Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Piractwo rodem z PRL. Jak Polska Ludowa „oszczędzała” dzięki szpiegom?

Zagraniczni goście przybywający do Polski, by sprzedać licencje na produkcję rozmaitych urządzeń, musieli mieć się na baczności (zdj. poglądowe).

fot.Narodowe Archiwum Cyfrowe Zagraniczni goście przybywający do Polski, by sprzedać licencje na produkcję rozmaitych urządzeń, musieli mieć się na baczności (zdj. poglądowe).

Zdobywanie dokumentów to podstawa pracy szpiega. W PRL kontrwywiad pozyskiwał dokumenty, dzięki którym można było taniej kupić licencje na zachodnie produkty. W grę wchodziła nawet produkcja odkurzacza…

„Jesteśmy całkowicie bezstronni, obserwujemy wszystkich” – mówił jeden z ministrów spraw wewnętrznych Wielkiej Brytanii. Taka jest rzeczywistość: czy to demokracja, czy kraj autorytarny – służby obserwują każdego. Tak też oczywiście było w PRL, kraju, który miał bardzo rozbudowany aparat bezpieczeństwa. Po to głównie, by – niestety – inwigilować własnych obywateli, ale również, by walczyć z innymi wywiadami.

Czasem nie chodziło jednak o politykę ani tajemnice wojskowe. W latach 70. XX wieku, w czasach Edwarda Gierka, Polska za pożyczone z zagranicy pieniądze kupowała licencje na produkcję wielu urządzeń. Także AGD. Oczywiście najlepiej byłoby te licencje nabywać jak najtaniej. I tu właśnie na scenę wkraczali funkcjonariusze Wydziału IX Departamentu II MSW.

Zmiękczające kolacje

„Poza osobami podejrzanymi o szpiegostwo, najbardziej interesowali nas ludzie przyjeżdżający do Polski na jakieś negocjacje handlowe” – opowiada w książce Tomasza Awłasewicza „Niewidzialni” jeden z jej bohaterów o pseudonimie „Inżynier”, który pracował w specjalnej grupie przeszukującej pokoje hotelowe. Gdy Gierek szastał pożyczonymi pieniędzmi, do Warszawy zjeżdżali się przedstawiciele firm gotowych robić interesy nad Wisłą.

Odwiedzający Polskę biznesmeni lokowani byli w hotelach, które były przystosowane do obserwacji gości. Cały czas przebywali tam funkcjonariusze SB z tak zwanej „betki”, ale były też zamontowane różne urządzenia. Gdy Szwedzi budowali hotel Forum (dzisiejszy Novotel), zapytali nawet, „czy nie chcemy, żeby zostawili w niektórych pokojach miejsce na założenie jakichś bajerów. Wiadomo – podsłuchy, kamery” – opowiada bohater książki Awłasewicza. Strona polska ponoć odmówiła.

Gdy Szwedzi budowali hotel Forum (dzisiejszy Novotel), zapytali nawet, czy Polacy nie chcą, żeby zostawić w pokojach miejsce na zamontowanie urządzeń do inwigilacji. Strona polska ponoć odmówiła.

Gdy Szwedzi budowali hotel Forum (dzisiejszy Novotel), zapytali nawet, czy Polacy nie chcą, żeby zostawić w pokojach miejsce na zamontowanie urządzeń do inwigilacji. Strona polska ponoć odmówiła.

Zadaniem ludzi z Wydziału IX było dowiedzieć się, na jakich warunkach zachodnie firmy gotowe są sprzedać Polakom licencje. „Inżynier” opowiada:

To była bezcenna wiedza, od razu mieliśmy zagwarantowaną najkorzystniejszą ofertę. Na kartce facet miał napisane, że może zejść do stu dolarów za kilogram jakiegoś tam produktu. No i teraz człowiek reprezentujący polską stronę w negocjacjach mógł spokojnie odejść od stołu, gdy żądano od niego stu dwudziestu dolarów. Wiedział, że nie zdąży nawet dojść do drzwi, nim usłyszy, że jakoś się dogadają.

Inny członek tej grupy, „Łowca” dodaje: „Jak przyjeżdżał taki facet na negocjacje handlowe, to wiedział, że przeszukania w hotelach to standard. Zazwyczaj starał się więc pilnować, tyle że przez dzień albo dwa mu się chciało i targał te walizy ze sobą, a potem jak się zmęczył, atmosferka się rozluźniła i zachciało mu się gdzieś wyskoczyć poza protokołem w nocy, to wszystko zostawiał w pokoju”.

Bywało, że zagranicznego gościa zapraszano na „zmiękczającą” kolację z przedstawicielami strony polskiej na przykład dzień przed oficjalnymi rozmowami. Peerelowscy urzędnicy doskonale wiedzieli, że w ich interesie jest jak najdłużej zabawiać swego gościa, aby szpiedzy mieli czas, by dokładnie przeszukać jego pokój.

Czytaj też: „Oczy mu się świeciły na myśl o złocie” – jak funkcjonariusze bezpieki rozkradali niemieckie skarby

Czapka na klamce

Po wejściu do hotelowego pokoju pracownicy Wydziału IX robili najpierw zdjęcia aparatem polaroid, dzięki czemu wiedzieli, co gdzie leżało przed przeszukaniem i mogli zostawić pomieszczenie w takim samym stanie, w jakim je zastali.

Oczywiście przybysze za Zachodu wiedzieli, że mogą być inwigilowani. Papiery zostawiali w zamykanych na szyfr walizkach, ale to nie stanowiło problemu dla fachowców. Przeszkodą nie były nawet zamki w słynnych walizkach Samsonite. Otwierano je w kilkanaście sekund, bez pozostawiania śladów. „Myk był taki, że otwieraliśmy je ultracienką blaszką. Wycinaliśmy sobie takie samodzielnie, z żyletek. Niewiele nam było potrzeba do szczęścia” – opowiada „Łowca”.

Bywały jednak też sposoby bardziej prymitywne, ale skuteczne. Jeden z gości, wychodząc z pokoju, na wierzchu walizki położył zwinięty krawat, a w środku stos monet ułożonych w konkretnej kolejności. Bywał w wielu krajach, więc miał najróżniejszą walutę. „Jeśli podniósłbym ten krawat bez zwrócenia uwagi, że w środku jest niespodzianka, to monety by się rozsypały i już po ptakach – facet wiedziałby, że ktoś mu się do walizki dobierał. Nikt tego nie odtworzy” – mówi „Inżynier”.

Tekst powstał m.in. w oparciu o książkę Tomasza Awłasewicza „Niewidzialni. Największa tajemnica służb specjalnych PRL”, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Agora SA.

Tekst powstał m.in. w oparciu o książkę Tomasza Awłasewicza „Niewidzialni. Największa tajemnica służb specjalnych PRL”, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Agora SA.

Równie banalny był sposób z czapką zawieszoną na klamce… albo tylko zostawioną na podłodze pod drzwiami. Ten, kto włamywał się do pokoju, miał wtedy problem – czy czapka spadła, czy celowo została położona na ziemi? Co teraz zrobić? Zostawić czy powiesić? Najczęściej jednak czapkę zostawiano na ziemi wychodząc z założenia, że gość nie będzie do końca pewien, czy na przykład to nie pokojówka ją zrzuciła albo jakiś inny turysta nacisnął na klamkę, bo pomylił pokoje.

Tak naprawdę nie było sposobu, by się zabezpieczyć przed inwigilacją. Jedynym wyjściem, jak wspomniano, było noszenie wszystkiego ze sobą, ale według rozmówców Tomasza Awłasewicza większości z gości po paru dniach rzeczywiście odechciewało się zachowywania wszystkich środków ostrożności.

Zdarzali się oczywiście profesjonaliści. „Oni to nawet jednej karteczki nie zostawiali, bo się znali na takiej robocie. Jak widzieliśmy, że ktoś ma w pokoju tylko majtki i koszulki, to wiadomo było, co to za gość” – opowiada „Łowca”.

Jeden z funkcjonariuszy Wydziału IX przeszukał raz pokój słynnego terrorysty „Szakala”, który odwiedził Polskę. Ten akurat zostawił w pokoju kilka swoich paszportów z fotografiami. Najwyraźniej czuł się bardzo pewnie albo – co bardziej prawdopodobne – był po prostu nieostrożny.

Czytaj też: Jak SB podsłuchiwała Polaków?

Skaner made in CCCP

Gdy już polscy szpiedzy mieli w rękach dokumenty, należało je starannie skopiować. Służył temu „kombajn” – specjalne urządzenie z dwiema lampami, pulpitem, na którym kładziono kartki papieru oraz z wysięgnikiem z przymocowanym doń aparatem. „I proszę sobie wyobrazić, że to wszystko się składało i mieściło do takiej poręcznej walizeczki. To był radziecki sprzęt, prosty, niezawodny” – mówi „Turysta”, kolejny bohater książki „Niewidzialni”.

Polacy woleli ten kombajn od zachodnich maszyn, które były może bardziej wyrafinowane, ale miały swoje wady. „Kombajn” można było podłączyć do prądu, a tamte miały swoje baterie, które sporo ważyły. Niemiecka firma „Robot” wypuściła maszynę, która miała lampy błyskowe. To po pierwsze groziło zwróceniem uwagi, bo błyskające światło mogło być widoczne na hotelowym korytarzu przez szparę pod drzwiami, po drugie – po wykonaniu kilkuset zdjęć z lampą funkcjonariusz najprawdopodobniej straciłby wzrok.

Radziecki kombajn używany przez funkcjonariuszy Wydziału IX do szybkiego kopiowania dokumentów. Po lewej i po prawej widoczne są lampy, a na górze – aparat fotograficzny.

fot.Archiwum IPN Radziecki kombajn używany przez funkcjonariuszy Wydziału IX do szybkiego kopiowania dokumentów. Po lewej i po prawej widoczne są lampy, a na górze – aparat fotograficzny.

Ważnym zadaniem było ustalenie, co tak właściwie się kopiuje. Funkcjonariusze kontrwywiadu znali języki – angielski, niemiecki, francuski. Gorzej, gdy pojawiał się ktoś z bardziej odległych stron, na przykład z Japonii. Raz więc sfotografowano całą stertę papierów, a okazało się, że były to instrukcje obsługi radioodbiorników, które można było kupić w polskich sklepach. Innym razem jeden z funkcjonariuszy był pewien, że skopiował arcyważny dokument. Po przetłumaczeniu okazało się, że to była konstytucja PRL.

Czytaj też: Najbardziej zaskakujące i najdziwniejsze gadżety, których używali PRAWDZIWI szpiedzy

Podstawa podstaw

„Dla wielu funkcjonariuszy roboty hotelowe były dobrym wprowadzeniem do pracy w wydziale, bo to podstawa podstaw – to akurat robią służby na całym świecie” – mówi jeden z bohaterów książki „Niewidzialni”. Inną formą wykradania tajemnic było przeglądanie poczty dyplomatycznej. Niby nikt tego nie robi… ale na Okęciu było specjalne pomieszczenie, w którym otwierano przesyłki, zanim zostały odebrane przez przedstawicieli ambasad. Funkcjonariusze Wydziału IX zostali nawet odznaczeni, gdy skopiowali dokumenty, które pozwoliły Gierkowi przygotować się do negocjacji jednej z pożyczek. „Idąc na rozmowy, znał już wszystkie pytania”.

Sytuacja był w pewien sposób komiczna. Zachód pożyczał Polsce pieniądze, za które ta kupowała od niego licencje, ale jednocześnie wykradała dokumenty, które pozwalały kupować te licencje taniej. Czyli Polska nie dość, że pożyczała, to jeszcze okradła swych wierzycieli. W latach 70. w PRL pojawiło się dzięki temu wiele produktów dawniej dla Polaków niedostępnych – coca-cola, fiat 126p – to tylko te najsłynniejsze.

Co ciekawe, akcje w hotelach i na Okęciu były tak naprawdę rozgrzewką, przed prawdziwą „przygodą”, jaką było włamywanie się do ambasad i konsulatów zachodnich państw. To była już wyższa szkoła jazdy – wymagała przygotowań, precyzji i zimnej krwi. O tych akcjach, zwłaszcza o otwieraniu zamków przy pomocy promieniowania gamma, także opowiadają rozmówcy Tomasza Awłasewicza – dzięki czemu jego książka daje wyjątkowy wgląd w tajniki pracy służb specjalnych.

Sejf USA w bunkrze w Poznaniu. Amerykanie przechowywali tam najważniejsze dokumenty placówki. Pojawiały się w nim m.in. tajne materiały CIA. Jako że sejf nie był do niczego przymocowany, można było odchylić go od ściany, umieścić z tyłu izotop, uzyskać zdjęcie zamka i dzięki temu ustalić szyfr.

fot.Archiwum IPN Sejf USA w bunkrze w Poznaniu. Amerykanie przechowywali tam najważniejsze dokumenty placówki. Pojawiały się w nim m.in. tajne materiały CIA. Jako że sejf nie był do niczego przymocowany, można było odchylić go od ściany, umieścić z tyłu izotop, uzyskać zdjęcie zamka i dzięki temu ustalić szyfr.

Łatwo dziś potępiać te działania. W końcu były to komunistyczne służby – ich funkcjonariusze z pewnością mogą nie budzić sympatii. Pamiętać jednak trzeba, że Departament II, czyli kontrwywiad, w ostatnich dekadach PRL z represjami wobec opozycji miał stosunkowo mało wspólnego, a jego funkcjonariusze w dużym stopniu przeszli weryfikację po 1989 roku i zapewne służyli jeszcze demokratycznej Polsce.

Takich ludzi potrzebuje każde państwo. Świadczy o tym choćby lektura wspomnień wysokiego funkcjonariusza MI5 Petera Wrighta, który opisywał włamania do biur legalnych instytucji działających w Wielkiej Brytanii. Technika inwigilacji była w gruncie rzeczy bardzo podobna.

Mało tego, ujawnione niedawno dokumenty brytyjskich służb specjalnych dowodzą, że zakładano także teczki obywatelom Imperium Brytyjskiego, wobec których nie było żadnych oficjalnych podejrzeń – robiono to „na zaś”. Inwigilowano organizacje na rzecz wyzwolenia kolonii, z którymi współpracowali posłowie z Partii Pracy. Brytyjczykom zresztą także często chodziło o pieniądze – czyli o wynegocjowanie z nowo powstałymi państwami najlepszych kontraktów na ropę, kauczuk i inne surowce.

Kto więc dziś może właściwie ocenić działania Wydziału IX? „Krocie przecież się wydawało na licencje i dobrze, że chociaż trochę mniej płaciliśmy dzięki tym naszym akcjom. Już i tak przecież wystarczająco długów się nazbierało” – opowiada „Inżynier”.

Bibliografia:

  1. T. Awłasewicz, Niewidzialni. Największa tajemnica służb specjalnych PRL, Warszawa 2021.
  2. P. Wright, Łowca szpiegów, Warszawa 1991.
  3. C. Walton, Imperium tajemnic. Brytyjski wywiad, zimna wojna i upadek imperium, Wołowiec 2015.

 

Czy wiesz, że ...

...we współczesnych środowiskach mafijnych zjawisko pobierania haraczu nadal ma się dobrze? Północnowłoskie przedsiębiorstwa, prowadzące działalność w Kalabrii, nawet nie zgłaszają prób wymuszeń na policję. Haracz jest określany jako „wydatki na bezpieczeństwo”.

...Stalin porównywał chińskich komunistów do… rzodkiewki, czerwonej na zewnątrz, ale białej w środku? W gronie najbliższych kolegów przezywał też Mao „Pugaczowem”, nawiązując do przywódcy nieudanego osiemnastowiecznego ludowego powstania.

...Stalin był tak zbulwersowany "zbyt namiętnym" pocałunkiem w jednej z rosyjskich komedii, że nakazał wycięcie nieprzyzwoitej sceny z filmu? Jego urzędnicy w obawie przed powtórką incydentu zakazali jakichkolwiek pocałunków we wszystkich radzieckich produkcjach kinowych.

...poeta francuski Paul Eluard był tak dumny ze swojej pięknej żony, że nosił w portfelu jej nagie zdjęcia, które pokazywał swoim rozmówcom?

Komentarze (5)

  1. Anonim Odpowiedz

    Szpiegostwo przemysłowe jest stare jak świat. Już mnisi za rządów cesarza Justyniana przeszmuglowali ,larwy jedwabnika z Chin. Autor twierdzi że postawa naszych służb kontrwywiadu gospodarczego była naganna. Więc zapytam czy była w porządku postawa państw które chciały Polsce sprzedawać określone rzeczy po zawyżonej cenie ? Dla przykładu coś co można było kupić za100 dolarów oferowano za 120, w tym przypadku wiedza jak prowadzić negocjacje była bezcenna. Zresztą szpiegostwo przemysłowe, było domeną USA i Niemiec, dziś specjalizują się w nim Chiny. Jeśli szpiegostwo gospodarcze sprowadza się do tego że można nabyć jakąś licencję po normalnej a nie zawyżone cenie nie widzę w tym nic niezwykłego, przecież nikt nie lubi przepłacać za coś co można kupić taniej.

    • Alchemik Odpowiedz

      Słuszna uwaga, jednakże również Rosja, Pakistan i Indie mają bardzo dobry wywiad w tym gospodarczy. Nie wiem jak wygląda obecnie na tym tle Polska i jej służby.

  2. Znafca Odpowiedz

    „Tak też oczywiście było w PRL, kraju, który miał bardzo rozbudowany aparat bezpieczeństwa. Po to głównie, by – niestety – inwigilować własnych obywateli, ale również, by walczyć z innymi wywiadami.”
    Co za bzdura.Teraz jest znacznie gorzej z tym.Za PRL to nie bardzo na mnie zwracano uwagę.A tym bardziej nie bylem szykanowany mimo tego ze nie do końca zgadzałem się z PZPR zwłaszcza w sprawie relacji z ZSRR.Poglądami byłem nawet dalej od „solidarności” niż PZPR.Teraz sytuacja podobna tylko ze ZSRR zastąpiło USA.Wojska zagraniczne w Polsce są bez referendum czyli jest okupacja.I dużo więcej rozrabiają niż Rosjanie.
    „Po to głównie, by – niestety – inwigilować własnych obywateli, ale również, by walczyć z innymi wywiadami.”
    Teraz jest jeszcze gorzej a poziom kontrwywiadu puka od dna.Ja myślę że mógłbym ich bez problemu w konia zrobić gdybym chciał.
    „W końcu były to komunistyczne służby – ich funkcjonariusze z pewnością mogą nie budzić sympati”
    Tak samo jak kapitalistyczne.Do tego wbrew pozorom np. CIA czy FBI to komunistyczne służby a USA są krajem komunistycznym udającym kapitalistyczny.Janusz Korwin Mikke o tym gadał(chociaż bardziej ogólnie) i mimo tego ze nie zawsze się z tym zgadzam to miał rację.Zdarzały się w USA akcje bardziej komunistyczne w USA niż w Polsce np. przymusowy wykup złota co już było totalnym skandalem.Dziwne że tzw. wolnościowcy się tam nie zbuntowali.
    Generalnie radze się zastanowić się zanim się coś napiszę bo wiarygodność tego portalu będzie niższa.Chociaż może w tym portalu chodzi o forsę a nie wiarygodność jak w reklamach które według mnie powinny być solidnie nadzorowane i za nie powinny być srogi kary gdy wprowadzają w błąd.

  3. Znafca Odpowiedz

    Dodam że opisane postępowanie w porównaniu z innymi jest bardzo moralne.W przypadku USA podgląd i kombinowanie bywało często zastępowane bombardowaniami.

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.