Ciekawostki Historyczne
Generic selectors
Tylko dokładne dopasowania
Szukaj w tytułach
Szukaj w treściach
Szukaj w postach
Search in pages

Samson Mikiciński. Najbardziej zaufany emisariusz polskiego rządu był niemieckim agentem

Mikiciński przez pierwsze miesiące istnienia rządu Sikorskiego był jego najbardziej zaufanym emisariuszem.

fot.domena publiczna Samson Mikiciński przez pierwsze miesiące istnienia rządu Sikorskiego był jego najbardziej zaufanym emisariuszem na okupowany kraj.

Był szemranym przedsiębiorcą, fałszywym dyplomatą i finansowym spekulantem. Nawet po wybuchu wojny myślał tylko o tym, jak zbić majątek. Mimo to władze emigracyjne i polskie podziemie widziały w nim zaufanego sojusznika. Dlaczego tak długo nie dostrzegano, że jest zdrajcą?

Samson Mikiciński urodził się w 1885 roku w okolicach Bielska Podlaskiego, w spolonizowanej rodzinie żydowskiej. Studiował prawo w Petersburgu, a podczas I wojny światowej służył w armii rosyjskiej. Potem walczył u Denikina przeciw bolszewikom – podobno jako oficer wywiadu. Po klęsce białych trafił na emigrację do Paryża. Tam, by zarobić na życie, zajął się fałszowaniem weksli.

Gdy zainteresowała się nim policja, wyjechał do Berlina, gdzie zaczął wprowadzać do obiegu podrobione dolary. Do Polski wrócił pod koniec lat 20. W kraju występował jako przedstawiciel rozmaitych firm francuskich i belgijskich. Próbował też handlować ze Związkiem Sowieckim: nawiązał kontakty ze spółką Sowpoltorg. To sprawiło, że zwrócił na niego uwagę polski wywiad. I być może to właśnie wtedy Samson został współpracownikiem Dwójki, czyli Oddziału II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.

Głowa do interesów

Szukając okazji do zarobku, Mikiciński wchodził w rozmaite, nie zawsze poważne, przedsięwzięcia. Został na przykład prezesem Polsko-Peruwiańskiej Izby Handlowej, z której zdefraudował pieniądze; w dodatku w kontaktach biznesowych twierdził, że jest wicekonsulem Peru. W 1937 roku zatrudnił się w biurze podróży „Argos”, a rok później nabył udziały w innym biurze – „Poltour”. Biura posłużyły mu do rozkręcenia intratnego interesu: pomagał niemieckim i austriackim Żydom w opuszczeniu Niemiec.

Pod koniec lat 30. Mikiciński pomagał niemieckim i austriackim Żydom w emigracji. Na zdjęciu zniszczony podczas nocy kryształowej żydowski sklep w Magdeburgu.

fot.Bundesarchiv//CC-BY-SA 3.0 Pod koniec lat 30. Mikiciński pomagał niemieckim i austriackim Żydom w emigracji. Na zdjęciu zniszczony podczas nocy kryształowej żydowski sklep w Magdeburgu.

Samson jeździł po Europie i kupował wizy do państw Ameryki Południowej, na podstawie których emigrowali potem jego klienci. Jak zauważa znany popularyzator historii Sławomir Koper w swojej najnowszej książce „Piekiełko nad Wisłą”, ta działalność musiała mieć aprobatę niemieckiego wywiadu. Polak znał już wtedy dobrze kapitana Ericha Nobisa z wrocławskiego oddziału Abwehry.

Kupowanie wiz nie było jedynym kontaktem „wicekonsula Peru” z Ameryką Południową. Latem 1939 roku do Warszawy przyjechał chilijski dyplomata Hector Briones Luco z zamiarem otwarcia tam przedstawicielstwa dyplomatycznego. W stolicy doszło do spotkania obu panów i Mikiciński przyjął ofertę pracy w konsulacie. Sprzedał swoje udziały w biurach podróży i otrzymał chilijski paszport dyplomatyczny. Jak się niebawem okazało, był to interes na wagę złota.

Po wybuchu wojny, posługując się tym właśnie paszportem, świeżo upieczony dyplomata wyjechał na Litwę, a następnie przez Szwecję dotarł do Belgii. Przebywając na Zachodzie zorientował się, że różnice w kursie walut pozwalają na łatwy zarobek. Raz w tygodniu jeździł więc z Paryża do Brukseli i za franki kupował dolary. Następnie przewoził je do Paryża i sprzedawał, a na różnicy cen zarabiał ponad 20%. Interes był świetny i Mikiciński dobrze na tym wyszedł; podobno tylko do końca 1939 roku zebrał majątek o wartości aż 30 000 dolarów. Ale był to dopiero początek. Jak pisze Sławomir Koper, „czas wielkich interesów miał dopiero nadejść”.

Latający konsul

Oto Briones Luco mianował Mikicińskiego konsulem w Warszawie i polecił mu zorganizowanie placówki w mieście. Konsulat w stolicy rzeczywiście powstał, co było o tyle dziwne, że Niemcy zlikwidowali tam wszystkie przedstawicielstwa dyplomatyczne poza szczątkową ambasadą włoską. Mało tego, jego siedzibą zostało… dawne mieszkanie generała Kazimierza Sosnkowskiego przy ulicy Frascati 2.

Artykuł został oparty między innymi na książce Sławomira Kopra pod tytułem "Piekiełko nas Wisłą" (Bellona 2019).

Artykuł został oparty między innymi na książce Sławomira Kopra pod tytułem „Piekiełko nas Wisłą” (Bellona 2019).

Możliwe, że całe przedsięwzięcie odbywało się w porozumieniu z polskimi władzami emigracyjnymi w Paryżu. Samson zaoferował prawdopodobnie polskiemu rządowi możliwość bezpiecznego przewiezienia do okupowanego kraju listów i pieniędzy dla ruchu oporu. Według innej wersji poprosił go o to podczas spotkania w listopadzie 1939 roku sam generał Władysław Sikorski. „Czuję się obywatelem polskim i jestem do dyspozycji rządu polskiego” – odpowiedział podobno przedsiębiorczy dyplomata.

1 grudnia 1939 roku Mikiciński otrzymał ze sztabu generała Kazimierza Sosnkowskiego (wówczas komendanta głównego Związku Walki Zbrojnej) półtora miliona złotych na działalność ZWZ w Polsce. Zabrał także wiele prywatnych listów, przesyłek i pieniędzy, a następnie wyjechał do Berlina. Tam okazało się, że są pewne trudności z uzyskaniem pozwolenia na podróż do Warszawy. Ostatecznie pomocy udzielił mu stary znajomy – kapitan Erich Nobis z Abwehry.

Po przyjeździe do stolicy Mikiciński urządził się w mieszkaniu Sosnkowskiego i rozpoczął przekazywanie pieniędzy i przesyłek. Robił to w sposób lekceważący wszelkie zasady konspiracji. Jak wspominał pułkownik Kazimierz Iranek-Osmecki, późniejszy szef wywiadu AK:

Zainteresowane osoby poszukiwał telefonicznie, wzywał do siebie lub wyznaczał im miejsca spotkania w lokalach publicznych. Wiele osób zrezygnowało wskutek tego z zaofiarowanych kwot, inne, czując się zagrożone, zmieniały mieszkania i przechodziły do konspiracji.

Co ciekawe, wbrew obawom nikt, z kim kontaktował się osobliwy kurier, nie został aresztowany. Oznaczało to, że jego działalność była w jakiś sposób aprobowana lub kontrolowana przez Niemców.

Mikiciński przewoził na zlecenie polskich władz na emigracji ogromne sumy pieniędzy.

fot.domena publiczna Mikiciński przewoził na zlecenie polskich władz na emigracji ogromne sumy pieniędzy.

Udany przerzut pieniędzy z Paryża do Warszawy sprawił, że konsulowi zlecono kolejne zadanie. We wrześniu 1939 roku w Rumunii znalazły się duże zapasy polskich złotych, rząd poprosił więc Mikicińskiego, aby przewiózł je do kraju. Ten już w styczniu 1940 roku udał się do Bukaresztu, gdzie pobrał 7 milionów złotych w gotówce. Za ich transport do Generalnego Gubernatorstwa obiecano mu 15 procent prowizji. Przy okazji chętnie brał też prywatne pieniądze, listy i przesyłki od polskich oficerów i urzędników przebywających w Rumunii – z tym, że tu prowizja wynosiła już 30 procent.

Co ciekawe, w Bukareszcie Samsonowi towarzyszył kapitan Nobis. Worki z pieniędzmi dla podziemia obaj panowie załadowali do samolotu i odlecieli z nimi… do Berlina. Dopiero stamtąd pieniądze zostały przewiezione do Warszawy. Ogółem wyprawa przebiegła jednak bez kłopotów, a sława Mikicińskiego jako człowieka o wielkich możliwościach rosła. Wprawdzie nowy komendant ZWZ, pułkownik Stefan Rowecki skarżył się w raporcie z marca 1940 roku, że konsul dostarczył tylko 2,7 miliona złotych, a jego gadatliwość naraża ludzi na dekonspirację, ale kolejne sukcesy współpracownika gasiły te wątpliwości.

Czym jeszcze zasłużył się dyplomata? Otóż potrafił wyciągnąć z obozu koncentracyjnego Karola Eigera, szwagra Zygmunta Gralińskiego, wiceministra spraw zagranicznych w rządzie generała Sikorskiego. Wystawiał też polskim Żydom honorowane przez okupanta chilijskie wizy, dzięki którym mogli wyjechać z okupowanego kraju. Na prośbę niektórych rodzin arystokratycznych wywoził też z Polski i dostarczał do Paryża wartościowe przedmioty: biżuterię, obrazy i inne. I dobrze na tym zarabiał. Sławomir Koper referuje:

Oczywiście nic nie odbywało się charytatywnie, a Mikiciński nie uchodził za specjalnie wybrednego. Pobierając wynagrodzenia, przyjmował wszystko, co miało jakąkolwiek wartość – dzieła sztuki, biżuterię, futra, dywany, alkohole. W efekcie konsulat przy Frascati dość szybko zaczął przypominać skład luksusowych towarów.

Mikiciński potrafił bez większego problemu wyciągnąć z niemieckiego obozu szwagra Zygmunta Gralińskiego (na zdjęciu).

fot.doemna publiczna Mikiciński potrafił bez większego problemu wyciągnąć z niemieckiego obozu szwagra Zygmunta Gralińskiego (na zdjęciu).

Walizka pełna złota

Przy tym wszystkim Mikiciński nie ukrywał, że ma kontakty z Niemcami. W Warszawie odwiedzał siedzibę Gestapo na Szucha, biesiadował z niemieckimi oficerami w restauracjach, a ministrowi Stanisławowi Kotowi w Paryżu oficjalnie mówił, że o ich spotkaniu będzie musiał opowiedzieć pewnemu znajomemu oficerowi.

Według pułkownika Iranka-Osmeckiego, działalność konsula w Warszawie nadzorowana była przez dwóch oficerów Abwehry, którzy wozili go swoim samochodem podczas jego licznych podróży. W stolicy pojawiał się też kapitan Nobis. Wszystkie te kontakty pozwalały Mikicińskiemu wiele załatwić w warunkach okupacyjnych. Nic dziwnego, że władze polskie we Francji właśnie jego poprosiły o wywiezienie z kraju kilku ważnych osób.

Najpierw były to małżonki dwóch wysokich oficerów polskiego wywiadu: majora Jana Żychonia, odpowiedzialnego przed wojną za działania na kierunku niemieckim, oraz szefa Dwójki, podpułkownika Stanisława Gano. Obie panie bezpiecznie znalazły się we Francji, a akcja stała się głośna wśród tamtejszego polskiego środowiska. W takiej sytuacji zlecono konsulowi przemycenie jeszcze ważniejszych osób – żony generała Sosnkowskiego i córki generała Sikorskiego.

Jak Mikiciński zrealizował to zadanie? Pewnego dnia po prostu zjawił się u Jadwigi Sosnkowskiej, która pracowała w Szpitalu Ujazdowskim w Warszawie. Miał list od jej męża, fałszywy paszport i wizę. Podczas podróży występowała jako jego żona. Samochodem udali się do Wrocławia, stamtąd pociągiem do Akwizgranu i do Brukseli, a wreszcie do Paryża. Co ciekawe, przy okazji „kurier” wiózł walizkę pełną złota, zegarków i biżuterii. Mogło skończyć się to bardzo źle, bo za przemyt złota groziła w Niemczech kara śmierci…

Artykuł został oparty między innymi na książce Sławomira Kopra pod tytułem "Piekiełko nas Wisłą" (Bellona 2019).

Artykuł został oparty między innymi na książce Sławomira Kopra pod tytułem „Piekiełko nas Wisłą” (Bellona 2019).

Córka generała Sikorskiego, Zofia Leśniowska, została zapewne wywieziona w podobny sposób. Dyplomata raz jeszcze pokazał swoją skuteczność. Wprawdzie silne były plotki, że obie akcje odbyły się za wiedzą i aprobatą Abwehry, lecz za wyświadczone przysługi przyznano mu Order Odrodzenia Polski.

Grób pod Hajfą

Klęska Francji latem 1940 roku zmieniła sytuację Mikicińskiego. Niemcy uznali, że przestał być dla nich pożytecznym współpracownikiem i do siedziby konsulatu w Warszawie weszła policja. Pracowników aresztowano, pieniądze i kosztowności skonfiskowano. Nalotu dokonano jednak w ostentacyjny sposób, a relacja o nim ukazała się nazajutrz w „Warschauer Zeitung”, co było ewenementem. Nasunęło to podziemiu podejrzenia, że cała akcja była ustawiona i miała na celu uwiarygodnienie dyplomaty w oczach konspiracji. Tym bardziej, że on sam nie został zatrzymany – zniknął.

Pojawił się po kilku miesiącach w Turcji. Zatrudniono go w tamtejszym przedstawicielstwie chilijskim, ale zgodnie ze swoją naturą bardziej poświęcał się operacjom finansowym. Koper w „Piekiełku nad Wisłą” opowiada:

Na wielką skalę przewoził pocztą dyplomatyczną do Stambułu walutę rumuńską i węgierską, wpłacał na szwajcarskie konta, następnie wymieniał na tamtejsze franki, aby ostatecznie wypłacić dolary. Rentowność przekraczała 100% i Mikiciński szybko pomnażał swój majątek. Jednocześnie na Bliskim Wschodzie pojawiła się w obiegu znaczna liczba fałszywych funtów szterlingów, co brytyjski wywiad wiązał z jego osobą. Podejrzewano, że Abwehra usiłuje zachwiać zaufaniem do brytyjskiej waluty.

v

fot.domena publiczna Mikiciński wywiózł z okupowanej Polski również Zofię Leśniowską, córkę generała Sikorskiego

Napływ fałszywych pieniędzy wyczerpał cierpliwość Brytyjczyków. Londyn zaczął naciskać na Polaków, by załatwili sprawę byłego konsula. W styczniu 1941 roku Mikiciński został porwany przez pracowników ekspozytury polskiego wywiadu w Stambule, kierowanych przez porucznika Edwarda Szarkiewicza. Zwabiono go do lokalu, uśpiono zastrzykiem, a następnie przewieziono samolotem do Palestyny i umieszczono w więzieniu Citadel w Hajfie.

Podczas przesłuchań Samson nie wypierał się kontaktów z oficerami Abwehry. Tłumaczył jednak, że nie przekazywał im żadnych informacji ani nie otrzymywał od nich poleceń, a jedynie sowicie ich opłacał za opiekę. Zeznaniom tym nie dano jednak wiary, a wobec żądań Anglików zapadła decyzja o zlikwidowaniu więźnia.

Zajął się tym sam Szarkiewicz, który podczas przewożenia zatrzymanego z jednego więzienia do drugiego upozorował próbę ucieczki i zabił Mikicińskiego strzałem w potylicę. Pochowano go w nieoznaczonym grobie gdzieś w pobliżu Hajfy. Tak zakończyła się barwna historia przedsiębiorcy, dyplomaty, awanturnika, agenta…

Bibliografia:

  1. Sławomir Koper, Piekiełko nad Wisłą, Bellona 2019.
  2. Kazimierz Iranek-Osmecki, Powołanie i przeznaczenie. Wspomnienia oficera Komendy Głównej AK, „Czytelnik” 2004.
  3. Tadeusz A. Kisielewski, Zabójcy, Rebis 2006.

Kup książkę z rabatem w księgarni Wydawcy:

Czy wiesz, że ...

...Amerykanie znaleźli i pojmali Hansa Franka 4 maja 1945 roku? Jak wspominał jego syn, Niklas: „Wiedział, że wkrótce go aresztują. Wcześniej tego dnia dał matce gruby zwitek pieniędzy. Nie było żadnego pocałunku (...). Wyglądało to jak płacenie dziwce”.

...w Auschwitz funkcjonował dom publiczny dla więźniów? Utworzono go, by zmotywować więźniów do cięższej pracy. Wstęp do niego był przywilejem dla wybranych.

...związek z żydowską dziewczyną miał nawet jeden z najbardziej zaufanych ludzi Hitlera  – Joseph Goebbels?  Antysemickie poglądy nie przeszkadzały mu w regularnym spotykaniu się z młodą Żydówką o imieniu Else. I to w czasie, gdy zaczął aktywnie działać w partii nazistowskiej!

...więźniowie sowieckich łagrów dopiero przy temperaturze minus pięćdziesięciu jeden stopni Celsjusza mogli pozostać w barakach? Przy minus pięćdziesięciu spędzali dzień na powietrzu, przy pracy. O odmrożenia było w takich warunkach wyjątkowo łatwo...

Komentarze (4)

  1. A... Odpowiedz

    Typowe dla polskich władz na uchodźstwie i AK. Lepiej zastrzelić dziesięciu niewinnych niż przepuścić jednemu winnemu. Pod tym względem były to chore instytucje.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.