci ludzie pałający się praktykami magicznymi byli propagatorami prawdziwych tradycji starogermańskich

fot.Bundesarchiv, Bild 192-111 / CC-BY-SA 3.0 Himmler odwiedził obóz Mauthausen-Gusen dwa razy. Na zdjęciu od lewej Ziereis, Himmler, Wolf w 1941 roku.

Oprócz wiedzy teoretycznej pracownicy H-Sonderkommando skupiali się również na praktykach opisywanych w znalezionych aktach podczas swych kwerend; mowa tutaj o opisach tortur, narzędzi ich wykonywania oraz metodach przesłuchań, które mogłyby być wykorzystane przez SS w przyszłości.

Czytaj też: Mroczna magia nazistowskich Niemców – historia Towarzystwa Thule

Kartoteka procesów o czary

Zespół archiwalny znajdujący się w AP w Poznaniu jest fenomenem na skalę światową, a jego pełna nazwa brzmi Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy Sztafet Ochronnych Wydział Archiwalny – komórka do spraw badań procesów o czary.

Pod koniec wojny akta zebrane przez H-Sonderkommando zostały wywiezione i ukryte (nie na długo, bo już w 1946 roku znaleziono je w Sławie Śląskiej). Akta zebrane zostały w zespół liczący 3884 jednostki archiwalne. Zajmuje on aż 15 m b. (metr bieżący to w archiwistyce jednostka miary akt ułożonych ściśle obok siebie).

Miejsce przechowywania – Archiwum Państwowe w Poznaniu

fot.Ysbail/CC BY-SA 3.0 pl Miejsce przechowywania – Archiwum Państwowe w Poznaniu

Wstęp do inwentarza napisała dr Krystyna Górska-Gołaska i podzieliła zespół na osiem części:

  1. Akta związane z organizacją badań, spisy bibliograficzne i skorowidze
  2. Kartoteka czarów i procesów o czary
  3. Wypisy z materiałów archiwalnych
  4. Fotokopie materiałów archiwalnych
  5. Czasopisma i wycinki z prasy
  6. Ilustracje
  7. Mikrofilmy
  8. Oryginalne archiwalia

Opracowaniem materiału zajął się pracownik AP – Maciej Zdunek, który w tekście Kartoteka procesów o czary: dzieje, zawartość i możliwości wykorzystania przytacza dane statystyczne na temat zgromadzonych przez nazistów źródeł. Z dokumentacji wynika, że dużym zainteresowaniem SS cieszyły się badania związane z dziedziczeniem umiejętności magicznych wśród rodzin osób skazanych za praktykowanie czarów.

Czytaj też: Najbardziej absurdalne zarzuty, które stawiano czarownicom

Z niemiecką skrupulatnością

Pracownicy H-Sonderkommando zbierali również ogólne dane, czyli informacje o ludziach odpowiedzialnych za polowania na czarownice, terenach, na których miały one miejsce, zakonach, przyrodzie, katach, inkwizycji i ruchach sprzeciwiających się procesom, o próbie zrozumienia psychologicznych aspektów postępowania oskarżonych (a nawet ich stanie psychicznym!), stanie więzień i innych lokalizacji służących za tymczasowy areszt. Skupiono się głównie na samym procesie, szczegółach tortur oraz postępowaniu sądowym.

Pierwsza część zespołu może służyć jako pomoc archiwalna, trzeba zwrócić uwagę na fakt dokładnego przygotowania bibliografii i przypisów przez pracowników H. (choć, jak wspomina M. Zdunek – wykaz literatury i źródeł może być niekompletny).

Skupiono się głównie na samym procesie, szczegółach tortur oraz postępowaniu sądowym.

fot.domena publiczna Skupiono się głównie na samym procesie, szczegółach tortur oraz postępowaniu sądowym.

Kartoteka jest swoistym sercem zespołu. To zbiór specjalnych formularzy, na których w dedykowanych polach (57) uzupełniano informacje np. na temat danych osobowych oskarżonych, stosunku do Kościoła, rodzinie i powinowactwach, rodzaju popełnionego przestępstwa, procesie, wyroku i sposobie wykonania kary śmierci, dodatkowo w formularzach znajdują się dane na temat innych osób zaangażowanych w sam proces (duchownych i świeckich).

Pracownicy H. uzupełniali także pola dotyczące użytych źródeł i pełnej bibliografii, a każdy formularz podpisywano inicjałami, sygnowano datą i układano przygotowane karty według miejscowości. Ponad 80% procesów dotyczy terenów Niemiec, można jednak znaleźć informacje o procesach z innych krajów (w tym Polski, Anglii, Islandii, Turcji, Indii, a nawet Meksyku i USA!). W czasach działalności H. liczba kart wynosiła 33 846. Znajdowały się one w 3670 teczkach (nie wszystkie jednak przetrwały, do dziś zachowało się ich 3622).

Polskie procesy o czary w Kartotece…

W zestawieniu przygotowanym przez M. Zdunka znajduje się dziewięć polskich miejscowości (łącznie 49 procesów o czary). Są to: Poznań, Bydgoszcz, Witkowo, Rydzyna, Wilno, Wągrowiec i trzy niezidentyfikowane miejscowości (Kurow, Tschemesme, Kӓfelin).

34 sprawy dotyczące oskarżeń o czary związane są z Wągrowcem. Ciekawymi powodami aresztowania i wszczęcia postępowania były np. świecące na czerwono oczy, zaczarowanie wołów i… sąsiedzka kłótnia. Ponadto formularze zawierają szczątkowe informacje o torturach (nawet kilkukrotnych) oraz o dobrowolnym przyznaniu się do winy. Najpopularniejszą formą egzekucji było (o dziwo!) ścięcie (tylko w Wągrowcu), następnie spalenie na stosie i poćwiartowanie. Informacje są nikłe i mało jest niestety odnośników do źródeł. Większość danych pochodzi z literatury.

Zespół archiwalny znajdujący się w Poznaniu jest niezwykle interesujący, ale warto pamiętać, że nie może być podstawą do badań nad procesami o czary. Może natomiast stanowić świetną pomoc, wszak zawiera wiele fantastycznych (z punktu widzenia historyka i archiwisty) materiałów: fotokopii oryginalnych dokumentów oraz ilustracji, na których widnieją sceny procesowe, narzędzia tortur etc. Jest też świadectwem funkcjonowania różnych idei w totalitarnym państwie – dziwnych założeń i prób zdobycia wiedzy ponadnaturalnej.

Bibliografia:

  1. Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy Sztafet Ochronnych Wydział Archiwalny – komórka do spraw badań procesów o czary: Narodowe Archiwum Cyfrowe [dostęp 05.05.2021]
  2. Orlicki Ł., Nazistowskie archiwum X, [W:] „Odkrywca” 240, 2019.
  3. Pilaszek M., Procesy o czary w Polsce w wiekach XV-XVIII, Kraków 2008.
  4. Zdunek M., Z tajnych archiwów SS. Kartoteka procesów o czary: dzieje, zawartość i możliwość wykorzystania, [W:] „Glaikopis” 11-12 2007/2008, Warszawa.

Czy wiesz, że ...

...Goebbels, kiedy przemawiał, z eleganckiego mężczyzny zmieniał się w "szalejącego karła". Potrafił jednak poderwać tłumy. Gdy po klęsce Niemców pod Salingradem na spotkaniu w Sportpalast wykrzykiwał "Czy chcecie wojny totalnej?", odpowiedział mu dziki ryk zwolenników nazizmu.

...as pancerny w szeregach 1. Brygady Pancernej im. Bohaterów Westerplatte, podporucznik Mark Weissenberg, zginął w bardzo niefortunnym wypadku? Podczas nocnego natarcia na Bydgoszcz usiadł na błotniku, aby pomagać w kierowaniu czołgiem. Zmęczony zasnął i osunął się pod gąsienice.

...oficjalnie Irena Sendler za bramę getta wchodziła tylko po to, by przeprowadzać dezynfekcje? Zajmowała się jednak, czymś całkiem innym: przemycaniem jedzenia, lekarstw, pieniędzy, odzieży... a później także dzieci poza dzielnicę żydowską.

... zdarzało się, że ciała Polaków pomordowanych na Wołyniu grzebali później ci sami ludzie, którzy ich zabili? Po wrzuceniu ciał do mogił, ubijali łopatami ziemię i odchodzili jak gdyby nigdy nic.

Komentarze (2)

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.