Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Jak mogłaby wyglądać III wojna światowa?

Kolumna 1. Dywizji Morskiej USA przemieszcza się przez chińskie linie podczas ucieczki ze zbiornika Chosin. Wojna koreańska stanowiła tzw. wojnę zastępczą między USA i ZSRR

Każdy, kto dorastał w latach siedemdziesiątych bądź osiemdziesiątych XX wieku pamięta zapewne powszechne straszenie atakiem atomowym ze strony imperialistycznego zachodu. Nie było prawie dnia, by telewizja nie pokazywała filmów z próbnych wybuchów jądrowych i map przedstawiających plany ataku na Polską Rzeczpospolitą Ludową. Wychowani w cieniu atomowych grzybów, rzadko pytaliśmy samych siebie, czy wojna wybuchnie. Pytanie brzmiało raczej: kiedy to się stanie.

Z podręczników przysposobienia obronnego uczyliśmy się gdzie się chować w przypadku wybuchu jądrowego, a jeśli nasze szkoły były budowane w latach pięćdziesiątych bądź sześćdziesiątych, mieliśmy duże szanse, by pod ich piwnicami znaleźć schrony atomowe.

Czy rzeczywiście wojna i zagłada były tak blisko, jak nas straszono? Wszyscy czytaliśmy o fałszywych alarmach, które omal nie doprowadziły do atomowej wojny. Najsłynniejszy jest chyba przypadek z września 1983 roku, kiedy radzieckie systemy wczesnego ostrzegania wykryły start, najpierw jednej rakiety, potem czterech, z terytorium USA.

Na pytanie jak mogła wyglądać III wojna światowa odpowiada brawurowa powieść Czerwone żniwa. To osadzona w latach 60. XX wieku wizja alternatywnej rzeczywistości, w której NATO i Układ Warszawski stają przeciw sobie.

Gdyby zawierzyć komputerom, należałoby natychmiast szykować się do przeciwuderzenia. Ale pełniący dyżur Stanisław Pietrow uznał, że rozpoczynanie wojny tak małą ilością rakiet byłoby pozbawione sensu i postanowił nie wierzyć komputerom. Zaryzykował wszystko i prawdopodobnie ocalił nam życie. Amerykanie nie atakowali. Systemy niewłaściwie oceniły sytuację.

Kiedy wszyscy spodziewają się wojny i szykują do niej, jej wybuch może spowodować nawet drobny incydent. Jednak czy podczas Zimnej Wojny byliśmy blisko wybuchu prawdziwej nie przez przypadek, ale w wyniku starannego planowania?

Układ Warszawski i NATO

Na początek należy zdać sobie sprawę, że wbrew radzieckiej propagandzie, powołany do życia w 1955 roku Układ Warszawski nie był instytucją obronną, ale ofensywną. W przeciwieństwie do państw zorganizowanych w NATO, przewodzące Układowi Warszawskiemu ZSRR planowało uderzenie wyprzedzające i nie brało na poważnie możliwości prowadzenia wojny obronnej. Na wypracowanie takiego stanowiska miało wpływ kilka czynników. Nie najmniej ważnym z nich była trauma radzieckiej generalicji z czasów II wojny światowej, kiedy Rosjanie dali zaskoczyć się Niemcom i zostali dosłownie zmiażdżeni niemieckim atakiem.

Ponadto państwa NATO nie miały żadnego (poza ewentualnym politycznym) interesu w atakowaniu krajów leżących po wschodniej stronie żelaznej kurtyny. Zniszczone przez wojnę, ubogie kraje o słabiej rozwiniętym przemyśle nie stanowiły łakomego kąska. Zachód rozwijał się prężnie i bogacił bez wojny. Natomiast Układ Warszawski mógł wiele skorzystać na przejęciu przemysłu wstrętnej kapitalistycznej Europy.

Znaczek wydany z okazji 20-lecia Układu Warszawskiego

Nie bez znaczenia pozostaje także różnica w zarządzaniu NATO i Układem Warszawskim. Znacznie trudniej przekonać do rozpoczęcia inwazji sojusz niezależnych państw (NATO) niż armie krajów podporządkowanych jednemu przywódcy. Co więcej, grające główną rolę w NATO USA, mogły czuć się stosunkowo niezagrożone – długo pozostawały poza zasięgiem radzieckich rakiet, a inwazja na USA była praktycznie niemożliwa.

Między innymi z tego powodu większość gorących konfliktów podczas Zimnej Wojny dotyczyła raczej walki o strefy wpływów. A jeden z najniebezpieczniejszych momentów w historii miał miejsce, gdy ZSRR podjęło próbę zmiany tej dysproporcji zagrożeń i w 1962 roku umieściło na Kubie pociski balistyczne. W odpowiedzi prezydent Stanów Zjednoczonych, John F. Kennedy zarządził blokadę Kuby.

Naprzeciw siebie stanęły dwie floty i wojna wisiała na włosku. Choć Kennedy, dzięki informacjom od agenta w ZSRR, Olega Pieńkowskiego, wiedział, że ZSRR nie jest gotowe na prawdziwy konflikt, nie brał pod uwagę tzw. czynnika ludzkiego. Pewni swego Amerykanie grali ostro – nie ustępowali. Po wykryciu radzieckich okrętów podwodnych wysłali im sygnały wzywające do wynurzenia, a gdy to nie poskutkowało, zrzucili niewielkie ładunki wybuchowe, tzw. sygnalizatory dźwiękowe. Nie mogły one wyrządzić prawdziwych szkód okrętom, jednak oddziaływały na psychikę ich załóg. Dowódca jednego z nich, kapitan Sawickij, pod wpływem niespotykanego stresu wydał rozkaz przygotowania do odpalenia torpedy z głowicą nuklearną. Wedle źródeł radzieckich stało się tak, ponieważ stracił panowanie nad sobą. Do ataku nie doszło, ponieważ powstrzymała go załoga.

Co jednak, gdyby wystrzelił?

Choć Oleg Pieńkowski nie bez racji donosił Amerykanom, że ZSRR nie było gotowe do rozpoczęcia wojny, należy zapytać: czy gotowe było do niej wówczas NATO?

Cóż, nie w Europie.

Podczas gdy Europa Zachodnia odbudowywała się z gruzów i stawiała przede wszystkim na rozwój gospodarczy, ZSRR i jej kraje satelickie pozostawały państwami wojny. To właśnie tam nie pytano: „czy wybuchnie wojna?” ale: „kiedy to się stanie?”. Cały rozwój przemysłowy, powojenna odbudowa dróg i połączeń kolejowych były podporządkowane planowi wojennemu. Nawet edukacja w ZSRR i system planowania obywatelom tego państwa życia, zawierały planowanie wojskowe. Eksperci piszą, że 95% społeczeństwa radzieckiego przeszło przeszkolenie militarne, a w razie wybuchu konfliktu, państwo znalazłoby zastosowanie dla wszystkich: od młodzieży po starców.

Choć Amerykanie mogą, po latach, chwalić się niewątpliwym sukcesem, jakim było zwerbowanie Olega Pieńkowskiego, w rzeczywistości, w latach 60 XX wieku, przegrywali wojnę wywiadów, choć niekoniecznie wyłącznie z własnej winy. O skali zinfiltrowania wywiadu brytyjskiego świadczy sprawa tzw. Piątki z Cambridge – pięciu Brytyjczyków zajmujących wysokie stanowiska w wywiadzie, a pracujących dla Rosjan.

Kim Philby

Najsłynniejszy z nich, Kim Philby, stał na czele Sekcji IX MI6, której celem była… koordynacja działań przeciw ZSRR. Tak wysoko postawieni szpiedzy nie tylko sami przekazywali wrogowi informacje, ale także polecali swoim przełożonym z NATO kolejnych agentów. Amerykanie byli wstrząśnięci odkrywając, że posyłani do prac nad bronią jądrową brytyjscy fizycy, oficjalnie sprawdzeni przez wywiad, pracowali dla ZSRR. Szereg wpadek brytyjskiego wywiadu doprowadził do sytuacji, której Amerykanie nie tylko przestali mu wierzyć, ale wręcz starali się izolować go od własnych danych i znacznie ograniczyli przepływ informacji. Trudno im się dziwić, skoro Philby, już po zdemaskowaniu, nie został aresztowany i zdołał zbiec do Rosji.

Warto wspomnieć, że wywiad brytyjski, w przeciwieństwie do amerykańskiego, nie dysponował możliwością aresztowania szpiegów, lecz musiał tym celu korzystać z pomocy policji. O tym, że sytuacja w MI6 i MI5 daleka była od wyobrażeń ukształtowanych na podstawie filmów i powieści o Bondzie świadczą na przykład procedury związane z rekrutacją „Bondów”. Otóż w latach sześćdziesiątych w Wielkiej Brytanii wciąż opierano rekrutację o tzw. „weryfikację pozytywną”. Oznacza ona, że kandydatowi na pracownika nakazano spisać szczegółowo życiorys, a następnie sprawdzano, czy podane przezeń fakty zgadzają się z rzeczywistością. Jeśli więc sam nie napisał, że jest np. członkiem partii komunistycznej, bądź radzieckim szpiegiem… nikt tego nie weryfikował.

Tak Wielka Brytania, jak i Stany Zjednoczone oraz inne państwa NATO były państwami demokratycznymi, ich obywatele nie mieli w zwyczaju szpiegować się nawzajem, mogli należeć do dowolnych partii (w tym komunistycznych) a ich wolność osobista była niewyobrażalnie większa niż wolność obywateli państw komunistycznych. W efekcie zwerbowanie ich przez wywiady Układu Warszawskiego, dobrowolne, oparte na idealistycznych przekonaniach bądź będące np. wynikiem szantażu, było stosunkowo proste.

Zupełnie inaczej sprawa wyglądała po drugiej stronie barykady, w krajach totalitarnych tłamszących wolność jednostki, poddających swoich obywateli permanentnej kontroli i nagradzającej donosicielstwo. W efekcie wywiady UW dysponowały armią agentów na zachodzie, natomiast wywiady NATO ponosiły na tym polu spektakularne klęski. Większość informacji NATO pozyskiwało w związku z tym dzięki nowoczesnym technologiom: zdjęciom z satelitów i samolotów szpiegowskich, podsłuchom.

Podobnie, na niekorzyść NATO, wyglądała w Europie dysproporcja sił zbrojnych.

23 października 1954 r. na posiedzeniu Rady Północnoatlantyckiej w Paryżu ustalono liczebność sojuszniczych sił lądowych w Europie na 30 dywizji. Liczby tej nie udało się osiągnąć aż do lat osiemdziesiątych. W 1956 r. Sojusz Północnoatlantycki dysponował tylko 20 dywizjami, co więcej, były to dywizje należące do różnych państw, co musiało powodować, w przypadku wybuchu wojny, problemy logistyczne. W tym samym czasie Układ Warszawski tylko w Grupie Wojsk Radzieckich w Niemczech, stworzonej na terenie NRD, dysponował 22 związkami taktycznymi, wyłącznie wojsk radzieckich (a w razie potrzeby wsparłyby je wojska NRD).

Z pomocą natychmiast mogła ruszyć Centralna Grupa Wojsk Radzieckich ulokowana na terenie Czechosłowacji. A tuż za granicą niemiecką, w Polsce, znajdowała się Północna Grupa Wojsk. W przeciwieństwie do sił NATO, wszystkie one były podporządkowane jednemu państwu – Związkowi Radzieckiemu. I choć w latach sześćdziesiątych na czele wojsk sojuszniczych (Polaków, Czechów, Węgrów) nie stali już dowódcy radzieccy, to wszyscy oficerowie z państw UW podlegali szkoleniu w ZSRR. Na korzyść UW przemawiała także standaryzacja sprzętu. Wszystkie armie UW używały takich samych karabinów, transporterów i czołgów, natomiast każdy kraj NATO korzystał z innego, często produkowanego przez siebie, sprzętu. „Janek Kos” mógł w razie potrzeby wsiąść do złożonego w Związku Radzieckim czechosłowackiego czołgu i natychmiast ruszyć do walki. Amerykanin, który podczas wojny przesiadłby się np. na czołg francuski, miałby z tym większe problemy.

Operacja Dunaj

W swoim opracowaniu tematu, pułkownik Płk dr hab. Juliusz S. Tym, cytuje brytyjskiego teoretyka wojskowego Alistaira Buchana:

W porównaniu do wojsk sowieckich siły NATO, szczególnie w Europie Środkowej, sprawiają wrażenie sił zbrojnych koalicji z XVIII wieku. Brak im zdolności do szybkiego rozwinięcia i jednolitego systemu zaopatrywania, a więc dwóch warunków, których spełnienie może uniezależnić Zachód od alternatywy użycia broni jądrowej.

Siły?

Jeszcze w latach osiemdziesiątych stosunek sił wypadał na korzyść UW. Na terytorium Republiki Federalnej Niemiec stacjonowało wtedy ponad 900 000 żołnierzy z 6 państw NATO. NATO dysponowało około 8500 czołgami oraz ponad 1100 samolotami. Układ Warszawski na terytorium graniczących z RFN państw – NRD i Czechosłowacji – miał odpowiednio: 40 dywizji wojsk lądowych z 13 700 czołgami i ponad 2000 samolotów. Zestawienie potencjału broni masowej zagłady wygląda niepokojąco: oba atomowe supermocarstwa dysponowały w sumie 18 545 głowicami jądrowymi o łącznej mocy 9721 MT.

Zdecydowaną przewagę NATO posiadał natomiast na morzu. Choć ZSRR przeprowadziło reformę i rozbudowę floty rozpoczętą przez admirała Siergieja Groszkowa, to jej efekty zaczęły być naprawdę widoczne w latach siedemdziesiątych, a w największym stopniu dotyczyły rozbudowy floty atomowych okrętów podwodnych, zdolnych przenosić głowice jądrowe i szachować USA. Podczas kryzysu kubańskiego uzbrojony w torpedy atomowe okręt był w stanie niemalże rozpętać wojnę, jednak podczas walk lądowych w Europie znaczenie floty byłoby ograniczone. Wobec rażącej dysproporcji jednostek nawodnych nie umożliwiłaby też ona Układowi Warszawskiemu przeprowadzenia inwazji na USA.

Znając swoje ograniczenia, Rosjanie wiedzieli, że będą musieli przeprowadzić błyskawiczny, zwycięski atak na Europę zachodnią, podporządkować ją sobie, następnie zdobyć Wielką Brytanię i w ten sposób postawić USA przed faktem dokonanym, nim zdąży ono przysłać znaczące posiłki.

Ofensywę wojskową planowali wesprzeć propagandową, tak aby po pierwsze przekonać świat, że występowali w obronie swoich granic, a prawdziwym agresorem był zachód, a przede wszystkim zmusić USA do przyjęcia klęski w Europie, a tym samym uznania dominacji ZSRR na arenie międzynarodowej i wymuszenie na USA polityki izolacjonistycznej. Wbrew apokaliptycznym wizjom nikomu nie zależało na totalnym unicestwieniu, choć obie strony planowały użycie broni jądrowej. O ile radzieckie plany były w miarę stałe, w NATO koncepcje użycia borni masowego rażenia podlegały dość znaczącym zmianom.

Pod koniec lat czterdziestych przyjęto w USA Doktrynę Zmasowanego Odwetu, zakładającą, że każdy (a zatem także konwencjonalny) atak ze strony ZSRR musiał się spotkać z masowym odwetem atomowym. Choć brzmi to przerażająco, gdy wspomnimy na dysproporcję sił w tamtym czasie, była to jedyna szansa ratunku dla zachodu. Doktryna ta funkcjonowała do lat sześćdziesiątych, kiedy zastąpiła ją Strategy of Flexible Response – Strategia Elastycznego Reagowania. Dla polskich uszu (wszak bralibyśmy udział w wojnie po stronie UW) brzmi ona przyjemniej. Zakładała bowiem rezygnację z masowego ataku jądrowego, kładła większy nacisk na użycie broni konwencjonalnej i wojsk lądowych. Użycie broni jądrowej miało być adekwatne do działań przeciwnika.

Nim jednak odetchniemy z ulgą, trzeba sobie uświadomić, że broń jądrowa i tak byłaby wykorzystywana. Co więcej, Polacy ucierpieliby prawdopodobnie od niej najciężej. W odniesieniu bowiem do Środkowoeuropejskiego Teatru Działań Wojennych w 1984 r. NATO przyjęło „Koncepcję zwalczania podchodzących drugich rzutów” (Follow-on Forces Attack – FOFA). W uproszczeniu oznaczało to podjęcie wszelkich kroków, przy użyciu broni jądrowej, w celu zapobieżenia dotarciu na front drugiego rzutu wojsk radzieckich.

„Pierwszy rzut” stanowiłyby związki stacjonujące na terenach NRD, Polski i Czechosłowacji. Uzupełnienia dla nich miały przybyć ze Związku Radzieckiego przez Polskę i Niemcy. W te właśnie uzupełnienia NATO wystrzeliłoby rakiety, przy okazji zmieniając Polskę i wschodnią część Niemiec w radioaktywne pustkowie. Korzyść dla NATO byłaby podwójna – unicestwiłoby znaczną część wojsk wroga i przy okazji zniszczyło całą infrastrukturę na najkrótszej drodze z Rosji do Niemiec. Układ Warszawski byłby w stanie wystawić „trzeci rzut”, ale tym razem posiłki musiałyby zmierzać na front dłuższą drogą. FOFA nie rozstrzygnęłaby może o wyniku wojny, jednak dla Polski skończyłaby się zagładą na niespotykaną wcześniej skalę. Pierwsze szacunki mówiły o około 14 milionach zabitych.

Co interesujące, w planowanej w ten sposób wojnie, to „imperium zła”, a zatem Układ Warszawski, zakładało ostrożniejsze użycie broni jądrowej (acz pamiętajmy o proporcjach, „ostrożniejsze” oznacza zrzucenie kilkunastu pocisków, tylko w pierwszej fazie ataku, na Danię oraz bombardowania obiektów strategicznych na terenie Niemiec). Wątpliwe jednak, by radzieccy sztabowcy kierowali się humanitarnymi przesłankami. Celem ewentualnej wojny miało być zajęcie Europy zachodniej oraz przejęcie jej przemysłu. Obrócone w perzynę i napromieniowane np. Zagłębie Ruhry nie przyniosłoby zdobywcom pożytku.

Wybucha wojna…

Gdy przygotowywaliśmy z Radkiem Rusakiem tło wojenne dla naszej powieści, sądziliśmy, że po tylu latach znajdziemy mnóstwo materiałów na temat przyjętych w latach sześćdziesiątych strategii. Myliliśmy się. Ów okres nie jest wprawdzie białą kartą, jednak najwięcej opracowań dotyczy lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku. Opieraliśmy się więc w znacznym stopniu na nich, przyjmując, że żadna wojskowa koncepcja nie pojawia się znikąd (nawet jeśli niektóre bywają rewolucyjne), ale stanowi raczej ewolucję przyjmowanych wcześniej założeń. Jak w takim przypadku wyglądałaby III wojna światowa, gdy znamy już potencjały oby stron i ich podstawowe założenia strategiczne?

Wszystko wskazuje, że Układ Warszawski zaatakowałby pierwszy. Dysponując nie tylko wielką przewagą liczebną, ale także wychodząc od starych założeń rosyjskich i radzieckich, mówiących, że wojna wymaga poświęceń, radzieccy sztabowcy przygotowaliby się na wielkie straty w pierwszym etapie działań. Rozpoczęto by od wspieranych przez taktyczne uderzenia jądrowe, ataków jednostek specjalnych, które od lat przygotowywano na taką operację. Tak rosyjski Specnaz, jak i polscy komandosi ćwiczyli na zachodnim sprzęcie i w zachodnich mundurach, amerykańskich i niemieckich. Wedle planów mieli lądować na terenie wroga w nieprzyjacielskim umundurowaniu, by pogłębiać chaos i zyskać pewną przewagę na starcie. Podobno polscy komandosi zamierzali natychmiast po wylądowaniu zrzucić nieprzyjacielskie kurtki i walczyć w polskich mundurach. Rosjanie nie mieli podobnych oporów.

Administracja Kennedy’ego w czasie kryzysu kubańskiego

Celem jednostek specjalnych byłoby przede wszystkim neutralizowanie taktycznej broni jądrowej NATO, ale także zajęcie i utrzymanie strategicznie ważnych przyczółków. Nie były to plany na małą skalę – Danię planowano wyłączyć z gry właśnie dzięki uderzeniom jądrowym i polsko-rosyjskiemu desantowi komandosów. Dania stanowi doskonały przykład na różnicę w podejściu w NATO i Układzie Warszawskim. Dla radzieckich sztabowców było oczywiste, że Rosjanie i Polacy będą wspólnie realizować zaplanowane w Moskwie działania. Natomiast Duńczycy stanowczo odrzucili amerykańskie żądania, by dla zabezpieczenia tej flanki NATO umieścić w Danii amerykańskie jednostki. Synowie Danii zamierzali poradzić sobie sami i w razie wojny utrzymać pozycje do czasu przybycia sojuszniczych posiłków. Możliwe, że nie zdawali sobie sprawy ze stopnia determinacji Układu Warszawskiego.

A była to determinacja znacząca. Planujący ofensywę, tak w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, zakładali porażająco wysokie straty po własnej stronie. Dla przykładu, w przypadku inwazji na Bornholm, rozpoczętej od desantu 26 Specjalnej Brygady Desantowo-Szturmowej, przyjmowano 40% strat już na etapie przelotu i lądowania, a zatem jeszcze zanim polscy komandosi otworzyliby ogień. Nie uznawano też zasady „nie zostawiamy swoich”.

Komandosów z 1 Batalionu Szturmowego trenowano, by po wykonaniu zadania radzili sobie sami; nie mogli liczyć ani na ewakuację, ani na wsparcie lotnicze, nie wspominając już o jakichkolwiek posiłkach. Z kolei w planowanym ataku na Hamburg przewidziano wysadzenie operacyjnego desantu spadochronowego. Planowano, że do akcji wyruszą dwie radzieckie dywizje powietrznodesantowe, ale w obliczaniu strat założono, że na miejsce dotrze liczebnie już tylko jedna, czyli przyjmowano około 50% strat jeszcze przed włączeniem spadochroniarzy do walki. Na terenie Zagłębia Ruhry wylądować miało ok. 160 polskich żołnierzy z batalionu specjalnego z Lublińca. Wysłano by ich ponad dwa razy tyle – ok. 350 żołnierzy, lecz znów założono, że znaczna część samolotów zostanie zestrzelona. Ci, którym udałoby się dotrzeć na miejsce, podzieleni na siedmioosobowe grupy, mieli niszczyć przede wszystkim obiekty infrastruktury gospodarczej.

Zdecydowano się na takie poświęcenie elitarnych przecież jednostek, ponieważ dla przebiegu wojny najważniejszy był czas. Przewidywano, że NATO uzyska w końcu przewagę w powietrzu, dlatego jednym z podstawowych celów było zneutralizowanie bądź przejęcie lotnisk. Przy czym: „zneutralizowanie” oznacza uderzenia jądrowe tam, gdzie można było sobie na to pozwolić. Wiele lotnisk, na przykład wielkie lotnisko cywilne w Monachium, planowano ocalić kosztem wysokich strat spadochroniarzy, by mogły jak najszybciej służyć siłom powietrznym UW.

Pomysły na przerzucanie Specnazu na teren wroga bywały oryginalne. Żołnierze przed rozpoczęciem działań wojennych mieli zostać wysłani na „wycieczki” autobusami turystycznymi (rzeczywiście podjęto takie działania pod koniec lat siedemdziesiątych), do transportu użyte miały też zostać samoloty cywilne (tu także zakładano gigantyczne straty). W przypadku ataku na przywoływany już Hamburg zakładano, że polscy i rosyjscy komandosi przybiją do portu na pokładzie statków handlowych pozorujących normalne transporty towarów. A wszystko to, przy planowanym uderzeniu w ten port głowicą o sile 50 KT.

Równocześnie na centrum RFN miała uderzyć Centralna Grupa Wojsk Radzieckich (w pierwszym rzucie 28 dywizji ZSRR i NRD), których celem było dotarcie już w drugim dniu walk do Nadrenii a w czwartym wkroczenie do Francji. Ofensywa ta, wspierana taktycznymi uderzeniami jądrowymi na wybrane cele, opierałaby się na ataku zmasowanymi związkami pancerno-zmechanizowanymi. Jednak wyeliminowaniem 42 francuskich rakiet strategicznych średnio-dalekiego zasięgu, które mogły zadać nacierającym straty tak potężne, że niemal uniemożliwiające kontynuowanie ofensywy, znów miał zająć się Specnaz. Jak zwykle, przy ogromnych startach własnych.

Zakładano, że Francuzi nie zawahają się użyć swoich rakiet, ponieważ nie musieli obawiać się odwetu. Ze względów gospodarczych Francja miała zostać zajęta w stanie nadającym się do użytku. Co więcej, wśród generalicji francuskiej przeważali oficerowie pamiętający II wojnę światową. Im nie drgnęłaby ręka przy wydawaniu rozkazu zbombardowania terytorium Niemiec, przez które właśnie przedzierała się Armia Czerwona. Narodowe animozje i uprzedzenia po stronie NATO nie były wcale mniejsze niż w Układzie Warszawskim. A słabiej je tłumiono.

Z kolei I Front Zachodni ruszyłby z Czechosłowacji na Austrię. Tu nie oczekiwano znaczącego oporu. Po stosunkowo szybkim zajęciu Austrii, wojska I Frontu Zachodniego uderzyłyby na Niemcy od południa.

Gdyby w ciągu tygodnia opanowano Europę Zachodnią, wrota do Anglii stałyby otworem. A po jej zajęciu Związek Radziecki liczył, że dzięki równoczesnej ofensywie dyplomatycznej i propagandowej, zmusiłby USA do wycofania się z Europy i skupienia na defensywnej polityce izolacjonistycznej. Ważne było, by przeprowadzić ofensywę jak najszybciej i zneutralizować większość wyrzutni jądrowych, które właściwie użyte mogłyby odwrócić losy wojny. Dlatego tak istotne podczas tej wojny byłoby wykorzystanie na nieznaną wcześniej skalę jednostek specjalnych.

Czy to się mogło udać?

Na papierze tak. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych stosunek sił przemawiał na korzyść Układu Warszawskiego. Rozwój technologiczny zachodu miał znaczenie, ale jeszcze nie tak wielkie, by odmienić losy zmagań.

Pod koniec lat siedemdziesiątych zaczęło się to zmieniać. Przepaść technologiczna rosła i przechylała szale na korzyść NATO. Analitycy radzieccy niemal odliczali dni do ostatniego momentu, kiedy atak będzie jeszcze miał szanse powodzenia. Dość powszechnie uważa się, że wielkie międzynarodowe manewry UW „Tarcza 76” stanowiły przygotowanie do wojny. Przećwiczono w ich trakcie omawiane wyżej strategie. Opisane wcześniej „wycieczki” autokarowe Specnazu po Europie naprawdę wyruszyły w 1978 roku. Na zachodzie zorientowano się jednak, że coś jest nie tak. Nie tylko nigdy wcześniej nie wypuszczono zza wschodniej kurtyny równocześnie tylu turystów, ale też pewne zastanowienie wywoływał fakt, że wszyscy oni byli krótko ostrzyżonymi wysportowanymi młodzieńcami. W związku z tym zamknięto dla kolejnych „wycieczek” granice.

Na pytanie jak mogła wyglądać III wojna światowa odpowiada brawurowa powieść Czerwone żniwa. To osadzona w latach 60. XX wieku wizja alternatywnej rzeczywistości, w której NATO i Układ Warszawski stają przeciw sobie.

Planowanie inwazji zawsze zawiera wiele znaków zapytania. Atakujący francuskie wyrzutnie komandosi mogli przegrać. Desant na Danię mógł skończyć się niepowodzeniem ze względu na wielkie straty atakujących. Niemcy i Amerykanie mogli stawić większy opór niż przewidywano.

A przede wszystkim, mógł zawieźć sprzęt. Kiedy mówimy o przewadze sił Układu Warszawskiego nad NATO, skupiamy się przede wszystkim na liczbach: tyle a tyle samolotów, czołgów, ludzi. Porównujemy technologie, jakby były niezawodne. Tymczasem podczas Operacji „Dunaj” (Inwazja wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację w 1968 roku) zepsuło się około 35% sprzętu, przede wszystkim w transporterach piechoty BTR-60. Zresztą, zawodność rosyjskiego sprzętu była wręcz legendarna. W przypadku wojny, w której decydującą rolę odgrywała szybkość natarcia, tak wysoka wadliwość pojazdów mogła rozstrzygnąć o powodzeniu ofensywy.

W powyższym omówieniu nie pisałem wiele o reakcji innych państw na wojnę. Jak zachowałby się Tito? A przede wszystkim – ten temat spędzał sen tak radzieckim, jak i amerykańskim analitykom – co zrobiłyby Chiny? To już jednak temat na osobną opowieść.

Bibliografia:

  1. Jerzy Kajetanowicz: Strategie Bezpieczeństwa Polski w Drugiej Połowie XX Wieku, Zeszyty Naukowe WSOWL, nr. 3 (161) 2011.
  2. Zbigniew Zielonka, Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych im. gen. Tadeusza Kościuszki we Wrocławiu: Jądrowy Armagedon w ćwiczeniach BURZA-62 – założenia, obliczenia i symulacje, WOJNA – WOJSKO – BEZPIECZEŃSTWO POPRZEZ STULECIA I EPOKI studia i materiały, Uniwersytet Szczeciński 2016;
  3. Płk dr hab. J. Tym, Europa i świat po II wojnie światowej, Dzieje.pl
  4. Płk dr Eugeniusz Januła Eugeniusz Januła: III wojna światowa – plany i realia, Geopolityka.org;
  5. Calder Walton: Imperium Tajemnic – Brytyjski wywiad, zimna wojna i upadek imperium, Wydawnictwo Czarne 2015.
  6. Wiktor Suworow: Specnaz – historia sił specjalnych armii radzieckiej, Dom Wydawniczy Rebis, 2017

Czy wiesz, że ...

...Aleksander Kwaśniewski, zwiedzając destylarnię w Erewaniu, dał się namówić na wystąpienie w roli... odważnika. A że wyglądał akurat wyjątkowo dobrze, okazało się, że zanim udało się go zrównoważyć, na szali trzeba było położyć dobre sześć kartonów dwudziestoletniego koniaku.

...Stalin porównywał chińskich komunistów do… rzodkiewki, czerwonej na zewnątrz, ale białej w środku? W gronie najbliższych kolegów przezywał też Mao „Pugaczowem”, nawiązując do przywódcy nieudanego osiemnastowiecznego ludowego powstania.

...Elena Ceaușescu chciała Nobla z chemii chociaż nie skończyła czterech klas podstawówki? Żona rumuńskiego dyktatora robiła międzynarodową "karierę" naukową. Wszystko dzięki temu, że podpisywała się pod pracami, których treści nawet nie rozumiała. Część z nich wykradał na Zachodzie rumuński wywiad.

...w Polsce za czasów komuny istniała najprawdziwsza szkoła szpiegów? W ośrodku w Starych Kiejkutach szkolono agentów, którzy byli piekielnie skuteczni. Dzięki temu polski peerelowski wywiad wyrósł na prawdziwą potęgę, plasując się tuż za służbami z USA i ZSRR.

Komentarze (89)

  1. Prawda historyczna Odpowiedz

    Kolejne Bzdury i opowieści z mchu i paproci dla tępego Buraczano-Cebulowego prawactwa, albo dla tych Banderowskich troli którzy zaraz będą mnie atakować albo się podszywać i pisać prymitywne dowcipy to może oni uwierzą w takie bajki. Każde ćwiczenia wojskowe mają podobny scenariusz najpierw atak wroga a potem odwet,przewiduje ze całą tą książką to blebleble o niczym i wpisywanie się w antyrosyjskie trędy, jeśli autorzy są tacy odważni to zamiast pisać wzorem innych od kilkudziesięciu lat te same antyradzieckie pierdoły od, których już się chce rzygać gdyż tych jednostronnych debilizmów powstało już triliony i pewnie kolejnej durnoty nikt nie kupi, powinni napisać książkę pt. BRUNATNE ŻNIWA opowiadającą o zbrodniach uSSraela i wasali z NATO gdyż historia tego zbrodniczego paktu jest o wiele dłuższa, ponieważ jeszcze przed powstaniem NATO kryminalista i ludobójca Churchill chciał zaatakować ZSRR Atomami a w Niemczech trzymano kilka milionów żołnierzy Wehrmachtu do Ataku na wschód i do dzisiaj ten pakt istnieje i napada na inne kraje tak że jest o czym pisać zatm odwagi życzę aby napisać drugą część o zbrodniach uSSa i jego wasali i o tym np. Jak uSSa zrywało rozmowy rozprojeniowe. UW powstał jako odpowiedź na przyjęcie do NATO RFN i zmilitaryzowanie Europy Zachodniej i widać że powstał słusznie ponieważ po jego rozpadzie uSSa dalej prowadzi politykę ekspansi i zniewalania krajów Europy Środkowej a skoro to pakt obronny i już nie ma UW to niby po co ten pakt istnieje? Dużo by pisać ale każdy kto ma IQ większe od kury to dobrze wie o co chodzi kryminalistą z Waszyngtonu i kierującym tam Wielkiemu lobby zbroieniowemu.

    • Prawda historyczna Odpowiedz

      Uwaga!!!! komentarze nie na temat, wulgaryzmy i prymitywne dowcipy to sprawka podszywających się pode mnie Banderowskich płatnych Trolli

      • Prawda historyczna Odpowiedz

        Podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych Chruszczow zwiedza wzorowe gimnazjum. Właśnie trwa lekcja religii.
        – Kim byli Adam i Ewa? – pyta znienacka jednego z uczniów.
        – Rosjanami!
        – Dlaczego? – ciekawi się Chruszczow.
        – Nie dość, że byli goli i bosi, to jeszcze kradli jabłka…

        Uwaga!!! komentarze chwalące komunizm to sprawka podszywających się pode mnie Ruskich płatnych Trolli

        • Czytacz

          Cudowny kawał hahahaha aż mi moja mama, która w młodosci usługiwała naszym Bohaterom z SS Galizien i których jestem potomkiem (choć nie znam swego ojca) to ona z tego śmiechu osikała mi rękę hahahahahaha

        • Prawda historyczna

          Cudowny kawał hahahaha aż mi moja mama, która w młodosci usługiwała naszym Bohaterom z SS Galizien i których jestem potomkiem (choć nie znam swego ojca) to ona z tego śmiechu osikała mi rękę hahahahahaha

        • Czytacz

          Tak Tak cudowny kawał hahahaha aż mi moja mama, która w młodosci usługiwała naszym Bohaterom z SS Galizien i których jestem potomkiem (choć nie znam swego ojca) to ona z tego śmiechu osikała mi rękę hahahahahaha

    • Nasz publicysta | Autor publikacji |Paweł Majka Odpowiedz

      Mocny wpis i mocne tezy. Proponuję jednak przeczytać powieść przed jej oceną.
      Ponadto, przy zachowaniu twierdzenia o tym, że UW atakowałby pierwszy, muszę jednak napomknąć, że fragment o zbombardowaniu przez NATO Polski bronią jądrową, z szacunkiem ofiar na 14 milionów, nie wygląda mi na fanatycznie proamerykański;).

      • Prawda historyczna Odpowiedz

        W latach 60tych Radziecki wywiad ujawnił plany ataku nuklaernego przez NATO na UW tzw. Singe integrated operational plan. Czyli zintegrowany plan operacyjny Eisenhower nakazywał zmasowany i skoordynowany atak bombowców B52 rakiet Atlas rakiet Polaris ataki rakiet z Łodzi podwodnych,które notabene miały być wystrzeliwane na cele w polskich miastach wskazane przez „bohatera” kuklinskiego. Regan zaraz po dojściu do władzy zerwał rozmowy w Genewie i Wiedniu i natychmiast grupa planowania nuklaernego NATO przyjęła strategie odstraszania nuklaernego, które zakładało że na wypadek wojny to NATO pierwsze użyj broni jądrowej i od razu rozpoczęto też budowę silniejszej bomby neutronowej. Mi akurat wychodzi na to że to NATO pierwsze miało zaatakować, jednak wiadomo że historie piszą zwycięscy

        • Nasz publicysta | Autor publikacji |Paweł Majka

          Ale o tym pisałem w tekście, w części o strategiach NATO (przechodzenie od koncepcji zmasowanego ataku do zrównoważonej odpowiedzi, z zaznaczeniem, że „zrównoważona odpowiedź” oznaczała tak naprawdę wielkie bombardowanie Polski i NRD). Wyjaśniałem też skąd się brały takie założenia.
          Natomiast NATO zwyczajnie nie miało interesu w atakowaniu państw UW i wywoływaniu wojny w Europie. Nie opłacała się.

        • Prawda historyczna

          No a Rosjanom to niby dlaczego miała się opłacać, dla samej przyjemności zabijania? Bo nie bardzo rozumiem, że jak komuch to niby od razu zły i ma napadać, przecież to by była większa zagłada dla UW bo Ameryka była daleko i by przeżyli natomiast ZSRR i Europa to już raczej niekoniecznie, czyli jeśli ktoś tu by był wygrany to raczej USA i tylko oni by mieli korzyści z tej wojny.

        • Nasz publicysta | Autor publikacji |Paweł Majka

          W 1964, kiedy toczy się akcja powieści, rzeczywiście Amerykanie mogli czuć się bezpieczni. Potem już tak wesoło nie było, za sprawą reformy radzieckiej floty i rozwoju broni rakietowej.

          UW miał co zdobywać w Europie zachodniej – przede wszystkim wielkie zagłębia przemysłowe, lepiej rozwinięte technologicznie niż po wschodniej stronie żelaznej kurtyny. M.in. dlatego UW ostrożniej podchodził do wykorzystania broni jądrowej w Europie. Nie chciano niszczyć zdobyczy.

          Co więcej, gdyby UW opanowało zachód Europy, byłoby tam raczej bezpieczne przed atakiem bronią masowego rażenia. O ile bowiem Amerykanie nie mieliby oporów przed zbombardowaniem krajów komunistycznych, przed odpaleniem pocisków w sojuszników już bym im ręka zadrżała (Niemcy zach. starały się nawet zapobiec objęciu planami bombardowania NRD, więc oni myśleli tymi kategoriami). Rosjanie zakładali, że wyparta z Europy Ameryka przyjmie politykę izolacji i zostanie zmarginalizowana na arenie międzynarodowej.

          Natomiast, czy to byłyby aż takie zyski, żeby ryzykować III wojnę światową? Skoro nie wybuchła, to pewnie nie. Dlatego to, co my napisaliśmy w powieści, to historia alternatywna.

        • Prawda historyczna

          Ja np. mam taką tezę że to USA szykowała napad gdyż już wcześniej chciała wprowadzić NWO a co za tym idzie zmniejszysz populację ludności, na co są dowody np. w Polsce po 89r gdzie spada liczba ludnosciTak że różne rzeczy można wymyślać, jednak jeśli NATO jest tak pokojowe to dlaczego istnieje nadal po 30 latach od rozwiązania UW. i dlaczego USA uzależnia słabsze kraje i buduję tam swe bazy? i dlaczego w dalszym ciągu napada na inne kraje? To co USA pokazuje w ostatnich 30 latach raczej z działaniami pokojowymi nie ma nic wspólnego i w tym czasie zabili kilka milionów ludzi, to raczej jasno pokazuje że nie był to pakt obronny i nie jest.

        • rk

          Nie dajcie się prowokować prymitywnej propagandzie rosyjskich trolli używających nicka „Prawda historyczna”. Ignorujcie.

  2. Czytacz Odpowiedz

    Artykuł dobry, wbrew pozorom zawiera zbliżone do moich przemyśleń tezy. Niestety zwiera kilka błędów logicznych np. pierwszy z brzegu cyt. „Podczas gdy Europa Zachodnia odbudowywała się z gruzów i stawiała przede wszystkim na rozwój gospodarczy…” zestawić z cyt.”Natomiast Układ Warszawski mógł wiele skorzystać na przejęciu przemysłu wstrętnej kapitalistycznej Europy.” Zniszczone były w Europie Zachodniej, Niemcy a Francja, Dania, Norwegia, Austria, Szwecja w żadnym lub minimalnym stopniu. Kolejna sprawa szanse na sukces ataku miał moim Układ Warszawski największe w połowie lat 60 XX wieku. Mimo awaryjności radzieckiego sprzętu, bez użycia broni atomowej NATO nie powstrzymałoby armii UW. I tutaj leży pies pogrzebany gdyby tylko podejrzewano taki atak zarzucono by teren Polski i NRD bombami atomowymi zmieniając nasz kraj w radioaktywną pustynię. Sztabowcy UW szacowali przecież straty jednostek na 60-70%.

    • Nasz publicysta | Autor publikacji |Paweł Majka Odpowiedz

      Według ekspertów rzeczywiście, największe szanse UW miał w latach 60, ponieważ nie odstawał wtedy jeszcze tak technologicznie. Później różnice się pogłębiały, a w latach 80 szanse na zwycięstwo stały się wręcz minimalne a potem żadne.

      • Prawda historyczna Odpowiedz

        Wydaje mi się że mi wyżej napisał Pan coś zupełnie odwrotnego mianowicie że Ameryka w latach 60tych była bezpieczna a w 80tych to ruscy już przeprowadzili reformy i byli groźniejsi, z tego wszystkiegi to mi wychodzi że miałem rację gdyż UW na początku i pod koniec był słaby i raczej starał się bronić przed agresywnym USA.

        • Nasz publicysta | Autor publikacji |Paweł Majka

          Pozorna nielogiczność wynika z kontekstu przeprowadzanej wyżej rozmowy.

          Ameryka była w latach 60 bezpieczna w tym znaczeniu, że inwazja UW na nią, czy ostrzał bronią jądrową były raczej niemożliwe. O to zresztą poszła awantura z Kubą, gdzie Rosjanie instalowali rakiety. Natomiast w Europie UW miało przewagę.

          Natomiast w latach 80 ZSRR miało już środki, żeby potencjalnie zagrozić USA ostrzałem, ale szanse na wygranie wojny przez UW spadły, bo zachód na tyle odskoczył technologicznie, że jego przewaga pod tym względem niwelowała ilościową przewagę UW w ludziach i sprzęcie.

  3. Czytacz Odpowiedz

    Jeszce jedna uwaga cyt.”nigdy wcześniej nie wypuszczono zza zachodniej kurtyny równocześnie tylu turystów” chyba miało być „zza wschodniej kurtyny”.

      • Czytacz Odpowiedz

        Co do przerzucania żołnierzy i spadochroniarzy gdzieś wyczytałem, ze ZSRR miał też pomysł masowego użycia okrętów podwodnych oraz statków wycieczkowych i promów z „turystami”. Poważano też przyjacielską wizytę w portach oraz użycie „Sedov”-a jako środka transportu dla komandosów. Chińczycy mają ciekawe plany dotyczące zajęcia Syberii bez otwartego ataku na Rosję.

        • Nasz publicysta | Autor publikacji |Paweł Majka

          Rosjanie wykazali się sporą kreatywnością pod tym względem. Inna sprawa, że już Schleswig-Holstein w 1939 też przybywał z „towarzyską” wizytą.

  4. Charlie Odpowiedz

    w latach `80 tych, 90% żołnierzy służby zasadniczej LWP ( pobór ) miała w planach poddanie się bez walki w przypadku wojny z Zachodem. Oficerowie polityczni jacy znajdowali się w ówczesnym czasie w strukturach LWP zostaliby zneutralizowani.
    Nikt z ówczesnej młodzieży polskiej nie walczyłby z NATO , nie mówiąc już o armii USA czy UK.

    • Nasz publicysta | Autor publikacji |Paweł Majka Odpowiedz

      Poważnie się nad tym zastanawialiśmy. Przeglądaliśmy rozmowy z żołnierzami (współczesne z żołnierzami z tamtych czasów i ówczesne). Oczywiście, trudno oceniać prawdomówność stwierdzeń padających w czasach PRL. Niemniej zdania były podzielone. Część mówiła mniej więcej tak: „Byliśmy polskimi żołnierzami, a to (PRL – przypomnę) była wtedy Polska. Gdyby więc wybuchła wojna, bilibyśmy się po stronie Polski”. Nie lekceważyłbym też faktu, że w latach 60 część tych żołnierzy szłaby w ataku na Niemcy (bo część spadochroniarzy na Danię). Ludzie, którzy służyli w wojsku w latach 60 mieli w życiorysie doświadczenie okupacji i ruszenie do walki z Niemcami wcale nie musiałoby wywołać u nich jakichś szczególnych wzruszeń. Ale oczywiście w latach 80 wyglądało to już inaczej.

      Przy czym nie da się, niestety, nie wspomnieć o inwazji na Czechosłowację w 68. Nasza armia wzięła w niej udział

      • Psychiatra Odpowiedz

        Coś mnie się widzi że 80% wpisów tutaj dokonał jeden człowiek. Taka dyskusja samego z sobą czasem jest pożyteczna.

    • Czytacz Odpowiedz

      Charlie, żebyś się nie zdziwił. Nie wiem jak zachowaliby się w przypadku zajmowania Dani czy Francji, ale jeśli zostalibyśmy zaatakowani to uwierz mi, że poborowi w tamtym czasie biliby się z napastnikami niezależnie od ich pochodzenia. Podobnie rzecz by się miała podczas ataku na RFN, chęć odwetu na Niemcach drzemiącego w Polakach dałaby o sobie znać.

  5. a Odpowiedz

    Jakoś nie wspomniał Pan, że rosyjskie pociski balistyczne na Kubie były odpowiedzią Rosjan na wcześniejsze rozmieszczenie amerykańskich pocisków balistycznych w Turcji przy granicy z ZSRR.

    • Nasz publicysta | Autor publikacji |Paweł Majka Odpowiedz

      Ponieważ szukaliśmy tego momentu, w którym wojna mogła rzeczywiście wybuchnąć. Gdyby szukać jej głębszych przyczyń, trzeba by się cofać i cofać i tak naprawdę napisać osobny tekst.
      W powieściach wątek turecki się pojawia.

  6. Micha 6 Odpowiedz

    Kryzys kubański spowodowali Amerykanie, rozmieszczając ofensywna broń atomowa w Turcji. Chruszczow zrezygnował z rozmieszczenia rakiet na Kubie po otrzymaniu gwarancji wycofania amerykańskich rakiet z Turcji. Zawsze się zastanawiam dlaczego kryzys kubański jest przedstawiany jako amerykański sukces. Przemalowali porażkę w zwycięstwo, coś jak Pawlak świnie w dzika. Wystarczy się jednak nieco przyjrzeć i wszystko staje się jasne.

  7. a Odpowiedz

    Przy rozważaniach roli Danii w ewentualnej wojnie, proszę wziąć pod uwagę oddzielenie półwyspu od Europy podziemnymi wybuchami jądrowymi w Szlezwiku Holsztynie. Instalacje były przygotowane, a nawet częściowo (a może już całkowicie?) uzbrojone.

  8. Czytacz Odpowiedz

    Komunistyczne kacapy i tak by niczego nie osiągnęli i nawet nie doszli by do Polski gdyż u nas na Ukrainu od wojny działał Banderowski ruch wyzwolenia i posiadaliśmy jeszcze dużo broni po naszych kochanych SSmanach, dlatego nasz ruch zatrzymał by kacapów bo my Banderowcy jesteśmy twardzi nigdy nawet nie cofnęliśmy się przed zabijaniem kobiet i dzieci a co dopiero Komuchów to dla nas Rezunów pestka

  9. Atanazy Pustelnik Odpowiedz

    I. Mój kuzyn był podpułkownikiem – w wieku 30 lat dowódcą pułku, gdy brałem udział jako podchorąży w ćwiczeniach Tarcza 88 (a III wojna światowa nawet wówczas, wbrew pozorom, wydawała się możliwa, ba wręcz bardzo prawdopodobna!). To od niego dowiedziałem się (choć specjalnie tego nie ukrywano), że gdy „w ciągu 24 godzin (!) nie zajmiemy mostów na Renie to możemy kapitulować”. Wojna Jom Kippur pokazała bowiem różnicę klasy między przede wszystkim czołgami, samolotami bojowymi obu stron. Czołgów dotyczyły one głównie w optyce, elektronice japońsko-amerykańskiego pochodzenia, amunicji projektów niemieckich, wyprzedzających sowietów o dekady… Nawet starsze typy w tym i II wojenny staruszek M-4 Sherman z nową wieżą!, doskonale radziły sobie z sowieckimi czołgami będącymi w posiadaniu Arabów, szczególnie ze starszymi typami T-54 i T-55, których masowo używano w UW aż do końca jego istnienia! I nie mogło tego przyćmić zwycięstwo Sowietów w Wietnamie Pd. pozostawionym ze względów politycznych (wewnętrznych USA) samemu sobie…

    II. Oba układy, NATO i UW miały charakter defensywny, nikomu bowiem się nie opłacała nowa wojna (i główne dlatego nigdy ona nie wybuchła, a nie ze względu na nuklearny „straszak”). Poczynania ofensywne miały być jedynie obronnymi uderzeniami wyprzedzającymi ofensywę konkurencyjnego bloku wojskowego. Wojna zwycięska miała być wg sowietów b. krótka. Po decydujących sukcesach w ciągu tygodni, nie nawet miesięcy, miano możliwie szybko postawić teoretycznie twarde ale de facto łagodne, w każdym bądź razie do przyjęcia, warunki rozejmowe.

    III. Sen z powiek sowieckim dygnitarzom wojskowym spędzała uzbrojona „po zęby” armia teoretycznie neutralnej Austrii, szczególnie bardzo swego czasu nowatorskie, najściślej tajne, doskonałe do walki w górach, niszczyciele czołgów (po zakończeniu zimnej wojny po te rzekome staruszki ustawiła się kolejka państw, zwłaszcza z Ameryki Pd., by je za każdą cenę zakupić). W 1988 r. planowano zatem ominąć Austrię za wszelką cenę (nawet – teoretycznie rodem z minionej epoki, stosując politykę ustępstw terytorialnych – kosztem głównie znienawidzonych przez sowietów Węgrów) zmuszając ją do zachowania neutralności.

    IV. Polakom nie ufano (a moim zdaniem niesłusznie – LWP było skrajnie zsowietyzowane), mieliśmy w UW zając się celami drugoplanowymi: Danią i resztą Skandynawii, pod ścisłą kontrolą sowieckich wojskowych. Polska jako kraj – obszar, w planach „odwrotowych” w przypadku niepowodzenia wyprzedzających uderzeń, dla obu układów wojskowych, jako pozbawiona naturalnych istotnych przeszkód, miała być ziemią niczyją – spaloną, tj. zrównaną z ziemią, mającą jedynie spowalniać ruchy wojsk akurat nacierających…

    V. A co się stało z moim kuzynem podpułkownikiem? Otóż jego matka będąc u niego z wizytą, przyjęła księdza po kolędzie… Następnego dnia biurko jego szefa zostało zasypane donosami absolutnie od wszystkich jego kolegów współmieszkańców wojskowego bloku mieszkalnego… Do końca swej „kariery” wojskowej był więc już tylko szefem miejscowego WKU, nigdy nie awansował… A więc…
    Ci co myślą, że oto masowo nasze wojsko przeszłoby w razie III „W” na stronę NATO, niech lepiej zaczną myśleć od nowa…

    VI. Ryszard Kukliński to dla mnie, tak jak np. dla prezydenta Clintona, JEDEN Z NAJWIĘKSZYCH BOHATERÓW NASZYCH CZASÓW, choć na pewno postać nie czarno-biała, „bez grzechu”. To dzięki niemu bowiem być może w 1981 uniknęliśmy III wojny, no bo Sowieci wiedzieli, że Amerykanie już wiedzą, że oni – tj. sowieci i ich sojusznicy, pierwsi nie uderzą, bo… Bo np. przy przesuwaniu się sowieckich sił z pozycji garnizonowych nad granicę polsko-białoruską, ponad 70% sowieckich czołgów i BWP-ów uległo mniej lub bardziej istotnym awariom i w efekcie tego w ogóle nie przybyło do miejsc docelowej koncentracji… To dzięki Kuklińskiemu, który m. in. i o tym informował, NATO nie podjęło więc ostatecznie zaczepnych decyzji, a postawiło na nacisk polityczno-gospodarczy…
    Stad też ostatnio pojawiające się oskarżenia, że Kukliński był potrójnym agentem, a właściwie wyłącznie sowieckim agentem do końca wykonującym jedynie polecenia sowieckiego GRU, są obrzydliwym pomówieniem!

    • rk Odpowiedz

      Zaciekawiła mnie informacja o obawach sowieckiej generalicji przed Austrią, a szczególnie przed jakimś wzbudzającym strach niszczycielem czołgów. Biorąc pod uwagę przedział czasowy, w grę wchodzi jak sądzę jedynie SK-105 Kürassier. Był dość nowatorski z racji bębnowych „magazynków” na pociski i paru innych drobiazgów w rodzaju wydłużonego odrzutu lufy, ale żeby wraz z austriacką armią liczącą wtedy bodajże 35 tys, żołnierzy stanowić powód ominięcia – jakoś nie chce mi się wierzyć. Opis sytuacji raczej odpowiadałby Szwajcarii z jej górami, stacjonarną artylerią ściśle tajnej i szwajcarskiej armii pięć razy liczniejszej od austriackiej. Tylko ten niszczyciel czołgów żadną miarą do Szwajcarii nie pasuje. Mógłbym prosić o jakąś bliższą wskazówkę odnoszącą się do źródeł. podanej informacji?

      • Prawda historyczna Odpowiedz

        Następny Banderowski Troll. Po Polsku pisze się Radziecki, tylko neohitlerowskie płatne trole stosują Goebbelsowską propagandę tak są uczeni na kursach, aby zawsze obrażać ZSRR

        • Czytacz

          Następny Banderowski Troll. Po Polsku pisze się Radziecki, tylko neohitlerowskie płatne trole stosują Goebbelsowską propagandę tak są uczeni na kursach, aby zawsze obrażać ZSRR.

    • Czytacz Odpowiedz

      Następny Banderowski Troll. Po Polsku pisze się Radziecki, tylko neohitlerowskie płatne trole stosują Goebbelsowską propagandę tak są uczeni na kursach, aby zawsze obrażać ZSRR…

    • Czytacz Odpowiedz

      Następny Banderowski Troll. Po Polsku pisze się Radziecki, tylko neohitlerowskie płatne trole stosują Goebbelsowską propagandę tak są uczeni na kursach, aby zawsze obrażać ZSRR….

  10. Jedyny Czytacz Odpowiedz

    Nie życzę sobie używania mojego nicka przez Prawdę historyczną i rk. Trochę odwagi cywilnej. Kopcie się panowie po nabiale gdzie indziej. Nie używajcie tak niskich metod.

    • rk Odpowiedz

      Proszę wybaczyć, ale NIGDY nie użyłem w podpisie Pani/Pana nicka. Natomiast osoby używające najczęściej nicka „Prawda historyczna” (wzorem wszystkich trolli) robią podobną rzecz nieustannie podszywając pod wiele nicków. Pod Pani/Pana nick, pod mój nick i pod co najmniej pod dwa inne nicki (przynajmniej w tym wątku). Będę wdzięczny za niełączenie mojej osoby (mojego nicka) z działalnością podobnych osobników.

      • Czytacz Odpowiedz

        Wiem wie przecież my działamy razem w BanderZonie i to ja się podszywa pod Prawdę historyczną i przepisuje te śmieszne kawały o komuchach

        • rk

          Ja też napisałem kilka, naprawdę Czytacz fajnie się jest pośmiać a wieczorem zapraszam na horyłke i sało nasze ridne sało prywius my Taras ten znajesz ten kuczurawy z naszej BanderZony pristo z iwanofrankiwska. Do pobaczenia na wieczery Stjepan ja tebe kochaju

  11. Prawda historyczna Odpowiedz

    Ja na przykład się przyznaje że jestem Stalinowcem i wielbię Czeka, KGB, morderców z Katynia, sprawców Wielkiego Głodu, twórców Gułagu

    • rk Odpowiedz

      W Katyniu najprawdopodobniej Mordowali niemcy a wielki Głód to sprawka Kułaków, którzy podpalali zboże, tak że się nie ośmieszaj KOMUCHU bo nie znasz nawet historii swej Komuny, natomiast Stalin pomagał głodującym ściągając zboże z innych regionów są u nas w Kijowie na to tysiące dokumentów, natomiast nie ma żadnych że to było wywołane specjalnie tak że się doucz KOMUCHU

    • Czytacz Odpowiedz

      Taka prawda KOMUCHU nasi sponsorzy z SS Galizien z Kanady wielokrotnie wspólnie z CIA opłacali pseudohistoryków, aby wymyślali kłamstwa na temat mitu wielkiego głodu nawet 10lat temu wasza gazeta wyborcza pisała jak zamieniliśmy fotografie, które tak naprawdę były z okresu kryzysu lat 30tych w USA. Tak że widzisz głupi KOMUCHU teraz mamy nieograniczone środki propagandowe i możemy wymyślać na waszą Komune co tylko chcemy hahahaha a historie piszą zwycięscy hahahaha

  12. Prawda historyczna Odpowiedz

    Taka prawda KOMUCHU nasi sponsorzy z SS Galizien z Kanady wielokrotnie wspólnie z CIA opłacali pseudohistoryków, aby wymyślali kłamstwa na temat mitu wielkiego głodu nawet 10lat temu wasza gazeta wyborcza pisała jak zamieniliśmy fotografie, które tak naprawdę były z okresu kryzysu lat 30tych w USA. Tak że widzisz głupi KOMUCHU teraz mamy nieograniczone środki propagandowe i możemy wymyślać na waszą Komune co tylko chcemy hahahaha a historie piszą zwycięscy hahahaha

  13. Prawda historyczna Odpowiedz

    W Katyniu najprawdopodobniej Mordowali niemcy a wielki Głód to sprawka Kułaków, którzy podpalali zboże, tak że się nie ośmieszaj KOMUCHU bo nie znasz nawet historii swej Komuny, natomiast Stalin pomagał głodującym ściągając zboże z innych regionów są u nas w Kijowie na to tysiące dokumentów, natomiast nie ma żadnych że to było wywołane specjalnie tak że się doucz KOMUCHU

  14. Prawda historyczna Odpowiedz

    Ja na przykład się przyznaje że jestem KOMUCHEM, Stalinowcem i wielbię Czeka, KGB, morderców z Katynia, sprawców Wielkiego Głodu, twórców Gułagu

    • rk Odpowiedz

      Pięknie mój przyjacielu Czytacz Trollujesz tego KOMUCHA naprawdę wyśmienita szkoła naszego idola Goebbelsa . Nasz oficer prowadzący powiedział że dostaniesz podwyżkę BRAWO

    • Prawda historyczna Odpowiedz

      Pięknie mój przyjacielu Czytacz Trollujesz tego KOMUCHA naprawdę wyśmienita szkoła naszego idola Goebbelsa . Nasz oficer prowadzący powiedział że dostaniesz podwyżkę BRAWO

  15. rk Odpowiedz

    Ten Prawda historyczna to rzeczywiście jakiś Baran hahahaha to my mamy twój płaszcz i co nam zrobisz hahahaha a mój kolega Czytacz jest kierownikiem tej Szatni hahahaha

  16. Prawda historyczna Odpowiedz

    Ten Prawda historyczna to rzeczywiście jakiś Baran hahahaha to my mamy twój płaszcz i co nam zrobisz hahahaha a mój kolega Czytacz jest kierownikiem tej Szatni hahahaha

      • Jedyny Czytacz Odpowiedz

        Dostaniesz rk Dostaniesz na pewno kulka hrywien rk ci wpadnie i musisz postawić flachę jak ostatnio ja wymyśliłem swój obecny nick Czytacz to stawiałem, pamiętasz aż puściłeś pawia tak pochlalismy w naszym klubie Rezuna.

      • Prawda historyczna Odpowiedz

        Dostaniesz rk Dostaniesz na pewno kulka hrywien rk ci wpadnie i musisz postawić flachę jak ostatnio ja wymyśliłem swój obecny nick Czytacz to stawiałem, pamiętasz aż puściłeś pawia tak pochlalismy w naszym klubie Rezuna.P

  17. Prawda historyczna Odpowiedz

    Zrozumcie durne pszeki, będziemy wam zaśmiecać forum tak długo jak nam się zechce. Może w końcu zrozumiecie, gdzie wasze miejsco.

    • rk Odpowiedz

      Dobrze Czytacz im pojechałeś jeszcze lepiej jak temu komuchowi Prawda historyczna, super go Trollujesz, potrollujemy jeszcze troch dzisiej? Zobaczymy kto jest lepszy rk czy Czytacz?

  18. Prawda historyczna Odpowiedz

    Dobrze Czytacz im pojechałeś jeszcze lepiej jak temu komuchowi Prawda historyczna, super go Trollujesz, potrollujemy jeszcze troch dzisiej? Zobaczymy kto jest lepszy rk czy Czytacz?

    • rk Odpowiedz

      Dobrze Czytacz im pojechałeś jeszcze lepiej jak temu komuchowi Prawda historyczna, super go Trollujesz, potrollujemy jeszcze troch dzisiej? Zobaczymy kto jest lepszy rk czy Czytacz?Niech wreszcie zrozumieją ze Banderowiec to Pan

  19. rk Odpowiedz

    Dobrze Czytacz im pojechałeś jeszcze lepiej jak temu komuchowi Prawda historyczna, super go Trollujesz, potrollujemy jeszcze troch dzisiej? Zobaczymy kto jest lepszy rk czy Czytacz?Niech wreszcie zrozumieją ze Banderowiec to PAN..

  20. Prawda historyczna Odpowiedz

    Dobrze Czytacz im pojechałeś jeszcze lepiej jak temu komuchowi Prawda historyczna, super go Trollujesz, potrollujemy jeszcze troch dzisiej? Zobaczymy kto jest lepszy rk czy Czytacz?Niech wreszcie zrozumieją ze Banderowiec to PAN..

    • rk Odpowiedz

      Obawiam się, że liczba mnoga nie jest w tym przypadku uzasadniona. To jeden (jak raczono go nazwać) degenerat, używający naprzemiennie nicków „Prawda historyczna”, mojego nicka „rk” i nicka trzeciej osoby „Czytacz”. Samemu proszę rozstrzygnąć który nick jest nickiem właściwej osoby.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.